Jerzy Kalibabka: największy polski uwodziciel?

Jerzy Kalibabka to w powszechnej opinii największy polski uwodziciel. Mężczyzna zapewniał, że uwiódł kilka tysięcy kobiet. Z drugiej strony, w czasie milicyjnego śledztwa okazało się, że wiele z nich miał okraść, a nawet pobić. Kim był człowiek, o którym Telewizja Polska, w latach 80. ubiegłego stulecia, nakręciła nawet serial pt. „Tulipan”? Sam uwodziciel był konsultantem przy tej produkcji, która nie tylko przysporzyła mu wielkiej popularności, ale również pomogła wydostać się i – to całkowicie legalnie – z więzienia.

Jerzy Kalibabka – bo o nim mowa – już za życia stał się legendą. Media PRL wykreowały go na sympatycznego uwodziciela, który otrzymywał listy od wielbicielek nawet gdy siedział za kratkami. W 1986 r. jego życiorys został przeniesiony na mały ekran i przedstawiony w serialu „Tulipan”, który wówczas bił rekordy oglądalności. Zupełnie inaczej „najsłynniejszego oszusta matrymonialnego w dziejach Polski” postrzegają historycy. Patryk Pleskot, główny specjalista w Instytucie Pamięci Narodowej i autor książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP”, tak mówił o Kalibabce w radiu TOK FM:

Potrafił sprawnie i sprytnie wykreować mit wokół własnej osoby. Twierdził, że działał tylko z miłości, uszczęśliwiał swoje wybranki, że był takim miłosnym Robin Hoodem. Ale to był zwykły bandyta, złodziej i gwałciciel, 100 proc. oszust

Jerzy Kalibabka: kartki z życiorysu

Jerzy Kalibabka urodził się 29 marca 1956 roku w Kamieniu Pomorskim, ale wychowywał się w nadmorskim Dziwnowie. Jego rodzina posiadała niewielką przystań i kuter, dlatego od najmłodszych lat pracował na morzu. Po śmierci ojca w 1972 roku zrezygnował ze szkoły i utrzymywał rodzinę. Po zatonięciu kutra i kłótni z matką wyjechał do Międzyzdrojów.

Tam dopuścił się pierwszych oszustw i kradzieży, którymi padały starsze od niego kobiety i turystki z Niemiec. W Szczecinie chciał zostać sutenerem, ale został pobity przez konkurencję. Uwodzenie i okradanie kobiet (które nazywał „kocmołuchami”), wypoczywających w kurortach nad morzem lub w górach, zaczął od 1978 roku.

To pozwoliło mu prowadzić wystawne życie, czym zachęcał do siebie zamożniejsze kobiety. W Zielonej Górze poznał dziewczynę, która nauczyła go rozpoznawać dobrą biżuterię. W kradzieżach zresztą bardzo często pomagały mu kochanki. Kilkukrotnie był aresztowany przez milicję, jednak za każdym razem udawało mu się uciec. Tożsamość ukrywał pod 20 fałszywymi nazwiskami.

 Jerzy Kalibabka: dawał i odbierał

Nie wiadomo jak długo trwałaby jego działalność, ale wszystko musiało mieć swój kres W różnych stronach Polski do komisariatów milicji zgłaszały się nieco skrępowane młode kobiety, które z trudem opowiadały, że zostały okradzione przez pewnego mężczyznę. Wszystkie mówiły, że roztaczał wokół siebie aurę playboya, był czarujący i szarmancki.

 Rysopis się zgadzał, nazwisko nie zawsze, ale to drobiazg. Z dodatkowych rzeczy wiadomo było, że ubierał się w Peweksie i miał gest – potrafił jechać taksówką z jednego krańca Polski na drugi, a nowo poznane panie obdarowywał drogimi prezentami. Inna sprawa, że potem inwestycję, z nawiązką, odbierał…

Szybko udało się ustalić jego prawdziwe dane. W odróżnieniu do faktycznej liczby poszkodowanych kobiet. Zapewne wiele z jego ofiar, zwłaszcza tych zamężnych, z oczywistych względów nigdy nie zgłosiło się na milicję.

Milicja była przekonana, że uda się go schwytać, kiedy zmarła jego matka. Liczono, że pojawi się w rodzinnej miejscowości na uroczystościach pogrzebowych. On jednak podejrzewał, że bezpieczniej będzie wysłać wieniec, niż się wystawiać. Nie pomylił się.

Jednak kilka tygodni później w Kamieniu Pomorskim wpadł w ręce mundurowych. Milicjanci odetchnęli z ulgą, tymczasem ich aresztant zaczął się uskarżać na silny ból w klatce piersiowej. Trzeba było zawieźć go na rentgen. Przed badaniem, kiedy tylko zdjęto mu kajdanki, czmychnął, wyskakując przez okno na pierwszym piętrze.

