Komiks „Kruk” zrodził się z cierpienia. Rysownik James O’Barr zaczął go tworzyć w 1981 roku, ponieważ nie potrafił poradzić sobie z traumą spowodowaną śmiercią swej zabitej przez pijanego kierowcę narzeczonej. Komiks ukazał się w 1989 roku, a ponieważ historia zabitego wraz z narzeczoną Erica Dravena zainteresowała filmowców, zrodził się pomysł na film. Główną rolę dostał Brandon Lee.
Zdjęcia do „Kruka” ruszyły 1 lutego 1993 roku i u schyłku marca dzieło było na ukończeniu. Do nakręcenia pozostało już tylko kilka scen, w tym też i ta, wokół której toczy się akcja filmu. Główny bohater, Eric Draven, wchodzi do swojego mieszkania na poddaszu w chwili, gdy trzech bandytów bije i gwałci jego narzeczoną. Ginie dźgnięty nożem, postrzelony i wyrzucony przez okno, zmartwychwstaje jednak rok później, by zemścić się na mordercach. Tak było w komiksie i w scenariuszu, jednak w realu coś poszło nie tak i zmartwychwstania już nie było.
W filmie Erica Dravena grał Brandon Lee. 31 marca 1993 roku, krótko po północy wszedł on do urządzonego w studiu filmowym pokoju, a wtedy grany przez Michaela Massee bandyta Funboy strzelił do niego z rewolweru. Brandon upadł na podłogę i wszystkim się zdawało, że aktor bardzo realistycznie odegrał rolę umierającego Erica. Dopiero po kilku minutach do wciąż leżącego Brandona podszedł grający Braedena Jeff Imada. Od razu zorientował się, że stało się coś złego, Lee leżał bowiem nieprzytomny i ciężko oddychał.
Zmarł na stole operacyjnym
Aktora niezwłocznie przewieziono do miejscowego szpitala i poddano operacji. Okazało się, że w jego żołądku tkwił pocisk z rewolweru Magnum. Wezwana na miejsce policja zaczęła podejrzewać morderstwo, w toku śledztwa okazało się jednak, że na planie filmu doszło do wypadku. Rewolwer, z którego strzelał Michael Massee załadowany był ślepakami, jednak ktoś z ekipy nie zauważył, że w lufie tkwił pojedynczy pocisk – pozostałość po scenach, które kręcono kilka dni wcześniej. Ekipa filmowa korzystała wtedy z odpowiednio przerobionej amunicji. Prawdziwy nabój otwierano, usuwano z łuski proch i ponownie osadzano w niej pocisk. Oddanie pozorowanego wystrzału z użyciem takich naboi powoduje, że pocisk wypychany jest z łuski, ale pozostaje w lufie. Nieświadomy niczego Massee nacisnął na spust i sprawił, że zawarty w ślepaku proch wystrzelił z lufy pocisk, który tkwił tam od kilku dni.
Brandon Lee zmarł w trakcie trwającej 6 godzin operacji. Pochowano go w Seattle, obok ojca, Bruce’a Lee. Co do filmu, to ten został ukończony. Zmarłego Brandona zastąpili na planie kaskaderzy Chad Stahelski i Jeff Cadiente, po czym komputerowo ich oblicza zastąpiono twarzą Brandona. Matka aktora, Linda Lee Cadwell złożyła pozew przeciwko filmowcom zarzucając im rażące zaniedbania. Spór prawny rozstrzygnięto 2 miesiące później ugodą, której warunków nigdy nie ujawniono.
Nie tylko Brandon Lee
Wielu ludzi marzy, by stać się gwiazdą kina. Według ich wyobrażeń świat aktora, reżysera lub operatora to sława, nagrody, podróże i życie w luksusie. Takie panuje przekonanie, a tymczasem rzeczywistość często bywa gorzka. Problemy zaczynają się już na planie filmowym. Przygotowania do kręcenia filmu trwają godzinami. Wielokrotnie powtarzane ujęcia męczą. Noszenie niektórych kostiumów i charakteryzacji bywa mordęgą. A sceny pościgów, pojedynków i walk niejednokrotnie kończą się ciężkimi obrażeniami, a nawet śmiercią. Doświadczył tego nie tylko Alec Baldwin. Pechowców było w przeszłości dużo więcej. Okazuje się bowiem, że historia śmiertelnych wypadków na planie filmowym jest tak długa, jak historia kinematografii.
Interesują Cię podobne historie? Sięgnij po Detektywa 3/2022 (tekst Pawła Pizuńskiego pt. „Śmierć w blasku fleszy”). Cały numer do kupienia TUTAJ.