El Mencho: największy wróg Ameryki nie żyje

Kim był El Mencho, najbardziej poszukiwany człowiek w Meksyku? Tylko kilka nazwisk miało trwały wpływ na historię zorganizowanej przestępczości w Meksyku. Nemesio Oseguera Cervantes – szerzej znany jako „El Mencho” – jest jednym z nich. Jego droga na szczyt jednego z najbardziej przerażających i niebezpiecznych karteli współczesnego Meksyku, Kartelu Nowej Generacji Jalisco (CJNG), była błyskawiczna. Osiągnął to dzięki agresji, ambicji, brutalności i bezwzględności.

Zabójstwo El Mencho zostało uznane za zwycięstwo zarówno w Meksyku, jak i w Stanach Zjednoczonych. Władze Meksyku i USA poinformowały, że w rozprawieniu się z baronem gangu brał udział wywiad USA.

Odpowiedź ludzi El Mencho była szybka. W ośmiu stanach, od Guerrero na wybrzeżu Pacyfiku po Tamaulipas na północnym wschodzie, ustawili blokady drogowe, a przemoc przeniosła się na ulice. Do incydentów doszło nawet w stolicy Meksyku i otaczającym ją stanie Meksyk.

Zabicie barona narkotykowego przykuło uwagę internautów. Według Google Trends, narzędzia firmy Google, w USA wyszukiwano hasło „Mencho” aż 2 mln razy, co oznacza skok o 1000 proc. O ile w USA jest to w poniedziałek najpopularniejsze hasło w wyszukiwarce, to w Polsce znajduje się również wysoko, zajmując drugą pozycję.

Jak z dilera stał się narkotykowym baronem? I jak „uwodził” lokalną społeczność? Dowiesz się z tego artykułu.

Były policjant, który rzucił na kolana dwa kontynenty. Człowiek, którego szukało więcej agentów niż Osamy bin Ladena. I który – w przeciwieństwie do swojego słynnego rywala El Chapo – nie chciał być gwiazdą. Wolał być cieniem.

PROLOG: DZIEŃ, W KTÓRYM MEKSYK STANĄŁ W PŁOMIENIACH

22 lutego 2026 roku, gdzieś w górach Sierra Madre Zachodniej, stan Jalisco

Świt w meksykańskich górach bywa zdradliwy. Mgła opada powoli, odsłaniając zbocza porośnięte sosnami i dębami, ale tego ranka ciszę rozdarły helikoptery Black Hawk. O 6:15 czasu lokalnego meksykańskie siły specjalne – wspierane przez amerykański wywiad, drony i satelity – przypuściły atak na kryjówkę, której poszukiwano przez ponad dekadę .

Nie była to spektakularna rezydencja z basenem i złotymi kranami. Żadnych kolumbijskich piękności ani prywatnych zoo. Zwykłe ranczo w gminie Tapalpa – kamienne mury, blaszany dach, kilka pick-upów zaparkowanych pod drzewami. Miejsce, które w Google Maps wyglądałoby jak tysiące innych.

Gdy pierwsze strzały przeszyły poranne powietrze, w kurortach Puerto Vallarta i Guadalajary turyści z Polski, Kanady i Niemiec budzili się na kolejny dzień plażowania. Nie mieli pojęcia, że kilkadziesiąt kilometrów dalej rozgrywa się finał jednego z najbardziej spektakularnych pościgów w historii przestępczości zorganizowanej.

Nemesio Rubén Oseguera Cervantes, znany światu jako „El Mencho”, właśnie otrzymywał wyrok, na który zapracował przez 59 lat życia .

Jeszcze tego samego popołudnia w ośmiu stanach kraju stanęły w ogniu ciężarówki, autobusy i stacje benzynowe. Uzbrojone komanda wtargnęły do więzień, uwalniając setki więźniów. Na autostradach w kierunku Guadalajary płonęły barykady, a mieszkańcy Puerto Vallarta – mekki turystów z całego świata – uciekali w panice, gdy członkowie CJNG ostrzeliwali się z Gwardią Narodową na zatłoczonych ulicach .

Amerykańskie linie lotnicze odwołały loty. Polskie MSZ apelowało do 448 zarejestrowanych w Meksyku obywateli o pozostanie w domach. Minister obrony Meksyku, Ricardo Trevilla, podczas konferencji prasowej z trudem powstrzymywał łzy, mówiąc o poległych żołnierzach .

