Horror na morzu, którego nikt się nie spodziewał… Wybierając się w rejs, ostatnią rzeczą, jakiej pasażer spodziewa się, jest to, że ktoś zniknie bez śladu. Jednak niepokojąca rzeczywistość jest taka, że „zaginięcia na statkach wycieczkowych” to palący problem, który pojawia się dość często.
To miał być spokojny rejs, a zamienił się w serię tragicznych zdarzeń. Na pokładzie statku wycieczkowego Carnival Splendor doszło do dwóch dramatów w odstępie zaledwie kilku godzin.
Najpierw zginęła 67-letnia kobieta, która podczas nurkowania z rurką została znaleziona nieprzytomna w wodzie. Policja potwierdziła jej śmierć w piątkowy poranek.
Kilka godzin później doszło do kolejnego wstrząsającego incydentu. Mężczyzna po siedemdziesiątce znalazł się za burtą statku, gdy jednostka znajdowała się około 30 kilometrów od Moreton Island. Statek płynął wtedy w kierunku Sydney.
Jak poinformował operator rejsu, Carnival Cruise Line, to rodzina zgłosiła zaginięcie pasażera. Nagrania z monitoringu pokazały, że mężczyzna wspiął się na barierkę, a następnie skoczył do wody.
Natychmiast ruszyła szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza. W działania zaangażowano zarówno jednostki morskie, jak i powietrzne. Mimo intensywnych poszukiwań nie udało się odnaleźć zaginionego, a operację ostatecznie zawieszono.
Nie ma informacji, że te dwa zdarzenia są w jakikolwiek sposób powiązane. Choć upadki ze statków wycieczkowych zdarzają się rzadko, są bardzo niebezpieczne i często kończą się śmiercią.
Operator statku zapewnia, że współpracuje z władzami i wspiera rodzinę pasażera. „Nasze myśli są z bliskimi” — przekazano w oficjalnym komunikacie. Carnival Splendor to ogromny wycieczkowiec kursujący po Australii, Nowej Zelandii i regionie Południowego Pacyfiku. Na jego pokładzie może przebywać około 3 tysięcy pasażerów i ponad tysiąc członków załogi.
Horror na morzu: czy to były morderstwa?
— Ogromny wycieczkowiec to idealne miejsce do dokonania morderstwa doskonałego, prawdziwe eldorado dla mężów chcących pozbyć się niekochanych żon — uważa niemiecko-brytyjski prawnik i autor bestsellerów Alexander Stevens, który twierdzi, że 99 proc. zabójstw na statkach pozostaje nie wykrytych, bo nie ma ciała. Co roku na wycieczkowcach dochodzi średnio do kilkudziesięciu zgonów i zaginięć. Ile z nich to morderstwo?
Niemiecki adwokat i pisarz Alexander Stevens bada przypadki zbrodni doskonałych, z których prawie wszyscy sprawcy wychodzą bez uszczerbku. W swoich publikacjach szczegółowo opisuje przebieg wydarzeń. Oraz śledztwa i wyjaśnia, jak to możliwe, że mordercom uszło na sucho popełnienie zbrodni. Chociaż morderstwa na statkach wycieczkowych są niezwykle rzadkie, to jednak mają miejsce. O jednym z takich przypadków opowiada Stevens: „Rozmawiałem z mężczyzną, którego pijana żona ośmieszyła przy członkach załogi. Ze szczegółami opowiedział mi, jak stracił panowanie nad sobą i wyrzucił ją za burtę, gdy byli sami na pokładzie. Nie tylko nie poniósł żadnej kary, chwalił się, że armator zapłacił mu w dodatku wysokie odszkodowanie!”.
***
W ubiegłym roku podczas rejsu promem przez Cieśninę Sundajską pewien Indonezyjczyk wyrzucił za burtę swoją żonę. Kobieta niczego się nie spodziewała, próbowała walczyć, ale on był silniejszy. Zdołano ją cudem uratować. Niedoszły morderca tłumaczył potem, że słyszał głosy, które kazały mu to zrobić. Rodzina mężczyzny potwierdziła, że ma zaburzenia psychiczne, dlatego próba zabójstwa żony uszła mu płazem. Nie wiadomo kiedy znów usłyszy głosy. Indonezja jest krajem w większości muzułmańskim, gdzie kobiety mają niższy status, ich życie jest mniej warte.
