Kara śmierci  w PRL: stryczek i kula

Kara śmierci  w PRL: kodeksy i zmiany

W pierwszych latach po II wojnie światowej wymiar sprawiedliwości w Polsce opierał się na dekretach PKWN, które przewidywały karę śmierci za liczne przestępstwa, w tym za działalność antypaństwową. Równolegle obowiązywał kodeks karny z 1932 roku (tzw. kodeks Makarewicza), który przewidywał karę śmierci za pięć przestępstw: zabójstwo, dywersję, zdradę, zamach na prezydenta RP oraz zamach na byt państwa. Kodeks ten, mimo że został uchylony dopiero w 1970 roku, w praktyce w pierwszych latach PRL był często wypierany przez nadzwyczajne przepisy represyjne.

Przełomowym momentem w kodyfikacji prawa karnego PRL było uchwalenie 19 kwietnia 1969 roku nowego kodeksu karnego (tzw. kodeks Andrejewa), który wszedł w życie 1 stycznia 1970 roku. Kodeks ten utrzymywał karę śmierci w systemie prawnym, choć nie została ona ujęta w katalogu kar zasadniczych. Nowe przepisy precyzyjnie określały, że kary śmierci nie stosuje się wobec osoby, która w chwili czynu nie ukończyła 18 lat, ani wobec kobiety ciężarnej. Metodami wykonywania kary pozostawały powieszenie lub rozstrzelanie.

Dokładna liczba wykonanych w powojennej Polsce wyroków śmierci pozostaje trudna do ustalenia, szczególnie za lata 1945–1956. Ewidencja Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z tego okresu jest bowiem nierzetelna – liczba orzeczonych wyroków została w niej znacznie zaniżona. Wiarygodne dane pochodzą dopiero z okresu po 1956 roku.

Jeśli chodzi o skalę represji wymierzonych w podziemie niepodległościowe, to w latach 1946–1955 sądy wojskowe orzekły 201 wyroków śmierci, z których 186 można uznać za polityczne. Największa liczba kar śmierci (49) została orzeczona w 1947 roku. Ponadto z pewnością stracono co najmniej 1363 osoby, co stanowi około 39% wszystkich skazań, choć liczba ta może być większa.

W późniejszym okresie, między 1956 a 1988 rokiem, stracono w PRL łącznie 321 osób. Najwięcej egzekucji przeprowadzono w 1973 roku, kiedy to na szubienicy zawisło 27 skazanych, najmniej zaś w 1982 roku – tylko dwie. Egzekucje odbywały się w dziewięciu zakładach karnych na terenie kraju: Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Szczecinie, Rzeszowie i Gdańsku.

Kara śmierci w PRL budziła i nadal budzi głębokie kontrowersje. Przede wszystkim ze względu na jej instrumentalne wykorzystanie do walki z przeciwnikami politycznymi. W okresie stalinowskim stała się ona narzędziem masowych represji wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego, działaczy opozycji oraz osób podejrzewanych o „działalność antypaństwową”. Żołnierze wyklęci, pozbawieni możliwości obrony, fałszywie oskarżani o zdradę, byli skazywani na śmierć lub długoletnie więzienie.

Szczególnym echem odbiła się afera mięsna z 1964 roku. W warunkach niedoboru mięsa – towaru strategicznego w PRL – aresztowano około 437 osób, a proces miał charakter pokazowy i polityczny. Główny oskarżony, Stanisław Wawrzecki, mimo że prokurator wnosił o trzy kary śmierci, jako jedyny został skazany na najwyższy wymiar kary. Wyrok wykonano 19 marca 1965 roku. Była to jedyna po 1956 roku egzekucja za przestępstwo gospodarcze w historii PRL. Proces ten do dziś uchodzi za symbol instrumentalizacji wymiaru sprawiedliwości.

Do innych głośnych spraw należała tzw. afera skórzana, w której zapadł pierwszy w PRL wyrok śmierci w sprawach gospodarczych. Wśród straconych znaleźli się również seryjni mordercy. Tacy jak Joachim Knychała („Wampir z Bytomia”), stracony 28 października 1985 roku w Krakowie, czy Paweł Tuchlin („Skorpion”), powieszony 25 maja 1987 roku w Gdańsku.

