Bogdan Gadomski: śmierć dziennikarz. Jest wyrok

Bogdan Gadomski był jednym z najpopularniejszych dziennikarzy zajmujących się showbiznesem. Jego śmierć od początku wyglądała na dziwną i zagadkową. Właśnie zapadł wyrok w tej sprawie. Niektórzy przyjaciele zmarłego są trochę zaskoczeni sądowym werdyktem.

Zmarły Bohdan Gadomski był znanym dziennikarzem muzycznym. Przez kilkadziesiąt lat pisał dla wielu redakcji łódzkich i ogólnopolskich. Współpracował głównie z tytułami zaliczanymi do tzw. prasy kolorowej. Dziennikarz specjalizował się w wywiadach ze znanymi artystami, nie tylko sceny muzycznej. Zmarł w wieku 71 lat.

Śledczy ustalili, że w 2020 roku Bogdan Gadomski kilkukrotnie przebywał w jednym z łódzkich szpitali. Po wypisie, do którego doszło 6 marca 2020 roku, trafił pod opiekę swojego znajomego i jego żony. Dziennikarz chorował m.in. na cukrzycę i konieczne było podawanie mu insuliny.

– Zebrane dowody wskazują, że opiekunowie podawali ten lek w nieprawidłowy sposób, bez wykorzystania specjalnego aplikatora tzw. pena. To prawdopodobnie doprowadziło do znacznego przekroczenia zaleconych dawek. W dniu 8 marca 2020 roku w godzinach rannych oskarżony wezwał pogotowie, ponieważ nie mógł „dobudzić” podopiecznego. Zespół pogotowia ratunkowego stwierdził, że mężczyzna na skutek przedawkowania insuliny był w stanie ciężkim, nie reagował na podawane leki, dlatego też przewieziony został do szpitala, gdzie mimo starań lekarzy zmarł – zrelacjonował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. 

Opinia biegłych

Kluczowa dla śledztwa okazała się opinia biegłego diabetologa, który oszacował, że mogło dojść nawet do 10-krotnego przedawkowania insuliny. Uznał też, że są podstawy do przyjęcia, iż sposób dawkowania insuliny był pozbawiony kontroli. Była ona podawana w sposób niewłaściwy.

Oboje opiekunowie podczas przesłuchań wielokrotnie zmieniali treść składanych wyjaśnień. Żadne nie przyznało się do zarzucanych im czynów. Mężczyźnie groziła kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności, natomiast 52-latce – pozbawienia wolności do lat 5.

Sekcja zwłok mężczyzny wykazała, że zgon nastąpił na skutek hipoglikemii wywołanej przedawkowaniem insuliny, którą podano mu w nieodpowiedni sposób oraz dawce. Sąd okręgowy w Łodzi uznał winę oskarżonych opiekunów mężczyzny.

Wyrok

Sąd okręgowy w Łodzi skazał Borysa Ł. na karę jednego roku i 5 miesięcy pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci dziennikarza oraz jego zonę Halinę Ł. na karę 3 miesięcy pozbawienia wolności oraz 9 miesięcy ograniczenia wolności.

– Przedawkowanie insuliny jest w ocenie sądu tym bezpośrednim elementem, który spowodował śmierć. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura zapowiada odwołanie od wyroku. Będzie wnioskować o wyższy wymiar kary – mówił sędzia Tomasz Krawczyk

Obrona także zapowiedziała apelację – będzie wnosić o uniewinnienie.

– Obrona nie zgadza się z treścią rozstrzygnięcia. Dlatego będziemy składać wniosek o uzasadnienie, a następnie w dalszej kolejności będziemy składać apelację, której będziemy wnosić o uniewinnienie – podkreśla Joanna Oporska, adwokat.

Bogdan Gadomski: co mówią znajomi i przyjaciele

Przyjaciele zmarłego dziennikarza z niedowierzaniem przyjęli wyrok.

— Jesteśmy zaskoczeni zmianami zeznań oskarżonych. Najbardziej smutne jest to, że nie dowiedzieliśmy się, co tak naprawdę działo się z Bohdanem w ostatnich tygodniach życia. Coś tu śmierdzi — komentuje dla Plejady Artur Gotz, wokalista i przyjaciel Gadomskiego.

