Gdynia, ulica Leśna Polana. Zegarek na ręce 13-letniej dziewczynki wskazuje godzinę 20:37. Szkło jest pęknięte, wskazówki zatrzymały się na zawsze. Kilkadziesiąt metrów dalej, w kierunku betonowego ogrodzenia giełdy towarowej, widać zarys jej rodzinnego domu. Dzieliło ją od niego zaledwie kilkaset metrów, gdy napastnik zaatakował od tyłu, zaciskając przedramię na jej szyi. Do samego końca patrzyła w stronę bezpiecznego miejsca, które miało stać się jej celem. Jej ostatnie słowa, które słyszeli przypadkowi świadkowie, to krzyk: „Mamusia, ratuj!”.
Tak wyglądał finał sierpniowego wieczoru 2011 roku, który na zawsze zmienił spokojną gdyńską dzielnicę Dąbrowa.
Iza Strzałkowska: Dziewczyna, która wyglądała jak z obrazka
Iza Strzałkowska urodziła się 23 kwietnia 1998 roku. Była drugim dzieckiem Małgorzaty i Sławomira Strzałkowskich, dorastała w domu jednorodzinnym otoczonym lasami i polami, gdzie sąsiedzi znali się od lat, a drzwi często nie były zamykane na klucz.
Wyróżniała się spośród rówieśników. Była wysoka, szczupła, o przenikliwym spojrzeniu, a wielu dorosłych uważało ją za znacznie starszą ze względu na jej dojrzałość i inteligencję. Jej prawdziwą pasją był unihokej – była uważana za jedną z najbardziej obiecujących młodych zawodniczek w kraju. Trenowała także piłkę nożną i koszykówkę. 23 sierpnia 2011 roku miała za sobą ukończenie podstawówki, a przed sobą tylko tydzień wakacji i rozpoczęcie nauki w gimnazjum.
Tego dnia odwiedziła ją koleżanka Ola z Gdańska. Spędzały czas razem, a wieczorem Iza, jak zawsze uprzejma, zaproponowała, że odprowadzi przyjaciółkę na przystanek autobusowy oddalony o około 800 metrów od domu. Ostatni raz widział ją brat, gdy wracały z pobliskiego boiska. Był to moment, który na zawsze zapadł mu w pamięci.
Cień w lesie
O godzinie 20:20 Ola wsiadła do autobusu linii 171. Kamery monitoringu zarejestrowały Izę, która skierowała się w stronę domu. Mieszkańcy Dąbrowy doskonale znali okolicę – z przystanku do domu Izy prowadziły trzy drogi. Najkrótsza wiodła wzdłuż ogrodzenia giełdy towarowej, przez zarośnięty, słabo oświetlony teren. Rodzina Izy twierdzi, że bała się tą drogą chodzić i nigdy jej nie wybierała. Tego wieczoru z nieznanych do dziś powodów postąpiła inaczej. Ta decyzja okazała się dla niej tragiczna.
Mniej więcej w tym samym czasie matka Izy, Małgorzata, wyszła na spacer z psem. Liczyła, że spotka córkę wracającą do domu. Zauważyła wówczas mężczyznę idącego kilkadziesiąt metrów przed nią. Kobieta zapamiętała go doskonale: był krępy, lekko przygarbiony, miał zaniedbane włosy do ramion, ubrany był w biały podkoszulek i ciemne spodnie. Gdy tylko ją zauważył, przyśpieszył kroku, starannie unikając odwracania głowy – jakby chciał ukryć twarz.
Godzina, w której zatrzymał się czas
Iza obiecała rodzicom, że wróci najpóźniej o 20:30. Gdy ta godzina minęła, a jej telefon milczał (był rozładowany), w domu Strzałkowskich narastał niepokój. Około godziny 22:00 rodzice rozpoczęli własne poszukiwania.
Dopiero o 22:50 matka Izy postanowiła przeszukać tę najkrótszą, przerażającą ścieżkę wzdłuż ogrodzenia giełdy. Zauważyła, że wysoka trawa jest zgnieciona, jakby ktoś się w niej tarzał lub próbował ją przekopać. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła but. Zaczęła krzyczeć. To tam, zaledwie kilkadziesiąt metrów od ogrodzenia, z widokiem na własny dom, leżała Iza.
