Mariola C. lubiła starszych, dojrzałych mężczyzn. Szpakowaty, wysoki i nawet pod pięćdziesiątkę, najlepiej doświadczony, może być z rodzinną przeszłością – taki był ideał faceta 25–latki. Gdy poznała 48–letniego hydraulika Mariusza W., szybko pojawiły się motyle w brzuchu. Mariusz był uśmiechnięty i pewny siebie. Wiedział, jak rozmawiać z kobietami.
Mariolka zakochała się po uszy. Szybko też poczuła się skrajnie zazdrosna. Miała o co – przynajmniej tak jej się wydawało. Mariusz podobał się kobietom. Był bezpośredni, zabawny, postawny. Potrafił zabawić i wysłuchać. Mariolka w gronie koleżanek chełpiła się swoim nowym chłopakiem. Nazywała go „niesfornym tatuśkiem” – sugerując, że jest łamaczem kobiecych serc.
Poznali się podczas imprezy dla singli organizowanej cyklicznie w jednym z klubów w dużym mieście na południu Polski. Zamienili kilka zdań. Mariusz obdarował ją uśmiechem. Był zabawny. Potem zatańczyli. Marioli spodobał się jego zapach. Wieczór zakończyli namiętnymi pocałunkami. Kilka dni później już wylądowali w łóżku i zostali parą.
Mariusz był rozwodnikiem, miał dziecko z pierwszego małżeństwa. Kontakty z synem skutecznie jednak zablokowała eksmałżonka, w zemście „za wszystko” – jak wyjaśnił nowej dziewczynie. On sam, choć grał pewnego siebie zdobywcę damskich serc, w rzeczywistości czuł, jakby złapał Pana Boga za nogi. Nie sądził, że w tym wieku uda mu się jeszcze poderwać młódkę. W jego życiu uczuciowym owszem, po rozstaniu z żoną, było kilka związków, ale przed zapoznaniem 25–latki przez długi czas był samotny i zaczął nawet godzić się z tym, że sam już pozostanie.
Tak więc kiedy zwróciła na niego uwagę ładna i młoda kobieta, nie posiadał się ze zdumienia. Szybko też zaangażował się w związek. Poczuł, że żyje. Znów miał energię, radość, tryskał poczuciem humoru. Jego męska zmysłowość i libido odżyły.
Drugie oblicze Marioli
Pierwsze tygodnie znajomości wypełnione były przyjemnościami i seksualnymi uniesieniami. Czuł się niczym 20–latek. Odwiedzali dyskoteki, jeździli na wycieczki, zaliczyli wyjazd nad morze. Było cudownie, dynamicznie i romantycznie. 48–letni rozwodnik nie dostrzegał, że jest okręcany wokół palca. Nie chodziło nawet o to, że jako starszy i z „pozycją”, za wszystkie atrakcje płacił z własnej kieszeni. Wszak Mariolka była tylko kelnerką, a on uznanym fachowcem od usług hydraulicznych. Nie widział jeszcze jednego: że dziewczyna ma apodyktyczny charakter i nim dyryguje.
Minęło zaledwie kilka miesięcy i wprowadziła się do niego. Gdy tylko się pojawiła, zaczął czuć się lokatorem we własnym domu. Każda, nawet najprostsza czynność, podlegała weryfikacji partnerki. Mariola nie cierpiała sprzeciwu. Miało być tak, jak ona sobie zażyczy. Rozporządzała nie tylko jego mieszkaniem i obowiązkami. Chciała mieć także kontrolę nad życiem osobistym. Mimo że sama spędzała czasem długie godziny na rozmowach przez komunikatory internetowe z byłymi partnerami (czym celowo się chwaliła, by wzbudzić w nim zazdrość), sama oczekiwała, że Mariusz zerwie wszelkie kontakty z płcią przeciwną, także te koleżeńskie. Choć on nigdy nie miał śmiałości kontrolować jej telefonu, ona sprawdzała jego.
***
Z czasem okazało się zresztą, że ta miła, zakochana i ciepła dziewczyna, którą poznał, potrafi być wulgarna i niezwykle agresywna. Po pół roku wspólnego mieszkania doszło do pierwszej, naprawdę karczemnej awantury. Pewnego dnia Mariusz wybrał się na imprezę z dawnymi kolegami. Choć partnerka stroiła fochy, miała muchy w nosie i krzywiła się, ostatecznie wybłagał u niej zgodę na wyjście. Zapewniał, że chodzi o spotkanie tylko w męskim gronie – kilka piw i do domu.
