Czerwiec 1991 roku. Polska ledwie odzyskała wolność, w kraju wrze od politycznych sporów, a w cieniu wielkiej polityki dojrzewa zbrodnia, która na dekady stanie się jedną z najgłośniejszych nierozwiązanych zagadek kryminalnych. W willi Waldemara Huczki, zwanego „Lalkiem” – romskiego wójta Nowej Soli, uznawanego za jednego z najbogatszych Romów w Polsce – w nocy z 19 na 20 czerwca 1991 roku rozegrał się dramat, który do dziś rozpala wyobraźnię poszukiwaczy skarbów i miłośników tajemnic.
Mordercy nie przyszli po zwykły łup. Choć z willi zniknęły kilogramy złota, biżuteria, waluty i obrazy, prawdziwym celem napadu było coś znacznie cenniejszego – carskie jajo Fabergé. Bezcenny klejnot, który – jeśli wierzyć świadkom – napastnicy zdobyli po bestialskich torturach. I który przepadł jak kamień w wodę. Minęło 35 lat. Jajo wciąż nie zostało odnalezione.
„Lalek” – król nowosolskich Romów
Waldemar Huczka, ps. „Lalek”, był postacią barwną i kontrowersyjną. Miał 36 lat, mieszkał z 19-letnią konkubiną Anną Warzychą oraz 18-letnim synem, również Waldemarem. Prowadził rozległe interesy – handlował walutami, złotem, antykami i dziełami sztuki. Jego okazała willa w Nowej Soli, okratowana i strzeżona, skrywała prawdziwe bogactwa: porcelanę, precjoza, obrazy.
W środowisku romskim Huczka uchodził za wójta – nieformalnego przywódcę lokalnej społeczności. Był człowiekiem wpływowym, ale też budzącym zazdrość. To właśnie majątek, a zwłaszcza jedna konkretna jego część – legendarne jajo Fabergé – miał stać się jego zgubą.
Noc masakry
19 czerwca 1991 roku, późnym wieczorem, do willi Huczki wtargnęli napastnicy. Anna Warzycha prawdopodobnie brała kąpiel lub była już w łóżku. Syn Huczki dołączył do ojca i konkubiny, gdy bandyci byli już w środku.
To, co wydarzyło się później, przeszło wszelkie wyobrażenia. Ofiary były torturowane. Mordercy używali noży kuchennych, które później znaleziono na miejscu zbrodni. W dłoni Huczki śledczy znaleźli kępkę włosów – świadectwo walki, jaką stoczył z oprawcami. Zabójcy poderżnęli gardła wszystkim trzem ofiarom.
Ciała odkryto dopiero po czterech dniach – 23 czerwca – gdy zaniepokojony brakiem kontaktu znajomy powiadomił siostrę Huczki, która weszła do willi tylnym wejściem. Wysoka temperatura ciała były w stanie zaawansowanego rozkładu.
Skarb, dla którego warto było zabijać
Z willi zniknęło kilkaset tysięcy dolarów, obrazy, złote precjoza, biżuteria. Jednak najcenniejszym łupem – i najprawdopodobniej głównym celem napadu – było złote jajo Fabergé.
Z relacji świadków, w tym sąsiada „Dombasa” (jednego ze skazanych później sprawców), wynika, że jajo było wyrobem jubilerskim najwyższej klasy. Krzysztof D., sąsiad jednego z morderców, zeznawał:
„W 1991 r. spotkałem »Dombasa« na klatce schodowej. Na mój widok wyjął zza kurtki worek foliowy, w którym były monety koloru żółtego i srebrnego. (…) Po kilku dniach zaczęto głośno mówić, że w restauracji Europa »Dombas« na stoliku kulał »złote jajko« robione za cara”.
Opis jaja, który trafił do prasy, mówi o złotej pisance o wysokości około 8–12 centymetrów, inkrustowanej emalią, pustej w środku, zamykanej na półobrót. Na węższym wierzchołku widniało niebieskie niebo, poniżej góry ze szczytami w białej emalii, z których spływały złote wodospady na złotą trawę z kwiatami.
W grudniu 1990 roku, na pół roku przed zbrodnią, Huczka sam pokazywał to jajo jednemu ze świadków. Mówił, że kupił je za 90 milionów złotych, a jego wartość szacował na pół miliarda. Według innych źródeł było to jajo z kolekcji cara Mikołaja II.
Śledztwo, które trwało latami
Pierwsze śledztwo zakończyło się fiaskiem. W listopadzie 1993 roku prokurator przygotował akt oskarżenia przeciwko pięciu mężczyznom, ale w lipcu 1994 roku sąd uniewinnił wszystkich. Kluczowe okazało się alibi – oskarżeni meldowali się w motelu w Białych Błotach pod Inowrocławiem o godzinie 3:50, a sąsiad słyszał krzyki z willi około 2:20. Sąd uznał, że nie zdążyliby dojechać.
