Agnieszka Bugno zaginęła w 1989 roku

Wiele małżeństw marzy o tym, by los obdarzył je podwójnym szczęściem, parą bliźniąt, chłopcem i dziewczynką. Takie marzenie nosiła w sercu także Bożena Bugno z Sosnowca, a los okazał się dla niej niezwykle łaskawy. 27 września 1984 roku jej życie rozświetlił podwójny cud: narodziny Agnieszki i Przemka, upragnionych dzieci, które już od pierwszych chwil wniosły do domu ciepło, radość i bezgraniczną miłość. Śliczne, urocze maluchy szybko zawładnęły sercami całej rodziny, stając się jej największym skarbem.

Często bywa tak, że bliźnięta, choć fizycznie są do siebie uderzająco podobne, to ich charaktery potrafią stanowić prawdziwy kontrast. Bliźnięta Bugno różniły się jednak zarówno fizycznie, jak i pod względem temperamentu. Agnieszka i Przemek od najmłodszych lat darzyli się niezwykłą miłością, wspierali się w codziennych odkryciach i razem uczyli życia. Od pierwszych chwil widać było, że to dziewczynka przejmuje rolę przewodniczki. Rosła szybciej, z łatwością zdobywała nowe umiejętności i odważnie stawiała czoła wyzwaniom, podczas gdy Przemek, zapatrzony w nią, naśladował jej zachowania i chętnie podążał jej śladem. Różnice w charakterze i temperamencie były wyraźne: ona śmiała, energiczna, skora do działania, on bardziej refleksyjny, spokojny i pełen podziwu dla siostry. A jednak, ta odmienność nie dzieliła ich, przeciwnie, była podstawą silnej więzi między rodzeństwem.

– Agnieszka była odważniejsza, szybsza, bardziej pewna siebie – wspomina pani Bożena Bugno. – Przemuś musiał się zastanowić zanim coś zrobił, był ostrożniejszy. Obydwoje byli w stosunku do siebie bardzo opiekuńczy.

Rodzina Bugno mieszkała w Sosnowcu, w mieście, które przez lata było dla nich tłem codziennych radości i trosk. Jednak na początku 1989 roku życie rodziny nabrało nowego rytmu. Przeprowadzili się bowiem do mieszkania w bloku na osiedlu Bór. Było to miejsce spokojne i przyjazne, zaledwie kilka budynków otoczonych zielenią, w pobliżu znajdował się kościół, szkoła i przedszkole, czyli wszystko to, co potrzebne młodej rodzinie.

Nowe otoczenie pozostawało nieznane, sąsiedzi byli jeszcze obcy, bo Bożena i jej bliscy dopiero zaczynali wić swoje gniazdko. Większość czasu pochłaniało im urządzanie mieszkania, ustawianie mebli, dopasowywanie drobiazgów, by stworzyć przytulny dom. Ojciec Agnieszki i Przemka, Marek, z zawodu kierowca, często wyruszał w trasy, nierzadko również w dni świąteczne, dlatego ciężar codzienności spoczywał głównie na ramionach pani Bożeny.

Święta Wielkanocne w 1989 roku wypadały w marcu. 26 marca rodzina spędziła dzień wspólnie, ciesząc się atmosferą Zmartwychwstania Pańskiego. Następnego dnia oczekiwano wizyty teściów Bożeny, a więc kobieta od rana czuła lekkie napięcie związane z przygotowaniami. Był poniedziałek, 27 marca, lany poniedziałek, od niemal tygodnia trwała już astronomiczna wiosna i tego dnia wyjątkowo dało się to odczuć, bo powietrze było ciepłe, niemal pachniało latem, a słońce hojnie obdarzało świat swoim blaskiem. Agnieszka i Przemek tego dnia obchodzili swoje małe święto. Urodzili się dokładnie 4,5 roku wcześniej, co z dumą podkreślali.

Każde z bliźniąt otrzymało tego dnia psikawkę w kształcie jajka. Pryskali się wodą, a ich perlisty śmiech roznosił się po mieszkaniu. Dzieci radośnie oblewały się wodą, celebrując wielkanocny zwyczaj. O godzinie 15 Bożena ubrała bliźnięta w czyste, suche ubranka, by chronić je przed chłodem. Choć dzień był ciepły, to wiosna dopiero rozkwitała i matczyna troska podpowiadała jej, że dzieci muszą być ciepło ubrane. Agnieszka i Przemek sami zakładali swoje niebieskie buciki, identyczne, dlatego mama narysowała na nich małe znaczki, by każde wiedziało, które są jego. Agnieszki miały drobne kółeczko, a Przemka – gwiazdkę.

Ten prosty rytuał dawał im satysfakcję i poczucie odpowiedzialności, bo każde z nich zawsze dokładnie sprawdzało znak, zanim wsunęło but na małą stopę. Gotowe do zabawy, usiadły na podłodze, wsunęły buciki i z uśmiechem zapewniały mamę, że będą się bawić tylko tuż przed blokiem.

Pani Bożena, czujna i troskliwa, wciąż miała ich na oku. Stała w kuchni, przygotowując poczęstunek na przyjazd gości, ale od czasu do czasu spoglądała przez okno, by upewnić się, że dzieci są bezpieczne. Bliźnięta biegały przed blokiem, pryskały się wodą z kolorowych jajek.

Mama pani Bożeny, która czuła się tego dnia nieco gorzej, poszła się położyć w sypialni, a ona sama krzątała się przy garnkach, starając się pogodzić obowiązki gospodyni i matki. W pewnym momencie w kuchni rozległ się znajomy dźwięk. Czajnik zaczął gwizdać, oznajmiając, że woda właśnie się zagotowała. Bożena podeszła, by go wyłączyć i zalać herbatę. Spojrzała przy okazji na zegar. Wskazywał godzinę 15.30. Wiedziała, że lada chwila mogą zjawić się teściowie, więc chciała, by wszystko było gotowe.

Zaledwie przez 3 lub 4 minuty bliźnięta Bugno nie były obserwowane przez mamę. Tyle zajęło pani Bożenie przygotowanie herbaty i przestawienie kilku rzeczy w kuchni. Ale zaraz po tym stanęła przy oknie i wyjrzała przed blok. Natychmiast zauważyła, że Agnieszki i Przemka nie ma w zasięgu jej wzroku. Serce zaczęło bić jej szybciej. Otworzyła okno i zaczęła wołać dzieci, ale odpowiedziała jej cisza, która zdawała się brzmieć coraz bardziej złowrogo. Z lekkim niepokojem wyszła przed blok, wciąż przekonana, że może dzieci bawią się gdzieś w pobliżu, może dołączyły do innych dzieciaków i bawią się w najlepsze. Jednak kolejne minuty poszukiwań nie przyniosły żadnego rezultatu. Z każdą chwilą w pani Bożenie narastała panika. Gdy na ziemi znalazła należące do Przemka jajko, wiedziała, że musiało się stać coś złego.

Po kilkunastu nerwowych minutach, gdy Bożena Bugno zrozumiała, że samodzielne poszukiwania nie przynoszą żadnego skutku, wieść o zaginięciu dzieci dotarła do funkcjonariuszy IV Komisariatu MO w Sosnowcu-Niwce. Zaalarmowane służby podjęły działania, choć, jak wspomina pani Bożena, zgłoszenie o zaginięciu przyjęto niechętnie. Kobieta zapewniała, że jej dzieci nie znają okolicy, a poza tym, są bardzo małe.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 12/2025 (tekst Anny Strzelczyk pt. Niebieskie buciki). Cały numer do kupienia TUTAJ.