Dieter Przewdzing: zabójstwo opolskiego „kanclerza”

Historia zabójstwa Dietera Przewdzinga. Mamy precyzyjny przebieg wydarzeń. Znamy motywy polityczne i finansowe. Zbadaliśmy setki śladów, ale brakuje dwóch małych, lecz kluczowych elementów: jednego odcisku palca i jednej próbki DNA. Bez możliwości dopasowania tych fragmentów do konkretnej osoby, mapa pozostaje nieczytelna. A poszukiwany sprawca może spokojnie obserwować naszą bezradność z daleka.

Dietera Przewdzinga nazywano „Kanclerzem Przewdzingiem” na Opolszczyźnie. Ten przydomek wiązał się z jego długoletnią i dominującą pozycją jako włodarza miasta Zdzieszowice:

• Przewdzing był wieloletnim burmistrzem Zdzieszowic, a wcześniej naczelnikiem miasta.

• Od 1990 roku bezapelacyjnie wygrywał wszystkie wybory samorządowe – łącznie siedmiokrotnie.

• Jego włodarzenie opolskim miastem miało trwać blisko 40 lat, licząc do momentu, gdy świętowałby swoją 40-letnią rocznicę, niedługo po śmierci.

Dodatkowo, Przewdzing aktywnie działał w środowisku mniejszości niemieckiej. Sam mówił, że zapisuje się wszędzie tam, gdzie można zrobić coś dobrego dla swojej „małej ojczyzny”.

Nazwanie go „Kanclerzem” (tytuł tradycyjnie związany z przywództwem w Niemczech) mogło być również związane z faktem, że Przewdzing urodził się w niemieckiej rodzinie, a swoje niemieckie korzenie i nazwisko akcentował, co „drażniło naszych nacjonalistów”. Przewdzing chciał być sobą i dawał temu wyraz wszędzie.

Dieter Przewdzing, nazywany na Opolszczyźnie „Kanclerzem Przewdzingiem”, urodził się w 1944 roku we wsi Annengrund (obecnie Rozwadza) w niemieckiej rodzinie. Jego związki z miastem były głębokie. Pełnił funkcję włodarza (burmistrza lub wcześniej naczelnika) przez blisko 40 lat, bezapelacyjnie wygrywając wszystkie samorządowe wybory od 1990 roku – łącznie aż siedmiokrotnie.

Przewdzing aktywnie działał w środowisku mniejszości niemieckiej. Był znany z tego, że jest uparty. Chwalił się, że Przewdzingowie nie zmienili nazwiska nawet w czasach PRL, kiedy było to powszechną praktyką (jak zmiana Krolli na Króli). Chciał być sobą i dawał temu wyraz wszędzie. Sam przyznawał, że zapisywał się wszędzie tam, gdzie mógł zrobić coś dobrego dla swojej „małej ojczyzny”.

Miał też prostą, ale bezkompromisową filozofię życia. Dzielił ludzi na porządnych i na szuje – na uczciwych w życiu i na życiowe kanalie. Choć w czasach Gierka należał do partii i działał w ORMO, jego niemieckie korzenie i niechęć do uginania się pod konwenansami przysparzały mu wrogów, szczególnie wśród nacjonalistów.

Dieter Przewdzing włożył kij w mrowisko z premedytacją, motywowany dobrem miasta i samorządowymi interesami. Zdzieszowice były przez lata jednym z najbogatszych miast w Polsce. Co zawdzięczały podatkom płaconym przez największą w kraju koksownię (wówczas Arcelor Mittal), która choć „truła straszliwie środowisko”, zapewniała gminie wpływy.

Gdy przepisy uległy zmianie, a pieniądze zaczęły odpływać do Dąbrowy Górniczej (gdzie znajdowało się „gniazdo Mittala”) i Warszawy, kasa Zdzieszowic straciła 20 milionów złotych. Włodarz tłumaczył swój gniew słowami: „Pieniądze powinny zostać tam, gdzie są wypracowywane”.

Wówczas postawił kontrowersyjny postulat autonomii gospodarczej dla Śląska, jednocześnie akcentując, że nie chodziło mu o autonomię polityczną. Ten krok wywołał nacjonalistyczną burzę. Otrzymywał groźby – pisemne i telefoniczne, włącznie z groźbami śmierci. PiS i Liga Obrony Suwerenności organizowały manifestacje pod zdzieszowickim ratuszem, żądając jego dymisji i ukarania za nawoływanie do separatyzmu.

Zabójstwo miało miejsce niedługo przed planowanym podpisaniem „Deklaracji Śląskiej” z Ruchem Autonomii Śląska, porozumienia o współdziałaniu na rzecz Górnego Śląska.

Dieter Przewdzing został zamordowany 18 lutego 2014 roku w swoim domu w Krępnej, który zwał „Ranczem Kanada”. Nazwa ta miała „głupich drażnić!”. Dom ten był rodzinnym gospodarstwem jego babci, odebranym Przewdzingom po wojnie, ponieważ byli Niemcami i nie chcieli wyjechać do Reichu, uznając Śląsk za swój Heimat. Pod koniec lat 80. burmistrz odkupił ruinę i stworzył tam gospodarstwo pełne zwierząt: gęsi, kaczki, kozy, krowy, a nawet pstrągi w stawie. W Zdzieszowicach szeptano, że na ranczu może skrywać wielkie bogactwo.