Kim był człowiek, którego śmierć pogrążyła cały kraj w chaosie? Jak syn biednego chłopa uprawiającego awokado stał się najpotężniejszym baronem narkotykowym świata, wobec którego El Chapo był jedynie medialnym dodatkiem?

Oto opowieść o Nemesio Oseguerze – człowieku, który wybrał cień i na zawsze zmienił oblicze przestępczości.

Aguililla, Michoacán, 1966

Stan Michoacán to jedno z najpiękniejszych miejsc w Meksyku – i jedno z najniebezpieczniejszych. Górzyste tereny, gęste lasy, idealne warunki do uprawy marihuany i maku. To tutaj, w maleńkiej wiosce Naranjo de Chila (lub Culotitlán – źródła różnią się w tej kwestii), 17 lipca 1966 roku przyszedł na świat chłopiec, któremu nadano imiona Nemesio Rubén .

Jego rodzina zajmowała się uprawą awokado – w regionie, który dziś jest głównym dostawcą tych owoców do Stanów Zjednoczonych. Paradoks historii: owoce, które El Mencho później wykorzysta do prania brudnych pieniędzy, były pierwszym kontaktem jego rodziny z ziemią i ciężką pracą. Ale ziemia w Michoacán rodzi nie tylko awokado. Rodzi też gniew.

Rodzina Oseguera żyła w skrajnym ubóstwie. Dom bez bieżącej wody, bez prądu, bez perspektyw. Mały Nemesio – który swój przydomek zawdzięcza właśnie przekształceniu imienia (Nemesio → Mencho) – szybko zrozumiał, że praca na roli nie da mu tego, czego pragnął . W piątej klasie porzucił szkołę . Miał wtedy około jedenastu lat.

W wieku lat czternastu El Mencho po raz pierwszy zetknął się z narkobiznesem w sposób praktyczny: zaczął pilnować plantacji marihuany . W Meksyku późnych lat 70. i wczesnych 80. to nie było jeszcze zajęcie tak śmiertelnie niebezpieczne jak dziś. Kartele dopiero raczkowały, a struktury przestępcze przypominały raczej lokalne układy niż międzynarodowe korporacje śmierci.

Ale młody Nemesio musiał mieć w sobie coś, co zwracało uwagę. Powierzano mu odpowiedzialność, której nie dostałby zwykły nastolatek. Być może była to ta słynna zimna krew, którą później opisywali wszyscy, którzy mieli z nim do czynienia.

Jednak Michoacán lat 80. było za ciasne dla kogoś z ambicjami. El Mencho, jak tysiące Meksykanów przed nim i po nim, spojrzał na północ.

W połowie lat 80. Nemesio Oseguera nielegalnie przekroczył granicę z USA . Trafił do Kalifornii, do regionu Zatoki San Francisco. Miał około dwudziestu lat, żadnych perspektyw poza pracą fizyczną – i kryminalną przeszłość, która w Meksyku nie była obciążeniem, ale w Ameryce mogła zaważyć na wszystkim.

Zaczął od drobnych przestępstw. W 1986 roku, mając 19 lat, został po raz pierwszy aresztowany w San Francisco – za kradzież i posiadanie naładowanej broni . To ważny moment: nastolatek z pistoletem w mieście, które nawet wtedy nie było bezpieczną przystanią. Dwa miesiące po tym aresztowaniu urodziło się jego pierwsze dziecko .

Młody Meksykanin nie zamierzał jednak rezygnować. W kolejnych latach wielokrotnie przekraczał granicę, używając różnych tożsamości: Rubén Ávila, José López Prieto, Miguel Valadez… lista jest długa . Agenci DEA i meksykańscy śledczy są dziś przekonani, że to właśnie wtedy, w Redwood City, El Mencho rozpoczął swoją prawdziwą edukację w handlu narkotykami, współpracując ze szwagrem Abigaelem Gonzálezem Valencią, znanym jako „El Cuini” .

W 1989 roku przyszło kolejne zatrzymanie – tym razem za sprzedaż narkotyków . Deportacja, powrót, ukrywanie się. Amerykańskie służby nie miały wtedy jeszcze narzędzi, by skutecznie ścigać takich jak on. El Mencho dryfował między San Francisco a Sacramento, budując sieć kontaktów, która miała zaprocentować po powrocie do Meksyku.

