Dzieciobójczyni usłyszała dożywocie

Takie zachowania i zbrodnie nie biorą się znikąd. Agnieszka P., zanim uśmierciła swoje dziecko, sama była małą dziewczynką, dorastała, później przeszła okres buntu, jak to bywa u nastolatek, w końcu weszła w dorosłe życie. Poznała jednego, drugiego mężczyznę, urodziła dziecko, potem kolejne. Na dokonanie zbrodni zdecydowała się, gdy miała 36 lat, czyli była już dojrzałą kobietą, a nie młodziutką panną, której przydarzyła się wpadka i niechciana ciąża.

Sąsiedzi w bloku, gdzie mieszkała Agnieszka P. wiedzieli od dawna, że pod tym adresem – przy ul. Leśnej w Dąbrowie Górniczej – źle się działo. Gdy Agnieszka była jeszcze w liceum, jej ojciec – zawodowy kierowca, poważnie zachorował i nie mógł samodzielnie chodzić, na domiar złego gdzieś bez słowa pożegnania zniknęła jego żona. Agnieszka P. zadbała o swoją edukację i zdobyła wyższe wykształcenie, choć nie miała w domu pozytywnych wzorców. Brak wsparcia ze strony rodziców odbił się potem na jej losach i tragicznych wyborach drogi życiowej. Także na tym, w jaki sposób wychowywać swoje dzieci, czy poświęcać im czas i uwagę oraz czy warto obdarzać je miłością, a tej z pewnością zabrakło w życiu Agnieszki P.

– Może dlatego tak szybko się stoczyła, bo jej rodzice nie sprawdzili się w tej roli? – spekulowali okoliczni mieszkańcy.

Nie dało się ukryć, że w mieszkaniu Agnieszki P. odbywały się huczne imprezy i głośne awantury. Po odejściu matki i po śmierci jej ojca były coraz częstsze. Wódka i narkotyki były codziennością. Agnieszka się w tym wszystkim pogubiła. Bez stałej pracy utrzymywała się z zajęć dorywczych, ale one przynosiły niewielki zysk. Pożyczała więc pieniądze od sąsiadów, ale swoich długów nie spłacała. Te kłopoty finansowe i brak stałego zatrudnienia nie ułatwiały jej życia. Brak pieniędzy dokuczał Agnieszce P. przez cały czas odkąd osiągnęła pełnoletniość.  Można zaryzykować tezę, że w pewnej mierze bardzo zła sytuacja materialna ułatwiła dorosłej już kobiecie podjęcie decyzji, by pozbyć się córki. Kolejne dziecko wpłynęłoby bowiem na pogorszenie się stanu finansów i jeszcze większe obniżenie poziomu życia Agnieszki P. i jej partnera. A na to 36-latka nie chciała się zgodzić.

– Brakuje mi gotówki do końca miesiąca. Nie mam sobie za co kupić nowej bluzki czy butów na wysokim obcasie. Pożyczcie ze dwie stówy, oddam z kolejnej wypłaty – błagała koleżanki.

Jednak osób, które mogła prosić o pieniądze z każdym rokiem było coraz mniej, a długi nie malały. Od dawna miotała się, by przetrwać do końca miesiąca i by mieć za co uregulować opłaty za mieszkanie. A gdzie wydatki na jedzenie, ubrania, wakacje.

Z pierwszym partnerem rozstała się bez żalu i nie wahała się ani minuty, gdy trzeba było podjąć decyzję kto, po błyskawicznym rozwodzie, zajmie się wychowaniem ich synka, którego urodziła w wieku 21 lat.

– Lepiej niech chłopak będzie z tobą, ja mam inne plany – Agnieszka rzuciła do byłego już męża jeszcze przed rozprawą rozwodową.

Potem nawet nie była zainteresowana widywaniem syna, zerwała kontakt z pierwszym dzieckiem. Co zresztą mu mogła zaoferować, gdy chłopak dzwonił i pytał: „Mamo, może kupisz mi nową komórkę albo chociaż używaną konsolę do gier?”.

– Nie mam synku takich możliwości. Może za miesiąc finansowo będzie lepiej – zbywała dorastającego chłopaka.

Kilka lat po rozwodzie w końcu postanowiła zamknąć ten etap swojego życia i rozpocząć, jak sama mówiła: „nowe otwarcie”. W głównej mierze miała na myśli to, że poznała kolejnego mężczyznę i wiązała z nim olbrzymie nadzieje na poprawę swojego losu. Także w kwestiach finansowych. Liczyła, że mając męskie wsparcie ureguluje długi, może znajdzie stałą pracę i wtedy będzie ją stać na materialne wsparcie syna z pierwszego związku.

Faktycznie nowy partner pojawił się niespodziewanie.  Starszy o 5 lat przystojny brunet od razu wpadł jej w oko. Agnieszka P. była przekonana, że w końcu znalazła idealnego mężczyznę, który rozwiąże wszystkie jej problemy życiowe. Zamieszkali razem z Grzegorzem u niej, w Dąbrowie Górniczej i początkowo układało się im znakomicie, choć to może jest przesadzone określenie. Ich potrzeby życiowe ograniczały się do łatwego zarobku, zdobycia jedzenia, alkoholu i narkotyków. Zwłaszcza tych ostatnich potrzebowali codziennie. One dawały błogi nastrój szczęścia i nie było ważne, że gdy przychodził narkotyczny głód, to egzystencja stawała się nieznośnie ciężka.

Dzieciobójczyni usłyszała dożywocie. Chcesz poznać kulisy tej wstrząsającej sprawy? Sięgnij po Detektywa 1/2024 (tekst Marcina Grzybczaka pt. Zbrodnia na „nowe otwarcie”). Cały numer do kupienia TUTAJ.

Dodaj komentarz