Czesław Konieczny nie planował zostać bestią. 1 grudnia 1929 roku obudził się jako zwykły 25-letni gospodarz z Pieruszyc – zmęczony życiem, głodny szacunku, rozjuszony latami upokorzeń. Gdy położył się spać, jego ręce były czyste. Gdy wstał następnego ranka, miał na sumieniu sześć trupów – w tym własnej matki i siedmioletniej siostrzyczki. Siódma ofiara skonała mu na oczach kilka dni później w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności.
Między jednym a drugim stanem – człowiekiem a mordercą – dzieliło go zaledwie piętnaście minut i jeden ruch siekierą.
Śledczy, którzy nadjechali do Pieruszyc, zobaczyli coś, czego nie zapomnieli do końca życia. Krew na ścianach. Odrąbane ramię na korytarzu. Ciała porozrzucane po izbach jak szmaciane lalki. I jednego ocalałego – Czesława Koniecznego, który szlochał w kącie i zaklinał się, że zrobił to ktoś obcy.
Tylko że śnieg wokół domu nie pamiętał żadnych obcych śladów. Tylko że pies policyjny imieniem Wilczek, który nigdy wcześniej nie zawiódł, rzucił się prosto na niego i nie chciał puścić.
To miała być jedna z najkrwawszych zbrodni w historii Wielkopolski. I jedna z najbardziej mrożących krew w żyłach historii o tym, jak rodzinna nienawiść – podsycana latami przez matkę, która nie chciała oddać synowi należnego mu miejsca – wybuchła w grudniową noc i unicestwiła całe gospodarstwo w Pieruszycach.
Czesław Konieczny nie szukał później usprawiedliwień. Nie prosił prezydenta o ułaskawienie. Nie odwołał się od wyroku. Kiedy sędzia spytał go, czy żałuje swoich czynów, odpowiedział z kamienną twarzą:
– „Żałuję tylko Leokadii. Reszty – ani trochę.”
Sąd skazał go na siedem kar śmierci. Kat powiesił go raz. Ale to nie był koniec. Bo ciało Czesława Koniecznego nie spoczęło na poświęconej ziemi. Złożono je pod cmentarną ścieżką przy ulicy Limanowskiego w Ostrowie Wielkopolskim.
Przez prawie sto lat ludzie deptali po jego zwłokach, nie wiedząc, co mają pod nogami. I deptają nadal.
Oto jego historia. Nie dla ludzi o słabych nerwach.
Czesław Konieczny: Jak siekiera podzieliła rodzinę
Grudzień 1929 roku, Pieruszyce, województwo poznańskie. Mróz ścinał oddech, a śnieg skrzypiał pod butami, gdy 25-letni Czesław Konieczny wracał do domu. Nikt nie przypuszczał, że jeszcze tej samej nocy dom Koniecznych stanie się sceną jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni w historii Wielkopolski.
Dom, który przestał być schronieniem
Rodzina Koniecznych z Pieruszyc (niedaleko Pleszewa) uchodziła za wzór solidności. Posiadali rozległe gospodarstwo rolne o powierzchni około 35 hektarów oraz murowany dom mieszkalny, co w tamtych czasach było synonimem bogactwa i stabilizacji.
Na czele rodziny stała wdowa Marianna Konieczna (lat 49). Jej mąż, Franciszek, trafił do rosyjskiej niewoli podczas I wojny światowej. Trauma związana z niewolą złamała go psychicznie i fizycznie – zmarł wkrótce po powrocie do domu, pozostawiając żonie i gromadce dzieci ogromny majątek do zarządzania.
Najstarszym z żyjących dzieci był Czesław (lat 25). Zgodnie z niepisanym prawem pierworodztwa, to on miał przejąć ster po ojcu. Odpowiedzialność spadła na jego barki niemal z dnia na dzień – to on harował w polu, wypełniał polecenia matki i spłacał zobowiązania.