Egzekucje w PRL owiane były tajemnicą. Katów na cały kraj było zaledwie dwóch, a ich tożsamość – wraz z końcem okresu stalinizmu – została utajniona. Wykonawcy wyroków na co dzień pracowali w zawodach niezwiązanych z karą śmierci. A o ich sekretnym życiu nie wiedziała nawet najbliższa rodzina. Rekrutacja odbywała się często przez przypadek – jeden z katów został przydzielony do plutonu egzekucyjnego podczas służby wojskowej, a później otrzymał „propozycję nie do odrzucenia” od resortu spraw wewnętrznych. Przed przystąpieniem do samodzielnego wykonywania wyroków przechodził półroczne szkolenie z anatomii, fizyki, prawa i etyki.

Katowie składali ślubowanie następującej treści: „Zobowiązuje się wykonywać wyroki śmierci jako prace zlecone i utrzymywać w ścisłej tajemnicy wszelkie wiadomości związane z wykonaniem tych czynności”. Na miejsce egzekucji kat udawał się z fałszywym dokumentem tożsamości, a o kolejnym „zleceniu” informowano go dyskretnym, szyfrowanym telegramem.

Świadkiem trzydziestu egzekucji był ksiądz Hieronim Lewandowski, kapelan więzienia w Poznaniu. Jego wspomnienia ukazują makabryczny rytuał: szubienica w pomieszczeniu zwanym „sieczkarnią” z pięcioma hakami, zapadniami, a przed powieszeniem zawsze zawiązywano oczy. Ksiądz Lewandowski opisywał także nocne egzekucje w lesie, gdzie naczelnik więzienia wyjmował rewolwer i strzelał skazanemu w tył głowy.

21 kwietnia 1988 roku w krakowskim areszcie śledczym przy ulicy Montelupich wykonano ostatni wyrok śmierci w Polsce. Skazanym był Stanisław Czabański – 29-letni mężczyzna. Skazany został za brutalny gwałt i zamordowanie kobiety w Tarnowie oraz usiłowanie zabójstwa jej dwóch córek. Tuż przed śmiercią Czabański poprosił o papierosa. W egzekucji uczestniczyli prokurator, naczelnik aresztu, adwokat, lekarz oraz ksiądz. Nikt wówczas nie wiedział, że była to ostatnia egzekucja, jaką przeprowadzono w Polsce.

Po 1988 roku obowiązywało w Polsce moratorium na wykonywanie kary śmierci, choć sądy wydawały takie orzeczenia jeszcze do 1996 roku. Przełomem było uchwalenie nowego kodeksu karnego w czerwcu 1997 roku, który ostatecznie usunął karę śmierci z polskiego systemu prawnego, zastępując ją karą dożywotniego pozbawienia wolności. W 2013 roku Polska stała się stroną umów międzynarodowych przewidujących zniesienie kary śmierci.

Mimo to w polskim społeczeństwie kara śmierci przez długi czas cieszyła się znacznym poparciem. W 2004 roku odsetek popierających ją wynosił 77%, a w 2011 roku spadł do 61%.

Dzieje kary śmierci w PRL to opowieść nie tylko o literze prawa, lecz przede wszystkim o ludziach. Zarówno skazańcach, jak i katach, ofiarach reżimu i zwykłych obywatelach, których życie naznaczyła ta instytucja. Była ona narzędziem walki z podziemiem niepodległościowym i instrumentem zastraszania w procesach politycznych. Ale także – szczególnie w ostatnich dekadach PRL – odpowiedzią na najcięższe zbrodnie kryminalne. Dziś, gdy kara śmierci należy już w Polsce do przeszłości, warto pamiętać o tej części naszej historii. Nie po to, by ferować łatwe wyroki, ale by rozumieć mechanizmy władzy, kruchość sprawiedliwości i cenę, jaką płacą ci, którzy znajdują się po niewłaściwej stronie muru.

Fot. pixabay.com