Miał zaplanowaną przyszłość. Najpierw matura, a potem studia. Pomóc mu w ich realizacji miało zdobyte niedawno stypendium Marszałka Województwa. Kiedy Anka powiedziała mu, że jest w ciąży i nosi jego dziecko, świat mu się zawalił. Zwłaszcza, że zaczęła domagać się uznania córki i pieniędzy na nią. Musiał coś z tym zrobić.
„Ostrym narzędziem została zaatakowana matka 8-miesięcznego dziecka. Aktualnie poszukujemy jej córki. Podejrzewamy, że morderca mógł ją porwać” – taki komunikat wydała pabianicka policja 7 grudnia 2020 roku. Dramat rozegrał się około godziny 13 na osiedlu Piaski, gdzie 7-letnia siostra zamordowanej znalazła jej zwłoki leżące w kałuży krwi w przedpokoju. Dziewczynka była na tyle opanowana i dojrzała, że zadzwoniła natychmiast do matki, a potem do ojca. Życia starszej siostry nie udało się jednak uratować.
Krótka sielanka
Robert A. poznał Annę M. w czerwcu 2019 roku. Oboje pochodzili z Pabianic. Zatrudnili się w jednym z tamtejszych supermarketów, by dorobić. Byli jeszcze nastolatkami i potrzebowali pieniędzy na własne wydatki. W pracy często ze sobą rozmawiali, zawsze znajdowali tematy. Widać było, że przypadli sobie do gustu, więc nikogo nie zdziwiło, że z czasem zaczęli tworzyć parę. Była to naturalna kolej rzeczy w tym przypadku, ale nie do końca fair. Robert miał bowiem dziewczynę i Anna o tym wiedziała. Twierdziła, że jej to nie przeszkadza, zwłaszcza że chłopak zapewniał ją, że tamten związek jest niemal skończony.
Przez kolejne tygodnie trwała sielanka. Zachowanie Roberta, jego opiekuńczość i czułe gesty sprawiły, że Ania była nim oczarowana. Świetnie się dogadywali, spędzali ze sobą wiele czasu. Na jednej z wakacyjnych imprez poszli ze sobą do łóżka, a pod koniec lata Anka poinformowała Roberta, że jest w ciąży.
– To twoje dziecko – oświadczyła kategorycznie.
Był to moment, który wszystko zmienił. Z dnia na dzień Robert stał się jakby innym człowiekiem. Skończyły się czułe słówka, już nie spędzali ze sobą czasu, a gdy zdarzyło się, że przebywali w swojej obecności, ciągle się kłócili. Temat był tylko jeden – uznanie ojcostwa.
***
Robert był w trzeciej klasie technikum. Nie uważał, że to dobry czas na zostanie rodzicem. Świetnie się uczył, wygrał stypendium Marszałka Województwa, miał plany na przyszłość. W jego mniemaniu dziecko w takim momencie wszystko by popsuło. Dodatkowo dochodziły wątpliwości co do tego, czy na pewno on jest ojcem. Wprawdzie zanim Anna poinformowała go o ciąży układało im się świetnie, ale nie byli ze sobą na wyłączność. Wiedział, że dziewczyna uprawiała seks z kimś innym na krótko przed tym, zanim doszło do zbliżenia między nimi.
Robert nie wahał się i wyraził swoje wątpliwości. Początkowo Anna podeszła do tego spokojnie. Przedstawiła mu zdjęcia z USG, twierdziła, że wiek zarodka wskazuje, że to jego dziecko. On nadal miał wątpliwości:
– Patrzę na to zdjęcie i moim zdaniem dziecko jest większe. Daty mi się nie zgrywają. Nie sądzę, bym był ojcem.
– Co ty sugerujesz? – odpowiedziała ostro Anka. – Jestem w ciąży z tobą. Przejdź nad tym do porządku dziennego i weź odpowiedzialność za swoje czyny.
Od tego momentu relacje miedzy Anną i Robertem pogorszyły się jeszcze bardziej. Nie potrafili już nawet ze sobą spokojnie rozmawiać. Dziewczyna cały czas domagała się uznania dziecka przez Roberta, ale on twardo się opierał, stojąc na stanowisku, że to nie jego potomek. Był w tej wojnie osamotniony, bo Anka zaangażowała koleżanki do prześladowania chłopaka. Pisały SMS-y z groźbami nawet do jego dziewczyny, z którą ponownie się zszedł. Chłopak był na skraju wytrzymałości.
Leżała w przedpokoju
Wraz z początkiem grudnia 2020 roku Robert podjął decyzję. Dziecko, którego ojcostwo wmawiała mu Anna, było już na świecie – mała Judyta miała 8 miesięcy, urodziła się w kwietniu. Robert z kolei miał serdecznie dość zachowania Anny, ale w końcu wyraził zgodę na wykonanie testów na ojcostwo. Z jednej strony miał nadzieję, że wyjdą negatywnie, z drugiej bał się niekorzystnego dla siebie scenariusza, czyli że Judyta okaże się jego dzieckiem.
6 grudnia zadzwonił do Anny, bo chciał się z nią spotkać. Testy były umówione na 8 grudnia. Robert powiedział niedawnej partnerce, że chce z nią o czymś porozmawiać. Dziewczyna zgodziła się i poinformowała o spotkaniu swoją przyjaciółkę. Ona jej doradzała, by je odwołała i poczekała na oficjalne ustalenia dotyczące ojcostwa, ale Anna była innego zdania. Mimo ciągłych kłótni z Robertem, nie obawiała się go.
7 grudnia, około godziny 13, Robert zjawił się na ulicy Niecałej w Pabianicach i zapukał do drzwi mieszkania, które Anna zajmowała wraz z rodzicami, córką i młodszą przyrodnią 7-letnią siostrą Anielą. Dziewczyna wpuściła go do środka bez oporów. Obawiała się jednak, że znowu zacznie się awantura, a wolałaby, żeby Aniela nie była tego świadkiem. Kazała więc dziewczynce zamknąć się w swoim pokoju i nie wychodzić, póki ona jej nie zawoła.
Chcesz poznać ciąg dalszy tej historii? Sięgnij po Detektywa 9/2026 (tekst Leny Figurskiej pt. Jednym ciosem). Cały numer do kupienia TUTAJ.