Jerzy Kalibabka: wielkie ucieczki

Dwa lata później – w 1980 roku znowu wpadł, tym razem w Sarbinowie. Uciekł w trakcie przesłuchania. Podobnie jak wcześniej – przez okno. Pojechał do Karpacza i Szklarskiej Poręby. Tam ponownie zatrzymała go milicja. Znowu udało mu się uciec, tym razem z celi milicyjnego aresztu.

W 1981 roku poznał Małgorzatę Z. pseud. Niusia. Zostali parą. Pochodząca z Łodzi dziewczyna była w nim bezgranicznie zakochana. Wiosną 1982 roku siedział z „Niusią” w jednej z restauracji w Szczawnicy. Jedli późne śniadanie. Byli w trakcie „tournée” na południu Polski, gdzie okradali właścicieli prywatnych kwater i dziewczyny z bogatych domów. Rozpoznał go inny klient restauracji, notabene milicjant po cywilnemu, który dokładnie znał jego rysopis z listów gończych.

Tym razem nie udało mu się uciec. Czekał go proces. Listę jego grzechów pomogła ustalić „Niusia” i znaleziony przy nim atlas samochodowy z zaznaczonymi „spalonymi” miejscowościami, gdzie kogoś okradł albo oszukał.

Jerzy Kalibabka i „kocmołuchy”

Nie szanował kobiet, wręcz gardził nimi. O swoich ofiarach mówił „kocmołuchy”. Liczyły się tylko pieniądze, dobra zabawa i on sam.

– Jestem najprzystojniejszy w tym kraju i nie ma potrzeby, abym niszczył sobie ręce; tylko chamy i motory pracują – tak Kalibabka mówił o sobie.

I dalej: – Kobiet uwiodłem kilka tysięcy. Po dwóch tysiącach przestałem je liczyć. W takiej Szczawnicy zaliczyłem wszystkie kelnerki we wszystkich domach wczasowych.

Uwodził dziewczyny z zamożnych domów. Najczęściej córki prywaciarzy. Na celowniku miał także samotne wczasowiczki, na które polował w popularnych kurortach. Kiedy grunt palił mu się pod nogami, albo już się znudził, zmieniał miejsce zamieszkania, zostawiając zrozpaczoną dziewczynę z ogołoconym mieszkaniem i… złamanym sercem.

Jak to się robi?

Miał dar, bo aby poderwać dziewczynę potrzebna mu była zaledwie chwila.

Na przykład: jadąc pociągiem na Śląsk, przeszedł się po wagonach. Wpadła mu w oko samotna, atrakcyjna 20-latka. Natychmiast się przysiadł. Zrobił na niej takie wrażenie, że bez wahania zaprosiła go do mieszkania swojego narzeczonego, który akurat był w szpitalu. Następnego dnia wpadli na pomysł, aby wyjechać gdzieś i odpocząć. Ponieważ nie mieli pieniędzy, dziewczyna zaproponowała, że skoczy do Opola, gdzie mieszkali jej rodzice i pożyczy trochę grosza na wyjazd. Pojechała, zostawiając Jurkowi klucze do mieszkania.

On – jak przystało na dżentelmena, odprowadził ją na przystanek PKS-u. Pomachał na do widzenia i poszedł do pobliskiej restauracji. Tam wpadła mu w oko młodsza i ładniejsza niewiasta. Zabrał ją do mieszkania narzeczonego dziewczyny z pociągu. Pobaraszkowali, ukradli co się dało i co nie było kłopotliwe w upłynnieniu. Po wszystkim wyjechali. Obrali kurs na Szczecin.

Nowe, kolejne ofiary

Kiedy nowa sympatia odpoczywała w przedziale, Jureczek poszedł rozprostować kości. Błyskawicznie poznał ponętną Agatę i wysiadł z nią w Poznaniu. Drzemiąca w przedziale dziewczyna nie miała pojęcia, że na stacji końcowej wysiądzie sama i bez biżuterii…

Tymczasem Agata zagościła w życiu Jurka zaledwie kilka dni. Szybko się znudził. Nie podobało mu się, że dziewczyna chciała go przedstawić swoim rodzicom. Zgodził się jednak na wizytę. Spakowali się i ruszyli na dworzec. Oddali bagaże do przechowalni i udali się do kawiarni. Nagle Jureczek przypomniał sobie, że coś pilnego zostawił w walizce. Poszedł, zabrał swój bagaż i czym prędzej wsiadł w pierwszy lepszy pociąg. W którym poznał kolejną swoją ofiarę…

Ale uwodzenie to najdelikatniejsze z jego wyczynów. Na koncie miał również gwałty, uprowadzenia, szantaże – w których m.in. pomagała mu ślepo zakochana w nim „Niusia”…

Kalibabka uwodził Polki, ale też turystki, które przyjeżdżały na wakacje do nadmorskich miejscowości. Sypiał zarówno z młodszymi, jak i starszymi kobietami. Liczyło się tylko to, ile może im ukraść, a potem wydać na ubrania i wystawne życie. Polski casanova nie dorobił się nigdy własnego domu. Wynajmował mieszkania albo sypiał u swoich kochanek.