Tak też istotnie było. W klubie pojawili się sami koledzy, co prawda do kilku piw należy doliczyć jeszcze kilka kolejek tequili, ale nie działo się nic zdrożnego. W pewnym momencie Mariusz zupełnie przypadkowo natknął się na dawno niewidzianą znajomą. Kobieta właśnie wróciła do kraju po kilku latach za granicą. Porozmawiali trochę i, jako że znajoma właśnie ponownie wyjeżdżała do innego miasta w Polsce, zaproponowała wspólne zdjęcie – na pamiątkę. Cyknęli więc sobie fotkę, robiąc śmieszne miny. Epizod. Mariusz o tym zapomniał. Wrócił w nocy do domu i położył się spać.
***
Na drugi dzień, obudził się z uczuciem suchości w ustach i lekkim bólem głowy. Wstał, by nalać sobie wody. W kuchni napotkał Mariolę prasującą ubrania. Uśmiechnął się i rzekł „Dzień dobry”, jednak w odpowiedzi nie dostał uśmiechu. Jej twarz zastygła w napięciu.
– Ty skur…! – zaczęła wrzeszczeć. – Za moimi plecami za kur… się uganiasz? – darła się wniebogłosy.
Z jej ust wylewała się cała fala wulgaryzmów.
– Mariola, ale o co ci chodzi? – odparł zaskoczony.
– Jeszcze mi tu będziesz palił głupa? – Mariola chwyciła żelazko, zamachnęła się i uderzyła go kantem w głowę.
48-latek ujrzał gwiazdki przed oczami. Zamroczyło go, stracił równowagę i upadł na kafelki.
– Co ty robisz? Zwariowałaś? – wymamrotał.
Z czoła zaczęła obficie cieknąć krew. Partnerka jednak zupełnie się tym nie przejęła.
– Co to za kur…?! – krzyknęła, wymachując mu przed oczami jego telefonem.
Okazało się, że odkryła zdjęcie z minionej nocy, fotkę z koleżanką, którą przypadkowo spotkał. Kobieta na drugi dzień podesłała mu ją przez komunikator internetowy. Zanim Mariusz się obudził, Mariola zdążyła przejrzeć jego telefon i natknęła się na foto.
***
Na nic zdały się tłumaczenia, że zdjęcie to drobnostka, że z żadną kobietą nie spędzał wieczoru. 25–latka była wściekła. Nie przejmowała się też zupełnie tym, że z rany mężczyzny obficie ciekła krew. Mariusz samodzielnie próbował ją zatamować. Udało mu się to częściowo, ale rana była głęboka. Musiał jechać na pogotowie, a że akurat nie dysponował autem, zadzwonił po znajomego, z którym spędził ostatni wieczór. Ten od razu spytał, co się stało. Mariusz nie miał siły kłamać. Opowiedział mu o wszystkim.
Później podobnych awantur było znacznie więcej. Wśród znajomych pary krążyły plotki o zamordyzmie Marioli, o tym że trzyma go na krótkiej smyczy i o jej ekscesach. A tych było sporo. Dziewczyna lubiła się zabawić – życie nocne to był jej żywioł. Stawała się agresywna zwłaszcza po alkoholu. Mariusz nie raz oberwał „z liścia” przy ludziach za to, że rzekomo przypatrywał się jakiejś kobiecie.
***
Z czasem zaczął mieć tego wszystkiego dość. Nie chodziło tylko o apodyktyczny charakter Marioli. Jej imprezowy styl życia zaczął go męczyć i irytować. Częste wizyty w klubach, dobre na początkowym etapie znajomości, stały się udręką. W głębi duszy pragnął stabilizacji, wolał nawet nudny wieczór przed telewizorem, niż szwendanie się do późna po mieście.
Co więcej, gdy kilka razy odmówił wyjścia, Mariola, choć pilnowała go lepiej niż policja, sama nie miała żadnego problemu, by wyjść tylko z koleżankami. Później już nawet wolała ten scenariusz. Wracała w nocy, często pijana. Choć była piekielnie zazdrosna i wymawiała mu najkrótsze spojrzenie na jakąś kobietę, sama uwielbiała flirtować, zaczepiała facetów i pisała z nimi, nawet całymi godzinami. Mariusz nie miał prawa jednak przeglądać jej telefonu. Na pytanie, z kim pisze, odpowiadała zdawkowo, że z „kolegą”. Kilka razy też spotkał się z dziwnymi aluzjami podczas wspólnych spotkań ze znajomymi. Jej koleżanki, gdy była okazja, a Marioli nie było w okolicy, sugerowały mu, by lepiej jej pilnował. Nie rozwodziły się za bardzo, ale sygnał był jasny. Mimo to Mariusz W. przełknął nawet i podejrzenia niewierności partnerki. Był nią ciągle zbyt zauroczony, by obiektywnie spojrzeć na tę relację.
Chcesz poznać ciąg dalszy tej historii? Sięgnij po Detektywa 9/2025 (tekst Krzysztofa Struga pt. W szponach zazdrości). Cały numer do kupienia TUTAJ.