Beata Pasik i zabójstwo w butiku w centrum Warszawy to jedna z najgłośniejszych zbrodni lat 90. ubiegłego stulecia. Przypomnijmy: w centrum Warszawy w butiku Ultimo policja znalazła zwłoki mężczyzny oraz ranną kobietę. Strzelać miała jej koleżanka. Po kilku latach procesu na 25 lat więzienia została skazana Beata Pasik.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych media donosiły o porachunkach gangsterskich w Warszawie. Początkowo wszystko wskazywało, że zdarzenie w butiku Ultimo także mogło mieć coś wspólnego z działalnością grup przestępczych, które w tamtych latach ściągały haracze od przedsiębiorców, wyłudzały pieniądze i porywały ludzi. Ale nawet tym tle zbrodnia była szokująca.
Beata Pasik nigdy nie przyznała się do winy
Wtorek, 16 grudnia 1997 roku. W warszawskim butiku Ultimo na Nowym Świecie padają 4 strzały z rewolweru. Kierowniczka sklepu, Anna J., zostaje ciężko ranna, a jej mąż Daniel umiera w wyniku odniesionych obrażeń. Dwa dni później policjanci zatrzymują znajomą i byłą współpracownicę Anny, Beatę Pasik oraz jej narzeczonego, Piotra N. Kierowniczka uparcie twierdzi, że strzelała Beata, ta zaś, mimo upływu 27 lat, nigdy nie przyznała się do winy.
Jest zwyczajny grudniowy dzień, rok 1992. 19-letnia Beata Pasik przechadza się ulicami Warszawy w poszukiwaniu pracy. Właśnie przyjechała z rodzinnego Ostrówka, leżącego w gminie Klembów koło Wołomina i ma nadzieję, że swoje dorosłe życie zwiąże ze stolicą. W pewnym momencie, na witrynie sklepu przy ulicy Nowy Świat 42 dostrzega kartkę z informacją „Zatrudnię ekspedientkę”. Dziewczyna wchodzi do środka. Jej radość jest ogromna, kiedy zostaje zatrudniona w ekskluzywnym butiku w samym centrum stolicy.
Beata Pasik i Butik Ultimo
Sklep, w którym Beata podejmuje pracę, należy do spółki prowadzonej przez dwóch warszawskich przedsiębiorców – Artura D. i Marka M. Mężczyźni zaczynają od jednego punktu, ale z czasem pojawiają się kolejne sklepy, tworząc sieć butików Ultimo. Kiedy pół roku później otwarto punkt przy ulicy Świętokrzyskiej, młoda kobieta otrzymała propozycję przeniesienia do nowego miejsca, na co przystała.
Jakiś czas wcześniej w sieci sklepów zostaje zatrudniona Anna J. Wbrew doniesieniom medialnym, Beata Pasik i Anna J. nie były przyjaciółkami. Trudno je nawet nazwać bliższymi koleżankami. Po prostu pracowały ze sobą, łączyły je głównie sprawy zawodowe. Od czasu do czasu wymieniały się mało istotnymi informacjami z życia prywatnego, jednak ich relacje nie wykraczały poza te ramy.
– Anna była na moim ślubie, ja byłam na jej, ale to nie wynikało z żadnych bliższych relacji, po prostu każda z nas zaprosiła na swój ślub wszystkich współpracowników – tłumaczy Beata Pasik.
Małżeństwo Beaty nie trwa jednak długo. Kobieta wspiera męża, pomaga mu znaleźć pracę w tej samej sieci, ale on szybko wdaje się w romans z koleżanką z pracy, którą zresztą Beata zna. Wkrótce po rozwodzie ożenił się z nią, a zdradzona Beata wysłała byłemu mężowi i jego wybrance wiązankę kalii, kojarzonych raczej z wieńcami pogrzebowymi, aniżeli bukietami dla nowożeńców.
Beata pracuje w butiku przy ulicy Świętokrzyskiej, który otwarty jest codziennie w godzinach od 11 do 19. Podobnie zresztą, jak pozostałe punkty. Po skończonej zmianie, ekspedientki zanoszą utarg do sklepu przy Nowym Świecie 42. Stamtąd, po przeliczeniu, pieniądze trafiają do butiku przy Nowym Świecie 36, gdzie pracuje kierowniczka sieci. Od niedawna jest nią Anna J.
