Kudowa Zdrój. Podwójne zabójstwo w kurorcie

Mieszkali w RPA, Wielkiej Brytanii, ale na emeryturze postanowili wrócić do Polski i w ojczyźnie osiąść na stałe. Jesień swojego życia zdecydowali się spędzić w malowniczej miejscowości na Dolnym Śląsku – Kudowie-Zdroju. Barbara i Mieczysław S., bo to o nich mowa, cieszyli się dobrą opinią wśród swoich sąsiadów. Byli kulturalni i spokojni, uchodzili za świetnie dobraną parę.

Małżeństwo miało jedną córkę, dorosłą już Juliannę S. Kobieta również w przeszłości mieszkała zagranicą, ale w końcu wróciła do Polski. Nie wprowadziła się jednak do rodziców. Zamieszkała w pobliskim Konradowie. Założyła tam małą stadninę koni, w której zajmowała się starszymi schorowanymi zwierzętami, ratowała je przed rzeźnią. Hodowała również swoje konie. Sąsiadom przedstawiała się jako agentka zajmująca się wynajmowaniem luksusowych nieruchomości.

Mieszkańcy Konradowa nie mieli o Juliannie najlepszego zdania. Określali ją słowami: dziwna, trzymająca się z daleka. Także w Kudowie mówiono o niej w podobny sposób. Jej opinii nie poprawiała dziwna sytuacja związana z pewną nastolatką. Karolina Z. mieszkała z Julianną. Pomagała kobiecie zajmować się jej końmi, psami i obejściem domu. Dziewczyna była prawie pełnoletnia, miała ojca, a mimo to, w pewnym momencie Julianna S. formalnie przysposobiła Karolinę i traktowała ją jak własną córkę.

Na przełomie zimy i wiosny 2022 roku sąsiedzi Barbary i Mieczysława S. nie widzieli ich już od wielu tygodni. Niektórzy zastanawiali się, gdzie zniknęło małżeństwo. Komuś udało się porozmawiać z córką pary, która uspokoiła zainteresowanego, że rodzice wyjechali do Anglii. Tłumaczenie wydawało się wiarygodne, bo Barbara i Mieczysław wcześniej mieszkali w tym kraju. Jednocześnie Julianna coraz częściej zaczęła bywać w mieszkaniu rodziców. Wyglądało to tak, jakby przeprowadzała tam remont.

W lutym kobieta mieszkająca w lokalu pod tym należącym do państwa S. zgłosiła administracji osiedla, że jej mieszkanie zostało zalane z góry. Przedstawiciel spółdzielni wysłał na miejsce konserwatora, bo był w posiadaniu klucza do mieszkania państwa S. Zawiadomił też Juliannę. Kobieta zakręciła wodę w lokalu, a gdy do drzwi zadzwonił konserwator, przez małą szparę poinformowała go, że jego usługi są już niepotrzebne.

– Już pana nie potrzebuję, wezwałam hydraulika – powiedziała mężczyźnie i zamknęła mu drzwi przed nosem.

Kilka dni później Julianna udała się do spółdzielni z prośbą o zwrot kluczy do mieszkania rodziców, bo zostały w nim zmienione zamki i te będące w posiadaniu administracji na nic się jej nie przydadzą.

Przez kolejne 2 miesiące państwo S. nie pojawili się w swoim mieszkaniu. Zjawiła się tam za to policja. Funkcjonariuszy powiadomił członek rodziny Barbary i Mieczysława. Krewni byli zaniepokojeni, bo od dłuższego czasu nie mogli się z nimi skontaktować. Zadzwonili więc na policję z prośbą o pomoc w sprawdzeniu czy małżeństwu S. nic się nie stało.

Mundurowi przyjechali do ich mieszkania wieczorem 20 kwietnia 2022 roku. Na miejscu zastali Juliannę S. W lokalu trwał remont. W jednym z pomieszczeń policjanci zauważyli dwa duże pakunki owinięte w dywan. Postanowili sprawdzić co to jest. Chwilę potem okazało się, że to zwłoki Barbary i Mieczysława S.

– W lokalu, który udostępniła, jak się okazuje jedna z podejrzanych – córka pokrzywdzonych, policjanci zastali remont. W jednym z pokoi ujawniono dwa pakunki, w których ukryte były zwłoki, zawinięte w folię malarską oraz owinięte dywanami – powiedział później mediom Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Wstępne ustalenia mówiły, że małżeństwo zostało zamordowane. Stało się to najprawdopodobniej 18 stycznia 2022 roku. Ciała przeleżały więc w mieszkaniu przez kilka miesięcy. Powinien wydobywać się z nich charakterystyczny zapach rozkładu. I wydobywał się, ale sprawca zadbał o to, by był jak najmniej wyczuwalny, co znacznie opóźniło reakcję sąsiadów. Mieszkańcy klatki nie byli świadomi, że w lokalu tuż obok leżą ciała dwóch osób, bo zabójca włączył w mieszkaniu klimatyzator, ozonator, a w pomieszczeniach porozwieszał odświeżacze powietrza.

– Było czuć taki specyficzny zapaszek. Myśmy myśleli, że to Bułgarzy coś gotują – tłumaczyła jedna z sąsiadek.

Dziwna relacja z nastolatką

Podczas sekcji zwłok ustalono, że rodzice Julianny zginęli od strzału z broni palnej.

