Dzieciobójstwo w Czerniejowie. Pięć ofiar

Czarna kartka z kalendarza: 20 sierpnia. 20 sierpnia 2003 roku, w Czerniejowie koło Lublina, na terenie jednego z gospodarstw, znaleziono zwłoki pięciorga noworodków. Były w stanie daleko posuniętego rozkładu. Szczątki ukryto w beczce po kiszonej kapuście, którą wcześniej przechowywano w piwnicy. Dzieciobójstwo w Czerniejowie było szokiem dla opinii publicznej.

Informacja o makabrycznym odkryciu wstrząsnęła Polską. Tym bardziej, że ujawniono je w obejściu normalnej, spokojnej rodziny, jednej z najzamożniejszych w okolicy, która cieszyła się doskonałą opinią. K. cieszyli się w Czerniejowie dobrą opinią. Wychowywali czwórkę dzieci w wieku od 2-18 lat. Mieszkali w dużym domu, prowadzili sklep. Według sąsiadów kobieta była dobrą matką, z kolei jej mąż był uważany za „porządnego, pracowitego faceta”. Sąsiedzi zgodnie potwierdzali, że po kobiecie  nie było widać, żeby była w ciąży. Stąd tym bardziej zastanawiające było pochodzenie noworodków znalezionych w beczce.

Ciała dzieci trafiły do lubelskiego Zakładu Medycyny Sądowej. Dopiero, gdy badania DNA potwierdziły, że ciałka czterech chłopców i jednej dziewczynki są biologicznym potomstwem małżonków K., śledczy zyskali pewność, że zbrodni dopuściło się któreś z ich rodziców.

Śledztwo ujawniło okoliczności dramatu. Noworodki urodziły się żywe, a śmierć nastąpiła w wyniku uduszenia. Niektóre z dzieci były po śmierci owijane w gazety z końca lat 90. Istniało prawdopodobieństwa, że przez kilka lat dzieci mogły być przetrzymywane w chłodni, a później ktoś je umieścił w beczce po kiszonej kapuście.

Dzieciobójstwo w Czerniejowie: 6 lat za 5 zbrodni

Sprawa była o tyle zagadkowa, że po ujawnieniu zwłok niemowlaków małżonkowie zapadli się jak kamień w wodę. Zatrzymano ich dopiero miesiąc później. Andrzej K.  nie przyznawał się do zarzutu zabójstwa dzieci. Twierdził, że nie wiedział o ciążach żony. Co innego Jolanta K. – ona przyznała się do wszystkich pięciu zabójstw.

Z jej wyjaśnień wynikało, że rodziła w domu, w wannie napełnioną wodą. Później dzieci zabijała przytrzymując ich główki pod wodą. Zwłoki zawijała w gazety i torby, a później chowała do domowej chłodziarki. Jolanta K. twierdziła, że dokonywała tych czynów dlatego, bo bała się męża. Andrzej miał nie akceptować jej kolejnych ciąż.  Do zabójstw doszło  w latach 1992-1998.

Do mediów przedostała się informacja, że Jolanta K. powiedziała w trakcie przesłuchań, iż mąż bił ją od czasu urodzenia najmłodszej córki, bo nie chciał więcej dzieci. Nie chciał jednak rezygnować z seksu. Gdy ta pytała, co będzie, jak zajdzie w ciążę, kazał jej dzieci wyrzucić „na śmietnik, jak obierki”.

Jolanta J. usłyszała zarzut pięciokrotnego zabójstwa. Według prokuratury Andrzej K. wprawdzie nie uczestniczył bezpośrednio w morderstwach, natomiast nakłaniał żonę do zbrodni. Poza sugerowaniem zabójstwa, Andrzej K. znieważał żonę, bił ją i używał gróźb karalnych.

Proces w tej sprawie rozpoczął się w lipcu 2004 roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Ze względu na dobro czwórki żyjących dzieci małżonków sąd wyłączył jawność rozprawy. Po kilkuletnich zmaganiach z Temidą (sprawa była bardzo skomplikowana dowodowo) ostatecznie na mocy wyroku Sądu Najwyższego z 12 lutego 2010 roku Jolantę K. – skazano prawomocnie na 25 lat więzienia za pięciokrotne zabójstwo, a Andrzeja K. – na 8 lat za podżeganie do jednej ze zbrodni. Ustne uzasadnienie tego wyroku zostało utajnione przez sąd.

Fot. pixabay.com (zdjęcie ilustracyjne)

Dzieciobójczyni z Lubina skazana na dożywocie. Czytaj TUTAJ.