Prowokacja
Jest rok 1995, kiedy Beata poznaje Piotra, z którym zaczyna tworzyć związek. Spotykają się regularnie, a po pewnym czasie zamieszkują razem. Życie toczy się spokojnym rytmem, związek tych dwojga staje się coraz poważniejszy.
Również prywatne życie Anny J. i jej męża Daniela zdaje się rozkwitać. W 1996 roku małżeństwo wita na świecie córeczkę. Anna, krótko po urodzeniu dziecka, wraca do pracy. W tym momencie kobieta ma bardzo rzadki, właściwie sporadyczny kontakt z Beatą. Pracują w różnych butikach, Beata nigdy nie była w punkcie, w którym pracuje Anna.
6 grudnia 1997 roku do sklepu Ultimo przy ulicy Świętokrzyskiej wchodzi młoda klientka. Kupuje spodnie za 149 zł, płaci za nie, ale nie otrzymuje paragonu. Beata Pasik, która obsługiwała klientkę zostaje zwolniona dyscyplinarnie przez Marka M. i oskarżona o kradzież pieniędzy za spodnie. W tym czasie drugi współwłaściciel sieci, Artur D. przebywa za granicą. Beata dzwoni do niego, informując o sytuacji. Mężczyzna decyduje, że Beata zostanie zatrudniona w jego butiku przy ulicy Jana Pawła II do czasu wyjaśnienia sytuacji.
Gdy pan Artur wraca do Polski, dowiaduje się, że jego wspólnik w porozumieniu z kierowniczką zorganizowali prowokację, w ramach której nowo zatrudniona ekspedientka, której Beata nie znała, dokonała zakupu, aby sprawdzić czy Beata nabije kwotę za zakup na kasę. Nie zrobiła tego. Jednak, jak tłumaczy ekspedientka, taka praktyka była codziennością, ponieważ tylko w określonych godzinach pracownice miały nabijać towar na kasie znajdującej się na kontuarze. W innych porach korzystano z drugiej kasy, która umieszczona była pod ladą. Beata Pasik twierdzi, że nabiła kwotę za spodnie właśnie na tę drugą kasę.
Beata przez kilka dni pracuje w butiku przy Jana Pawła II, jednak ostatecznie sama rezygnuje z pracy, ponieważ jest w nim zatrudniony jej były mąż wraz z nową żoną. Dla kobiety jest to bardzo niekomfortowa sytuacja, a atmosfera w pracy nie pozwala jej pozostać tam na dłużej.
Wyrwani ze snu
Jest czwartkowy poranek, 18 grudnia 1997 roku, godzina 6. Beata i Piotr jeszcze śpią, gdy nagle do zajmowanego przez nich mieszkania wpadają antyterroryści. Wyważają drzwi, wyrywają ich ze snu, krzyczą, robią mnóstwo hałasu i wyciągają ich z łóżek. Para jest sparaliżowana strachem.
Beata Pasik trafia do komisariatu policji przy ulicy Wilczej, gdzie powiedziano jej, że została zatrzymana, ponieważ jest podejrzewana o popełnienie przestępstwa z artykułu 148. Młoda kobieta nie ma pojęcia, co to oznacza.
– Wreszcie powiedzieli mi, że chodzi o zabójstwo Daniela J. oraz próbę dokonania zabójstwa Anny J. – wspomina Beata Pasik. – Sugerowano, że motywem było zwolnienie mnie z pracy, a ja dopiero w czasie przesłuchania dowiedziałam się, że Anna była współodpowiedzialna za prowokację ze sprzedażą, po której zostałam zwolniona. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia.
Dwa dni wcześniej, 16 grudnia 1997 roku, o godzinie 19, Anna J. zamknęła butik przy Nowym Świecie 36. Sama pozostała w środku, ponieważ miała do wykonania kilka zadań związanych z firmowymi finansami. Tego dnia był ogromny mróz, kobieta nie mogła odpalić silnika w swoim maluchu, dlatego zadzwoniła do męża. Po chwili do sklepu przyjechał po nią Daniel. Tego dnia ich córeczka była chora, dlatego Anna chciała jak najszybciej wrócić do domu. W sklepie były już pieniądze z pozostałych punktów, przyniosła je pracownica innego oddziału.
