Anatolij Moskwin: makabryczny dom pełen lalek

Kiedy w listopadzie 2011 roku policja wkroczyła do mieszkania Anatolija Moskwina w Niżnym Nowogrodzie, nikt nie spodziewał się makabrycznego odkrycia. 45-letni wówczas filolog, absolwent prestiżowego Uniwersytetu Moskiewskiego, uznawany był za autorytet w dziedzinie języków celtyckich. Mówił płynnie w trzynastu językach, publikował słowniki, tłumaczenia i artykuły naukowe. Jego prywatna biblioteka liczyła ponad 60 tysięcy woluminów – to więcej niż w niejednej miejskiej bibliotece.

Tymczasem za zamkniętymi drzwiami jego skromnego mieszkania, które dzielił z rodzicami, działy się rzeczy niewyobrażalne. Na półkach, fotelach i kanapach, wśród góry książek i papierów, spoczywały starannie ubrane i uczesane „lalki”. Dopiero po dokładnym zbadaniu okazało się, że to zmumifikowane ciała dwudziestu sześciu małych dziewczynek w wieku od 3 do 13 lat.

Rodzice Moskwina, którzy mieszkali z nim pod jednym dachem, byli przekonani, że to zwykłe lalki. Jedną z „zabawek” trzymali nawet w swoim pokoju. Nigdy nie przyszło im do głowy, że ich syn – skromny, niepijący i niepalący naukowiec, który nigdy nie miał dziewczyny ani nie założył rodziny – skrywa przed nimi tak mroczny sekret.

Źródeł tej makabrycznej fascynacji można doszukiwać się w dzieciństwie Moskwina. Jak sam opowiadał, jako jedenastolatek został zmuszony przez dorosłych uczestników pogrzebu do pocałowania martwej dziewczynki. To traumatyczne przeżycie zaważyło na całym jego życiu. Już jako nastolatek wraz z kolegami włóczył się po cmentarzach, a z czasem stało się to jego obsesją.

Moskwin nazywał siebie „nekropolistą”. W 2005 roku otrzymał zlecenie skatalogowania zmarłych na ponad 700 cmentarzach w obwodzie niżnonowogrodzkim. Przez dwa lata przemierzał pieszo nekropolie, robiąc notatki i… śpiąc na grobach. Twierdził, że czerpie inspirację od starożytnych druidów, którzy w ten sposób komunikowali się z duchami zmarłych, oraz od Jakutów, którzy praktykowali podobne rytuały. Na cmentarzach spędzał noce, pił wodę z kałuż, sypiał w stogach siana. Pewnego razu spędził nawet noc w trumnie przygotowywanej do pogrzebu. Bywał zatrzymywany przez policję pod zarzutem wandalizmu i kradzieży, ale zawsze udawało mu się wytłumaczyć, że prowadzi badania naukowe.

W pewnym momencie Moskwin uznał, że fizycznie nie jest już w stanie spać na cmentarnych mogiłach. Zaczął więc zabierać ciała zmarłych dzieci do domu. Tłumaczył to dziwnie perwersyjną logiką: wierzył, że martwe dziewczynki „wołają” go, by je uratować. Uważał, że nauka lub czarna magia mogą przywrócić je do życia, a on stworzy im w swoim mieszkaniu bezpieczny, ciepły dom, w którym będą mogły czekać na zmartwychwstanie.

Aby zachować ciała, opracował własną metodę mumifikacji – suszył je solą i sodą oczyszczoną, a następnie przechowywał w suchych miejscach w okolicach cmentarzy. Gdy zwłoki wyschły i zmumifikowały się, przenosił je do mieszkania i zamieniał w „lalki”. Owijał kończyny szmatami, wypełniał wnętrze szmatami i watą, tworzył maski z wosku, malował paznokcie – wszystko po to, by „dzieci” czuły się ładne i komfortowe. Każda z „lalek” miała swoje własne miejsce w mieszkaniu. Moskwin obchodził z nimi urodziny, śpiewał piosenki, czytał bajki i oglądał bajki.

Co więcej, przyznał, że jego działaniami kierowało pragnienie posiadania córki. Próbował adoptować dziecko, ale jego wniosek odrzucono z powodu niskich dochodów. Zabierając ciała z cmentarzy, chciał wypełnić tę pustkę. Zapewniał śledczych, że nie czuł żadnego pociągu seksualnego do „lalek” – były dla nim jak własne dzieci.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, cały świat zamarł w przerażeniu. Władimir Strawinskas, szef Komitetu Śledczego dla obwodu niżnonowogrodzkiego, nazwał tę sprawę wyjątkową i niespotykaną w historii kryminalistyki. Początkowo Moskwina oskarżono o zbezczeszczenie grobów i ciał zmarłych, co groziło mu nawet pięciu latami więzienia. Podejrzewano go także o zbezczeszczenie grobów muzułmańskich, co w Rosji jest przestępstwem na tle nienawiści, ale ten zarzut ostatecznie wycofano.

W maju 2012 roku, po przeprowadzeniu badań psychiatrycznych, u Moskwina zdiagnozowano paranoidalną schizofrenię. Sąd uznał go za niepoczytalnego i zwolnił od odpowiedzialności karnej. Zamiast do więzienia trafił do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. W lutym 2013, kwietniu 2014 i lipcu 2015 roku przedłużano mu przymusowe leczenie. We wrześniu 2018 roku lekarze uznali, że nie stanowi już zagrożenia i wnioskowali o zwolnienie go na leczenie ambulatoryjne. Jednak w lutym 2019 roku kolejne badanie psychiatryczne wykazało, że na zwolnienie jest jeszcze za wcześnie – wniosek szpitala wycofano.

Choć w mieszkaniu znaleziono 26 ciał, śledczy podejrzewali, że Moskwin mógł zbezcześcić nawet 150 grobów. Wśród dowodów znaleziono nie tylko zmumifikowane ciała, ale też instrukcje tworzenia lalek, mapy cmentarzy, buty, których odciski pasowały do śladów odnalezionych na nekropoliach, oraz kolekcję zdjęć i nagrań wideo przedstawiających otwarte groby i ekshumowane zwłoki.

Dziś Anatolij Moskwin, jeśli żyje, nadal przebywa w zakładzie psychiatrycznym. Jego historia jest nie tylko przerażającym przykładem ludzkiego okrucieństwa, ale także smutnym komentarzem do funkcjonowania rosyjskiego systemu sprawiedliwości i opieki psychiatrycznej. W 2016 roku pojawiły się doniesienia, że 25-letnia kobieta, która obserwowała jego proces, chce wyjść za niego za mąż, ale informacji tych nie potwierdzono. Z kolei w Sztokholmie, w galerii Liljevalchs, wystawiono instalację artystyczną Sonji Nilsson – dziewięć lalek będących kopiami tych stworzonych przez Moskwina. Sztuka inspirowana największą zbrodnią, która wstrząsnęła współczesną Rosją, pozostaje jednak cieniem tej makabrycznej historii.

Moskwin to przerażające ostrzeżenie: geniusz i szaleństwo dzieli czasem cieńsza granica, niż nam się wydaje. A najstraszniejsze potwory nie zawsze kryją się w ciemnych zaułkach, czasem mieszkają obok nas, otoczeni aurą naukowego autorytetu i szacunku.