W listopadzie 2018 roku z Fort Lauderdale na Florydzie statek wycieczkowy Royal Princesswyruszył w ośmiodniowy rejs po Karaibach. Według pewnego Amerykanina ten rejs po morzu miał być doskonałą okazją na pozbycie się żony. Mężczyzna najpierw udusił swoją 52-letnią partnerkę, a potem zrzucił ją z balkonu, który był w ich kajucie. Do morderstwa doszło po awanturze w kasynie statku. Inni goście oraz załoga byli świadkami bójki pomiędzy małżonkami. Rozdzielona para wróciła do siebie na górny pokład. O morderstwie dowiedziano się, gdy ciało kobiety z ogromnym hukiem, uderzyło w podwieszoną na niższym pokładzie szalupę ratunkową, rozbijając szklane elementy łodzi. To zaalarmowało załogę i pasażerów wycieczkowca. Świadkowie ujrzeli roztrzaskane zwłoki, całe we krwi. Ofiara miała także otwarte złamanie nogi. Zabójca został oddany w ręce FBI na Arubie. Gdyby nie szalupa, kobietę pochłonęłyby fale i być może morderczy małżonek nigdy nie odpowiedziałby przez sądem za zabójstwo?
Horror na morzu: Zabójczy miesiąc miodowy
Śmiertelnego pecha miała 26-letnia Karen Roston, która została zamordowana 13 lutego 1988 r. podczas ostatniej nocy rejsu poślubnego! Para płynęła statkiem o nazwie Stardancer, z San Pedro do Meksyku. Wówczas świeżo poślubiony mąż Scott Roston, powiedział załodze statku, że jego żonę porwał za burtę silny podmuch wiatru.
Załoga natychmiast nabrała podejrzeń, ponieważ Roston miał zadrapania na twarzy. Gdy zaczęto drążyć temat, Roston zaczął przekonywać, że został wrobiony! Jego nieprawdopodobne tłumaczenia opierały się na rzekomym spisku służb izraelskich, które miały go uśpić, a potem obarczyć winą za morderstwo żony. Z wiezienia opisał to nawet w książce. Prokuratorzy uznali to twierdzenie za absurdalne.
W śledztwie wyszło na jaw, że po serii kłótni Roston pobił i udusił swoją żonę na ścieżce do joggingu. Następnie wyrzucił ją za burtę z 11 pokładu statku wycieczkowego. Sędziowie nie mieli litości dla zbrodniarza. Mimo że teoretycznie groziło mu od 11 do 14 lat więzienia za morderstwo drugiego stopnia, to jego czyn został uznany za „wyjątkowo odrażający, okrutny, brutalny i poniżający dla ofiary”. Uznano, że nie ma wątpliwości, że to nie był afekt, lecz Scott Roston zamierzał z zimna krwią zabić Karen Roston.
Asystentka prokuratora USA. Kendra McNally, która prowadziła sprawę, stwierdziła podczas procesu m.in: „Morderca siedzi na sali sądowej bez skruchy, zanim popełnił morderstwo Roston zrobił 11 i pół kroku, ze ścieżki do joggingu do relingu statku, gdzie wyrzucił ciało żony za burtę. To świadczy to o tym, że zbrodni nie popełniono w nagłym akcie wściekłości. Miał te 11 kroków na ochłonięcie.”
Sędzia federalny w Los Angeles skazał go na dożywocie. To wyrok za uduszenie żony i wyrzucenie jej za burtę podczas ostatniej nocy ich miesiąca miodowego do Meksyku.
— To jedno z najokrutniejszych morderstw, jakie kiedykolwiek widziałem — przyznał po wyroku sędzia okręgowy USA James A. Ideman.
Prawda wypłynęła po latach
Dopiero po 14 latach Lonnie Loren Kocontes trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości, po tym, jak w 2006 roku zabił swoją małżonkę. Amerykański prawnik przez dłuższy czas precyzyjnie i z zimną krwią zaplanował zabójstwo swojej 52-letniej, zamożnej małżonki, Micki Kanesaki. Długo udawał wzorowego męża, zaprosił ją na romantyczny rejs po Morzu Śródziemnym, gdzie para miała wziąć powtórny ślub. Zamiast odnowienia przysięgi małżeńskiej, zwyrodnialec udusił ufną kobietę, a jej zwłoki wyrzucił za burtę. Potem odegrał komedię, jakoby wydarzył się nieszczęśliwy wypadek.
Zdenerwowany zaalarmował załogę, że jego żony nie ma w kajucie. Jak twierdził, wcześniej poszedł jej szukać, ponieważ tego wieczora pili wino, więc był przekonany, że ukochana spaceruje po pokładzie, by zażyć świeżego powietrza. Gdy długo nie wracała, zaczął się niepokoić, bo coś musiało się stać. Był pełen złych przeczuć, że mogła wypaść za burtę!