Anna i Daniel powinni opuścić sklep przed godziną 20. Kiedy nie pojawili się w domu swojej krewnej, która opiekowała się ich chorą córką, ta zadzwoniła do brata Daniela, Huberta J. Mężczyzna udał się do sklepu, który okazał się zamknięty. Przed lokalem stały samochody małżeństwa, wewnątrz paliło się światło. Dopiero po kilku godzinach udało się wejść do środka, kiedy jedna z pracownic przyjechała na Nowy Świat z zapasowym kluczem. Na podłodze w dolnej części sklepu znaleziono małżeństwo J. w kałużach krwi. Oboje mieli po 2 rany postrzałowe. Daniel już nie żył, Anna odzyskała przytomność po 24 godzinach i powiedziała, że strzelała Beata Pasik-Kamińska.
Beata Pasik: rodzina się ciebie wyrzekła
Przesłuchania trwały wiele godzin. Beata i Piotr zostali rozdzieleni. Każde z nich było przesłuchiwane w innym pomieszczeniu, by nie uzgadniali ze sobą wersji zdarzeń. Beata konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Zaprzecza, by pojawiła się w butiku Ultimo przy Nowym Świecie 36 w wieczór zabójstwa. Co więcej, zapewnia, że nigdy tam nie była. Jej partner natomiast, który początkowo również zaprzecza, by mieli cokolwiek wspólnego z zabójstwem, po wielogodzinnym przesłuchaniu załamuje się. Protokół, w którym przyznał, że to jego partnerka strzelała, podpisał imieniem i nazwiskiem jako zgodny z prawdą.
Z jego zeznań wynikało, że 16 grudnia 1997 roku był z Beatą do godziny 18. Wówczas kobieta była zdenerwowana, mocno trzymała swoją torebkę, jakby chciała ukryć to, co się w niej znajduje. Powiedziała, że musi coś załatwić. Wyszła z mieszkania i wróciła po godzinie 22. Dzień później, kiedy w telewizji informowano o zabójstwie, Beata miała wpaść w histerię i przyznać się przed nim, że to ona jest odpowiedzialna za to, co się stało.
Beata Pasik tymczasowo aresztowana
Jeszcze w dniu zatrzymania, 18 grudnia 1997 roku, Beacie Pasik zostaje przedstawiony zarzut zabójstwa Daniela J. oraz usiłowania zabójstwa Anny J. Sąd – na wniosek prokuratora – decyduje o zastosowaniu wobec niej aresztu tymczasowego.
Do badań laboratoryjnych zostają zabezpieczone rzeczy należące do Beaty: kurtka, torebka, spodnie, bluzka, buty. Wszystko, w co była ubrana w dniu zabójstwa. Zadaniem laboratorium kryminalistycznego jest sprawdzenie czy na zabezpieczonej odzieży znajduje się proch, który musiałby pozostać, jeśli kobieta rzeczywiście oddała strzały. Jego śladów nie znaleziono ani na ubraniach, ani na ciele Beaty. Nie było również śladów krwi. Śledczy uważają, że zdążyła wszystko wyprać, jednak pozbycie się śladów prochu wcale nie jest łatwym zadaniem.
Wkrótce zostają przesłuchani rodzice Piotra, którzy potwierdzają alibi Beaty Pasik. Mimo kilkukrotnych przesłuchań, za każdym razem podają tę samą wersję, zgodnie z którą ich syn i jego partnerka spędzili z nimi wieczór. Beata również nigdy nie zmieniła podawanej przez siebie wersji zdarzeń, mimo że, jak twierdzi, próbowano ją złamać psychicznie wmawiając, że rodzina się jej wyrzekła i nie ma już do kogo wracać, a Piotr i jego rodzice nie potwierdzają jej alibi. Ona pozostaje wierna swoim wyjaśnieniom.
Chcesz poznać szczegóły tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 12/2024 (tekst Anny Strzelczyk pt. Zabójczy testament). Cały numer do kupienia TUTAJ