Dramatem w Piasecznie żyje cała Polska. Funkcjonariusz policji zgwałcił podległą sobie policjantkę. Do zdarzenia doszło na terenie policyjnych koszar. Trwa wyjaśnianie wszystkich okoliczności zdarzenia.
Do gwałtu na 22-letniej policjantce miało dojść w gabinecie dowódcy kompanii, a sprawca bezpośrednio potem został odwieziony do domu prywatnym samochodem — ustalił nieoficjalnie Onet. Nie został zatrzymany „na gorącym uczynku”, ponieważ — według naszych informatorów — pokrzywdzona nie powiedziała od razu nikomu, co zaszło. Jej koledzy z jednostki dowiedzieli się o tym dopiero w późniejszej rozmowie z nią.
Trwa śledztwo w sprawie gwałtu na młodej policjantce, do którego miało dojść w sobotę, 3 stycznia br., na terenie oddziału prewencji Komendy Stołecznej Policji w podwarszawskim Piasecznie. Podejrzany o jego dokonanie jest Marcin J., dowódca 9. kompanii, która tam stacjonuje. Wciąż wyjaśniane są okoliczności, w jakich do niego doszło.
Nieoficjalnie: nie zatrzymali go od razu, bo nikt nie wiedział, co zaszło
Wiadomo, że do tego skandalicznego zdarzenia doszło podczas imprezy zakrapianej alkoholem, która w nocy z piątku na sobotę odbywała się na terenie tej jednostki. Jak ustalił nieoficjalnie Onet, doszło do niej w gabinecie dowódcy 9. kompanii. Uczestniczył w niej m.in. on sam oraz dowódca plutonu ze stanu tejże kompanii. W pewnym momencie Marcin J. miał wezwać do siebie 22-letnią stażystkę, z którą zamknął się w jednym z pomieszczeń. To wtedy miało dojść do gwałtu.
Z relacji Telewizji Republika, która poinformowała o tym zdarzeniu jako pierwsza, wynikało, że policjantka miała krzyczeć i wołać pomocy. Wtedy inni funkcjonariusze mieli walić w drzwi, które dowódca w końcu otworzył, a 22-latka z widocznymi otarciami zgłosiła sprawę dyżurnemu.
Z najnowszych ustaleń Onetu wynika jednak, że okoliczności były nieco inne. Nasi informatorzy ze służb zapewniają, że nie było krzyków, ani „walenia w drzwi”. W pewnym momencie kobieta wybiegła z gabinetu dowódcy, nie informując w tym momencie nikogo o tym, co się wydarzyło. To dlatego nikt nie zatrzymywał Marcina J., kiedy ten chwilę później wychodził z jednostki.
W przestrzeni publicznej pojawiły się sugestie, że już wtedy policjanci powinni go zatrzymać „na gorącym uczynku”, a nie wypuszczać do domu. — Tylko że w tym momencie nikt jeszcze, oprócz sprawcy i pokrzywdzonej, nie wiedział, co właściwie zaszło. Taką informację dyżurny OPP otrzymał o godz. 5.30, mniej więcej dwie godziny od zdarzenia — mówi Onetowi Katarzyna Nowak, rzeczniczka Komendy Głównej Policji.
— Przed zgłoszeniem dyżurnemu przełożeni nie mieli informacji, że doszło do popełnienia przestępstwa ani że na terenie OPP w Warszawie, wbrew przepisom wewnętrznym, funkcjonariusze spożywali alkohol — dodaje.
Odwieziony do domu prywatnym samochodem
Jak poinformowała policja, dowódca kompanii bezpośrednio po zdarzeniu udał się do miejsca swojego zamieszkania. Z naszych ustaleń wynika, że został odwieziony do domu prywatnym samochodem. Przy czym to nie on nim kierował — zapewniają nasze źródła.
Według najnowszych informacji, które przekazali mundurowi, do gwałtu miało dojść około godz. 3.30 nad ranem. Natomiast cała sprawa została zgłoszona dyżurnemu OPP o godz. 5.30. Co się działo przez te dwie godziny?
Z naszych nieoficjalnych informacji, potwierdzonych w trzech niezależnych źródłach, wynika, iż 22-latka rozmawiała w tym czasie ze swoimi kolegami — innymi funkcjonariuszami. Ci, widząc, że kobieta jest roztrzęsiona, próbowali dowiedzieć się, co się stało. Zresztą do jednej z tych osób 22-latka miała wysłać wcześniej niepokojącego SMS-a. Kobieta początkowo nie chciała mówić o tym, co się wydarzyło, ale kiedy jej koledzy dowiedzieli się, że doszło do gwałtu, sami powiadomili o tym dyżurnego OPP.
Wtedy ruszyła cała machina, jaką przewidują procedury w takich przypadkach. „Niezwłocznie powiadomieni zostali: zastępca dowódcy OPP w Warszawie, naczelnik wydziału psychologów KSP, będący w dyżurze zastępca Komendanta Stołecznego Policji, dyżurny KSP, wydział kontroli KSP, zastępca KPP w Piasecznie, BSWP oraz Prokuratura Rejonowa w Piasecznie” — przekazała Komenda Główna Policji.
Prokuratura powołała biegłych i przesłuchuje świadków
Wtedy też wyznaczeni funkcjonariusze pojechali — już służbowym samochodem — do domu Marcina J. Został przewieziony na teren OPP po godz. 7, gdzie pozostawał do dyspozycji prokuratury. Jak informowało Radio Zet, na miejscu został trzykrotnie przebadany alkomatem. Według stanu na godz. 8.15 miał w organizmie 1,5 promila alkoholu.