Dziewczynka leżała na plecach. Miała spodnie i bieliznę zsunięte do kolan, a bluzkę podciągniętą do góry. Przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie – sprawca najprawdopodobniej zaatakował od tyłu, przyduszając tchawicę przedramieniem. Choć zbrodnia miała charakter seksualny, do pełnego gwałtu nie doszło. Kluczowym dowodem stało się nasienie znalezione na brzuchu ofiary. Na jej ubraniu zabezpieczono także drobinki farby, co skierowało podejrzenia w stronę pracowników budowlanych, których w okolicy było wówczas wielu.
Przerażający szczegół: pracownicy giełdy towarowej zeznali później, że około godziny 20:30 słyszeli zza ogrodzenia krzyki dobiegające z lasu. Ktoś wołał o pomoc. Nikt nie zareagował, uznając to za wakacyjne wygłupy młodzieży.
Śledztwo w cieniu. Długie piętnaście lat
Sprawa od początku była jedną z najważniejszych w regionie. Powołano 16-osobowy zespół śledczy, wyznaczono nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych za informacje, uruchomiono całodobową infolinię. Materiał genetyczny sprawcy błyskawicznie trafił do bazy GENOM Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Przesłuchano setki osób, pobrano próbki DNA od ponad 600 mężczyzn. Bezskutecznie.
W październiku 2011 roku policja opublikowała portret pamięciowy mężczyzny, sporządzony na podstawie zeznań 22-letniej studentki, która widziała w okolicy podejrzanego. Rodzina Izy krytykowała ten krok, uważając, że rysopis nie pasuje do mężczyzny widzianego przez matkę ofiary. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. W 2013 roku, po dwóch latach bezowocnych poszukiwań, zostało umorzone. Trafiło do policyjnego Archiwum X. Przez lata pojawiały się poszlaki, analizy prof. Wojciecha Branickiego sugerowały, że zabójca ma niebieskie oczy i jasne włosy. Teorie łączyły sprawę z zaginięciem Iwony Wieczorek, ale niczego nie potwierdzono.
Matka Izy nigdy nie przestała walczyć o sprawiedliwość. Zmarła w 2021 roku, nie doczekawszy rozwiązania zagadki.
Przełom, który nadszedł z… bazy DNA
Aż do przełomowego lipca 2026 roku. Wtedy to Prokuratura Regionalna w Gdańsku zwołała konferencję prasową, która wstrząsnęła całą Polską. Sprawa została rozwiązana.
Kluczem okazała się ogólnodostępna baza DNA, w której swoich krewnych poszukiwała rodzina sprawcy. Dzięki temu śledczy trafili na trop mężczyzny, który w chwili zabójstwa miał zaledwie 22 lata i był studentem. Mieszkał zaledwie 500 metrów od domu Izy Strzałkowskiej. Dziś ma 37 lat, jest żonaty, ma dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym. „Szukaliśmy po całej Europie, a sprawca był bardzo blisko” – powiedział rzecznik prasowy prokuratury.
Badania DNA przeprowadzone w Gdańsku i Krakowie nie pozostawiły wątpliwości – to on był sprawcą. Zatrzymany mężczyzna, zgodnie ze swoim prawem, odmówił składania wyjaśnień. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Ze względu na okoliczności sprawy sąd zadecyduje o potrzebie obserwacji psychiatrycznej. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Epilog
Sprawa Izy, która przez 15 lat była dla śledczych i rodziny nierozwiązaną zagadką, dobiegła końca. Dla 13-letniej dziewczynki, która marzyła o wielkim sporcie i która w ostatnich chwilach życia patrzyła na swój dom, przyszła sprawiedliwość. Choć nic nie wróci jej życia, to jej rodzina, w tym ojciec, który nigdy nie stracił nadziei, może wreszcie poznać prawdę. A okolica, w której doszło do zbrodni, pamięta do dziś. Krzyż ze zdjęciem Izy wciąż stoi w miejscu, gdzie matka odnalazła jej ciało. To przejmujący znak, że spokojna dzielnica nigdy już nie będzie taka sama.
Fot. policja.pl