Klenica. Makabra w Boże Narodzenie

Klenica to całkiem spora wieś w województwie lubuskim. Mieszka tutaj prawie półtora tysiąca mieszkańców. Tutaj spędziła dzieciństwo Olga Tokarczuk, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018. Uczęszczała do miejscowego przedszkola i szkoły podstawowej. Przed kilkoma miesiącami, w Boże Narodzenie 2022 roku doszło tutaj do makabrycznej zbrodni. Ofiarą była 66-letnia kobieta. Syn udusił ją sznurkiem do podkaszarki, podobno pomagał mu wnuczek. Potem na taczce wywieźli zwłoki kobiety do wcześniej przygotowanego dołu w szopce dla królików. Zasypali ciało i zalali betonem. Dawno na naszych łamach nie pisaliśmy o takim dramacie.

Już pierwsze informacje były przerażające. Według nieoficjalnych informacji podanych przez radio RMF FM zwłoki 66-latki znajdowały się pod betonową posadzką w pomieszczeniu gospodarczym. „Syn ofiary przyznał się do uduszenia swojej matki. Wnuk miał pomagać w przetransportowaniu i ukryciu jej ciała” – podała wówczas stacja.

Prokurator, tłumacząc to dobrem postępowania, odmówiła podania jakichkolwiek informacji związanych z ustalonymi przez śledczych okolicznościami zabójstwa i odkrycia ciała 66-latki.

Pół roku później, pod koniec czerwca 2023 roku, przed Sądem Okręgowym w Zielonej Górze, rozpoczął się proces w tej sprawie. Można też ujawnić więcej okoliczności dramatu.

Klenica: co tam się stało?

To był drugi dzień świąt, 26 grudnia 2022 roku. 66-letnia Danuta G. była w łazience. W tym czasie w pokoju czekał na nią, aż wyjdzie 46-letni syn Dominik. Na dłoniach miał grube rękawiczki, a w rękach żyłkę do podkaszarki. Na babcię czekał też 26-letni wnuk Marcin.

Kiedy nieświadoma zagrożenia Danuta wyszła, zaatakowali. Marcin objął babcię i ścisnął tak, żeby nie mogła machać rękoma. Dominik wtedy zacisną matce na szyi żyłkę. Rękawiczki miały go ochronić przed wrzynaniem się żyłki w dłonie.

Danuta charczała i uderzała stopami w podłogę. Nie walczyła. W końcu osunęła się bez życia na ziemię. Dominik jeszcze docisnął żyłkę na szyi matki i zawiązał pętlę. Chciał być pewien, że ją udusił.

Potem ojciec z synem wynieśli ciało Danuty z domu i taczką zawieźli do altanki z królikami. Tam był już wykopany, kilka dni wcześniej, głęboki dół. Danuta została wrzucona do dołu i zasypana ziemią. W tym czasie Marcin mieszadłem przygotował zaprawę do zalania miejsca ukrycia zwłok. Ziemia została zalana betonem.

Prokuratura oskarżyła ojca i syna o morderstwo Danuty. Dodatkowo usłyszeli zarzuty znęcana się nad Danutą. Grozi im dożywotnie więzienie.

Pani Danuta została zabetonowana? „Chcieli się jej pozbyć”

Jak podał „Fakt”, wstępne ustalenia śledczych mówiły, że 49- i 25-latek mieli najpierw udusić kobietę, a następnie wynieść ciało na posesję, wrzucić je do płytkiego dołu i zalać betonem. Sąsiedzi ze wsi Klenica w rozmowie z gazetą wskazali prawdopodobny motyw morderstwa.

– Danuta przepisała im dom i wtedy się zaczęło. Chcieli się jej pozbyć, wszczynali awantury i na koniec zabili – mówi jedna z mieszkanek okolicy. Inna nie kryła oburzenia całą historią.

– Danka wychowała Dominikowi szóstkę dzieci, dlatego dzięki temu mógł pracować za granicą – przyznała.

Sąsiedzi mieli jak najlepsze zdanie o pani Danucie, a dużo gorsza opinię o Dominiku. Ich zdaniem był skonfliktowany z wieloma osobami, a także znęcał się nad matką. – Nawet przed świętami dotkliwie pobił Danutę. Nie ukrywamy, że do domu przyjeżdżała policja – przekonywali rozmówcy „Faktu”.

Klenica:  przyznał się do zabójstwa matki

W sądzie pierwszy składał wyjaśnienia Dominik. Przed aresztowaniem pracował jako operator wózka widłowego. Wykształcenie podstawowe, ojciec sześciorga dzieci. Powiedział, że będzie odpowiadał tylko na pytania sądu i swoich obrońców.