Pokrzywdzona natomiast od razu została objęta opieką psychologiczną. O godz. 10.30 oficjalnie złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Marcina J. Ten, po zakończeniu składania zeznań przez 22-latkę, został formalnie zatrzymany. Stało się to o godz. 14.45.
Następnie prokuratora przedstawiła mu zarzuty z art. 197 par. 1 i 2 kodeksu karnego, który dotyczy zgwałcenia i wymuszenia czynności seksualnej. Za te czyny grozi od 2 do 15 lat więzienia. Początkowo sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Piasecznie. Ostatecznie przejęła ją jednak Prokuratura Okręgowa w Warszawie i to ona prowadzi postępowanie.
— Obecnie trwają przesłuchania świadków. Będziemy również dążyć do uzyskania niezbędnych opinii w sprawie. Zostali już powołani biegli. Wczoraj analizowane były dwa tomy akt zgromadzonych w tej sprawie. Kolejne czynności trwają. Jest sprawa aresztowa, adwokaci się ustanowili i też już działają — mówi Onetowi prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej.
To tu przebywają młodzi policjanci w okresie tzw. adaptacji
Warszawski Oddział Prewencji Policji, na którego terenie doszło do opisywanych przez nas skandalicznych wydarzeń, znajduje się przy ul. Puławskiej 44E w Piasecznie. KGP zwraca uwagę, że w przekazach medialnych jednostka ta jest mylona z Komendą Powiatową Policji przy ul. Kościelnej 3 w Piasecznie. To jednak dwa różne obiekty.
Stołeczny OPP z siedzibą w Piasecznie składa się łącznie z 12 kompanii. Jedna to blisko 100 funkcjonariuszy, więc łącznie służy tam ok. 1,2 tys. osób. Większość z nich to policjanci zawodowi, którzy codziennie dojeżdżają tam do pracy. Realizują zadania na rzecz ochrony porządku publicznego na terenie Warszawy i okolic m.in. w czasie zgromadzeń, imprez sportowych lub rozrywkowych, w czasie stanów nadzwyczajnych, katastrof lub klęski żywiołowej, prowadzą pościgi za przestępcami itd. Pełnią też służbę patrolową.
Są tam również młodzi funkcjonariusze w okresie tzw. adaptacji, czyli zdobywający praktyczne doświadczenie w służbie tuż po odbyciu podstawowego szkolenia zawodowego w szkole policyjnej. Są delegowani do Piaseczna z całej Polski, w związku z tym są zakwaterowani na miejscu (wśród nich jest pokrzywdzona w opisywanej sprawie 22-latka). Okres adaptacji trwa standardowo ok. trzech miesięcy. Przez ten czas młodzi funkcjonariusze odbywają szkolenia teoretyczne, ale też praktyczne, np. ćwiczą rozpraszanie tłumu.
Na terenie OPP „trenuje” też Kompania Reprezentacyjna Policji, która uczestniczy w uroczystościach państwowych, resortowych i religijnych w kraju, jak również poza granicami Polski. Tu również przygotowywani są nowi funkcjonariusze do uroczystości związanych z ich przysięgą.
Na terenie stołecznego oddziału prewencji znajduje się łącznie kilkanaście budynków. Oprócz tych, w których są zakwaterowani funkcjonariusze, to także te z pomieszczeniami dla dowództwa, ale też sala gimnastyczna, szkoleniowa, magazyn uzbrojenia itd. Tam również parkuje na co dzień blisko 100 radiowozów, używanych przez policjantów prewencji m.in. do zabezpieczania imprez masowych i innych wydarzeń. Teren jest ogrodzony i zamknięty dla osób postronnych.
Sprawiedliwości stanie się zadość!
W związku z tragicznymi doniesieniami z Piaseczna, kluczowe jest podkreślenie kilku fundamentalnych zasad i faktów:
Poważność zarzutów – Doniesienia o czynie o charakterze gwałtu, zwłaszcza gdy podejrzanym jest funkcjonariusz powołany do ochrony prawa, są głęboko wstrząsające i muszą być traktowane z najwyższą powagą.
Przejrzystość działania – Z wypowiedzi przedstawicieli policji wynika, że służba nie zamierza ukrywać ani bagatelizować tej sprawy. Niezwłoczne wszczęcie postępowania i pozbawienie funkcjonariusza obowiązków służbowych wskazują na traktowanie incydentu z należytą powagą i zgodnie z procedurami.
Konsekwencja i zaufanie do procesu – Sprawa ma charakter kryminalny i będzie wyjaśniana przez właściwe organy ścigania oraz wymiar sprawiedliwości. Należy mieć zaufanie, że postępowanie toczy się i będzie toczyć z pełnym poszanowaniem procedur, bez względu na status osób zaangażowanych. Policja podkreśla, że konsekwentnie dąży do wyjaśnienia wszystkich okoliczności.
Wsparcie dla ofiary – Najważniejsze w tej chwili jest zapewnienie ofierze pełnego wsparcia, pomocy oraz poszanowania jej godności i prywatności. Należy bezwzględnie unikać jej wtórnej wiktymizacji w dyskursie publicznym.
Odpowiedzialność instytucji – Tego typu zdarzenia są ciężkim doświadczeniem dla całej instytucji. Rzetelne i przejrzyste wyjaśnienie sprawy ma fundamentalne znaczenie dla utrzymania zaufania społecznego oraz wewnętrznych standardów etycznych w policji.
Podsumowując, sprawa wymaga przede wszystkim rzetelnego śledztwa i sprawiedliwego procesu sądowego. Działania podjęte dotychczas przez przełożonych wskazują na wolę wyjaśnienia sprawy zgodnie z prawem, bez prób tuszowania. Jest to podstawowy krok w kierunku wymierzenia sprawiedliwości i przywrócenia zaufania.
Żródło. onet.pl, PAP