Sprawa wróciła do prokuratury. Drugi proces ruszył w październiku 2002 roku. W ławie oskarżonych zasiedli: Jacek D. ps. „Dombas”, Szymon G. ps. „Rudy”, Aleksander G., Zbigniew W. i Hieronim D.. Tym razem zapadły wyroki – od 5 do 25 lat więzienia.
Jednak największa tajemnica pozostała nierozwiązana:
Gdzie jest jajo Fabergé?
Złoty ślad, który prowadzi donikąd
Kilka miesięcy po zbrodni, w czerwcu 1992 roku, w Nowym Jorku na aukcji sprzedane zostało jajo Fabergé o nazwie „Trofeum Miłości” za ponad 3 miliony dolarów. Informacja o aukcji obiegła światowe agencje prasowe i trafiła również do Polski.
Dla prowadzących śledztwo policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Zielonej Górze był to moment przełomowy. Czyżby skradzione jajo z Nowej Soli trafiło na aukcję w Nowym Jorku?
Szybko pojawiły się wątpliwości. Jajo sprzedane w Nowym Jorku nosiło nazwę „Trofeum Miłości” – ale czy to było to samo, które widziano w domu Huczki? Eksperci nie byli zgodni. Niektórzy spekulowali, że owszem, inni wskazywali, że niekoniecznie.
Prawda jest taka, że do dziś nie ma stuprocentowej pewności, że jajo z Nowej Soli było oryginalnym wyrobem Fabergé. Są jednak co najmniej dwaj wiarygodni świadkowie, którzy twierdzą, że takie carskie jajo u Huczki widzieli. Co więcej, na zdjęciach znalezionych przez policję w domu Huczki widać było złote jajko, które trzymał w dłoni.
Co stało się z jajem? Hipotezy i tropy
Przez 35 lat pojawiło się wiele teorii na temat losów zaginionej pisanki:
- Sprzedane za granicą – najpopularniejsza hipoteza zakłada, że jajo trafiło na czarny rynek, a stamtąd do kolekcjonerów na Zachodzie. Aukcja w Nowym Jorku w 1992 roku pasuje idealnie, choć nie ma dowodów.
- Ukryte w Polsce – niektórzy twierdzą, że skarb wciąż znajduje się w kraju, zakopany lub schowany w bezpiecznej skrytce. W środowisku poszukiwaczy skarbów krążą legendy o „Szczelinie” – tajemniczym miejscu, gdzie rzekomo ukryto jajo.
- Zniszczone – równie prawdopodobne, że sprawcy – nieświadomi prawdziwej wartości łupu – potraktowali jajo jak zwykłą złotą biżuterię i przetopili je. „Dombas” ponoć pokazywał znajomym złote jajo wysadzane kamieniami – ale czy to był oryginał?
- Wciąż w rękach jednego ze sprawców – choć większość skazanych odbyła już kary, żaden z nich nigdy nie ujawnił, co stało się z najcenniejszym łupem.
Epilog: cisza wokół skarbu
Do dziś jajo Fabergé z Nowej Soli pozostaje zaginione. Jego wartość – jeśli rzeczywiście było oryginałem – sięga dziś wielu milionów, a być nawet dziesiątek milionów dolarów.
Śledztwo w sprawie zabójstwa zostało doprowadzone do końca. Sprawcy ponieśli karę. Ale prawdziwa sprawiedliwość – choćby symboliczna – nie została wymierzona, dopóki skarb nie wróci na swoje miejsce.
Czy carska pisanka z Nowej Soli kiedykolwiek wypłynie na powierzchnię? A może od lat spoczywa w czyjejś prywatnej kolekcji, pod inną nazwą, zapomniana przez świat? A może została zniszczona, a wraz z nią bezpowrotnie przepadła jedna z najcenniejszych pamiątek po carskiej Rosji?
Póki co odpowiedź na te pytania kryje się w mroku – tak jak i tamtej czerwcowej nocy 1991 roku, gdy mordercy wynosili z willi przy ulicy *** w Nowej Soli łup, który do dziś rozpala wyobraźnię. Gdzie jest carski skarb z Nowej Soli?
To pytanie wciąż czeka na odpowiedź.
***
Czy wiesz, że… Jaja Fabergé to jedne z najdroższych dzieł sztuki na świecie. Wykonywane na zamówienie carów Aleksandra III i Mikołaja II, powstawały w pracowni Petera Carla Fabergé w latach 1884–1917. Z 50 carskich jaj zachowały się 43. Jedno z nich – być może to z Nowej Soli – wciąż czeka na odkrycie.