„Dziad” z Wołomina. Słynni mafiosi znad Wisły

Henryk N. ps. „Dziad” ” został obwołany szefem mafii wołomińskiej. Milionów, jak sam przyznał, dorobił się na handlu spirytusem. Pożyczał też pieniądze. Podobno, za długi, przejął pałac pod Warszawą. Jak przyznał w swojej książce – „Świat według Dziada –  dorobił się 4 milionów dolarów. W sumie jego majątek oszacowano na kwotę czterokrotnie wyższą. Czy „Dziad” z Wołomina rzeczywiście był wielkim gangsterem?

W latach 90. przestępstwo było dla większości gangsterów sposobem na życie. Bandyci swoje interesy załatwiali na ulicach, czasem w samym centrum miasta. Strzelali do siebie z karabinów maszynowych, podkładali bomby. Potem zacierali ślady

W latach 90. „Dziad”, czyli Henryk N. trząsł częścią Warszawy. Był domniemanym szefem mafii wołomińskiej, choć w czasie procesu uniewinniono go z zarzutu kierowania grupą przestępczą. Ostatecznie skazano go za napad, przemyt i handel narkotykami. Po upadku PRL „Dziad”, który mieszkał w Ząbkach, był ważną postacią w przestępczym półświatku. Jak przyznał w swojej książce – „Świat według Dziada” [wydana w 2002 roku] – na przemycie dorobił się 4 miliony dolarów. W sumie jego majątek oszacowano na kwotę czterokrotnie wyższą.

„Dziad”  przed procesem i więzieniem, w którym przebywał od 1999 roku, przejął również willę we wsi Prace Duże, między Tarczynem a Piasecznem. Jak napisał w „Fokusie Śledczym” Piotr Pytlakowski: „Dom w Pracach Dużych powstał na początku lat 90. Wybudował go Tadeusz Maćkowiak, dobiegający wówczas 50-ki biznesmen z branży szkła zespolonego.”.

Henryk N. – jak czytamy w internecie – miał przejąć dom za długi. Nie chciał się tam przeprowadzić, a jedynie sprzedać go z zyskiem. To się jednak nie udało, a nowy właściciel trafił za kratki. Ogromny dom o powierzchni 1200 mkw. stoi pusty.

„Dziad” z Wołomina: daty z  życiorysu

Urodził się w 1948 roku na warszawskiej Pradze-Północ, dorastał na Targówku. Był drugim dzieckiem w rodzinie. Ojciec był gruźlikiem, zmarł gdy Henryk miał 13 lat. Matka nie pracowała, wychowywała czworo dzieci. „Dziad” przeprowadził się do podwarszawskich Ząbek.

W połowie lat 90. XX w. prowadził także legalne interesy: założył w Ząbkach kantor wymiany walut i lombard. Według ustaleń Policji wtedy zajmował się także obrotem nielegalnym spirytusem. W 1992 roku został zatrzymany podczas konwojowania ładunku z nielegalnym spirytusem, jednak sprawa nie trafiła do sądu. Oprócz tego prowadził zakład kamieniarski.

Na początku lat 90. Henryk N. stworzył groźny gang, którym kierował ze swoim bratem Wieśkiem, ps. „Wariat”. Grupa początkowo współpracowała z gangiem pruszkowskim, jednak wkrótce kooperacja przerodziła się w dosłownie krwawą wojnę.

Dziad z Wołomina – postrach warszawskiej Starówki

Jedną z najsłynniejszych akcji „Wołomina”, głośnej swego czasu na cały kraj, były wymuszenia na warszawskiej Starówce latem 1994 roku.

Do Warszawy przez kilka tygodni codziennie przyjeżdżała kawalkada limuzyn. Wysiadali z nich młodzi, zwykle ok. 30-letni mężczyźni – ich ulubionym strojem były, mimo upalnego lata, skórzane kurtki – i całą 30- 40-osobową grupą wędrowali od lokalu do lokalu, począwszy od Placu Zamkowego, skończywszy na Nowym Mieście.

Po drodze odwiedzali restauracje, galerie sztuki, sklepy. Była to typowa demonstracja siły, która miała zmuszać właścicieli lokali do płacenia haraczu za oferowaną ochronę. W przypadku niespełnienia ich żądań grozili zdemolowaniem lokali. Często ordynarnym zachowaniem i przekleństwami przerażali, klientów, którzy w popłochu uciekali z restauracji czy sklepów.