Jednak zamiast wdzięczności i szacunku, Czesław doświadczał ze strony matki wyłącznie pogardy. Sąsiedzi i dalsza rodzina byli zgodni: Marianna traktowała najstarszego syna jak intruza. W tajemnicy przed wszystkimi planowała przepisać cały majątek na młodszego syna, Michała.
Czesław Konieczny: Syndrom „czarnej owcy”
Czesław w domu rodzinnym nie zaznał ani krztyny ciepła. Był nieustannie szykanowany i wyśmiewany przez matkę oraz rodzeństwo. Matka nazywała go publicznie „głupcem” i „nieudacznikiem”, zarzucając mu niedbalstwo i złe prowadzenie gospodarstwa. Zeznania sąsiadów przeczą jednak tym oskarżeniom – Czesław był pracowity i solidny, ale niszczony psychicznie przez własną rodzinę.
Matka oskarżała go również o kradzieże pieniędzy z rodzinnej kasy – zarzuty te nigdy nie zostały potwierdzone żadnymi dowodami, ale w domu Koniecznych funkcjonowały jako fakt. Rodzeństwo, wierne matce, dokładało swoje trzy grosze, dokuczając bratu przy każdej okazji.
Czesław Konieczny: Miłość zakazana
Jedynym promykiem nadziei dla Czesława była miłość. Młody mężczyzna zakochał się w Cecylii Surmiance, córce miejscowego nauczyciela ze wsi Zawidowice. Dziewczyna pracowała jako służąca, co w oczach Marianny Koniecznej dyskwalifikowało ją jako kandydatkę na synową.
Gdy Czesław oznajmił rodzinie, że chce się ożenić, matka postawiła sprawę jasno: zakaz ślubu pod groźbą natychmiastowego wydziedziczenia. W jednej z ostrych wymian zdań Marianna miała zagrozić synowi, że jeśli poślubi Cecylię wbrew jej woli, „straci wszystko”.
Czesław znalazł się w potrzasku. Z jednej strony – miłość i pragnienie własnego szczęścia. Z drugiej – wizja utraty dorobku całego życia, który zresztą to on własnymi rękami wypracowywał.
Noc, w której zamilkły Pieruszyce
Niedziela, 1 grudnia 1929 roku. Czesław wrócił do domu późnym wieczorem z sąsiedniej wsi, gdzie starał się nawet o pożyczkę dla matki.
Wszedł do izby. W domu panowała już cisza – większość domowników spała. Czesław był głodny. Zapytał, czy zostawiono mu kolację.
Odpowiedź, którą usłyszał, miała być jak policzek wymierzony prosto w twarz. Według późniejszych zeznań Czesława, padły wówczas słowa, które uruchomiły lawinę nienawiści:
„Taki zły gospodarz nie zasługuje na kolację. Nie zostawiliśmy ci nic, bo nie zasłużyłeś.”
W tych kilku słowach zmieściły się miesiące, a może lata, upokorzeń, drwin i poczucia totalnego braku sprawczości. Czesław opuścił izbę. Wyszedł do drewutni.
Gdy wrócił, w jego ręku była siekiera.
Czesław Konieczny. Krwawy rachunek
Według jego własnych, późniejszych zeznań, przed rozpoczęciem egzekucji miał wypowiedzieć słowa, które zapamiętano na dziesięciolecia:
„Wszyscy mieliście dla mnie twarde serca, to i ja będę mieć dla was twarde serce.”
Pierwsza ofiara: Maria (lat 18)
W korytarzu stała jego siostra Maria. Czesław nie wahał się ani chwili. Zamachnął się siekierą. Pierwszy cios trafił w ramię – odrąbując je od tułowia. Nim dziewczyna upadła, drugi cios roztrzaskał jej czaszkę.