Jako grupa przyjaciół jesteśmy zaskoczeni zmianami zeznań oskarżonych, które dotyczyły chociażby sposobu podawania insuliny. Poza tym wcześniej mówili, że są Polakami, a w obliczu wojny stali się ponownie Ukraińcami, afiszując to ukraińskim ubiorem i udając, że trudno im się wysłowić po polsku. A przecież wystarczy wejść na YouTube’a i zobaczyć, że oskarżony płynnie mówił po polsku już wiele lat temu — mówi wokalista. I dodaje:

– Najbardziej smutne jest to, że nie dowiedzieliśmy się, co tak naprawdę działo się z Bohdanem w ostatnich tygodniach życia. I jeśli skazani uznają się za przyjaciół, to dlaczego przez dwa tygodnie zatajali śmierć naszego przyjaciela. Coś tu jednak śmierdzi… Ale jeśli taki jest wyrok sądu, to nie mamy innego wyjścia i musimy się z nim zgodzić. Liczyliśmy jednak na wyższy

Gotz ma nadzieję, że pamiątki po Bohdanie Gadomskim trafią do muzeum — przed Sądem Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia toczy się bowiem postępowanie o stwierdzenie nabycia spadku po zmarłym. Dziennikarz zostawił po sobie m.in. mieszkanie w centrum Łodzi i wiele cennych pamiątek po gwiazdach, z którymi się przyjaźnił. Przed śmiercią zmienił testament i przepisał majątek na Borysa Ł. Wcześniej spadkobierczynią Gadomskiego była długoletnia przyjaciółka, pani Maria.

Bogdan Gadomski: co jeszcze wiemy w tej sprawie?

Zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa złożył szpital, w którym 24 marca 2020 r. zmarł Bohdan Gadomski. Jak wykazała sekcja zwłok, do zgonu doszło w wyniku skrajnej hipoglikemii, wywołanej prawdopodobnie przedawkowaniem insuliny.

Prokuratura Łódź-Górna oskarżyła 57-letniego Borysa Ł. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Gadomskiego, którego następstwem była śmierć.

Natomiast 53-letnia żona oskarżonego Halina K.-Ł. odpowiadała za narażenie pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Żadne z oskarżonych nie przyznało się do winy.

W środę 4 października skład orzekający, któremu przewodniczył sędzia Tomasz Krawczyk, zdecydował, że oboje są winni nieumyślnego doprowadzenia do śmierci Gadomskiego, co wpłynęło na dużo niższą wysokość kary, niż domagała się tego prokuratura.

Sędzia, uzasadniając wyrok, przyznał, że opiekunowie ciężko chorego Gadomskiego po odebraniu go ze szpitala nie byli przygotowani na opiekę nad nim i podawali mu insulinę w sposób nieprawidłowy, bez użycia tzw. pena, który służy do precyzyjnego dawkowania leków insulinowych. Robili to, mocując do ampułki igłę oraz zamiast tłoczka stosując rysik. Jak zaznaczył sąd, każdorazowo lek był podawany w sposób nieprawidłowy, lecz dawki insuliny aplikowane przez oskarżoną nie narażały życia pokrzywdzonego.

Inaczej było w przypadku Borysa Ł., po którego „zastrzyku”, podanym pod nieobecność jego partnerki, Gadomski już się nie obudził.

Sędzia tłumaczy wyrok

– Faktem jest, że bezpośrednią przyczyną zgonu było to, co zdarzyło się 7 marca 2020 r. wieczorem, kiedy podano pokrzywdzonemu za dużo insuliny. (…) W ocenie sądu zostawiony sam sobie oskarżony mógł się pomylić i podał za dużo leku. W szczególności istnieje możliwość, że zasugerował się podziałką na ampułce – tłumaczył sędzia Krawczyk.

Dodał, że zachowanie oskarżonego po wezwaniu pogotowia wskazywało na to, iż nie zdawał on sobie sprawy, że podał zbyt dużą dawkę leku.

Można domniemywać, że gdyby chodziło o jakiś akt przestępczy, zakładający pozbawienie życia pokrzywdzonego, to zachowanie (oskarżonego) w newralgicznych momentach byłoby inne. Sąd dostrzegając możliwość w świetle motywu, ma tu wątpliwości ostatecznie prowadzące do wniosku, że oskarżonemu można przypisać co najwyżej nieumyślne spowodowanie śmierci – podkreślił sąd.

Źródło: onet.pl, plejada.pl, gazeta.pl, polsatnews.pl.pl

Fot. pixabay.com