Przełom nastąpił we wrześniu 1992 roku. Federalni w Sacramento wpadli na trop transakcji heroinowej: pięć uncji za 9500 dolarów . W barze Imperial w San Francisco doszło do spotkania z rzekomymi kupcami. Na miejscu pojawił się starszy brat Nemesia, Abraham, który miał przeprowadzić transakcję. El Mencho pełnił rolę obserwatora.

I wtedy wydarzyło się coś, co pokazało jego charakter.

Gdy bracia opuścili bar, El Mencho zwrócił uwagę na jeden detal: pieniądze od kupujących były idealnie ułożone, banknoty równe jak u fryzjera. „To gliny” – powiedział bratu. „Normalni dilerzy nie liczą pieniędzy, nie układają ich równo” .

Rozmowa została nagrana przez FBI. Trzy tygodnie później obaj bracia trafili za kratki.

W sądzie stanął przed dylematem: jeśli będzie utrzymywał, że jest niewinny, jego brat Abraham – który miał już na koncie wyroki za narkotyki – mógł dostać dożywocie. El Mencho, mimo że był młodszy i mógł walczyć o niższy wyrok, podjął decyzję, która z perspektywy lat wydaje się kluczowa dla zrozumienia jego psychiki: przyznał się do winy, by chronić brata .

Dostał pięć lat. Odsiedział trzy w zakładzie w Big Spring w Teksasie . W wieku 30 lat został deportowany do Meksyku na zawsze.

Te trzy lata w amerykańskim więzieniu to okres, który ukształtował go ostatecznie. Nie tylko poznał tam system, ale też zrozumiał, jak działa amerykański wymiar sprawiedliwości. I, co najważniejsze, nauczył się jednej rzeczy: jeśli chcesz przetrwać, musisz być cierpliwy.

Policjant z przeszłością

Po powrocie do Meksyku El Mencho zrobił coś, co w jego sytuacji wydaje się absurdalne: wstąpił do policji . Przez pewien czas służył w Cabo Corrientes i Tomatlán w stanie Jalisco. Dziś kryminolodzy zastanawiają się, czy był to cyniczny wybór, czy może desperacka próba ułożenia sobie życia na nowo.

Prawda jest prawdopodobnie bardziej skomplikowana. Meksykańska policja lokalna w latach 90. była instytucją skorumpowaną do szpiku kości. Służba w niej dawała nie tylko legalną broń i odznakę, ale przede wszystkim dostęp do informacji i sieci kontaktów. El Mencho, który właśnie spędził trzy lata w amerykańskim więzieniu, doskonale wiedział, że w Meksyku albo jest się drapieżnikiem, albo ofiarą.

Nie wiemy dokładnie, jak długo nosił mundur. Wiadomo, że ostatecznie odszedł z policji i całkowicie zaangażował się w działalność kartelu Milenio .

Kartel Milenio (znany też jako Cártel de los Valencia) działał głównie w Jalisco, Colimie i Michoacán. Była to organizacja rodzinna, w której kluczową rolę odgrywali bracia Valencia – w tym José Luis González Valencia („El Quini”) i Abigael González Valencia („El Cuini”), ten sam, z którym El Mencho miał współpracować w Redwood City .

I tu pojawia się kluczowy element układanki: małżeństwo.

Aby umocnić swoją pozycję w strukturze kartelu, El Mencho poślubił Rosalindę González Valencia, siostrę Abigaela i José Luisa . Rok 1996 był dla niego przełomowy – z awanturnika i drobnego dilera stał się członkiem jednej z najpotężniejszych rodzin przestępczych w zachodnim Meksyku.

W Milenio zaczynał od najniższych szczebli: płatny zabójca, szef płatnych zabójców, szef placu, szef regionu . Awansował systematycznie, ale nie spektakularnie. Nie rzucał się w oczy. Nie afiszował się z bogactwem. Robił to, co do niego należało, i robił to dobrze.

Wkrótce miał dostać szansę, o jakiej marzy każdy przestępca.

W pierwszej dekadzie XXI wieku kartel Milenio wszedł w sojusz z potężniejszym sąsiadem – kartelem Sinaloa, którym kierował wówczas Joaquín „El Chapo” Guzmán, a w Jalisco reprezentował go Ignacio „Nacho” Coronel .

Dla El Mencho była to idealna sytuacja. Z jednej strony lojalność wobec rodziny żony, z drugiej – możliwość uczenia się od najlepszych. Coronel był mistrzem w produkcji metamfetaminy i w korumpowaniu urzędników. Pod jego okiem El Mencho doskonalił swoje umiejętności w zarządzaniu narkobiznesem.