Jerzy Kalibabka: 9 lat za kratkami

Wpadł w 1982 roku, w Szczawnicy. Po zatrzymaniu Kalibabką zainteresowały się media. Krakowski dziennikarz Leszek Konarski postanowił napisać o nim reportaż w „Przeglądzie Tygodniowym”. Gdy Konarski przyniósł na widzenie kilka paczek papierosów, Kalibabka spojrzał tylko na niego z pogardą i wyciągnął z kieszeni paczkę własnych, amerykańskich. Podczas rozmowy z dziennikarzem Kalibabka był do bólu szczery: – Tylko ślepy nie ma ochoty na kobiety. Bo ich nie widzi. Cóż, niestety. Jak się poruszą, jak prowokują. Tylko konsument wie, jak smakują… Ja nie jestem przestępcą. Chciałem tylko mieć wszystkie kobiety świata. Wszystkie naraz.

Niedługo potem Kalibabka trafił przed sąd, oskarżony o dokonanie 103 przestępstw na terenie całego kraju. Głównie chodziło o kradzieże (przede wszystkim biżuterii oraz markowych ubrań – ich łączną wartość oszacowano na około 15 milionów złotych), ale także włamania, rozboje, oszustwa, wyłudzenia, uwodzenie nieletnich, pobicia i gwałty.

Wyrok

Jerzy  Kalibabka przyznał się do większości z nich, ale stanowczo zaprzeczył zarzutom dotyczącym gwałtów. Proces zakończył się szczególną datą – w Dzień Kobiet 1984 roku „Tulipan”  usłyszał wyrok, w ramach którego miał trafić do więzienia na aż 15 lat, a także zapłacić grzywnę w wysokości miliona złotych.

Wyrok odbywał w zakładzie karnym w Barczewie, do którego docierało setki listów od zakochanych w Kalibabce kobiet. Takie zainteresowanie kobiet bardzo mu imponowało, dlatego podczas wywiadów otwarcie mówił o swoich fantazjach:

–  Bo miłość mi wszystko wybaczy. Straciłem przez nią wolność, ale jej nie oskarżam. Nie wiem, jaki dostanę wyrok i ile będę musiał pozostawać w tych marach. Nikt mi jednak nie jest w stanie odebrać moich marzeń. Gdy kładę się w mej celi do snu, to wydaje mi się, że jestem w haremie i mam tę, którą pokażę palce.

Zostawił w nas ogromną siłę

Kalibabka nie odsiedział w więzieniu całego wyroku. Po niecałych dziesięciu latach opuścił jego mury w ramach amnestii i wrócił do rodzinnego Dziwnowa, gdzie zajął się prowadzeniem kawiarni. Renoma niezrównanego uwodziciela pozwoliła mu też na rozwinięcie innego rodzaju działalności – prowadził warsztaty dla mężczyzn, ucząc ich sztuki podrywu.

Jerzy Kalibabka zmarł 13 marca 2019 roku w wieku 63 lat. Jerzy Kalibabka zmarł 13 marca 2019 r. Przewrócił się przed domem, na ratunek było za późno. Sekcja zwłok wykazała, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych.

Rok później jego dzieci, wówczas 18-letnia Gracja i 20-letni Jacek, wzięli udział w dziewiątej edycji programu „Top Model”. Przed kamerami nie unikali rozmów o sławnym ojcu. Opowiadała o nim także, goszcząc np. w „Dzień dobry TVN”. Córka Jerzego Kalibabki wyznała widzom, że ojciec traktował ją jak księżniczkę. Powiedziała:

– Zostawił w nas ogromną siłę. Wszystkie jego słowa noszę w sercu. Wiem, że dzięki nim nic nie jest w stanie mnie złamać.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w miesięczniku „Detektyw” i kwartalniku „Detektyw Wydanie Specjalne”. Zapraszamy do naszego esklepu: TUTAJ.

Źródło: magazyndetektyw.pl, gazeta.pl, onet.pl, naszemiasto.pl, onet.pl

Fot. wikipedia.org, ( Ja Fryta, lic. CC BY-SA 2.0