Druga ofiara: Jan (lat 26)
Krzyk Marii przebił ściany i obudził śpiącego w siennika brata Jana. Chłopak wybiegł na korytarz w półśnie, nieświadomy zagrożenia. Spotkał tam nie brata, lecz bestię. Cios w głowę pozbawił go życia, zanim upadł na podłogę.
Trzecia, czwarta i piąta ofiara: Marianna (49), Stefan (15) i Leokadia (7)
Sprawca wszedł do sąsiedniej izby, gdzie spała matka Marianna, 15-letni Stefan i 7-letnia Leokadia – najmłodsza z rodzeństwa, oczko w głowie matki.
To, co działo się w tym pokoju, przekraczało granice ludzkiego okrucieństwa. Ciosy wymierzał szybko, celując w głowę i gardło. Opisy z policyjnych protokołów są makabryczne. Lekarze sądowi, którzy później oglądali zwłoki, mówili o „czaszkach rozbitych jak skorupki jaj”. Na ścianach i suficie widniały rozbryzgi krwi, a łóżka stały w krzywym nieładzie – ofiary próbowały się bronić, ale bez szans.
To nie był jeszcze koniec.
Szósta i siódma ofiara: Michał (22) i Stanisław (20)
Dwaj starsi bracia, Michał i Stanisław, spali tej nocy w stodole, pilnując inwentarza. Morderca wyszedł na dwór, opłukał ręce w zimnej wodzie ze studni (jak wynika z relacji prasowych z epoki), po czym skierował się w stronę budynku gospodarczego.
W ciemności i zaduchu stajni zabił najpierw jednego, potem drugiego. Stanisław jeszcze żył, gdy nadjechała pomoc – lekarze walczyli o jego życie przez kilka dni, ale chłopak zmarł w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności.
W ciągu kilkunastu minut z siedmiorga dzieci Marianny przy życiu zostało tylko troje – te, których akurat nie było w domu (pracowały poza Pieruszycami).
Czesław Konieczny Genialny pies i kat, który żądał stryczka
O świcie do wsi przybiegł przerażony gospodarz. Czesław Konieczny, cały w nerwach, krzyczał do sąsiadów, że banda nieznanych sprawców napadła na dom i wymordowała jego rodzinę.
Był wiarygodny. Wstrząśnięty. Łkał.
Sąsiedzi rzucili się na pomoc. Na miejsce wezwano policję z Broniszewic i Pleszewa. Funkcjonariusze, którzy przybyli do Pieruszyc, natknęli się na widok, który – jak pisała ówczesna prasa – „trudno opisać słowami”.
Jednak śledczy mieli wątpliwości. Dom nie nosił śladów rabunku ani włamania. Na śniegu wokół posesji nie było żadnych śladów uciekających „bandytów”. Czesław wydawał się zbyt opanowany jak na kogoś, kto właśnie stracił całą rodzinę.
Wtedy do akcji wkroczył Wilczek.
Pies, który nie zawiódł nigdy
Według relacji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z 1929 roku, na miejsce zbrodni sprowadzono policyjnego psa tropiącego o imieniu Wilczek. Był to pies o fenomenalnym węchu, który miał już na swoim koncie osiem ujęć morderców i nigdy wcześniej nie zawiódł.
„Jako punkt wyjścia dla węszenia śladów »dano wiatr« Wilczkowi z krwawych śladów dłoni, znajdujących się na klamce drzwi frontowych. Wilczek, obwąchawszy ślady, natychmiast wybiegł na podwórze i w przeciągu paru sekund wykopał z błota wdeptany płaszcz ze śladem krwi. Pies pobiegł dalej, węsząc śladami, i dotarł wreszcie do Czesława Koniecznego (…) Wilczek zaczął oszczekiwać Koniecznego, stojącego w tłumie ciekawych.”
Gdy psi nos wskazał sprawcę, w człowieku coś pękło.