28 października 2009 roku nastąpił pierwszy cios: aresztowano Óscara Orlando Nava Valencię („El Lobo”), jednego z liderów Milenio . 6 maja 2010 roku zatrzymano jego brata Juana Carlosa („El Tigre”) . Dwa miesiące później, 29 lipca 2010 roku, w strzelaninie z meksykańskim wojskiem zginął Nacho Coronel .

W ciągu kilku miesięcy struktury Milenio i sojuszniczej Sinaloa w Jalisco zostały ścięte. Ktoś musiał przejąć władzę.

I tu pojawia się kontrowersyjna kwestia, która do dziś budzi emocje wśród badaczy meksykańskiego półświatka.

Według dokumentów wywiadowczych, do których dotarli dziennikarze śledczy, El Mencho miał odegrać kluczową rolę w aresztowaniu El Lobo w 2009 roku . Miał wydać swojego szefa na prośbę Nacho Coronela, który chciał przejąć kontrolę nad szlakami przemytowymi w Jalisco.

Jeśli to prawda, był to moment, w którym Nemesio Oseguera definitywnie przeszedł z kategorii „lojalny żołnierz” do kategorii „bezwzględny gracz”. Zdrada w świecie karteli jest grzecholem śmiertelnym – ale jeśli się udaje, otwiera wszystkie drzwi.

Po śmierci Coronela i aresztowaniach liderów Milenio kartel rozpadł się na dwie frakcje. Jedna, pod wodzą Elpidio Mojarro Ramíreza („El Pilo”), chciała kontynuować działalność w dotychczasowej formule. Druga, z Érickiem Valencią Salazarem („El 85”) i El Mencho na czele, postanowiła pójść własną drogą .

Konflikt był nieunikniony. El Mencho zażądał od konkurencyjnej frakcji wydania Gerardo Mendozy („Tecato”), który miał zabić ludzi lojalnych wobec niego. Odmowa oznaczała wojnę .

Nowa grupa przyjęła nazwę, która była jednocześnie manifestem programowym: Los Mata Zetas (Zabójcy Zetas). Zetas – czyli byli komandosi, którzy stworzyli jeden z najbardziej brutalnych karteli w historii Meksyku – byli wówczas największym wrogiem wszystkich innych organizacji. Nazwanie się ich zabójcami było jak rzucenie rękawicy nie tylko Zetas, ale całemu światu przestępczemu.

Los Mata Zetas prowadzili skuteczną kampanię propagandową, oskarżając rywali o wymuszenia i terroryzowanie cywilów . Zdobywali poparcie społeczne w regionach, gdzie Zetas byli znienawidzeni. I, co najważniejsze, wygrali wojnę.

Wkrótce zmienili nazwę na Cártel de Jalisco Nueva Generación – Kartel Nowej Generacji Jalisco, w skrócie CJNG .

El Mencho, który zaczynał jako nastoletni stróż plantacji marihuany, który przeszedł przez amerykańskie więzienia, który nosił policyjny mundur i który zdradził swoich szefów, by przetrwać – został jednym z dwóch najważniejszych ludzi w nowej organizacji.

Wkrótce miał zostać jedynym.

CJNG nie powstało w próżni. El Mencho i jego wspólnicy przejęli struktury Milenio, doświadczenie ludzi Coronela i sieci kontaktów rodziny Valencia. Ale to, co zrobili później, przeszło najśmielsze oczekiwania nawet weteranów narkobiznesu.

W przeciwieństwie do kartelu Sinaloa, który działał raczej jak federacja półautonomicznych grup, CJNG od początku budowano jako strukturę zhierarchizowaną, zdyscyplinowaną, niemal wojskową . El Mencho, były policjant, który przeszedł szkolenie w terenie i widział, jak działa amerykański system penitencjarny, wiedział, że kluczem do sukcesu jest kontrola.

Kartel zatrudniał byłych wojskowych – nie tylko meksykańskich, ale podobno także byłych komandosów z Gwatemali i innych krajów Ameryki Środkowej . Jego członkowie byli szkoleni w posługiwaniu się bronią ciężką, taktykach miejskich, a nawet obsłudze dronów bojowych. Gdy w 2015 roku CJNG zestrzeliło wojskowy helikopter Black Hawk w stanie Jalisco, świat zrozumiał, że ma do czynienia z organizacją o niespotykanych dotąd możliwościach .