Od czasu do czasu wszczynali bójki, zdarzało im się nawet pobić klientów. Niejednokrotnie w sposób brutalny traktowali obsługę lokali. Potrafili np. wrzucić kelnerce za dekolt niedojedzony kotlet. Porwali e za to traktowali właścicieli, z którymi prowadzili negocjacje w sprawie zawarcia „umowy”.

 15 kwietnia 1995 dokonano nieudanego zamachu na jego życie. Nieznany sprawca lub sprawcy zastrzelili trzy osoby, wszystkich obecnych w gołębniku w Ząbkach. W czasie egzekucji panowała ciemność i dopiero później okazało się, że wśród ofiar nie było jednak Dziada.

5 ton papieru na ruble

„Dziad” z Wołomina brał także udział w oficjalnym zakupie 5 ton papieru z Niemiec na banknoty do druku rubli rosyjskich. Fałszywe ruble miały zostać wprowadzone na Wschodzie do obiegu. Ładunek od przekroczenia granicy niemiecko-polskiej był kontrolowany przez Urząd Ochrony Państwa. Henryk N. ukradł ten ładunek wraz ze Staśkiem i bratem Wariatem, kompromitując tym służby specjalne.

Po jakimś czasie Dziad oddał 3,7 tony tego papieru funkcjonariuszom UOP, natomiast 1,3 tony wykorzystał Wariat, jak się później okazało do wydrukowania rubli. W odzyskaniu papieru brał udział m.in. Adam Rapacki z Komendy Głównej Policji.

Wyroki

W 1997 roku sąd uznał Henryka N. winnym czynnej napaści na policjanta i skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Kilka dni później został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat za nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch robotników na nielegalnej budowie obok swojego domu w Ząbkach. 6 lutego 1998 został zastrzelony brat Dziada – Wiesław.

26 maja 1999 roku Henryk N. został zatrzymany przez pododdział antyterrorystyczny Policji. Oskarżony został o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz przemyt i handel narkotykami. Po dwóch latach, w 2001 r. białostocki sąd okręgowy skazał go na 7 lat pozbawienia wolności, 40 tysięcy złotych grzywny oraz 3-letnie pozbawienie praw publicznych za podżeganie do zabójstwa Leszka D., ps. Wańka (członka zarządu konkurencyjnego gangu pruszkowskiego  oraz zlecenia napadu na małżeństwo R. spod Warszawy. Natomiast został uniewinniony z zarzutu kierowania gangiem.

W lutym 2003 został dodatkowo skazany przez sąd w Białymstoku na 2 lata pozbawienia wolności za obrazę prokuratorów podczas poprzedniego procesu. Karę pozbawienia wolności odbywał m.in. w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim[12][13].

Śmierć

W sierpniu 2007 został postrzelony przez nieznanego sprawcę, po czym zmarł w szpitalu 33-letni syn Dziada – Paweł. Sam Henryk N. zmarł dwa miesiące później w zakładzie karnym w Radomiu, 30 października 2007 r. pomiędzy godziną 8:15 a 8:30, podczas zajęć świetlicowych (grał w ping-ponga). Prawdopodobną przyczyna śmierci był wylew krwi do mózgu. Miał 59 lat. Zmarł niedługo przed planowym opuszczeniem zakładu karnego po odbyciu kary.

Czy był ostatnim polskim mafiozo z zasadami? – zastanawiali się wielokrotnie dziennikarze.

„Dziad” z Wołomina nigdy nie przyznał się do bycia „Dziadem”. Kiedyś na pytanie sędziego o wykonywany zawód, Henryk N. odpowiedział „medialny gangster”. Chciał tym samym podkreślić, że w rzeczywistości nie jest żadnym bandytą, został jedynie wykreowany przez media. A z drugiej strony rzeczywiście nie było w Polsce drugiego człowieka kojarzonego z mafią, który tak często udzielał wywiadów.

Źródło: tvn24.pl, gazeta.pl, wikipedia.pl, dziennik.pl

Fot. wikipedia.pl