Arbeit macht frei. Kradzież w Auschwitz-Birkenau

Czarna kartka z kalendarza: 18 grudnia. 18 grudnia 2009 roku, znad bramy wejściowej byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, skradziono napis „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym). Oburzenie i smutek z powodu kradzieży wyrazili m.in. byli więźniowie, prezydent i premier, środowiska żydowskie oraz politycy z innych krajów.

O kradzieży poinformowali policjantów funkcjonariusze straży muzealnej, którzy podczas porannego obchodu byłego obozu zauważyli brak napisu. Według policji oraz przedstawicieli Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau kradzież nie była przypadkowa. Sprawcy wiedzieli jak wejść na teren placówki, w jaki sposób zdjąć napis, a także znali sposób działania wartowników oraz rozmieszczenie monitoringu.

„Nam się to nie mieści w głowie, by ukraść taką rzecz z takiego miejsca. To koszmarna profanacja! To zrobił ktoś, kto wiedział, co chce zrobić. Musiał wiedzieć jak wejść na teren muzeum, jak zdjąć napis i jak chodzą strażnicy. Tego nie zrobił ktoś, kto akurat przechodził i pomyślał: ukradnę bramę. Złodziej musiał się dobrze przygotować” – powiedział rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Jarosław Mensfelt.

Złodzieje odkręcili dwie śruby, którymi napis przymocowano z jednej strony bramy. Pozostałe dwie zerwali. Pięciometrowy, niezbyt ciężki napis (konstrukcja wykonana jest z metalowych, pustych w środku rurek i – również metalowych – liter), wynieśli z byłego obozu przecinając historyczne, obozowe ogrodzenie z drutu kolczastego, a następnie przeciskając się przez wyrwę w murze byłego obozu, która była pierwotnie zabezpieczona siatką. Na drodze czekał na nich samochód dostawczy.

Arbeit macht frei: Kto zlecił kradzież?

Napis odnaleziono 70 godzin później we wsi koło Torunia. Sprawcy kradzieży, zatrzymani w tym samym czasie, pocięli go wcześniej na trzy części.

Zleceniodawcą kradzieży okazał się obywatel Szwecji Anders Högström.  Mężczyzna  w latach 90. ubiegłego wieku założył nazistowską organizację w Karlskronie.

Sprawcy dwukrotnie próbowali odkręcić tablicę, ale za pierwszym razem okazało się, że nie mają właściwych narzędzi. Pojechali więc do hipermarketu do Tychów i tam zakupili klucze do odkręcania śrub oraz brzeszczoty do piłowania.

Po udanej akcji wysłali na telefon Högströma zdjęcie zdemontowanego napisu. Promem miał trafić do Szwecji. Policja odnalazła go jednak 70 godzin później we wsi koło Torunia. Sprawcy pocięli wcześniej napis na trzy części.

Polscy wspólnicy – w sumie było ich pięciu: dwóch pośredników i trzech bezpośrednich złodziei, którzy odkręcili tablicę – za udział w akcji mieli dostać w sumie ponad 100 tys. zł. Nie zobaczyli ani złotówki, bo wcześniej zatrzymała ich policja.

30 grudnia 2010 roku Szweda skazano na 2 lata i 8 miesięcy więzienia za podżeganie do kradzieży napisu. Razem z Högströmem skazani zostali: Marcin A. – na 2 lata i 6 miesięcy za podżeganie do kradzieży i Andrzej S. – na 2 lata i 4 miesiące za udział w kradzieży.

Kulisy kradzieży

Högström zeznał podczas procesu, że napis „Arbeit macht frei” planowani sprzedać. Pieniądze chciano wykorzystać do sfinansowania planowanego przez nazistów ataku na szwedzki rząd i parlament. Utrzymywał, że kradzież zaplanowano i zlecono przez szwedzkiego milionera Larsa-Görana Wahlströma. Ten ostatni skontaktował go z polskimi pomocnikami.

W wydanej w 2020 roku książce pt. „Ekstremista” twierdzi, że to był jego pomysł, a nazistowska grupa terrorystyczna, która miała go finansować, była blefem. Nikt nie planował zamachu na symbole szwedzkiej demokracji. Do ujawnienia prawdy miało go skłonić nawrócenie i wyrzuty sumienia. Dziś jest on bowiem wiernym Kościoła Zielonoświątkowców.

– W tym okresie mojego życia panował chaos. Nie było takiej rzeczy, której bym nie zrobił, żeby zarobić trochę pieniędzy- mówił dziennikarzom w 2020 roku  Högström.

Brama główna w obozie Auschwitz I, jako jedyna w całym obozie, została wykonana na rozkaz Niemców przez polskich więźniów politycznych. Przywieziono ich jednym z pierwszych transportów przybyłych z Wiśnicza na przełomie 1940-1941 roku. Wykonanie bramy związane było z wymianą prowizorycznego zewnętrznego ogrodzenia obozu, wspartego na słupach drewnianych, na ogrodzenie stałe na słupach żelbetowych, z drutem kolczastym pod napięciem. Napis nad bramą – „Arbeit macht frei” – który jest jednym z symboli obozu, wykonali więźniowie z komanda ślusarzy pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010). Mieli świadomie odwrócić literę B, jako przejaw nieposłuszeństwa.

Fot. pixabay.com