CJNG pod rządami El Mencho działał jak korporacja. Miał działy: logistyki, finansów, bezpieczeństwa, public relations. Kartel inwestował w legalne biznesy – awokado, limonki, nieruchomości, sieci hotelarskie – by prać pieniądze i legitymizować swoją obecność w gospodarce .

Skala była imponująca. Według agentów DEA, w 2019 roku majątek El Mencho szacowano na od 500 milionów do miliarda dolarów . To mniej niż niektóre fortuny rosyjskich oligarchów, ale trzeba pamiętać, że El Mencho nie inwestował w jachty i willę w Miami. Inwestował w broń, ludzi i ochronę.

Kartel miał opanowane szlaki przemytnicze nie tylko w Meksyku, ale w całej Ameryce Łacińskiej. Kokaina z Kolumbii, heroina z tzw. Złotego Trójkąta (Sinaloa, Durango, Chihuahua), prekursory chemiczne z Chin i Indii – wszystko trafiało do USA pod nadzorem CJNG .

A potem pojawił się fentanyl.

Fentanyl to syntetyczny opioid pięćdziesiąt razy silniejszy od heroiny. Wystarczy kilka miligramów, by zabić dorosłego człowieka. Jest tani w produkcji, łatwy w transporcie – i śmiertelnie niebezpieczny.

CJNG stało się jednym z głównych dostawców fentanylu na rynek amerykański . Według danych DEA, kartel produkował go w tonach, zalewając nim ulice amerykańskich miast. Skutek? Setki tysięcy przedawkowań, dziesiątki tysięcy zgonów rocznie.

W 2025 roku Departament Stanu USA uznał CJNG za organizację terrorystyczną . To nie była tylko etykietka – to był sygnał, że Ameryka traktuje kartel El Mencho jako zagrożenie porównywalne z Państwem Islamskim.

CJNG zasłynęło z brutalności, która szokowała nawet weteranów meksykańskiej wojny narkotykowej. Magazyn Rolling Stone pisał: „Dla Chapo zabijanie było nieodłączną częścią działalności. W przypadku Mencho wygląda to raczej na sadyzm jako publiczne widowisko” .

W 2011 roku członkowie kartelu zablokowali ruchliwą ulicę w Boca del Rio, porzucając na oczach przerażonych kierowców 35 ciał swoich ofiar . Dwa lata później zgwałcili, zabili i podpalili 10-letnią dziewczynkę, którą błędnie uznali za córkę rywala . W 2015 roku zamordowali mężczyznę i jego nieletniego syna, detonując dynamit przyklejony taśmą do ich ciał – i nagrali to telefonami .

Opisywano także przypadki kanibalizmu wobec zwłok przeciwników, co miało służyć nie tylko zastraszeniu, ale i rytualnemu upokorzeniu . Ciała wieszano na mostach z kartkami (tzw. narcosábanas) grożącymi rywalom . Filmy z egzekucji trafiały do mediów społecznościowych, budząc grozę i podziw jednocześnie.

Dlaczego aż taka brutalność? Eksperci wskazują, że CJNG świadomie budowało wizerunek siły absolutnej, która nie uznaje żadnych granic – moralnych, prawnych, ludzkich . W świecie, gdzie strach jest walutą, El Mencho był bankierem rezerwowym.

I tu dochodzimy do paradoksu, który fascynuje kryminologów na całym świecie.

El Chapo Guzmán był medialną gwiazdą. Spotykał się z Seanem Pennem, udzielał wywiadów, marzył o Hollywood. Jego ucieczki z więzień były transmitowane na żywo, a jego życie stało się kanwą seriali Netflixa .

El Mencho był jego przeciwieństwem.

Istnieje zaledwie kilka jego fotografii – głównie policyjne zdjęcia z lat 80. i 90., na których wygląda jak zwykły Meksykanin z sąsiedztwa . Nie udzielał wywiadów. Ani nie afiszował się z bogactwem. Nie budował luksusowych rezydencji.

„On nie ma nic przeciwko temu, by żyć w górach jak chłop z prowincji” – mówił agent DEA Kyle Mori w wywiadzie dla Univision . „El Chapo wpadł, bo kochał miasta, hotele i kobiety. El Mencho nie potrzebował nic z tego. Siedział w górach i stamtąd rządził imperium” .

