Gertrude Baniszewski. Zachowanie „mamy” od samego początku nosiło znamiona sadyzmu, który z każdym kolejnym dniem przybierał na sile. Kary, jakie wymierzała swojej ofierze, stawały się coraz bardziej wymyślne i coraz bardziej brutalne. Z czasem przerodziły się one w makabryczne widowisko, w które „mama” wciągnęła nie tylko swoje dzieci, ale i młodzież z sąsiedztwa.
Gertrude miała pięcioro rodzeństwa. Jej rodzice – państwo Van Fossan byli mieszanego pochodzenia – odlegli przodkowie matki byli polskimi imigrantami, a ojciec wywodził się z dobrze sytuowanej rodziny holenderskiej. Mała Gertie od zawsze była „córeczką tatusia”. Uwielbiana i wyróżniania przez ojca. Razem spędzali każdą chwilę. O bliskie relacje ojca z córką była zazdrosna nawet pani Van Fossan. Gdy zaczęła traktować córkę jak zagrożenie, robiła wszystko, by rozdzielić ją z ukochanym ojcem. To wtedy Gertie zamiast matczynej troski i opiekuńczości, dostawała chłód i głuchą ciszę. W ślad za matką poszła również reszta rodzeństwa, która zaczęła izolować najmłodszą siostrę. Od tej chwili Gertrude został już tylko ojciec. Niedługo potem go straciła. Została całkiem sama. W końcu, gdy miała 16 lat, postanowiła uciec. Spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy i nie odwracając się za siebie opuściła mury rodzinnego domu. Nikt nigdy jej nie szukał.
Pani Gertrude Baniszewski
Wkrótce młoda Gertie poznała 18-letniego Johna Baniszewski. Chłopak był zastępcą szeryfa w Indianapolis i uchodził za naprawdę dobrą partię. Już kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu, wzięli ślub. John miał jednak nadzieję, że żeniąc się z Gertrude zyska uległą i posłuszną służącą. Wtedy jeszcze nie wiedział, jak bardzo się mylił. Wszystkie cechy Gertie, które do tej pory uważał za jej zalety, szybko okazały się przywarami. Świeżo upieczony małżonek miał jednak nadzieję, że słabe strony, kobieta wynagrodzi mu w łóżku. Był tylko jeden problem… dla Gert seks był grzechem śmiertelnym. Uważała go za przykry obowiązek, do którego zmuszała się wbrew sobie. Im bardziej Gert odsuwała się od Johna, tym mocniej on domagał się zbliżeń. Gdy ona leżała w łóżku niemal bez ruchu, on brutalnie brał sobie to, na co miał ochotę. Jego przemoc wkrótce przyniosła owoce.
Przez pierwsze lata związku, Baniszewski niemal cały czas chodziła z brzuchem. Na świat przyszła czwórka dzieci Johna i Gertrude. Kobieta okazała się matką niemal idealną – całą swoją miłość i troskę, na która liczył mąż – przelewała na swoje dzieci. Poświęcała im każdą wolną chwilę. Zazdrość, której doświadczyła już w rodzinnym domu, teraz zagościła w jej rodzinie.
***
Z tej zazdrości John zaczął coraz częściej karcić żonę. Coraz częściej podnosił na nią rękę. W przemocy był jednak bardzo ostrożny – wiedział, że jeśli przesadzi, zagrozi swojej karierze. Bił więc tak, by nie było widać. Mając wieloletnie doświadczenie w przyjmowaniu zgłoszeń od pobitych żon, wiedział, czego nie robić, by nie wszczęto przeciwko niemu postępowania. Gert nigdy nie szukała wyjścia z tej sytuacji. Uważała, że przemoc domowa jest tylko drobną niewygodą, jaką przyszło jej płacić za stosunkowo dobre życie. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy kobieta dowiedziała się, że istnieje coś takiego jak rozwód. Już tydzień później złożyła odpowiednie papiery.
