Danuta Augustyniak – spowiedź dyrektorki więzienia

W trakcie swojej 30-letniej kariery w Służbie Więziennej zajmowała niemal każde stanowisko. Była zastępcą dyrektora jednego z największych więzień w Europie – Aresztu Śledczego w Warszawie-Białołęce. Aresztu, w którym przebywają osadzeni należący do wszystkich kategorii – tymczasowo aresztowani, więźniowie niebezpieczni, skazani na dożywocie, młodociani i recydywiści. Ten rozdział swojego życia opisała w książce „30 lat za kratami. Osobista opowieść dyrektorki polskiego więzienia”. O więziennej rzeczywistości z perspektywy kobiety, specyfice pracy z osadzonymi, a także o potrzebie szacunku – mówi ppłk Danuta Augustyniak.

ANNA RYCHLEWICZ: Pani Pułkownik, jako 19-letnia dziewczyna trafiła Pani do typowo męskiego świata i została w nim na 30 lat. Dosyć nieszablonowy scenariusz dla młodej dziewczyny, prawda? Taki był Pani pomysł na życie?

DANUTA AUGUSTYNIAK: Moja praca w Służbie Więziennej była trochę dziełem przypadku. Już jako młoda dziewczyna miałam jasno sprecyzowane plany i zawsze wiedziałam, że będę uczyć w szkole chemii. Niestety nie powiodło się. Oblałam ostatni z czterech egzaminów kwalifikacyjnych na studia. Moje marzenie o nauce na wydziale pedagogiki w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach odłożyłam na rok. Pomyślałam, że dobrze byłoby przez ten czas popracować. Będąc na wakacjach w Warszawie dowiedziałam się od znajomych, że w Areszcie Śledczym na Olszynce Grochowskiej poszukują do pracy żywnościowca. Pensja wówczas zachwycała, więc pomyślałam – czemu nie? Tłumaczyłam sobie, że to tylko rok. Wtedy chyba zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to jest służba. Nie byłam świadoma co tak naprawdę oznacza pełna dyspozycyjność, odporność na stres, a często odwaga i determinacja. Ale przede wszystkim, że jest to odpowiedzialność za życie drugiego człowieka.

***

Domyślam się, że początki były wyjątkowo trudne. Kobieta w służbie więziennej nie była normą. Co sprawiło, że postanowiła Pani zostać na dłużej?

Dlaczego zostałam? Sama nie wiem. Początki były rzeczywiście trudne. Wszystko nowe, inne niż myślałam. Okazało się, że wiedza zdobyta w szkole zupełnie nie wystarczyła, więc wiele czasu poświęcałam na naukę. Rok minął zanim zdążyłam się obejrzeć. Właśnie ukończyłam szkołę podoficerską, co wcale nie było łatwe. Spotkałam się tam z dużym brakiem poszanowania praw kobiet. W uszach dźwięczały mi słowa „zachciało się dziecku munduru” albo „z babami zawsze kłopot”. Tylko jaki kłopot, że chciałam buty służbowe numer 36, a dostałam 39, bo tylko takie były? Tak naprawdę, chyba właśnie takie docinki utwierdziły mnie w przekonaniu, że ja tu zostaję, że dam radę.

***

Brzmi to trochę tak, jakby została Pani w służbie na przekór wszystkim. Chciała Pani coś udowodnić?

Być może. Wychowywałam się pod „komendą” dwóch starszych braci. Na mojej ulicy, na której dorastałam, oprócz mnie była jeszcze tylko jedna dziewczyna. Zabawy w wojnę, budowanie okopów, drewniany karabin, no i hasło „dasz radę” – to była moja codzienność. W służbie było podobnie. Postanowiłam dać radę. Poza tym dość szybko poczułam się tutaj „na swoim miejscu”.

Danuta Augustyniak zmagała się ze stereotypami

Ale przecież kobieta, to krucha, bezbronna i słaba istota. Przynajmniej taki obraz kreśli stereotypowe myślenie. Czy ciężko było zbudować wizerunek kobiety, która trzyma władzę nad funkcjonariuszami i osadzonymi? Która rządzi tym światem, a co najważniejsze – jest słuchana, szanowana i budzi respekt?

Nie było łatwo. Ten stereotyp kobiety kruchej, bezbronnej i słabej nie pomaga. Jeszcze bardziej dotkliwy jest stereotyp, że służba nie jest dla kobiet. Że kobieta zarządzająca męską, mundurową bracią wręcz jest policzkiem dla mężczyzn. Nierzadko czułam się obserwowana, sprawdzana, testowana. Tak jakby fakt, że kobieta może poprowadzić służbę transportową albo zająć się miliardową inwestycją budowy jednostki penitencjarnej był zjawiskiem odbiegającym od normy. Przykro mi tylko, że musiałam dwa razy więcej wiedzieć od mężczyzny na takim samym stanowisku. Ukończyłam wiele kursów, szkoleń. Dzisiaj patrzę na swoje certyfikaty z dumą. Zamówienia publiczne, prawo budowlane, prawo energetyczne, wodne a nawet melioracyjne. Najtrudniej było mi chyba ukończyć kurs audytora energetycznego, ale udało się.

Z perspektywy czasu myślę, że właśnie ta wiedza pomogła mi zdobyć uznanie i autorytet moich kolegów w służbie. Trudno negować przełożonego, który ma kompetencje i podejmuje decyzję tu i teraz. Bo przecież w służbie jest jedna podstawowa zasada – jest akcja, jest reakcja. Tacy przełożeni są dość szybko akceptowani, a ja chyba właśnie takim przełożonym byłam. Zawsze uważałam, że najgorszą decyzją jest brak decyzji. Dlatego też zawsze starałam się stać u boku moich funkcjonariuszy, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Do tego nie jest potrzebna siła, a potrzebna jest obecność. Odpowiedzią na to jest szacunek innych.

Chcesz przeczytać cały wywiad? Sięgnij po Detektywa 2/2022 (wywiad Anny Rychlewicz z Danutą Augustyniak pt. „Spowiedź dyrektorki więzienia”). Cały numer do kupienia TUTAJ.


Fot. Archiwum prywatne Danuty Augustyniak