Fabian Gąsiorowski i zmasakrowane zwłoki

Według popularnego przysłowia gość jest jak ryba. Po trzech dniach się psuje. W opisywanej historii nie trzeba było czekać tak długo. Nieoczekiwany gość od pierwszej chwili zrobił na gospodarzach złe wrażenie. Był arogancki, do wszystkich odnosił się z pogardą. Nie przypuszczano jednak, że ma mordercze skłonności, które doprowadzą do
tragedii.

W latach 30. ubiegłego wieku majątek Zakanale w ówczesnym powiecie konstantynowskim (obecnie miejscowość znajduje się na terenie powiatu bialskopodlaskiego) należał do rodziny Ignatowskich. Gospodarstwo było zbyt małe, żeby z uprawy roli można było utrzymać 6-osobową rodzinę. Dziedzic pracował więc dodatkowo jako technik w kolejnictwie.

Ignatowscy mieli czworo dzieci, dorosłe córki Marię i Stefanię, oraz dwóch nastoletnich synów: Tadeusza i Stanisława. Starszy z chłopców był uczniem szkoły technicznej w Brześciu nad Bugiem. Dobrze się uczył, marzył o studiach na politechnice, zdawał sobie jednak sprawę, że rodziny może nie być stać na jego edukację. Bardziej prawdopodobne było, że jak ojciec pójdzie do pracy na kolei.

Rodzina przeważnie nie wyjeżdżała nigdzie na lato. Za drogo i musieli się zajmować żniwami. Ale nie żałowali, bo przecież i na wsi można ciekawie spędzić wakacje, zwłaszcza w tak malowniczym zakątku Podlasia.

W lipcu 1931 roku, mniej więcej 2 tygodnie po zakończeniu roku szkolnego, do Ignatowskich przyjechał gość. Był nim Fabian Gąsiorowski, szkolny kolega starszego syna właścicieli majątku. Jako ludzie gościnni przyjęli chłopca po staropolsku, jednakże sprawa jego wizyty przedstawiała się nieco zagadkowo. Byli zakłopotani. Pani Ignatowska miała pretensje do syna.

– Szkoda, że nas nie uprzedziłeś, że zaprosiłeś na wakacje kolegę. Gdybyśmy wiedzieli, że będziesz mieć gościa, lepiej byśmy się przygotowali na te odwiedziny. Nie stawiaj nas więcej w takiej sytuacji – powiedziała.

– Ale ja go wcale nie zapraszałem, sam przyjechał, nic o tym nie wiedziałem – zaprzeczył Tadeusz.

Po chwili dodał, że niespecjalnie koleguje się z Gąsiorowskim. Z całą pewnością nie traktuje go jako przyjaciela. To, że chodzą do tej samej klasy nie oznacza, że są w jakichś zażyłych stosunkach. Rzadko rozmawiają, nie mają wspólnych zainteresowań. Tadeusz nie miał pojęcia po co Fabian do niego przyjechał. I to bez uprzedzenia. Gąsiorowski nie uważał za stosowne udzielić wyjaśnień w tej materii.

Pan Ignatowski znał jego ojca, który podobnie jak on pracował na kolei. Był zawiadowcą małej stacji pod Siedlcami. Uważał go za porządnego człowieka. Na razie uradzili, żeby mu nie przekazywać, że jego syn przyjechał do nich z niezapowiedzianą wizytą. Ostatecznie chłopak był już pełnoletni. Mieli nadzieję, że Fabian nie nadużyje ich gościnności.

To był błąd. Od samego początku Gąsiorowski zachowywał się dziwnie, a czasami niegrzecznie i prowokacyjnie. Pani Ignatowska starała się we wszystkim mu dogodzić. Reakcją dobrze wychowanego młodego człowieka byłaby wdzięczność. Fabian nigdy za nic nie dziękował. Tak jakby należały mu się jakieś względy. No, ale co mogli zrobić? Mimo wszystko był gościem.

Prawie nie spędzał czasu z synami Ignatowskich, tylko chodził swoimi drogami. Gdy chcieli go zabrać na ryby lub na wycieczkę rowerową po okolicy, wymawiał się bólem głowy albo bez podania powodów, oświadczał, że nigdzie z nimi nie pójdzie ani nie pojedzie. Przeważnie z ponurą miną kręcił się bez celu po gospodarstwie. Z pogardą i agresją odnosił się do ludzi pracujących w majątku. A oto jeden z przykładów takiego zachowania. Robotnicy rolni któregoś wieczoru urządzili sobie na łące potańcówkę przy dźwiękach harmonii. Przechodzący w pobliżu Gąsiorowski kazał im się uciszyć i wynosić.

– Z całym szacunkiem, ale co panu przeszkadza nasza zabawa? – spytali go.

– Nie będę się przed wami tłumaczył.

– Panicz daruje, ale my słuchamy tylko poleceń właściciela majątku. I tylko wtedy, gdy jesteśmy w pracy. Radzimy więc oddalić się jak najszybciej – odpowiedzieli i wybuchli śmiechem.

Chłopak odszedł jak niepyszny.

Nie budził sympatii ani zaufania swoim wyglądem. Fabian Gąsiorowski, podobnie jak Tadeusz, skończył 18 lat, ale sprawiał wrażenie dużo młodszego. Niski, chuderlawy o ponurym wejrzeniu bladoniebieskich oczu.

Z domowników Fabiana najbardziej interesowała Maria, starsza siostra Tadeusza i Stasia. Często się na nią gapił. Dziewczyna miała już 21 lat. Wyczuła, że mu się podoba. Początkowo nawet ją to bawiło, jednak po kilku dniach zaczęła się go bać. Chłopak podglądał ją jak się myła i przebierała, pewnego razu przyłapała go na myszkowaniu w jej pokoju. Niezdarnie tłumaczył się, że zabłądził i jedynie zamknął w szafie drzwi, które były otwarte. Poskarżyła się na niego braciom. Obiecali, że pogadają z nim i wybiją mu z głowy niezdrowe zainteresowanie ich siostrą. Czy to zrobili, nie wiadomo. Ponieważ Maria obawiała się, że Fabian może przyjść do niej gdy będzie spała, Tadeusz wpadł na pomysł, żeby Gąsiorowski nocował wraz z nimi w stodole. Tam go przypilnują. Jako pretekst powiedzieli mu, że w domu jest za gorąco. Kilka dni później doszło do tragedii.

Chcesz poznać ciąg dalszy tej sprawy? Sięgnij po „Detektywa Wydanie Specjalne” 2/2025 (tekst Mariusza Gadomskiego pt. Nieproszony gość). Cały numer do kupienia TUTAJ.