Minęło zaledwie kilka miesięcy od rozwodu, gdy na drodze Gert stanął Edward Guthrie. I choć wydawało się, że po ostatnich doświadczeniach, kobieta zdecyduje się na związek z kimś, kto zapewni jej ciepło i opiekę, stało się zupełnie inaczej. Choć Edward był czarujący – nie miał pracy, za to miał duży problem z alkoholem. Gdy Gertrude dostawała alimenty na dzieci, czek zwykle przechwycał jej mąż. Zanim kobieta zorientowała się, że dostała pieniądze – on zdążył przepić już połowę. Wkrótce odkryła jednak sposób na trzeźwość małżonka – gdy oferowała mu nieco więcej niż zwykły flirt, ten był w stanie rzucić alkohol i znaleźć pracę. Wtedy seks przestał był dla Gert grzechem, a stał się nawet źródłem przyjemności. Jej strategia przyniosła jednak krótkotrwałe efekty, bo gdy tylko Edward zdołał stanąć na nogi, złożył pozew o rozwód.
Niedługo po nim, Gertie natknęła się na swojego pierwszego męża. Uczucie odżyło na tyle, że ci zdecydowali się na drugi ślub. Wkrótce kobieta zaszła w kolejną ciążę, jednak straciła dziecko. Popadła w głęboką depresję. John, usiłując wyrwać ją z ciemności, znów zaczął bić. Lekiem zarówno na depresję, jak i przemoc ze strony pana Baniszewski, po raz kolejny okazała się ciąża. Tym razem Gert wydała na świat dwoje zdrowych dzieci. Emocjonalna huśtawka kobiety sprawiła jednak, że teraz to mąż postanowił od niej odejść. 37-letnia wówczas Gert została sama z szóstką dzieci.
Do trzech razy sztuka
Bez pracy, bez środków do życia i bliska eksmisji – poznała Dennisa Wrighta. Mężczyzna był o 10 lat młodszy od Gert, nieco niezrównoważony i żonaty. Gertrude bardzo szybko zdołała jednak przekonać go do siebie. To, co jeszcze nie tak dawno uważała za grzech śmiertelny, teraz z powodzeniem wykorzystywała do manipulowania mężczyznami. Wspinając się na wyżyny swoich łóżkowych umiejętności, owinęła sobie Dennisa wokół palca. Gdy tylko żona opuściła jego dom, jej miejsce zajęła Gert z gromadką dzieci.
Piękny dom mężczyzny bardzo szybko zaczął przypominać prawdziwą ruderę. Nieco niedojrzały kochanek z niedowierzaniem przyglądał się temu, co działo się wokół. Wtedy jak grom z jasnego nieba spadła na niego wiadomość, że Gertrude spodziewa się dziecka. Dziecka, którego nie chciał. Mężczyzna wpadł w szał i zaczął okładać ją pięściami. Wiedział, że w ten sposób może „wytłuc z niej bachora”. Gertie ciąże straciła. Robiła dobrą minę do złej gry. Po tragicznych wydarzeniach wszystko wydawało się wrócić jednak do normy. Kobieta odzyskała równowagę psychiczną, a Dennis znów mógł odetchnąć z ulgą. Sielanka trwała zaledwie kilka miesięcy, gdy przerwał ją zaokrąglony brzuch Gert. Tym razem nie przyznała się, że jest w ciąży. Gdy wróciła z dzieckiem ze szpitala, po partnerze nie było nawet śladu. Została sama. Ona i siódemka dzieci.
Grzesznice
Gertrude przestała radzić sobie z obowiązkami. Nie radziła sobie również z własnymi emocjami. Jej przyjaciółką i powierniczką została najstarsza córka, Paula. Wiedząc, że to ona teraz jest panią domu, przejęła nad nim kontrolę. Od teraz „dom Pani Wright” – jak znany był w okolicy – stał się przystanią dla młodzieży z sąsiedztwa. Każdego dnia jego próg przekraczały dziesiątki nastolatków. To tutaj nikt nie zakazywał im pić, palić i bawić się. Gdy Gert usunęła się nieco w cień, Paula przejęła kontrolę nad wszystkim. Również nad jednym z chłopaków z sąsiedztwa. Gdy pewnego wieczoru zaciągnęła go do swojego pokoju, podczas miłosnych igraszek, została nakryta przez matkę. I właśnie to wydarzenie zapoczątkowało lawinę tragicznych konsekwencji, zmieniając życie niektórych domowników w istny koszmar.
