Akwarysta. Dramat w Konstancinie

Kazimierz R., pracownik Solid Security, który 7 listopada 2016 roku ma nocny dyżur na osiedlu mieszkaniowym w podwarszawskim Konstancinie, wpatruje się w nagranie monitoringu. Jest kilka minut po godzinie 2 w nocy. Na pustej o tej porze uliczce widzi wysokiego, młodego mężczyznę, który z dużym wysiłkiem ciągnie po bruku spiętą kawałkiem kabla walizę. Człowiek ten zmierza w stronę pobliskiego płatnego parkingu.

– Gdzie on idzie? – zastanawia się R., oglądając klatki filmu. – Przecież o tej porze parking jest nieczynny?

Na nagraniu widać, że utrudzony mężczyzna zostawia na chodniku swój bagaż i już z pustymi rękami podąża w stronę podziemnego garażu na osiedlu.

Agnieszka K. kupiła mieszkanie na nowym osiedlu w Konstancinie. Planowała tam zadowalać seksualnie luksusowych klientów. Dla tych przypadkowych, z ulicy, miała wynajęty lokal w Legionowie. Jako prostytutka obywała się bez sutenera. Sama dbała o swoją jednoosobową agencję towarzyską. Ogłaszała się m.in. na portalach erotycznych. W poszukiwaniu amatorów proponowanych uciech nie opuszczała masowych imprez rozrywkowych. Jednakże 10 listopada, ku zaskoczeniu swych znajomych, Agnieszka K. nie pojawiła się w katowickim Spodku na festiwalu muzyki elektronicznej Mayday. Halowej imprezie cyklicznej, obok Love Parade jednej z największych w Europie. Zaniepokoiło to Beatę, jej przyjaciółkę i towarzyszkę w uprawianej profesji. Kiedy amatorskie poszukiwania nic nie dały, znalazła na portalu społecznościowym profil kuzyna Agnieszki K. Skontaktowała się z nim i w ten sposób wiadomość o zaginięciu kobiety dotarła do jej rodziców mieszkających w Gorzowie Wielkopolskim. 15 listopada zgłosili policji zaginięcie 36-letniej córki, podając jej konstanciński adres i numer telefonu nieaktywnej komórki. Policyjny patrol pojechał pod wskazany adres.

– Widziałem na filmie z monitoringu, że o drugiej w nocy, 7 listopada, jakiś mężczyzna chodził w podziemnym garażu bloku, w którym mieszka pani Agnieszka K. Sprawdzał, do jakiego samochodu pasują kluczyki. Kiedy już trafił na odpowiedni, usiadł za kierownicą. Wtedy ja podszedłem do niego i mówię, że wiem czyj to pojazd, dlatego chciałbym wiedzieć, czy ma pozwolenie właścicielki na użytkowanie. Facet pokazał dowód rejestracyjny na nazwisko Agnieszki K. i wyjaśnił, że swój samochód zostawił na płatnym parkingu, bo niestety wyczerpał mu się akumulator i musi doładować. I dlatego chce podjechać hyundaiem coupe pożyczonym od znajomej – powiedział Kazimierz R., pracownik ochrony Solid Security, wspominając wieczór, kiedy widział mężczyznę ciągnącego po bruku ciężką walizę. – Nie odbierze pan teraz samochodu, tłumaczyłem, bo na noc tamten parking jest zamykany, nikt nie dyżuruje.

– Ale się urządziłem! Będę musiał wziąć taksówkę – powiedział mężczyzna i wyszedł.

Ochroniarzowi nie dawało to jednak spokoju. Mimo późnej pory, postanowił zadzwonić do Agnieszki K. z pytaniem, czy rzeczywiście pożyczyła komuś pojazd. Przez kilka minut się wahał, bo jak zeznał, ta pani nie jest lubiana na osiedlu przez to, że przyjmuje różnych mężczyzn, często podpitych. Lokatorzy co i raz skarżyli się na hałas dobiegający z jej mieszkania, mimo późnych godzin nocnych. Wreszcie wybrał w telefonie potrzebny mu numer. Agnieszka K. nie odpowiadała.

