25 lat więzienia. Nie trzeba zadawać tylu pchnięć

Nasuwał się wniosek, że sprawca (już na wstępie ustalono, że była to jedna osoba, najprawdopodobniej mężczyzna) musiał czuć do ofiar wielki gniew. Być może zabił ich z zemsty i upozorował rabunkowy motyw zbrodni. Morderstwa dla zysku rzadko bowiem charakteryzują się aż taką ekspresywnością. Jednak tym razem wstępna hipoteza okazała się błędna. Było dokładnie na odwrót niż założono.

Stali pod starą, na wpół zrujnowaną wiatą, zgrupowani wokół popielniczki. Było to jedno z niewielu miejsc w gospodarstwie ogrodniczym, gdzie można było palić. Jednak krótka przerwa na papierosa musiała być. Szef sam do niedawna należał do niewolników nikotyny, więc rozumiał ludzkie słabości. Pilnował tylko, żeby nie zaprószyli ognia.

Andrij M. podszedł do grupy robotników i rozejrzawszy się wśród nich, wypatrzył Mykołę, który dopiero od wczoraj tu pracował. Wziął go pod ramię, odeszli na bok.

– Jesteś tu nowy, więc chciałem ci coś powiedzieć. Tylko nie mów, że wiesz to ode mnie – zaczął konfidencjonalnie Andrij. Po czym kontynuował: – Widziałem cię z Dmytrem i Ihorem z pokoju nr 9. Radziłbym ci na nich uważać.

– A co z nimi jest nie tak? Masz coś do nich? – pytał go zaintrygowany.

Odpowiadał, że w zasadzie nic do nich nie ma. Dobre chłopy, ale ponieważ mieszka z nimi, wie o nich więcej niż inni. I są to dość znamienne informacje.

– Przedwczoraj widziałem jak pewni ludzie przyjechali do nich samochodem i gdzieś ich zabrali. Wrócili w nocy.

– Co w tym złego? Pewnie jacyś znajomi ich odwiedzili…

– Owszem, znajomi, ale nie tacy zwyczajni znajomi. Napakowane osiłki, przyjechali beemką z przyciemnionymi szybami.

– Nasi?

– No nie wiem, na mój gust Gruzini…

Na dźwięk ostatniego słowa Mykoła struchlał. W sadach i gospodarstwach szkółkarskich w okolicach Puław można było spotkać wielu obywateli byłego ZSRR. Większość ciężko pracowała, ale byli i tacy, którzy na Lubelszczyźnie robili interesy. Na ogół nielegalne. Współpracując z nimi można było nieźle zarobić, ale marny był los kogoś, kto im podpadł, na przykład nie rozliczył się z dostawy prochów. A pewna gruzińska grupa, która zdążyła się tu zadomowić, budziła największy strach.

– Przyjeżdżajcie jak najszybciej, są dwa trupy. To chyba morderstwo – takie dramatyczne słowa usłyszał w słuchawce telefonu, 10 grudnia 2019 roku, około godziny 13, dyżurny komendy policji w Puławach.

Ekipa kryminalno-dochodzeniowa udała się pod wskazany adres, do gospodarstwa szkółkarskiego w B. Właściciel zaprowadził funkcjonariuszy do podłużnego kontenera mieszkalnego, w którym miało zakwaterowanie kilkunastu robotników zatrudnionych w gospodarstwie. Zewsząd słychać było ukraiński język. Ludzie byli zszokowani wstrząsającym odkryciem.

W pokoju nr 9 leżały zwłoki dwóch młodych mężczyzn: 29-letniego Dmytra W. i 30-letniego Ihora L. Ich ciała były zmasakrowane od licznych ciosów zadanych nożem. Mogło to być morderstwo na tle rabunkowym, lecz w trakcie czynności dochodzeniowo-śledczych funkcjonariusze dowiedzieli się, że zamordowani rzekomo utrzymywali kontakty z jakąś bliżej nieokreśloną grupą przestępczą. Ktoś widział Dmytro i Ihora w towarzystwie podejrzanych osiłków. Ktoś inny był świadkiem, jak wnosili do pokoju spore paczki. Nikt jednak nie potrafił powiedzieć na ten temat nic bliższego, każdy tylko słyszał o tym od innych.

– Nie pamiętam kto mi o tym mówił, ale na pewno były wśród nas prowadzone rozmowy o Dmytro i Ihorze – takie wypowiedzi z ust robotników słyszeli policjanci.

Brutalny charakter morderstwa dawał do myślenia. Pasował motyw gangsterskich porachunków. W takich środowiskach nie wystarczy zabić. Jeśli w grę wchodzi zemsta, przestępcy często to w makabryczny sposób akcentują. Być może Dmytro i Ihor narazili się im, oszukali ich albo zwlekali z oddaniem długów i dlatego tak bestialsko zostali zamordowani.