– Ty brudna dziw…! Pod moim dachem! W moim domu! – wrzeszczała na córkę Gertrude.
Kiedy na skutek osobistych porażek i frustracji, Gert po raz pierwszy przekroczyła granicę i podniosła rękę na swoje dziecko, uruchomiła mechanizm, którego nie była już w stanie zatrzymać. Od tej pory coś, co mogło zostać jednorazowym incydentem, stało się codziennością.
Gertrude Baniszewski
Reguły panujące w domu Gertie nie zmieniły się. W zasadzie – brak był jakichkolwiek reguł. Każdego dnia do „domu Pani Wright” nadciągały tłumy młodzieży, które mogły tutaj robić absolutnie wszystko. Bród i bałagan panujący dookoła nikomu nie przeszkadzał. Dodatkową atrakcją była sama Gert, która ochoczo włączała się do zabaw młodych. Niedługo pod jej skrzydłami znalazły się jeszcze dwie młode dziewczyny – siostry Likens, 16-letnia Sylvia i nieco młodsza niepełnosprawna Jenny, która chorowała na polio. 3 lipca 1965 roku przyszły one do domu Gertrude razem z jej córką, Paulą. Dziewczyna po wysłuchaniu ich historii, zapytała matkę, czy tej nocy siostry mogą zostać u nich. Gert, która do tej pory leżała z pustym wzrokiem wbitym w sufit, nagle poderwała się z łóżka i poszła przywitać gości.
– Oczywiście, że możecie zostać na noc dziewczynki. Nic się nie bójcie, zatroszczymy się o was, a rano znajdziemy waszą mamę. Spokojna głowa – wyharczała niezdrowo pobudzona Gert.
Sylvia uwierzyła w dobre serce kobiety i zaczęła jej wylewnie dziękować. Wtedy Gertrude zwróciła się do niej z zaskakującą prośbą:
– Mów mi „mamo”, kochanie. Tak, jak wszyscy. Chłopcy i dziewczęta, którzy przestępują nasz próg, tak się do mnie zwracają.
***
Następnego ranka wszystkich domowników zbudziło nerwowe łomotanie do drzwi. W progu stał pan Likens, ojciec dziewczynek. Nie przyszedł jednak odebrać córek, a negocjować warunki „ich przechowania”. Wyjaśnił Gertrude, że chcąc utrzymać rodzinę, musi chwytać się różnych zajęć. Często wraz z żoną pracował w cyrkach i wesołych miasteczkach. Tym razem małżeństwo dostało wyjazdową propozycję pracy, ale niestety nie mogli zabrać ze sobą dzieci. Za wikt i opierunek dla swoich córek, zaproponował Gert 20 dolarów tygodniowo. Kobieta szybko skalkulowała opłacalność biznesu, przy tym żartując, że ma u siebie tyle dzieci, iż dodatkowej dwójki nawet nie zauważy.
Pierwszy tydzień pobytu dziewczynek w nowym domu przyniósł im sporo zaskoczeń. Były nieco zakłopotane niespotykanym stylem bycia „mamy” oraz tłumem młodzieży, która nieustannie przechadzała się po piętrach apartamentu. Sylvia i Jenny bardzo szybko zaklimatyzowały się w nowej szkole. W domu jednak miały problem z adaptacją. Nastolatki były na straconej pozycji – młodzi Baniszewscy mieli nad nimi ogromną przewagę, chociażby dlatego, że dom należał do nich. One wciąż były tu gośćmi. Jak się już wkrótce okazało, nieproszonymi.
Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 1/2025 (tekst Anny Rychlewicz pt. Mów mi mamo). Cały numer do kupienia TUTAJ.