Przyznał się do zabójstwa matki. Zaczął jednak czytać z kartki, co szybko zauważył sąd. Zmienił swoje wcześniejsze zeznania utrzymując, że udział syna w morderstwie był nikły.

– Tylko kilka sekund trzymał babcię za ręce – mówił przed sądem.

Z pomocą przyszedł dopiero po tym jak został zawołany przez ojca. Kiedy ojciec dusił matkę, on uciekł do łazienki. Dominik zeznawał również, że zmusił syna do wyniesienia ciała oraz pomocy przy wylaniu betonu.

Wnuczek nie przyznaje się

Marcin technik elektryk z zawodu, nie przyznał się do zabójstwa babci. Nie chciał odpowiadać na pytania sądu. Nie podtrzymał swoich wcześniejszych zeznań. Zgodził się jednie z tym, co mówił podczas przesłuchania w obecności swojego adwokata.

Bez skruchy na twarz ani w głosie. Marcin mówił, że był w szoku po tym co zobaczył. Bał się ojca mordującego babcię, nawet zwymiotował w łazience.

Trzymał babcię tylko kilka sekund, bo jak mówił w sądzie „nie jest mordercą”.

 – Mój klient musi odpowiedzieć za swoje czyny, jednak trzeba na sprawę patrzeć szerzej, mając na uwadze cały materiał dowodowy zebrany w sprawie w tym wzajemnie relacje między moim klientem a pokrzywdzoną – mówi mecenas Piotr Majchrzak obrońca Marcina.

Klenica: między prawdą a fałszem

Sąd sprawnie wyłapywał niejasności w zeznaniach. Ojciec mówił, że syn trzymał babcię za ręce, kiedy on ją dusił. Syn natomiast powiedział, że objął babcię bokiem za tułów i ręce, żeby nimi nie ruszała.

Oskarżeni nie przyznali się do znęcania nad Danutą. Utrzymują, że to ona ich dręczyła i nie dawała spokojnie żyć. Chciała zwrotu darowizny domu.

Trochę więcej szczegółów

Jak się okazuje, rodzin, w której rozegrał się dramat,  jest dobrze znana miejscowej policji. Pani Danuta regularnie wzywała do domu funkcjonariuszy, byli u niej również na kilka godzin przed jej śmiercią.

– To nie była wina chłopaków, to była wina jej. Ona była osobą konfliktową i teraz tylko żal mi chłopaków. Wzywała interwencje do byle czego, żeby tylko mieć potwierdzenie, że coś się dzieje. Codziennie interwencja policji, codziennie. Albo mi Niebieską Kartę zakładała. A ja nic nie robiłam – opowiada żona Dominika G. przed kamerą telewizji Polsat.

Klenica: konflikt nasilał się!

– Te interwencje dotyczyły m.in. tego, że ktoś spuścił powietrze w rowerze, bądź suszarka została źle postawiona, bądź że syn za głośno słucha telewizora. Nie było zgłoszeń napaści na pokrzywdzoną – informowała Ewa Antonowicz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

– Ja to słyszałam, jak on tam wyzywał, jak był na podwórku. Cały czas bała się. Kłócili się o majątek – stwierdziła  z kolei mieszkanka Klenicy.

Trzy dni przed śmiercią kobiety, konflikt między stronami się nasilił.

– Dzień przed Wigilią Marcin uderzył babcię. Kopnął w plecy. Nie widziałam tego, tylko ona do mnie dzwoniła, że zaraz przyjedzie pogotowie, policja. Płakała – wspomina mieszkanka Klenicy.

Jak się okazuje, również w dniu zabójstwa policja interweniowała w domu.

– Tego dnia była interwencja dwa razy. To Danuta musiała wezwać, na pewno nie oni. Policjanci żadnego nie zabrali – mówi mieszkanka Klenicy.

Nadszedł 26 grudnia zeszłego roku. Późnym popołudniem w domu znowu dochodzi do awantury. Sprawy szybko wymykają się spod kontroli. Dochodzi do rękoczynów. Dominik i Marcin duszą panią Danutę. Potem razem postanawiają ukryć jej zwłoki.

Dominik oraz Marcin G. mówili, że 66-latka „ich dręczyła i nie dawała spokojnie żyć”, a ponadto domagała się zwrotu darowizny domu. Sąd zapytał syna zmarłej, dlaczego nie postanowił zmienić miejsca zamieszkania. Marcin G. nie odpowiedział na to pytanie.

 Proces trwa

Źródło: interwencja.polsatnews.pl, pościgi.pl, radiozet.pl, fakt.pl