Ekspert kryminalistyki odpowiada na nasze pytania

Czemu służy test stymulacyjny?

Test stymulacyjny pełni kilka istotnych funkcji. Po pierwsze, jego celem jest sprawdzenie, czy stan psychofizyczny badanej osoby pozwala na przeprowadzenie właściwego badania w danym dniu. Czasami mogą występować wyjątkowe sytuacje, jak problemy rodzinne, stres czy stosowanie substancji psychoaktywnych, które mogą wpłynąć na wyniki badania. Test pozwala mi więc upewnić się, czy organizm tej osoby jest w odpowiednim stanie do przeprowadzenia badań. Po drugie, test ten służy również weryfikacji technicznej urządzenia, aby upewnić się, że jest ono sprawne. Po trzecie – ma to na celu zbudowanie zaufania między mną, a osobą badaną.

Chcę pokazać, że wiem, co robię i że to, co robię ma naukową podstawę, a uzyskane wyniki są rzetelną interpretacją zmian psychofizjologicznych, które zachodzą w ciele osoby badanej. To wszystko sprawia, że jeśli osoba ta nie ma nic do ukrycia, czuje się uspokojona. Rozumie, że badanie to nie jest „czary-mary”, ale proces, w którym analizuję naturalne reakcje organizmu na różne bodźce.

A co się dzieje, jeśli osoba po prostu się denerwuje? Sam widok urządzenia może wpłynąć na jej stan. Czy stres oddziałuje na wyniki badania?

Jeśli stan podenerwowania miałby wpływać na wyniki, badania poligraficzne nie miałyby sensu. Przecież każda osoba, która zasiada do badania, zadaje sobie pytania: „Czy to urządzenie jest sprawne? Czy ten facet się na tym zna? Czy ta ocena będzie sprawiedliwa?”. Właśnie dlatego test stymulacyjny ma na celu nie tylko ocenę stanu psychofizycznego badanego, ale także rozładowanie tego napięcia. Stanowi też dowód na to, że nie ma w nim nic niepokojącego.

Czy osoby badane znają pytania przed rozpoczęciem całej procedury?

Tak, przed badaniem każda osoba podpisuje oświadczenie, w którym wyraża zgodę na przeprowadzenie testu. Co ważne, zostaje również zapoznana z treścią pytań. To kluczowe, by osoba badana rozumiała pytania, ponieważ tylko wtedy możemy uzyskać wiarygodne wyniki. Po zakończeniu badania odbieram również od niej pisemne oświadczenie, w którym potwierdza, że nie ma żadnych zastrzeżeń do przebiegu badań.

Celem tego oświadczenia jest zapewne możliwość obrony w przypadku, gdyby ktoś twierdził, że podczas badania coś poszło nie tak.

Owszem. Czasem zdarza się, że w sądzie adwokat może doradzić swojemu klientowi, by twierdził, że podczas badania działy się różne rzeczy. Że ekspert starał się wpływać na odpowiedzi lub manipulować wynikami. Oświadczenie podpisane przez badanego stanowi wówczas dowód na to, że wszystko przebiegało zgodnie z procedurą.

W jakich sprawach wykonuje Pan badania poligraficzne?

Badania wykonuje się generalnie w dwóch typach spraw. Pierwsze to przypadki komercyjne, na zlecenie różnych instytucji, gdzie dochodzi do przestępczego działania. Często zdarza się, że np. policja nie jest w stanie zaangażować się w sprawę, a pracodawca chce zdemaskować nieuczciwego pracownika, który naraża go na straty mienia. W takich przypadkach poligraf jest wykorzystywany, aby pomóc w rozwiązaniu problemu. Drugi typ to sprawy, w których badania wykonuje się na potrzeby organów ścigania, aby pomóc w wyjaśnianiu okoliczności przestępstw.

W swojej karierze brał Pan udział w wielu głośnych sprawach. Czy mógłby Pan opowiedzieć o jednej z tych, która szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Takich spraw było mnóstwo. Jedną z nich było chociażby zaginięcie dwóch studentek z Poznania w 1993 roku. Dziewczęta nocowały u miejscowego rolnika w wiosce Zwierzyniec, w rejonie Puszczy Nadnoteckiej. Sprawa zaginięcia została początkowo umorzona przez lokalną prokuraturę, ale po pół roku została wznowiona. Kiedy KGP zwróciło się o pomoc, zostałem skierowany do Gorzowa Wielkopolskiego, aby sprawdzić, czy rolnik, u którego nocowały dziewczyny, może coś wiedzieć na temat ich zniknięcia.