***
Jako adwokat potrafił doskonale grać, tym razem wcielił się w rolę nieutulonego w żalu męża. Załoga statku uwierzyła mordercy. Lonnie Loren Kocontes bez podejrzeń wrócił do Stanów Zjednoczonych. Szybko sprzedał odziedziczony dom, na czym doskonale zarobił — ponad milion dolarów. Jego szczęśliwe życie trwało dwa lata, do czasu, gdy w 2008 roku FBI przejęło śledztwo. Organy ścigania niepokoił fakt, że zanim para wyruszyła na romantyczny rejs, mąż uaktualnił testament, tak by w wypadku śmierci — dziedziczyli po sobie nawzajem. Funkcjonariusze FBI nie uwierzyli w łzawą wersję Kocontesa. W dodatku odnaleziono ciało Micki Kanesaki i przeprowadzono wnikliwą sekcję zwłok. Okazało się, że kobieta nie utonęła, lecz została uduszona i dopiero potem wepchnięta do morza. Sprytny prawnik został aresztowany i usłyszał zarzut zabójstwa z premedytacją. Jego walka przed sądem trwała siedem lat, nieustannie stosował wszelkie sztuczki prawnicze, by oddalić wyrok, lub zmniejszyć kare więzienia. Nie udało mu się, trafił do wiezienia skazany na dożywocie. Wyrok wydała ława przysięgłych w hrabstwie Orange w Kalifornii. Jego motyw był odrażający, kierowała nim prymitywna chciwość.
Tak o tej sprawie mówił na sali sądowej prokurator okręgowy Todd Spitzer: „Oskarżony uważał, że popełnił zbrodnię doskonałą. Popełnił jednak kilka niewybaczalnych błędów. Przede wszystkim nie pomyślał, że jeśli najpierw udusi swoją żonę, a potem wyrzuci ją za burtę, to morska woda nie dostanie się do jej płuc. Poza tym, dusząc żonę, zostawił ślady, które patomorfolodzy znaleźli w czasie jej sekcji zwłok. Był to najczęstszy dowód uduszenia, czyli złamanie gości gnykowej.”
Horror na morzu: Strzeż się najbliższych
Okazuje się, że morderstwa na statkach są najczęściej popełniane przez osoby dobrze znane ofierze. Najczęściej to wynik burzliwej kłótni, często pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Oszalały z gniewu zabójca zwyczajnie korzysta z okazji i wyrzuca swoją ofiarę za burtę. Nie ma ciała, nie ma przestępstwa. Ponieważ wielokrotnie armatorzy statków nie drążyli przyczyn zaginięcia pasażera, bo to godziło w ich interesy, w 2005 roku powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Ofiar Rejsów. Organizacja reprezentuje ofiary przestępstw na statkach wycieczkowych, ich rodziny i przyjaciół. To stowarzyszenie zrzesza rodziny zaginionych, jak i ocalałych, którzy doświadczyli tragicznych wydarzeń na podczas rejsu. Organizacja składa się z kilkuset członków walczących o takie zmiany w prawie, by zwiększyć ochronę pasażerów oraz wzmocnić prawa ofiar przestępstw. Stowarzyszenie pragnie przyczynić się do rozwoju branży wycieczkowej, poprzez podniesienie standardów bezpieczeństwa, zaostrzenie przepisów oraz zapewnienia wsparcia ludziom, którzy padli ofiarą wszelkich przestępstw podczas rejsów wycieczkowych.
Co się dzieje, gdy ktoś umiera na pokładzie statku wycieczkowego?
Co roku miliony ludzi wsiadają na pokład statków wycieczkowych, aby cieszyć się słońcem, zabawą i przyjaciółmi podczas niezapomnianych wakacji. Większość tych ucieczek przebiega bez zakłóceń. Jednak od czasu do czasu na pokładzie dochodzi do tragedii, w wyniku której ginie pasażer.
***
Według „Newsweeka” co roku odnotowuje się około 200 zgonów na statkach wycieczkowych . Rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa ze względu na ograniczone wymogi dotyczące zgłaszania zdarzeń w różnych jurysdykcjach międzynarodowych.
Większość zgonów następuje z przyczyn naturalnych. Zdarzają się jednak incydenty wymagające zbadania.
Horror na morzu: Jak linie rejsowe radzą sobie ze śmiercią na pokładzie statku
Według Johna M. Fraziera Jr., prawnika specjalizującego się w prawie morskim w kancelarii Widerman Malek, w przypadku śmierci pasażera informowana jest rodzina, a ciało zostaje przeniesione do kostnicy na statku.