Tego fatalnego dnia burmistrz przygotowywał się do swoich 70. urodzin (które miał świętować za tydzień). Opuścił pracę około godziny 15:00. Załatwiał jeszcze sprawy mszy na plebanii, a mieszkańcy Krępnej widzieli go jadącego do domu około 18:00, ciągnącego naczepkę załadowaną drewnem do kominka.

Analiza billingów odtworzyła ostatnie chwile burmistrza:

18:38: Przewdzing zadzwonił do znajomego w Tarnowie Opolskim, by prosić o zespół muzyczny na urodziny.

18:50 i 19:12: Znajomy oddzwonił dwukrotnie, ale burmistrz już nie odebrał.

Około 19:00: Przypuszczalnie doszło do morderstwa.

Po 20:00: Pod ranczo podjechał kolega ze Śląska (z którym Przewdzing miał jechać następnego dnia do Poznania) i znalazł Dietera w kałuży krwi.

Dieter Przewdzing: brutalna i profesjonalna egzekucja

Jak ujawniła prokuratura, sposób zadania śmierci sugeruje, że Dieter miał zginąć tego wieczoru. Zbrodnia miała charakter brutalny, a zarazem profesjonalny.

Prokurator Stanisław Bar w programie „Magazyn Kryminalny 997” przedstawił możliwy przebieg zdarzenia. Najprawdopodobniej burmistrz sam otworzył drzwi zabójcy. Co sugeruje, że mógł go znać, choć śledczy rozważali też hipotezę, że napastnik wszedł do domu wcześniej i czekał.

Przewdzing został zaatakowany w przedsionku domu, być może odwrócony do gościa, i kilkakrotnie uderzony tępym narzędziem. Ogłuszony, osunął się na podłogę. Następnie napastnik zaciągnął ofiarę do salonu, poderwał mu głowę za włosy i jednym cięciem poderżnął gardło. Śmierć nastąpiła z wykrwawienia. Cięcie zostało uznane za profesjonalne, co skłoniło śledczych do rozważania udziału zawodowego zabójcy, działającego na zlecenie. Nie ustalono, czy morderca próbował wydobyć z ofiary jakiekolwiek informacje.

Śledczy brali pod uwagę różne motywy: polityczne, rabunkowe lub zemstę za dawne urazy. Choć na Opolszczyźnie podkreślano, że województwo szczyci się 100-procentową wykrywalnością takich przestępstw, sprawa Przewdzinga okazała się być wyjątkiem.

W ramach prowadzonego śledztwa:

• Przesłuchano ponad 200 świadków, niektórych wielokrotnie, także przy użyciu wykrywacza kłamstw.

• Zbadano relacje burmistrza z osobami w Niemczech, w Ukrainie i na Białorusi, co nadało sprawie wymiar międzynarodowy.

• Zbadano setki śladów z miejsca zbrodni. 99% zabezpieczonych śladów należało do rodziny.

Kluczowymi, nierozwiązanymi zagadkami pozostały dwa niewyjaśnione dowody. Jeden ślad daktyloskopijny (odcisk palca). Drugi ślad biologiczny (DNA), których pochodzenia nie udało się ustalić, mimo wykorzystania nowoczesnych technologii i międzynarodowej pomocy biegłych.

Jedna z rozważanych wersji zakładała, że Przewdzing mógł paść ofiarą seryjnego mordercy. Hipotezę tę wzmocnił fakt, że niedługo po zabójstwie burmistrza, w okolicy zamordowano w ich własnych domach starszego mężczyznę i kobietę. Sprawców tych zbrodni również nie ujęto, co wywołało strach u mieszkańców.

W maju 2018 r. Prokuratura Okręgowa w Opolu umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy lub sprawców. Sprawa nie trafiła do policyjnego „Archiwum X”. Ponieważ, jak wyjaśniono, jednostka ta zajmuje się przede wszystkim sprawami z lat 90., w których brakowało technicznych możliwości, np. badań DNA, a w przypadku burmistrza wykorzystano wszelkie dostępne nowoczesne narzędzia.

Mimo umorzenia, śledztwo może zostać wznowione w każdej chwili, gdy tylko pojawi się przełomowy dowód. Zagadka, która kosztowała życie jednego z najbardziej wyrazistych włodarzy Opolszczyzny, wciąż czeka na rozwiązanie.

Historia zabójstwa Dietera Przewdzinga jest jak idealnie złożona, ale niekompletna mapa. Mamy precyzyjny przebieg wydarzeń. Znamy motywy polityczne i finansowe. Zbadaliśmy setki śladów, ale brakuje dwóch małych, lecz kluczowych elementów: jednego odcisku palca i jednej próbki DNA. Bez możliwości dopasowania tych fragmentów do konkretnej osoby, mapa pozostaje nieczytelna, a poszukiwany sprawca może spokojnie obserwować naszą bezradność z daleka.

Fot. wikipedia.org

Dodaj komentarz