Czesław załamał się. Najpierw wszystkiemu zaprzeczał, potem mówił, że „nic nie pamięta”. Wreszcie, gdy śledczy zasypali go pytaniami, przyznał się do wszystkiego. Zaprowadził policję do kryjówki – zakrwawioną siekierę ukrył w studni.
I wtedy padły słowa, które zszokowały śledczych:
„Proszę mnie jak najszybciej powiesić, bo nie mam już po co żyć.”
Czesław Konieczny. Spowiedź grzesznika i proces stulecia
Proces odbył się w Ostrowie Wielkopolskim 28 maja 1930 roku (w Pleszewie nie było wówczas sądu okręgowego). Sala pękała w szwach. Sprawę opisywały nie tylko ogólnopolskie gazety, ale także media zagraniczne – w USA, Australii, Niemczech i Anglii.
Na ławie oskarżonych siedział 25-letni mężczyzna, którego prasa opisywała jako „szczupłego, niepozornego mężczyznę o spokojnym spojrzeniu”.
Głos biegłych
Dwóch niezależnych biegłych psychiatrów badało Czesława Koniecznego. Ich opinia była jednoznaczna: w momencie popełnienia zbrodni działał pod wpływem silnych emocji spowodowanych długotrwałą przemocą psychiczną ze strony rodziny. Nie był jednak niepoczytalny.
Lekarze podkreślili, że umiejscowienie ran – precyzyjne, celne ciosy w głowę i gardło – świadczyło o tym, że Czesław działał z bezpośrednim zamiarem zabójstwa, nie zaś w „ślepym” szale, który odebrałby mu zdolność rozpoznawania czynów.
„Żałuję tylko Leokadii”
Na sali sądowej Konieczny nie szukał już wymówek. Opowiedział szczegółowo o latach upokorzeń i drwin. Przyznał się do winy.
Prokurator zadał mu wprost pytanie, czy żałuje swoich czynów.
Odpowiedź Czesława, odnotowana w protokołach, przeszła do historii jako kwintesencja jego pogardy wobec rodziny:
„Żałuję tylko najmłodszej siostry, Leokadii. Reszty nie żałuję ani trochę.”
Czesław Konieczny – Wyrok
Prokuratura domagała się najwyższego wymiaru kary. Sąd, po rozpatrzeniu zeznań kilkunastu świadków, uznał, że Czesław Konieczny działał z premedytacją. Skazano go na siedmiokrotną karę śmierci – po jednej za każdą z ofiar.
W obowiązującym wówczas na terenie Wielkopolski (dawny zabór pruski) kodeksie obowiązywała zasada „śmierć za śmierć” – skazanie na wielokrotną karę śmierci było formalnie możliwe.
Czesław nie odwołał się. Nie złożył prośby o ułaskawienie do Prezydenta RP.
19 lipca 1930 roku, godzina 20:00. W areszcie śledczym w Ostrowie Wielkopolskim kat wykonał wyrok. Czesław Konieczny został powieszony.
Z relacji niektórych źródeł wynika, że symboliczną karę wykonano „siedem razy” – choć fizycznie egzekucja mogła być tylko jedna, wymiar sprawiedliwości chciał w ten sposób podkreślić wagę przestępstwa.
Pochówek pod stopami
Niebo nad Wielkopolską nie rozstąpiło się. Deszcz nie padał. Świat poszedł dalej.
Jednak lokalna społeczność wymierzyła karę, której nie przewidział żaden kodeks. Czesława Koniecznego nie pochowano w poświęconej ziemi. Jego zwłoki złożono na cmentarzu przy ulicy Limanowskiego w Ostrowie – pod ścieżką cmentarną.
Dlaczego akurat tam? Mieszkańcy wierzyli, że jeśli ludzie będą nieustannie deptać po jego grobie, jego dusza nigdy nie zazna spokoju. Był to celowy, wymierzony akt potępienia, na który dodatkowo nałożył się lokalny przesąd.