Stale zmieniał kryjówki. Podróżował w konwojach z dziesiątkami uzbrojonych ochroniarzy. Korzystał z pomocy lokalnych społeczności, które hojnie opłacał i chronił przed innymi gangami. W regionach, gdzie działał, był nie tyle przestępcą, co nieformalnym władcą – surowym, ale sprawiedliwym.

Ta strategia przez lata czyniła go niemal niewidzialnym dla służb.

Nie można zrozumieć El Mencho bez zrozumienia jego relacji z rodziną. I tu wkraczamy na grząski grunt, bo małżeństwo z Rosalindą González Valencia było zarówno fundamentem jego potęgi, jak i piętą achillesową.

Rosalinda pochodziła z klanu, który kontrolował znaczną część finansów kartelu. Jej bracia – Abigael, José Luis, inni – byli potentatami nie tylko w narkobiznesie, ale i w legalnych przedsięwzięciach. Rodzina Valencia, znana też jako Los Cuinis, specjalizowała się w praniu brudnych pieniędzy na skalę przemysłową .

El Mencho i Rosalinda pobrali się w 1996 roku . Mieli trójkę dzieci, w tym syna Rubéna Oseguerę Gonzáleza („El Menchito”) i córkę Laisha Michelle Oseguera González („Laisha”) .

Przez lata Rosalinda pozostawała w cieniu, zarządzając finansami i dbając o rodzinne interesy. Ale w 2018 roku małżonkowie się rozstali . Nie wiadomo dokładnie, co było przyczyną – czy groźba ze strony wymiaru sprawiedliwości, czy może wewnętrzne napięcia w klanie. Wiadomo, że Rosalinda została aresztowana w 2021 roku przez meksykańskie wojsko .

Rubén Oseguera González, nazywany El Menchito, od wczesnej młodości był szkolony na następcę. Amerykański wymiar sprawiedliwości oskarżył go o kierowanie operacjami kartelu, gdy jego ojciec ukrywał się w górach. Trafił do więzienia w USA, przerywając linię sukcesji .

Córka Laisha Michelle również została skazana – w 2021 roku przyznała się do prowadzenia transakcji finansowych z meksykańskimi firmami w celu finansowania kartelu .

Rodzina El Mencho została rozbita przez wymiar sprawiedliwości metodycznie, cegiełka po cegiełce. Ale zemsta kartelu była równie metodyczna. Po ekstradycji El Menchito do USA zastrzelono sędziego, który go oskarżał – w jego własnym domu w Colimie .

Mimo że jego najbliżsi padali ofiarą wymiaru sprawiedliwości, El Mencho mógł liczyć na lojalność zwykłych ludzi w regionach, które kontrolował. W Aguililli, jego rodzinnej miejscowości, był bohaterem. Finansował szkoły, budował drogi, płacił za leczenie. Dla biednych chłopów z Michoacán był kimś więcej niż baronem narkotykowym – był wybawcą .

Ta lokalna legitymizacja była jego największym atutem. Gdy wojsko przeszukiwało góry, miejscowi ostrzegali go. Gdy agenci federalni pojawiali się w wioskach, napotykali mur milczenia. El Mencho nie rządził tylko strachem – rządził też hojnością.

Kryminolog Vanda Felbab-Brown z Brookings Institution podkreślała, że zdolność do utrzymania się na wolności przez tyle lat była „naprawdę zdumiewająca” . I właśnie ta zdolność – nie liczba zabitych, nie tony narkotyków – była jego prawdziwym dziedzictwem.

W 2017 roku Departament Stanu USA wyznaczył nagrodę w wysokości 15 milionów dolarów za informacje prowadzące do aresztowania El Mencho . To była jedna z najwyższych nagród w historii – równa tej za Osamę bin Ladena. Meksyk dołożył 30 milionów peso (około 1,5 miliona dolarów) .

Przez lata wydawało się, że nagroda pozostanie nieschwycona. El Mencho miał doskonały wywiad, korumpował wojskowych i polityków na każdym szczeblu. Podobno ostrzegały go nawet osoby z otoczenia prezydenta.

W 2020 roku pojawiły się informacje o problemach zdrowotnych barona. Miał cierpieć na niewydolność nerek, podobno zbudował nawet własny szpital w górach El Alcíhuatl . Niektórzy spekulowali, że jego dni są policzone z powodów medycznych, nie policyjnych.