Na prośbę śledczych o przekazanie jak najwięcej informacji o zaginionej, jej ojciec podaje, że córka, ma urodę nastolatki, co częściowo jest dziełem chirurga plastycznego. Mimo jesiennej pory wygląda na mocno opaloną, gdyż często korzysta z solarium. Z Gorzowa wyprowadziła się ze swoim chłopakiem do Warszawy 15 lat temu. Rozstanie z rodzicami nastąpiło w burzliwej atmosferze, co matka dziewczyny odchorowała. Przez 3 lata córka nie dawała znaku życia. Bardzo ich to bolało. Kiedy wreszcie odwiedziła ich w święta Bożego Narodzenia, chwaliła się, że prowadzi w Warszawie salon kosmetyczny. Ale nie dowiedzieli się, skąd miała kapitał na rozpoczęcie takiej działalności gospodarczej, wszak opuściła dom z zaledwie kilkoma setkami złotych w portfelu. Trudno też było się łudzić, że miała intratną pracę, bo nie ukończyła żadnej szkoły, nawet kosmetycznego kursu. Nie wchodziła też w rachubę opcja poznania w wielkim mieście milionera, to zazwyczaj się zdarza tylko w filmach albo bajkach. Agnieszka odwiedziła rodziców sama i o mężczyznach wyrażała się pogardliwie, że to nieroby bez ambicji, nie wstydzą się pozostać na utrzymaniu zakochanych kobiet.

Kolejna wizyta córki miała nastąpić w grudniu 2016 roku. W domu państwa K. szykowano się do wyjątkowej wigilii, gdyż przyjazd zapowiedział też ich dorosły syn mieszkający w USA. Rodzice cieszyli się, że będą mieli przy wigilijnym stole wszystkie swoje dzieci, a rodzeństwo wreszcie spotka się po latach. Wiadomość, że córka zaginęła, spadła na nich jak grom.

Kiedy poszukiwania się przedłużały, zrozpaczony ojciec wyznał śledczym:

– Nic nie wiem o moim dziecku. Kłamała, opowiadając nam o salonie kosmetycznym, w Warszawie usłyszałem, że uprawiała nierząd. Naprawdę nie było tego po niej widać. Od jej warszawskich koleżanek dowiedziałem się, że zadała się z jakimś mafiosem. Na pendrivie przechowywała kompromitujące go materiały i zorganizowana grupa przestępcza, do której należał, wydała na nią wyrok.

Sprawdzono ten trop. Okazał się fałszywy. W konstancińskim mieszkaniu Agnieszki K. żadnego nośnika pamięci nie znaleziono. Reprezentacyjny salon był urządzony buduarowo. Na parapecie zamiast doniczek z kwiatami stał słój z wodą – pływała w niej jedna mała rybka. Ojciec prostytutki twierdził, że z mieszkania córki zginęła wartościowa kolia oraz pieniądze ukryte w sejfie. Takiego schowka nie znaleziono. Agnieszka K. pisała pamiętnik. Sentymentalny, jak to się zdarza pensjonarkom. Wyznawała „mojemu pamiętniczkowi”, że kocha niejakiego Maćka. Często się kłócą, bo on nie szuka pracy no i z powodu „tego kurwiska” Agnieszki. „Czy ja jestem aż tak złą kobietą, że nie zasługuję na prawdziwe szczęście, czy wszyscy dookoła muszą mnie ranić? Z Maćkiem znów awantura, znów podniesiona ręka, znów rozstanie i powrót. Tak się zastanawiam, może napiszę o sobie książkę” – to jej ostatni zapis.

Chcesz poznać ciąg dalszy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa nr 9/2025 (tekst Heleny Kowalik pt. Akwarysta). Cały numer do kupienia TUTAJ.