Przez lata, gdy historia była jeszcze żywa, w tym miejscu w ziemi wyryty był krzyż. Później ułożono kamienie, najprawdopodobniej pochodzące z rozbitej płyty nagrobnej.
Dziś
Dziś cmentarz przy ulicy Limanowskiego w Ostrowie Wielkopolskim jest nowoczesną nekropolią. Ale w tym jednym miejscu historia wciąż jest widoczna gołym okiem.
Współczesna alejka wyłożona jest granatową kostką brukową. W miejscu, gdzie spoczywa Czesław Konieczny – około 10 metrów od wejścia na cmentarz, pierwszą alejką od strony kościoła – znajduje się kilka jasnych kostek brukowych. To jedyne oznaczenie „grobu” największego zbrodniarza w historii regionu.
Do dziś niektórzy mieszkańcy Ostrowa, odwiedzając groby bliskich, nie zdają sobie sprawy, że codziennie przechodzą po zwłokach Czesława Koniecznego.
Epilog. Gdzie dziś są Konieczni?
Ofiary – Marianna i sześcioro jej dzieci – spoczywają razem w Czerminie koło Pleszewa. Na miejscowym cmentarzu do dziś stoi grób rodziny Koniecznych z napisem o „tragicznie zmarłych”.
W pogrzebie ofiar, który odbył się tuż po zbrodni, uczestniczyły wielotysięczne tłumy.
Dom w Pieruszycach stoi do dziś, zamieszkany przez potomków. Ocalała siostra Czesława – ta, która w chwili zbrodni pracowała w Poznaniu – po latach wróciła do rodzinnego domu, wyszła za mąż i zamieszkała w nim ze swoją rodziną. Jej wnuki mieszkają tam do dziś.
Starsi mieszkańcy Pieruszyc wciąż ją pamiętają. Mówią o niej jako o „niezwykle życzliwej osobie” – jakby chciała w ten sposób zmazać piętno, jakie na rodzinie pozostawił jej brat.
W lokalnej społeczności do czasów obecnych przetrwały także słowa Ballady o wyrodnych dzieciach – anonimowego utworu, którego autor natchnął się tamtą zbrodnią.
I tak oto w grudniu, gdy w Wielkopolsce znów zaskrzypi śnieg, a mróz będzie szczypać w policzki, niektórzy starzy ludzie w Pieruszycach wciąż szepczą tę starą balladę. O wyrodnym synu, który miał twarde serce. I o siódmej kostce brukowej, której nikt nie chce ominąć.
Czesław Konieczny, skazany na zapomnienie, przez dekady tkwi pod stopami tych, którzy przyszli pomodlić się za jego ofiary. Czy to sprawiedliwość, czy przesąd? Tego nie rozstrzygnie żaden sąd.
Posłowie
Wątek „dziewiątej ofiary” – w prasie z epoki pojawiła się sugestia, że Czesław mógł mieć na sumieniu jeszcze jedno zabójstwo. Chodziło o młodą dziewczynę, która kilka lat wcześniej zniknęła w okolicy. Dowodów jednak nie znaleziono i ten wątek umorzono.
Dokładna data egzekucji – różne źródła podają 19 lub 30 lipca 1930 roku. Większość opracowań wskazuje na 19 lipca jako datę wykonania wyroku.
„Siedem razy powieszony” – to stwierdzenie pojawia się w lokalnych przekazach i ma charakter symboliczny. Formalnie egzekucję wykonano raz, ale kara została wymierzona „siedmiokrotnie” w wyroku.
Pochówki „pod ścieżką” – w tamtych czasach chowano tak nie tylko morderców, ale także samobójców. Ksiądz nie brał udziału w takich uroczystościach, a ciała składano na niepoświęconej ziemi, często pod płotem lub właśnie pod ścieżką.
FOT. reprodukcja z „Dziennik Bydgoski” nr 288 z 13.12.1929 r.