Barbara Żelazko: nie doszła do domu

Czarna kartka z kalendarza: 25 maja. 25 maja 1983 roku odnaleziono zwłoki zamordowanej. To była 18-letnia Barbara Żelazko. Pierwsze śledztwo w umorzono z powodu niewykrycia sprawcy przestępstwa. Podejrzanego w tej sprawie zatrzymano dokładnie 27 lat później.

Dzień wcześniej Barbara  wsiadła do autobusu PKS na dworcu w Zielonej Górze. Wracała z praktyk, była uczennicą technikum odzieżowego w Gubinie. O godz. 15.15 wysiadła z autobusu i ruszyła w kierunku domu, do którego już nie dotarła.

Następnego dnia znaleziono jej ciało. Została bestialsko zgwałcona i uduszona paskiem od torebki. Jako sprawcę typowano Mirosława C., jednak mężczyzna miał alibi i wykluczono go z kręgu podejrzanych.

Na materiale dowodowym zachowały się ślady spermy pozostawione 27 lat temu, dzięki którym po latach można było wrócić do sprawy. Z próbek tego materiału wyizolowano i oznaczono profil DNA i porównano go z profilem DNA Mirosława C. Ślady biologiczne wskazywały, że w lasku przy drodze do miejscowości Radomia to on pozostawił swoje DNA.

Zatrzymano go 25 maja, dokładnie w 27. rocznicę znalezienia ciała Basi. Mężczyzna już karano w przeszłości. Niespełna miesiąc wcześniej opuścił więzienie, w którym odsiadywał wyrok za zgwałcenie i zabicie 15-latki w Wielkopolsce. Najpierw karę śmierci zamieniono mu na 25 lat, po czym zwolniono po ledwie 12 latach.

Barbara Żelazko: 27 lat po zbrodni

Najpierw był telefon z prokuratury. Pani Jadwiga przez dłuższą chwilę nie mogła dojść do siebie. W głowie tłukło się jedno zdanie: „Mają go!”. Później przyjechała pracownica prokuratury z dokumentami. Śledztwo w sprawie śmierci Barbary Ż. będzie prowadzone ponownie. Po 27 latach – opowiadała matka zamordowanej dziennikarzowi „Gazety Lubuskiej”

– Przez cały czas wiedziałam, że to on – kontynuowała. – Gdy usłyszałam jego nazwisko, musiałam je zapamiętać, zostanie w głowie do końca życia. Tak samo zapamiętałam tę twarz. Przez te wszystkie lata… Tego dnia jechałam z nim autobusem, było ciasno, stał obok mnie. Razem wysiedliśmy. Poszedł czytać rozkład jazdy, ale był dziwny.

Po 20 minutach autobusem z Zielonej Góry przyjechała Basia, jej córka. Miała 18 lat. Ładna, miła, dobrze się uczyła, była gospodynią klasy w odzieżówce w Gubinie. Właśnie miała wyprawiać osiemnastkę i prosiła rodziców, by odkładali kartkową czekoladę dla gości. Tego dnia wracała z praktyki. Do domu nigdy nie wróciła.

Nazajutrz zgłoszono zaginięcie dziewczyny. Później sąsiad znalazł ciało w lasku obok drogi do Radomii pod Zieloną Górą. Została zgwałcona i uduszona paskiem od torebki.

Zabójca nie czuł skruchy

Ponad ćwierć wieku później do sprawy powrócili policjanci z lubuskiego Archiwum X. Śladów biologicznych sprzed 27 lat nie zniszczoneo. Wyizolowano kod DNA, który pasował jak ulał do Mirosława C.

Mężczyznę skazano na karę 25 lat pozbawienia wolności.  Zabójca nie przyznał się do winy, choć twarde dowody, z jego DNA na czele, nie pozostawiły złudzeń. Gdy wysłuchiwał wyroku, pozostał niewzruszony.

– Nie patrzył w naszą stronę, nie czuł skruchy – mówiła łamiącym się głosem Józefa Żelazko, matka zamordowanej Basi.- Ale cieszę się, że w końcu trafi za kratki, tam gdzie jego miejsce.

Fot. pixabay.com