„Kłopoty zaczynają się już przy próbie ustalenia pierwszego odpowiedniego portu, co można kontrolować, biorąc pod uwagę takie czynniki, jak lokalizacja, trasa rejsu i stan bandery statku” – powiedział Frazier w wywiadzie dla FLORIDA TODAY. „Po dotarciu do portu ciało zazwyczaj przekazywano lokalnym władzom. W zależności od tych czynników, ciało mogło zostać repatriowane do kraju ojczystego pasażera”.
Jak wynika z artykułu w USA Today, statki wycieczkowe, mimo że zazwyczaj są niewielkie, mają na najniższym pokładzie chłodzone, stalowe pomieszczenia, w których może zmieścić się od dwóch do dziesięciu osób.
Zgony muszą zostać odnotowane w dzienniku pokładowym statku, a incydenty, do których doszło na pokładzie, muszą zostać zgłoszone odpowiednim organom ścigania. W większości przypadków, jeśli statek wycieczkowy wypływa z USA, w sprawę zaangażowane są amerykańskie organy ścigania.
Według Fraziera koszty związane z repatriacją zazwyczaj pokrywa rodzina lub potencjalnie jej ubezpieczyciel. Członkowie załogi są szkoleni w zakresie traktowania ciała z troską i szacunkiem oraz w udzielaniu pomocy zmarłemu w trudnym czasie.
Horror na morzu: Najważniejsze wnioski
– W ciągu ostatnich dwóch dekad na statkach wycieczkowych zaginęło około 400 osób, a ostatnie zmiany w przepisach nakazują firmom zgłaszanie wszystkich zaginięć odpowiednim organom, takim jak FBI i Straż Przybrzeżna.
– Na zaginięcia osób na statkach wycieczkowych może mieć wpływ wiele czynników, takich jak spożycie alkoholu, niebezpieczne warunki na statku i zaniedbania ze strony armatorów.
– Rodziny zaginionych pasażerów mogą ubiegać się o odszkodowanie za straty emocjonalne i finansowe, a zatrudnienie prawnika specjalizującego się w prawie morskim jest kluczowe dla poruszania się w skomplikowanym środowisku prawnym.
Horror na morzu: Rzeczywistość zniknięć statków wycieczkowych
Spokój na statkach wycieczkowych może być mylący, biorąc pod uwagę zaskakująco częste zaginięcia na morzu. W ciągu ostatnich dwóch dekad na statkach wycieczkowych zaginęło około 400 osób, pozostawiając ogromną pustkę w życiu ich rodzin i przyjaciół.
***
Przy około 200 nocnych, oceanicznych statkach wycieczkowych pływających po wodach całego świata, częstotliwość tych incydentów jest niepokojąca, zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień dotyczących głównych linii rejsowych, takich jak Carnival Cruise Line , Holland America Cruise Lines i Royal Caribbean . Ciesząc się udogodnieniami na statku wycieczkowym Royal Caribbean lub radosną atmosferą statku Carnival Cruise, w tym Carnival Valor, łatwo przeoczyć możliwość wypadnięcia pasażera za burtę lub zaginięcia.
Jednakże tego typu zdarzenia nie są jedynie rzadkimi anomaliami; stanowią one palący problem, z którym branża i jej odbiorcy muszą się zmierzyć.
Wbrew powszechnemu przekonaniu, zaginięcia na karaibskich rejsach wycieczkowych czy w podróżach poślubnych zdarzają się z niepokojącą regularnością. Niezależnie od tego, czy jest to tajemnicze zniknięcie ze statku wycieczkowego Disney Wonder, czy tragiczny upadek z pokładu statku Royal Caribbean International, każda sprawa zaginięcia pozostawia falę pytań i wątpliwości.
Ogromne rozmiary morza i złożoność żeglugi morskiej sprawiają, że zaginięcia te są szczególnie trudne do rozwiązania. W związku z tym armator statku wycieczkowego ponosi znaczną odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa swoim pasażerom i rozwiązanie niepokojącego problemu osób zgłaszanych jako zaginione na ich statkach.