W wyniku przeprowadzonych badań poligraficznych okazało się, że mógł on mieć związek z zabójstwem obu kobiet. Przy pomocy odpowiednich testów opartych głównie na hipotetycznych przypuszczeniach, udało się wskazać miejsce, gdzie mógł ukryć ciała. Było to bajorko nieopodal jego domu. Po wypompowaniu wody i przesiewaniu mułu w zbiorniku, znaleziono dwie szczęki ludzkie. Badania DNA potwierdziły, że należały one do zaginionych dziewcząt. W trakcie przesłuchania podejrzany przyznał się do zbrodni. Opisał, jak zatarł ślady dowodowe – ciała spalił, najpierw w kominku, a potem w ognisku przed domem. Pozostałości kości rozrzucił po pobliskich mokradłach. Mężczyzna został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Jak ocenia Pan rolę poligrafu w takich sprawach? Czy według Pana jest to kluczowy element, który przybliża nas do wyjaśnienia podobnych zagadek?

W sprawach, gdzie nie ma bezpośrednich dowodów, poligraf jest bardzo pomocny w weryfikacji informacji. W tym przypadku, na podstawie wyników badań, udało się wskazać kluczowe elementy, które doprowadziły do odkrycia ciał. To także potwierdza, jak ważne w rozwiązywaniu spraw kryminalnych jest połączenie wiedzy z zakresu kryminalistyki, doświadczenia i narzędzi, takich jak wariograf. Z podobną sprawą miałem w sumie do czynienia już 3 lata wcześniej, w 1996 roku. Wtedy miało miejsce zaginięcie 11-letniego Olka. To była jedna z bardziej wstrząsających spraw w mojej karierze. Chłopiec zaginął w Koninie, a poszukiwania nie przyniosły żadnych efektów. Wówczas prokuratura poprosiła mojego przełożonego o przeprowadzenie badań wariograficznych w stosunku do podejrzewanego o związek z uprowadzeniem. Zaskakujące było to, że podejrzanym był miejscowy prawnik, pełniący funkcję czynnego sędziego. Co ciekawe, to on sam zabiegał o te badania, licząc na to, że oczyści się z zarzutów, które – jego zdaniem – były niesłuszne.

W procesie badania opieraliśmy się wyłącznie na hipotetycznych przypuszczeniach, ponieważ w aktach sprawy nie było zbyt wielu szczegółowych informacji o okolicznościach zaginięcia. Po przeanalizowaniu wyników stwierdziłem, że ten sędzia mógł mieć bezpośredni związek z zabójstwem chłopca. On jednak twierdził, że nie miał z tym nic wspólnego, ponieważ w dniu zaginięcia przebywał w różnych miejscowościach poza Koninem. Jednak wyniki testu wskazały, że zareagował na jedną miejscowość – Tuliszków… Pamiętam to do dziś. Ciało chłopca zostało ostatecznie znalezione właśnie w tym rejonie. Chłopiec został uduszony sznurem, a jego zwłoki wrzucono do wyschniętej studni. Sędzia, który później został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, w liście do swojej żony napisał: „Opinia biegłego od testów wariograficznych jest jednoznaczna, moje zaś alibi na 22 stycznia w ogóle nie istnieje”.

Użył Pan przed chwilą określenia „hipotetyczne przypuszczenia” – jak można to rozumieć w kontekście opracowywania pytań do badania?

Hipotetyczne przypuszczenia oznaczają, że w sprawie nie mamy jeszcze pełnej wiedzy o tym, co się wydarzyło ani jakie były dokładne okoliczności zdarzenia. W takich sytuacjach w badaniach wariograficznych posługujemy się pytaniami opartymi na przypuszczeniach, które weryfikujemy poprzez odpowiedzi osoby badanej. Na przykład, w sprawie Olka, pytania dotyczyły takich kwestii jak to, czy podejrzany mógł przebywać w danej miejscowości w dniu zaginięcia dziecka. Takie pytania pomagają nam sprawdzić reakcje osoby badanej, które mogą ujawniać jej wiedzę o zdarzeniu. Dobre przygotowanie pytań, zwłaszcza w takich hipotetycznych przypadkach, może dać kluczowe wskazówki, które potem są weryfikowane w toku śledztwa.

Chcesz poznać ciąg dalszy wywiadu? Sięgnij po Detektywa 9/2026 (tekst Anny Rychlewicz pt. Prawda pod napięciem). Cały numer do kupienia TUTAJ.