Jelenia Góra: krwawa zemsta konkubenta

Czarna kartka z kalendarza: 7 września. 7 września 2016 roku w Jeleniej Górze 45-letni Marek L. zamordował swoją partnerkę Małgorzatę R. oraz próbował zabić jej córkę Aleksandrę L. Mężczyzna zadał partnerce kilkadziesiąt ciosów siekierą.

Małgorzata R. i Marek L. od ponad 20 lat żyli w konkubinacie. Z tego związku pochodziła ich córka Aleksandra. Mieszkali w Jeleniej Górze. Od kilkunastu miesięcy przed dramatem życie całej trójki nie układało się najlepiej. Mężczyzna od dłuższego czasu nadużywał alkoholu. Od września 2014 roku często dochodziło do awantur domowych. Wielokrotnie groził konkubinie pozbawieniem życia, szarpał ją, tłukł naczynia, używał słów wulgarnych. W kwietniu 2016 roku Małgorzata wyrzuciła partnera z mieszkania. Ten jednak wkrótce wrócił, oświadczając, że ma tzw. wszywkę. Sytuacja uległa poprawie, ale tylko na miesiąc.

Od czerwca 2016 Marek L. ponownie zaczął pić, początkowo ukrywając to przed najbliższymi. W lipcu Małgorzata R. kazała konkubentowi opuścić mieszkanie i oświadczyła, że to koniec ich związku. Oskarżony wyprowadził się i zamieszkał u matki. Przez 3 tygodnie nie kontaktował się z rodziną. Od połowy sierpnia Marek ponownie zaczął naprzykrzać się Małgorzacie i córce. 4 września mężczyzna wraz z matką przyjechał do mieszkania pokrzywdzonej, z którego chciał zabrać swoje rzeczy. Jeszcze raz prosił ekspartnerkę, aby mu wybaczyła i pozwoliła wrócić do domu. Małgorzata jednak stanowczo odmówiła.

Kulisy dramatu

6 września, około 22:00, kobieta położyła się spać. Obok niej zasnęła córka. Około północy Marek L. w nieustalony sposób wszedł do mieszkania Małgorzaty i jej córki. Miał przy sobie siekierę i zaatakował nią konkubinę. Zaczęła się walka. Potem obudziła się córka, która nie rozpoznała agresora. Zaczęła krzyczeć.

Podczas walki, Małgorzata wyniku zadanego ciosu osunęła się na podłogę. Widząc to Aleksandra odruchowo chwyciła telefon i podbiegła do oprawcy, próbując go powstrzymać. Dopiero wtedy zorientowała się, że napastnik to jej ojciec. Córka próbowała odciągać agresora od matki, wtedy została uderzona siekierą w głowę, w okolice czoła, a następnie w plecy. Po tym ataku ranna dziewczyna uciekła do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz.

Oskarżony podszedł do pokoju córki i próbował ją wywabić na zewnątrz. Aleksandra została w pokoju i przez telefon zawiadomiła służby ratunkowe. Wtedy Marek wrócił do Małgorzaty i tam najprawdopodobniej ją dobił, a następnie wyszedł z mieszkania. Został zatrzymany przez policję, gdy cały zakrwawiony opuszczał budynek.

Jelenia Góra była w szoku. Obie ofiary napadu zostały przewiezione do szpitala. Małgorzata po kilku godzinach zmarła. Aleksandra bardzo ciężko ranna trafiła na OIOM.

Jelenia Góra: rozważania Temidy

Mężczyzna usłyszał zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem konkubiny Małgorzaty R. i próbę zabójstwa córki Aleksandry L. Został skazany na karę dożywocia.

Sąd nie miał wątpliwości: L. wiedział, co robi i chciał zabić obie kobiety. Jako karę dodatkową sąd orzekła, że L. nie może kontaktować się z córką przez 15 lat. W warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się po 30 latach spędzonych za kratami. Ma on także zapłacić córce zadośćuczynienie w wysokości 300 tys. zł.

Podczas rozprawy przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu jego obrończyni przekonywała, że działania oskarżonego nie można uznać za szczególnie okrutne, ponieważ nie zawiera „przejawów wynaturzenia”.

– Do rodziny swojej partnerki wysłał list, w którym przeprasza za to co się stało i wyjaśnia, że ją kochał – mówiła prawniczka.

Dodała, że oskarżony wyraził szczerą skruchę i chciał się pojednać z rodziną. 

Jelenia Góra: to była straszna zbrodnia

Innego zdania był oskarżyciel posiłkowy. – To była straszna zbrodnia. Wystarczy przeczytać opis obrażeń, jakie ta kobieta poniosła. Ona została żywcem porąbana. Czołgała się, a on wracał, żeby ją dobić. Ratownicy medyczni, który niejedno widzieli, mieli problem, żeby ofierze wkłuć wenflon. Przed sądem zeznali, że tak zmasakrowanego człowieka nigdy nie widzieli – mówił prawnik. Podkreślił, że ofiara była cały czas świadoma. Ręką wskazywała, żeby ratować jej córkę.

Sąd drugiej instancji podtrzymał wyrok pierwszej instancji – dożywocie. Zmniejszył jedynie próg starania się o warunkowe zwolnienie. Marek L. będzie mógł starać się o to po 25, a nie po 35 latach odsiadki. Będzie miał wtedy 71 lat. Zgodę na jego wyjście na wolność musi jednak wyrazić sąd.

Fot. pixabay.com