Policja postanowiła zbadać ewentualne powiązania denatów z gangsterami. Zwrócono jednak uwagę na pewien zastanawiający szczegół. W pokoju zamieszkanym przez Dmytra W. i Ihora L., gdzie doszło do zbrodni, były trzy miejsca do spania. Trzeciego mieszkańca nigdzie nie było…

Policja dowiedziała się, że z Dmytrem i Ihorem mieszkał ich rodak, Andrij M. Jeszcze tego samego dnia rano widziano go w gospodarstwie. Nikt, łącznie z właścicielem sadów, nie wiedział dlaczego nagle opuścił miejsce pracy i gdzie obecnie przebywa. Założono, że jego zniknięcie nie było przypadkowym zbiegiem okoliczności. Mężczyzna mógł być świadkiem morderstwa kolegów i wystraszony uciekł. Nie można było wykluczyć, że podzielił los Dmytra i Ihora lub wkrótce skończy jak oni. Oczywiście była to tylko jedna z rozpatrywanych hipotez.

Nie miał innego wyjścia. Musiał ich zabić. Chodziło o pieniądze. I to spore. Takiej forsy nie zarobiłby pracą. Wierzycielom, którzy siedzieli mu na karku, spieszyło się. Wiedzieli gdzie go znaleźć, a ich słowa nie pozostawiały cienia wątpliwości co z nim zrobią jeśli do reszty stracą cierpliwość.

Zwykła kradzież tym razem nie wchodziła w grę. Dmytro i Ihor musieli zginąć. Inną rzeczą było wyciągnąć im z portfeli niewielką kwotę, a co innego wejść w posiadanie grubego pliku dolarów. Nie trzymali ich pod ręka, lecz dobrze pilnowali. Zwłaszcza przed nim. Bo już go przejrzeli. Nie mieli wątpliwości z jakiej przyczyny giną im drobne.

– Jak jeszcze raz to zrobisz, wybiję ci wszystkie zęby! – zagroził mu Ihor.

Andrij tłumaczył się, że miał nagłą potrzebę, że zwróci forsę co do grosza, jak tylko zarobi. Udawał skruszonego i zawstydzonego. Nawet się popłakał na niby. Przyjęli wyjaśnienia, ale zaczęli na niego uważać. Tak to już jest. Złodziejom nie można do końca wierzyć na słowo. Dlatego jedyną opcją było pozbawienie ich życia, a następnie zabór dolarów. Oczywiście będzie musiał znaleźć schowek, w którym je przechowują. Z tym nie powinno być większych komplikacji. Dzielony z nimi pokój nie był duży, więc przeszukanie go nie potrwa zbyt długo. Gdzieś ta forsa musi być.

Trudniejszym zadaniem będzie zabić ich tak, żeby za to nie odpowiedzieć, pozostać poza podejrzeniem. Ale człowiek w wielkiej potrzebie jest bardzo pomysłowy. Andrij opracował plan idealnej, w jego mniemaniu, zbrodni. Trudno, pobrudzi sobie ręce, zrobi straszną rzecz, ale dzięki temu spłaci hieny, które grożą mu okaleczeniem lub śmiercią, a potem wyjedzie daleko stąd i rozpocznie nowe życie. Miał jednak pewne obawy czy uda mu się je zmienić. Tyle razy próbował i nic nie wychodziło, zawsze przegrywał.

36-letni Andrij M. pochodził z małej miejscowości pod Nowogrodem Wołyńskim. Był silny, wytrzymały, całkiem dobrze radził sobie także jako mechanik samochodowy. Mógłby wiele osiągnąć, dorobić się, gdyby nie alkohol, hazard i ostatnio narkotyki.

Przez te trzy nałogi od lat systematycznie staczał się po równi pochyłej. Tracił pracę za pracą, zapożyczał się, kolegował się z najgorszymi szumowinami. Wielu z nich miało na koncie kradzieże z włamaniem, pobicia, napady rabunkowe i pobyt w więzieniu. Nie upłynęło dużo czasu, gdy i Andrij trafił na kilka lat za kraty, skazany za udział w rozboju.

Po wyjściu na wolność próbował wziąć się w garść. Przyrzekł sobie skończyć z prochami i kartami, alkohol zaś tylko okazyjnie. Opuścił Ukrainę i przyjechał do Polski. Na początku szło mu nieźle. Znalazł zatrudnienie w gospodarstwie ogrodniczym w małej miejscowości pod Puławami. Właściciel regularnie płacił, nie oszukiwał, był ludzki. Praca, chociaż ciężka i wymagająca precyzji, nie sprawiała Andrijowi problemów. Polubił ją, nie miał powodów do narzekania.

Niestety, koszmary powróciły. Nie mógł się oprzeć automatom, które były w barze we wsi. Liczył też na uśmiech losu w internetowym pokerze. Ale los ani razu się do niego nie uśmiechnął, ciągle przegrywał i tracił pieniądze. Doszły narkotyki, które zażywał żeby się znieczulić. Miał coraz większe długi, zapożyczył się u ludzi, którzy zawsze chętnie pomagali bliźnim, znajdującym się w potrzebie finansowej, ale nie tolerowali opóźnień w spłacie zobowiązań. Andrij wbrew instynktowi samozachowawczemu pogrążał się coraz bardziej, aż w końcu znalazł się na krawędzi przepaści.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 1/2025 (tekst Mariusza Gadomskiego pt. Bo miał nóż na gardle). Cały numer do kupienia TUTAJ.