Erich Koch: Ostatni świadek Bursztynowej Komnaty

Erich Koch należał do najbardziej okrutnych i brutalnych dygnitarzy III Rzeszy. Do NSDAP wstąpił w 1922 roku. Po dojściu nazistów do władzy w 1933 roku został nadprezydentem Prus Wschodnich. W latach 1941-1944 był również szefem Zarządu Cywilnego Okręgu Białystok i komisarzem III Rzeszy na Ukrainę. Kiedy przybył jako gauleiter do Prus Wschodnich, był „bez feniga przy duszy”. W 1943 roku jego majątek wyceniono na 400 mln ówczesnych marek. Ogromnego bogactwa dorobił się na grabieniu Żydów i licznych oszustwach. Za przejęte mienie urządził sobie m.in. stadninę rasowych koni, a także zbudował na własny użytek pociąg pancerny, którym podróżował na Ukrainę.

Ze względu na przepych, jakim się otaczał oraz od kolorów paradnego munduru NSDAP, zwany „brązowym carem” lub „złotym bażantem”, w 1945 roku uciekł przed wkraczającą do Prus Wschodnich Armią Czerwoną w przebraniu i ze zgolonymi wąsami. Po wojnie ukrywał się w powiecie Sageberg, jako robotnik rolny Rolf Berger. Rozpoznano go tutaj jako byłego nadprezydenta Prus Wschodnich i aresztowano w maju 1949 roku w Hasenmoor.

Do oczekującego na rozprawę w więzieniu w Bielefeld Kocha przyszedł oficer angielski zapewniając, że nie zostanie wydany ani ZSRR, ani Polsce, jeżeli wystąpi jako świadek w procesie przeciwko znanym osobistościom hitlerowskim, ale ten odmówił. Następnie zaproponowano mu kierownictwo niemieckiego związku przesiedleńców, co również spotkało się z odmową.

– Proszę mi wierzyć – mówił Erich Koch – gdybym ofertę przyjął, nie siedziałbym w polskim więzieniu, tylko byłbym ministrem w Bonn. Anglia nie lubi brudzić sobie rąk, dlatego wydała mnie Polsce, niech oni wyślą Kocha na szubienicę.

Brytyjski Trybunał Ekstradycyjny w Hamburgu wydał go Polsce 11 stycznia następnego roku, w 1953 roku sporządzono przeciwko niemu akt oskarżenia. 20 października 1958 roku, w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie rozpoczął się proces hitlerowskiego zbrodniarza wojennego, jednego z najbliższych współpracowników Hitlera, pełnomocnika Himmlera do spraw umocnienia niemczyzny na Wschodzie, komisarza Rzeszy dla Ukrainy. Odpowiedzialnego za masowe aresztowania i mordy polskiej ludności cywilnej, eksterminacje ludności żydowskiej oraz pensjonariuszy przytułków dla starców i kalek, za palenie wsi, wysiedlanie ich mieszkańców oraz rabunek mienia polskiego.

62-letni szpakowaty mężczyzna, ważący 63 kilogramy, uskarżający się na bóle żołądka i nerwicę, niemal wniesiony został na salę sądową przez dwóch młodych milicjantów. Ich kolega przyniósł nosze, które oparł o ścianę przy ławie oskarżonych.

Na pytania sądu, za jego wcześniejszą zgodą, Koch odpowiadał siedząc w fotelu, w ciepłych bamboszach na nogach, przykryty kocem. Przez cały czas towarzyszyła mu pielęgniarka, na sali był obecny również lekarz.

Podczas procesu drzemał, mdlał, krzyczał, zgłaszał podwyższoną temperaturę ciała. W drugim dniu rozprawy biegli, po dłuższym badaniu oskarżonego, uznali, że „może odpowiadać przed sądem”. Zarzucono mu spowodowanie na ziemiach polskich zagłady setek tysięcy ludzi.

Oskarżony podczas pierwszego swego wystąpienia oświadczył, że „nigdy nie zabił osobiście ani nie wydał rozkazu zamordowania kogokolwiek, bo był tylko wysokim urzędnikiem do spraw gospodarczych”. Po licznych przepychankach przyjął akt oskarżenia, 60-stronicowe pismo procesowe w języku niemieckim. Podczas kolejnych rozpraw odczytywano długą listę zbrodni: „ (…) w Białymstoku zamordowano 2 tysiące Żydów, w Białej Podlaskiej 149 osób, za napad na żandarma niemieckiego w Łomży aresztowano jako zakładników 1500 mieszkańców…”. Z 8 tysięcy Żydów w Ciechanowie pozostało 100. Świadek Hersz Pianko widział, jak szef żandarmerii nakazał na rynku w 1942 roku żydowskiemu chłopcu, pod groźbą użycia broni, nałożyć wisielczą pętlę swemu ojcu.

Na terenie podległym Kochowi zginęło 72 tysiące Polaków i Żydów, nie włączając kobiet i dzieci. Trzy godziny trwało wymienianie ich nazwisk na sali sądowej. Należy pamiętać, że funkcjonariusze SS i policji dokonujący egzekucji podlegali Kochowi.

Na pytanie czy przyznaje się do zarzutów, stanowczym głosem odpowiedział: „Wysoki Sądzie, stwierdzam, że nie jestem winny. O tych potwornych zbrodniach popełnionych wobec narodu polskiego dowiedziałem się po raz pierwszy z aktu oskarżenia. To, o czym się dowiedziałem, napawa mnie wstrętem. Nie poproszono żadnego z moich świadków. Gdzie są takie zwyczaje, że się odrzuca świadków? Dlaczego przez 8 lat nie było procesu? Nigdy nie zostałem przesłuchany, nie zapoznano mnie z całością akt. W trzecim roku wojny sprowadziłem na wschód za miliard marek ziarno i zboże, podniosłem poziom rolnictwa. Nie ma materiałów nawet w Rosji, które by mnie obciążały”.

Prawie 5 godzin zajęło mu odczytywanie „szkicu działalności politycznej”, drogi jaką przebył od mieszkańca Eberfeld na hitlerowskie salony.

Chcesz wiedzieć więcej na ten temat? Sięgnij po tekst Jerzego Kirzyńskiego pt. Ostatni świadek Bursztynowej Komnaty, opublikowany w miesięczniku „Detektyw” 10/2024. Kup TUTAJ