Klub Płatnych Zabójców, czyli zabójstwa na zlecenie

O Arturze Z., pseud. Iwan, zrobiło się głośno wówczas, gdy gdańska policja zaczęła rozbijać tzw. Klub Płatnych Zabójców. Była to grupa przestępców oskarżonych między innymi o zabójstwa na zlecenia czy rozpętanie mafijnej wojny na Wybrzeżu, w której ginęli zarówno bandyci, jak i przypadkowe ofiary.

Popularność Arturowi Z. przyniosła znajomość z „Zacharem” – jednym z bossów gdańskiej mafii. To właśnie dzięki niej „Iwan” wstąpił w szeregi „Nikosia” i był odpowiedzialny za ochronę zachodniej granicy Polski. Był pierwszą osobą zatrzymaną w sprawie Klubu Płatnych Zabójców. W 2007 roku został skazany za porwanie i zamordowanie gdańskiego biznesmena oraz działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. W czasie, gdy trwał proces w sprawie Klubu Płatnych Zabójców, Artur Z. zaczął zeznawać w sprawie morderstwa komendanta głównego policji, Marka Papały. Był jednym z najważniejszych świadków. W zamian chciał złagodzenia wyroku. Zmarł w styczniu 2010 roku.

Nie tylko Klub Płatnych Zabójców

Dziś kupić można niemal wszystko. Przedmiotem obrotu często jest także ludzkie życie. Nie chcąc brudzić sobie rąk, można wynająć płatnego mordercę. Specjalistę, profesjonalistę, eksperta w każdym calu. Bezlitosnego i bezdusznego. Zorientowanego na cel. Skutecznego, jak nikt inny. Bo przecież zabijanie to jego praca. Zawód – zabójca do wynajęcia. Pojawia się znienacka, zawsze zostawiając po sobie śmierć. W jednych budzi odrazę, innych fascynuje. Jednak bez względu na uczucia, jakie budzi, stał się stałym i nieodłącznym elementem ziemskiego krajobrazu.

Celem była jedna i ta sama osoba. Zlecenie na nią – przekazywane z rąk do rąk. Płatni mordercy zatrudniali siebie nawzajem. Nadawcą dyspozycji był Tan Youhui, chiński przedsiębiorca, który chciał pozbyć się swego konkurenta. Wynajął więc płatnego zabójcę. Ten nie chciał jednak brać całej odpowiedzialności na siebie. Stawkę zaniżył, a do wykonania zadania zatrudnił podwykonawcę. I tak jeszcze trzy razy. Z każdym kolejnym zleceniem, cena egzekucji malała. Ostatni zleceniobiorca uznał jednak, że ta jest zbyt niska i nie warta ryzyka. Postanowił oszukać system i dogadać się ze swoim „celem”. Dzieląc koszty, zaproponował mu mistyfikację jego śmierci. W ten sposób jedno życie zostało ocalone. Pięć kolejnych miało skończyć się w więzieniu. Niekiedy jednak wystarczy jedno zlecenie. Jeden killer. Jeden strzał, by wyrok został wykonany.

***

Zabójcy do wynajęcia są profesjonalistami skoncentrowanymi na wykonaniu zadania. Ich specjalnością jest zabijanie, a naturalnym środowiskiem – wbrew pozorom – nie tylko porachunki gangsterskie. Zatrudniani są także przez biznesmenów czy prywatne osoby chcące zlikwidować na przykład współmałżonka czy niewygodnego kochanka. Metody ich pracy różnią się w zależności od zadania. To zleceniodawca decyduje, czy ciało ma być łatwe do odnalezienia czy może zniknąć bez śladu. W ofercie jest także podłożenie bomby lub oddanie serii celnych strzałów. I choć zawodowi egzekutorzy nieustannie udoskonalają techniki swojej pracy, większość z tych zbrodni łączy jedno – zwieńczenie dzieła musi nastąpić na terenie ofiary. Ale to podnosi cenę…

Chcesz poznać innych zabójców do wynajęcia? Sięgnij po Detektywa 4/2023 (tekst Anny Rychlewicz pt. Zabójca do wynajęcia, czyli egzekucje na zamówienie). Cały numer do kupienia TUTAJ.