22 lutego 2026 roku, po latach nieudanych prób, meksykańskie siły specjalne otrzymały informację, na którą czekały: El Mencho ma spotkać się ze swoją partnerką w górach Tapalpa .

Nie wiadomo, kto przekazał tę informację. Nie wiadomo, czy była to zdrada w szeregach kartelu, czy może przechwycona komunikacja. Wiadomo, że amerykański wywiad odegrał kluczową rolę – drony, satelity, analiza danych .

O świcie ruszyła operacja.

Według oficjalnego komunikatu ministerstwa obrony, siły rządowe zostały zaatakowane przez członków kartelu. W odpowiedzi otworzyły ogień. Czterech przestępców zginęło na miejscu, trzech zostało ciężko rannych . Wśród rannych był El Mencho.

Przewieziony do szpitala w mieście Meksyk zmarł w wyniku odniesionych ran . Miał 59 lat.

Gdy wieść o śmierci El Mencho obiegła Meksyk, kartel odpowiedział w jedyny znany sobie sposób: przemocą.

W ośmiu stanach zapłonęły samochody i ciężarówki. Autostrady w Jalisco zablokowano płonącymi barykadami. Uzbrojone grupy wtargnęły do więzień, uwalniając setki więźniów .

W kurorcie Puerto Vallarta turyści uciekali w panice, gdy członkowie CJNG ostrzeliwali się z Gwardią Narodową na ulicach. „Widzieliśmy czarne słupy ognia i słyszeliśmy eksplozje” – relacjonował jeden z amerykańskich turystów . „To był totalny szok” .

Amerykańskie i kanadyjskie linie lotnicze odwołały loty. Ambasada USA zaapelowała do obywateli o pozostanie w domach. Polskie MSZ odradzało wszelkie niekonieczne podróże .

Minister obrony Ricardo Trevilla z trudem powstrzymywał łzy podczas konferencji prasowej, mówiąc o poległych żołnierzach . Zginęło ich 25 .

Prezydentka Meksyku Claudia Sheinbaum zapewniała, że priorytetem jest bezpieczeństwo obywateli . Ale kraj był w ogniu.

Śmierć El Mencho otworzyła puszkę Pandory. CJNG, najpotężniejszy kartel Meksyku, stanął przed widmem wojny sukcesyjnej.

Naturalnym następcą miał być syn, Rubén Oseguera González – ale ten przebywał w amerykańskim więzieniu . W strukturze pozostawali inni wysocy rangą członkowie, ale żaden nie miał charyzmy ani autorytetu El Mencho.

Eksperci przewidywali rozłam. CJNG może się podzielić na frakcje, które rozpoczną wojnę o wpływy. A w takiej wojnie giną nie tylko gangsterzy – giną przypadkowi ludzie, giną dziennikarze, giną politycy .

Dr hab. Piotr Chomczyński, polski kryminolog, ostrzegał, że skutki tej śmierci mogą sięgnąć nawet Polski – jako rynku zbytu i terytorium tranzytowego .

Świat wstrzymał oddech. Meksyk stanął na krawędzi kolejnej fali przemocy.

Próba psychologicznego portretu El Mencho to zadanie dla specjalistów, którzy nigdy nie mieli okazji spotkać go twarzą w twarz. Możemy jedynie składać fragmenty jak puzzle.

Z jednej strony: człowiek, który potrafił okazywać lojalność. Wziął na siebie winę, by chronić brata przed dożywociem. Płacił za leczenie chorych w swojej rodzinnej wiosce. Był oddanym mężem i ojcem, przynajmniej na swój sposób.

Z drugiej strony: potwór. Człowiek, który wydawał rozkazy zgwałcenia i zabicia dziesięcioletniej dziewczynki. Który pozwalał, by jego ludzie detonowali dynamit na ciałach ofiar i nagrywali to dla rozrywki. Który zalał Amerykę fentanylem, zabijając setki tysięcy istnień.

Być może kluczem jest wychowanie w skrajnej biedzie, gdzie przemoc była codziennością, a słabość oznaczała śmierć. A być może amerykańskie więzienie, które zahartowało go, ale też odebrało resztki człowieczeństwa. Być może świat karteli, w którym empatia jest luksusem, na który nie może sobie pozwolić nikt, kto chce przetrwać.

El Mencho był produktem systemu – ale też system współtworzył. I to właśnie czyni go tak fascynującym i przerażającym jednocześnie.

