Zabójca o twarzy dziecka. Był chłodny, wrześniowy poranek, gdy ciemność nad Kiedrzynem, dzielnicą Częstochowy, zaczęły rozcinać pulsujące światła wozów strażackich. Zegar ledwo wskazywał godzinę 5, kiedy ciszę osiedla przerwał odgłos syren.
Płomienie nie zdążyły pochłonąć domu, ale dym unosił się nisko nad osiedlem, a nieprzyjemny swąd sprawił, że okoliczni mieszkańcy zamykali uchylone na noc okna. Strażacy weszli do środka niemal po omacku, przedzierając się przez kłęby czarnego dymu. W jednym z pomieszczeń natknęli się na ciało kobiety, częściowo nadpalone, leżało bezwładnie na podłodze. Nie była to jednak ofiara pożaru czy zaczadzenia. Kobieta miała związane ręce i nogi, a na głowie ślady brutalnej przemocy. Nikt już nie mógł jej pomóc. Szybko okazało się, że ofiarą była 75-letnia właścicielka domu, Zdzisława N.
Adrian Ś. z pewnością nie należał do nastolatków, których stawia się innym za przykład. Jego zachowanie, przyzwyczajenia i sposób bycia dalekie były od ideału, a źródeł tego należałoby szukać w dzieciństwie naznaczonym bolesnymi doświadczeniami.
Zabójca o twarzy dziecka
Chłopiec wychowywał się w rodzinie, którą bez wahania można by określić mianem patologicznej, pełnej przemocy, chaosu i emocjonalnego zaniedbania, co nie mogło pozostać bez wpływu na jego rozwój. Gdy miał zaledwie 10 lat, dramatyczna sytuacja w domu rodzinnym doprowadziła do decyzji o umieszczeniu go pod opieką ciotki Janiny, która jako rodzina zastępcza podjęła trud wyprowadzenia chłopca na prostą.
Od 2012 roku, gdy zamieszkał z nią w Częstochowie, przy ulicy majora Sucharskiego, starała się stworzyć mu warunki odmienne od tych, które znał wcześniej. Pokazała mu świat bezpieczny, stabilny i pełen troski oraz miłości. Jednak mimo jej wysiłków, Adrian nie potrafił całkowicie uwolnić się od przeszłości. Obrazy z dzieciństwa, które na zawsze zapisały się w jego pamięci oraz wzorce, jakie chłonął przez pierwsze lata życia, odcisnęły na nim trwałe piętno, utrudniając pełne otwarcie się na nowe wartości i sposób życia proponowany przez dalszą rodzinę. Nikt jednak nie przypuszczał, że ten zbuntowany nastolatek, choć znany z kłopotliwego zachowania, przekroczy kiedyś granicę nie do pomyślenia. Nikt nie wierzył, że chłopak, który do tej pory uciekał się najwyżej do drobnych wybryków, potrafiłby podnieść rękę na kogoś słabszego, bezbronnego. A jednak, pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, to właśnie on stał się sprawcą okrutnej zbrodni.
Zamożna starsza pani
Zdzisława od lat mieszkała sama w dużym, zadbanym domu. Choć prowadziła życie raczej spokojne i oszczędne, w okolicy uchodziła za kobietę zamożną, a sąsiedzi szeptali, że przez lata zgromadziła niemały majątek. Plotki krążyły od dawna: o drogich zegarkach ukrytych w szufladach komody, o biżuterii odziedziczonej po rodzinie, o oszczędnościach trzymanych gdzieś w domu, z dala od banków.
– Pewnie trzyma pieniądze w skarpetach – mówili niektórzy, zerkając zazdrośnie w stronę jej pięknego domu otoczonego ogrodem.
Adrian znał te opowieści. Słyszał je nie tylko od sąsiadów, ale i w domu, w którym sam mieszkał, tuż obok, u swojej cioci Janiny. To właśnie Janina często odwiedzała Zdzisławę, pomagając jej w codziennych sprawach, robiąc zakupy, doglądając ogrodu. Obie kobiety dobrze się rozumiały, darzyły się wzajemną sympatią i zaufaniem, co nie umknęło uwadze chłopaka. Czasem i on bywał u Zdzisławy. Wiedział, jak wygląda dom w środku, znał jego układ, orientował się, gdzie Zdzisława trzyma różne rzeczy. Wiedział też, że jest sama. I że nikt nie zareaguje od razu, jeśli coś się wydarzy.
Jesienna noc
Ulica majora Sucharskiego w Częstochowie to miejsce niemal zapomniane przez zgiełk miasta, jakby zatrzymane w czasie, gdzie życie toczy się własnym, spokojnym rytmem, bliskim naturze. Wąska, miejscami gruntowa droga biegnie pośród lasów i łąk. W tej cichej enklawie, tuż przy miejscu, gdzie Sucharskiego łączy się z drogą wojewódzką nr 483, rozsiane są nieliczne domy. W jednym z nich mieszkała Zdzisława N., starsza kobieta, która od lat była częścią lokalnej społeczności. Kilka kroków dalej, stał dom, w którym Adrian wraz z ciocią Janiną i jej rodziną tworzyli swoją codzienność. To tam jego życie zaczęło się od nowa, gdy jako 10-letni chłopiec w 2012 roku trafił pod opiekę Janiny.
Lata mijały, a Adrianowi zdarzały się pewne wybryki. Kilka lat wcześniej przydzielono mu nawet kuratora z powodu powtarzającego się sięgania po alkohol.
Tamtego pamiętnego wieczoru, 13 września 2018 roku, u Zdzisławy panowała niezwykła cisza. W powietrzu unosił się zapach kleju i papieru. Kobieta, z uporczywą troską i oddaniem, przygotowywała ozdoby choinkowe, jak co roku, z wyprzedzeniem. Odwiedziła ją Janina. Kobiety z uśmiechem i pełnym zaangażowaniem tworzyły ozdoby, rozmawiając przy tym o codzienności.
Zabójca o twarzy dziecka
Pracowały długo i nieprzerwanie przez wiele godzin. Gdy zegar wskazał godzinę 1, Janina wróciła do domu. Poszła do łazienki, przygotowała się do snu, a kilkanaście minut później wsunęła się pod ciepłą kołdrę i zasnęła, nie wiedząc nawet, że nie wszyscy domownicy jeszcze śpią.
Tej nocy Adrian czekał cierpliwie w swoim pokoju na dogodny moment. Leżał na łóżku, nasłuchując kroków cioci, której wizyta u Zdzisławy bardzo się przedłużyła. Wreszcie usłyszał szczęk zamka w drzwiach, widział światło w korytarzu. Potem Janina krzątała się jeszcze cichutko, aż wreszcie zamknęła drzwi sypialni. Odczekał jeszcze chwilę, by mieć pewność, że ciotka zasnęła, po czym wymknął się niepostrzeżenie z domu.
Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po „Detektywa Wydanie Specjalne” 4/2025 (tekst Anny Strzelczyk pt. Zabójca o twarzy dziecka). Cały numer do kupienia TUTAJ.