Horror na morzu: Niedostateczne zgłaszanie przypadków zaginięć osób
Niedoszacowanie liczby zaginięć na statkach wycieczkowych potęguje niepokojący aspekt tego zjawiska. Prawdziwa skala problemu pozostaje nieznana, z powodu braku kompleksowych oficjalnych statystyk zaginięć sprzed 2010 roku, a niektóre linie rejsowe mogą działać niedbale, a nawet próbować tuszować incydenty, aby uniknąć negatywnego rozgłosu. Brak niezależnych organów ścigania na pokładzie pogarsza tę niejasną sytuację. Niektóre linie rejsowe mogą całkowicie unikać zgłaszania zaginięć, pozostawiając rodziny dotknięte zaginięciem z nierozwiązanymi pytaniami i rzadko będąc świadkami aresztowań lub wyroków skazujących. To ponura rzeczywistość, że odcień nagrania z monitoringu może być ostatnim spojrzeniem na los zaginionej osoby. Morze pochłania je bez śladu, pozostawiając po sobie niepokojące pytania i nierozwiązane tajemnice.
Na szczęście nowe przepisy nakładają na firmy oferujące rejsy wycieczkowe obowiązek zgłaszania wszystkich zaginięć odpowiednim organom, takim jak FBI i Straż Przybrzeżna. Zmiana ta ma na celu odkrycie tajemnicy zaginięć na statkach wycieczkowych i zapewnienie, że tragiczne historie zaginionych pasażerów nie zostaną zapomniane na morzu. Podkreśla ona wagę dogłębnych śledztw i działań pociągających do odpowiedzialności.
Jednak walka z niedostatecznym raportowaniem trwa, a potrzeba przejrzystości i rozliczalności jest pilniejsza niż kiedykolwiek. To dobitne przypomnienie, że nawet tak radosna okazja, jak rejs po Morzu Śródziemnym, może przybrać zły obrót. Znaczenie rygorystycznych protokołów bezpieczeństwa i środków przygotowawczych podkreśla, że bezpieczeństwo pasażerów nigdy nie powinno być lekceważone.
Czynniki przyczyniające się do zaginięć na statkach wycieczkowych
Złożona sieć czynników sprzyjających często leży u podstaw zagadki zaginięć osób na statkach wycieczkowych. Niektóre z tych czynników to:
– Spożywanie alkoholu jest przyczyną aż 60% wypadków za burtą.
– Powab beztroskiej zabawy na statku wycieczkowym może prowadzić do upośledzenia zdolności oceny sytuacji, przez co wypadnięcie za burtę może okazać się tragicznym zdarzeniem.
– Niebezpieczne warunki na pokładzie statku, które mogą przyczynić się do wypadków i pociągnąć armatora do odpowiedzialności.
– Zaangażowanie armatora statku wycieczkowego może zacierać granice w przypadku zaginięć, zarówno w wyniku przestępstwa, jak i zaniedbania. Armatorzy mogą minimalizować ryzyko popełnienia przestępstwa, obawiając się konsekwencji złego rozgłosu.
Czynniki te podkreślają złożoność problemu i potrzebę zwiększenia środków bezpieczeństwa i odpowiedzialności w branży rejsowej.
Ta delikatna współzależność czynników sprawia, że każda sprawa zaginięcia osoby stanowi wyjątkową zagadkę do rozwiązania, wymagającą staranności i zaangażowania w bezpieczeństwo pasażerów.
Horror na morzu: Środki bezpieczeństwa i przepisy dotyczące statków wycieczkowych
Bezpieczeństwo pasażerów statków wycieczkowych nie jest pozostawione całkowicie przypadkowi; istnieją przepisy mające na celu zapobieganie wypadnięciom za burtę i ich wykrywanie. Ustawa o bezpieczeństwie i bezpieczeństwie statków wycieczkowych (CVSSA) , uchwalona w 2010 roku, nakłada określone środki bezpieczeństwa, w tym wymóg, aby barierki na statku miały co najmniej 42 cale (106 cm) wysokości oraz wdrożenie technologii monitoringu.
Od członków załogi oczekuje się przestrzegania tych środków bezpieczeństwa i przeszkolenia w zakresie postępowania w sytuacjach awaryjnych. Posiadają oni certyfikaty potwierdzające ich przygotowanie do radzenia sobie w takich sytuacjach.
Pojawiły się jednak problemy z przestrzeganiem i egzekwowaniem przepisów, co doprowadziło do sytuacji, w których przepisy ustawy nie były w pełni przestrzegane, co potencjalnie zwiększało ryzyko dla pasażerów. To przypomnienie, że skuteczność ustawy o bezpieczeństwie zależy nie tylko od jej istnienia, ale także od jej rygorystycznego stosowania zarówno przez linie wycieczkowe, jak i władze lokalne.
Źródło: fakt.pl, onet.pl, magazyndetektyw.pl, thevuccilawgroup.com