Londyn, podobnie jak w tylu innych dziedzinach, znów wyznacza trendy… które nie wszystkim się spodobają! Tym razem chodzi o coś, co dla zwolenników jest rewolucją w walce z przestępczością, a dla przeciwników koszmarem rodem z antyutopijnych wizji. Kamery z systemem rozpoznawania twarzy (Live Facial Recognition, LFR), które do tej pory testowano, już na stałe pojawią się w sercu brytyjskiej stolicy – na West Endzie i w Soho . To nie jest science fiction. To oficjalny plan londyńskiej policji Metropolitalnej, który ma być wdrożony jeszcze w tym roku, a w kolejnych latach objąć kolejne dzielnice .
„Tylko jedna pomyłka na 470 tysięcy” – czy to wystarczy?
Policja argumentuje, że musi sięgać po tak zaawansowane technologie, bo przestępcy nie próżnują i coraz śmielej korzystają z nowoczesnych narzędzi . Komisarz Mark Rowley nie pozostawia złudzeń: „Rozpoznawanie twarzy to jedna z najbardziej rewolucyjnych technologii w policji w ostatnich latach” .
I ma czym się chwalić. Podczas pilotażu w Croydon, gdzie kamery zamontowano na stałe na latarniach, od października 2025 do marca 2026 roku system przeskanował ponad 470 tysięcy twarzy, co doprowadziło do 173 aresztowań, w tym kobiety poszukiwanej od ponad 20 lat . Policja podkreśla, że zanotowano tylko jeden fałszywy alert, który zresztą nie zakończył się zatrzymaniem . Brzmi imponująco. To argument, którego trudno nie wziąć pod uwagę. Od początku 2024 roku technologia LFR pomogła w aresztowaniu ponad 2 tys. niebezpiecznych przestępców, w tym gwałcicieli i przestępców seksualnych .
Jednak krytycy, a wśród nich organizacja Big Brother Watch, widzą w tych liczbach nie sukces, a niebezpieczną statystykę. Ich zdaniem to, że „tysiące” osób musiało zostać zeskanowanych, by złapać jedną poszukiwaną osobę, jest dowodem na nieproporcjonalność i masową inwigilację . „Aby pójść do teatru, trzeba teraz zapłacić swoją prywatnością” – podsumowuje w dramatycznym skrócie Jack Coulson z Big Brother Watch .
Algorytm, który myli się rasowo?
Najbardziej niepokojący w tym całym zamieszaniu jest jednak wątek, o którym policja mówi mniej chętnie – błąd systemu, ale nie techniczny, a społeczny. W hrabstwie Essex, gdzie również testowano podobne rozwiązania, sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Badania Uniwersytetu Cambridge wykazały, że system statystycznie istotnie częściej błędnie identyfikował osoby czarnoskóre . W praktyce oznaczało to, że jeśli jesteś czarnoskóry, to większe ryzyko, że algorytm uzna cię za przestępcę . Essex Police, zmuszone do reakcji, zawiesiło użycie technologii . To nie jest teoria spiskowa. To udokumentowany fakt, który postawił pod znakiem zapytania całą obietnicę obiektywności maszynowej sprawiedliwości. Organizacje broniące praw obywatelskich alarmują, że podobne „uprzedzenia” algorytmów mogą być powszechne, a Londyn staje się „cyfrowym poligonem doświadczalnym” .
„Chill” na prawie? Sąd dał zielone światło
Pomimo kontrowersji, Met Police ma w rękawie mocny atut – wygrany proces sądowy. W kwietniu 2026 roku High Court oddalił pozew Big Brother Watch, uznając, że polityka policji dotycząca LFR jest zgodna z prawami człowieka i zawiera jasne oraz precyzyjne zabezpieczenia . Sąd stwierdził, że ryzyko dyskryminacji rasowej było „zaledwie słabo zarysowane” . To orzeczenie jest dla policji kluczowe, bo otwiera drogę do szerokiego wdrożenia systemu, mimo że jak przyznają sami krytycy, parlament wciąż nie uchwalił konkretnych przepisów regulujących jego użycie .
A co z Polską? Czy to tylko kwestia czasu?
Wielu obserwatorów zadaje sobie pytanie: skoro w Wielkiej Brytanii, kolebce common law i kraju z silną tradycją ochrony prywatności, to przechodzi, to czy u nas, w Polsce, jesteśmy odporni na tę technologiczną rewolucję?
Okazuje się, że podstawa prawna już istnieje. Art. 20 ustawy o Policji wprost daje polskim policjantom uprawnienia do przetwarzania danych biometrycznych, w tym wizerunków twarzy, w celu identyfikacji osób . Oczywiście, od zapisu w ustawie do masowego wdrożenia systemu kamer na ulicach Warszawy czy Krakowa droga daleka, ale fundament jest już położony.
W polskim prawodawstwie widać też dysonans, który doskonale obrazuje europejski dylemat. Z jednej strony, RODO i przepisy krajowe (np. kodeks pracy) nakładają rygorystyczne obowiązki informacyjne i wymagają zgody na monitoring, a nagrania trzeba przechowywać maksymalnie 3 miesiące . Z drugiej strony, ustawodawca daje policji narzędzia do masowej, choć na razie teoretycznej, identyfikacji biometrycznej.
Doświadczenia z Essex pokazują, że problem nie leży tylko w technologii, ale w zaufaniu. Jeśli system zawodzi, to poszkodowani są konkretni ludzie, jak Shaun Thompson, który został zatrzymany, bo system pomylił go z bratem . Gdy jego dokumenty nie przekonały policji, że to błąd, przekonał się, że „to jak stop-and-search na sterydach” .
Londyn przeskakuje z testów do stałego wdrożenia. W Polsce na razie przyglądamy się z boku, ale mamy już gotowe narzędzia prawne. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać, brzmi: Czy czekamy, aż i u nas pojawi się pierwszy „udany” pilotaż, czy może zanim to nastąpi, rozpoczniemy poważną debatę o tym, gdzie kończy się bezpieczeństwo, a zaczyna inwigilacja?