Media uwielbiały porównywać go do El Chapo. I rzeczywiście, obaj wywodzili się z biedy, obaj zbudowali potężne imperia, obaj byli ścigani przez USA.

Ale różnice są bardziej pouczające niż podobieństwa.

El Chapo był ekstrawertykiem. Lubił rozgłos, lubił kobiety, lubił luksus. Jego aresztowania i ucieczki były spektakularne, bo on sam dbał o spektakl.

El Mencho był introwertykiem. Unikał fleszy, żył skromnie, nie ufał nikomu poza najbliższym kręgiem. Jego siłą była niewidzialność.

El Chapo grał w otwarte karty. El Mencho grał w ciemno.

I to właśnie El Mencho okazał się groźniejszym przeciwnikiem. Podczas gdy Chapo siedzi w supermax w Colorado, El Mencho przez lata wymykał się najlepszym służbom świata. Gdyby nie zdrada (lub błąd) w ostatnich dniach, prawdopodobnie umarłby w górach Jalisco jako wolny człowiek.

Historia El Mencho to nie tylko opowieść o przestępcy. To opowieść o globalizacji, o popycie i podaży, o tym, jak nasze wybory jako konsumentów napędzają machinę śmierci.

Każda dawka kokainy wciągnięta w nowojorskim klubie, każda tabletka fentanylu połknięta w przydrożnej knajpie w Ohio, każdy joint wypalony w Warszawie – to wszystko były cegiełki w imperium El Mencho. Nie usprawiedliwia to jego zbrodni, ale pokazuje, że jesteśmy częścią systemu, który go stworzył.

Amerykańskie służby biły na alarm, że CJNG przerzuca więcej narkotyków do USA niż jakikolwiek inny kartel . Ale narkotyki nie przerzucają się same. Są przerzucane, bo jest na nie popyt. I dopóki ten popyt istnieje, zawsze znajdzie się ktoś, kto go zaspokoi – nawet jeśli będzie to kosztowało miliony istnień.

Dziś, gdy piszę te słowa, Meksyk powoli gasi pożary. Barykady zostały rozebrane, drogi odblokowane, więźniowie – ci, którzy nie uciekli – wrócili do cel. Ale spokój jest złudny.

CJNG wciąż istnieje. Jego struktury są nienaruszone. Jego ludzie wciąż mają broń, pieniądze i kontakty. Pytanie tylko, kto teraz przejmie stery i jaką cenę zapłaci za to Meksyk.

El Mencho nie żyje. Ale legenda dopiero się zaczyna.

W Aguililli, jego rodzinnej wiosce, miejscowi prawdopodobnie zapalą świeczki i pomodlą się za duszę człowieka, który dawał im pracę i ochronę. A w amerykańskich miastach rodziny ofiar fentanylu odetchną z ulgą, że twórca ich tragedii wreszcie odszedł. W gabinetach DEA analitycy będą pisać raporty o tym, jak do tego doszło i jak zapobiec powstaniu kolejnego El Mencho.

A w górach Jalisco, wśród sosen i mgły, ktoś już pewnie planuje, jak przejąć spadek po Nemesio Oseguerze Cervantesie.

Bo w Meksyku jedno jest pewne: gdy umiera stary baron, rodzi się nowy.

Ta historia nie jest zwykłą kroniką kryminalną. To opowieść o tym, jak system – społeczny, ekonomiczny, polityczny – produkuje potwory. I o tym, że te potwory często mają twarze zwykłych ludzi, którzy kiedyś byli dziećmi w biednych wioskach, marzącymi o lepszym życiu.

Nie ma tu prostych odpowiedzi ani łatwych rozwiązań. Są tylko pytania, które każda z nas musi zadać sobie sama: gdzie kończy się ofiara systemu, a zaczyna sprawca zła? Czy można zrozumieć, nie usprawiedliwiając? I czy nasz świat – świat, w którym popyt na narkotyki napędza przemoc w odległych krajach – jest naprawdę tak niewinny, jak nam się wydaje?

El Mencho wybrał swoją drogę. Ale my, jako społeczeństwo, też wybieramy – każdego dnia, gdy sięgamy po używki, gdy przymykamy oczy na globalne nierówności, gdy udajemy, że to nie nasza sprawa.

Źródła: Wikipedia, Onet.pl, RMF24, TVN24, Wirtualna Polska, Gazeta.pl, Fakt, InSight Crime, materiały DEA i Departamentu Stanu USA.

Fot. pixabay.com