– Przyczyną zgonu były rany postrzałowe. Ciała ofiar były w stanie rozkładu, a małżeństwo zostało zastrzelone w swoim mieszkaniu 18 stycznia tego roku – mówił wtedy rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Tomasz Orepuk.

Policja bardzo szybko ustaliła kto najprawdopodobniej stoi za zabójstwem starszej pary. 22 kwietnia zatrzymano ich córkę oraz Karolinę Z. Później do aresztu trafił także Dariusz Z. Wszyscy zostali aresztowani tymczasowo na 3 miesiące.

Kim dla Julianny była Karolina i dlaczego dała się wplątać w tę zbrodnię? Karolina początkowo była jedynie wolontariuszką w stadninie prowadzonej przez S. Kobieta odkąd wróciła do Polski z zagranicy remontowała posesję w Konradowie. Założyła fundację i prowadziła liczne zbiórki na rzecz ratowanych przez siebie koni. Karolina, gdy zjawiła się w życiu Julianny, była jeszcze niepełnoletnia; miała 16 lat. Poznały się, kiedy ze stadniny S. uciekł jeden z koni i nastolatka pomogła go jej znaleźć, złapać i odprowadzić na posesję Julianny. Rodzice Karoliny rozwiedli się jakiś czas wcześniej, a dziewczyna mieszkała z ojcem w Lądku-Zdroju. Mężczyzna był znanym w okolicy blogerem sportowym. Tę samą miejscowość zamieszkiwała również jej babcia.

Karolina wydawała się być zafascynowana Julianną. Znajomi kobiety twierdzili, że nie była to zdrowa relacja. Wszystko wyglądało tak, jakby Julianna omotała dziewczynę.

– Jej rodzice byli rozwiedzeni, a ona nią manipulowała, chodziły tu nawet pogłoski, że może jakaś lesbijka, czy coś, bo wzięła tu sobie taką dziewczynę. Robiła jej wodę z mózgu. Mogłaby być jakimś guru sekty, robiła ludziom mętlik w głowie – mówiła w rozmowie z dziennikarzem programu „Interwencja” znajoma Julianny S.

W czerwcu 2021 roku Julianna S. wystąpiła do sądu rodzinnego z wnioskiem o przyznanie jej opieki zastępczej nad Karoliną. W lipcu sąd się do tego przychylił.               

Dziwną relację córki ze starszą od niej kobietą dostrzegał ojciec dziewczyny, Tomasz Z. Jego próby interwencji i odzyskania dziecka nie skończyły się dla niego dobrze. W końcu Karolina oskarżyła go o molestowanie. Nie miała na to żadnych dowodów. Na niekorzyść ojca świadczyły tylko jej słowa. Informację o tym, jakoby Tomasz Z. miał molestować swoje dziecko Julianna wcześniej zawarła także we wniosku do sądu o przysposobienie dziewczyny. Prokuratura musiała podjąć działania:

– Z zawiadomienia wynika, że do tego molestowania miało dojść na przestrzeni lat 2014–2018. Jak wynika z postawionych temu ojcu zarzutów, te zdarzenia miały być co najmniej dwa. Nie przyznawał się on do popełnienia zarzucanych mu czynów – mówił „Interwencji” Tomasz Orepuk.

– Była tylko informacja z jej strony, w szkole opowiedziała o tej całej sytuacji. Zdarzają się sytuacje, kiedy dzieci pomawiają rodziców o różne rzeczy, nawet o stosowanie przemocy w sytuacji, kiedy rodzic robi rzeczy, których dziecko nie akceptuje. Cała ta sprawa jest bardzo tajemnicza. Jeżeli dziecko przychodzi i mówi: jestem krzywdzone, to nie ma innej możliwości, niż podjęcie działań. Nawet jeżeli później okazuje się, że była to decyzja błędna – dodawał Maciej Szota, prezes Sądu Rejonowego w Kłodzku.

W mediach pojawiły się fragmenty zeznań obciążających Tomasza Z. Karolina mówiła: „Kazał mi ściągnąć spodnie i siadać z ugiętymi nogami i mnie obmacywał po nogach, piersiach… (…) Powiedział, że jak komukolwiek powiem, co on robi, to zabije mnie jak psa i że zna każdego i jak powiem cokolwiek na temat dotykania, to mu powiedzą”.

Sprawa miała tragiczny finał. W marcu 2022 roku Tomasz Z. umieścił na swoim profilu w portalu Facebook niepokojący wpis, który wyglądał jak list pożegnalny: „Straszne, jestem niewinny, nigdy nie było nic nienormalnego w moim zachowaniu, mieliśmy rewelacyjny kontakt ze sobą. Karolina zawsze była, jest i będzie moją kochaną córeczką. Wybaczyłem Karolinie te oskarżenia, wiem, że sama tego nie wymyśliła. Julianna S. z Konradowa dokonała na mojej córce Karolinie psychomanipulacji, nie jest to tylko moja opinia lecz także specjalistów z tej dziedziny, użyła mechanizmów których używa sekta do opętania dorosłych, wykształconych, bogatych ludzi. Fakt, że córka przebywa wbrew mojej woli u Julianny S. zgłosiłem policji i w prokuraturze, dołączając wydrukowaną całą (od 2015 roku) korespondencję messengerową z Karoliną (w Konradowie nie ma zasięgu i rozmawialiśmy pisząc przez Messenger, na podstawie Messengera widać proces psychomanipulacji, jakiemu uległa moja córka). Prokurator odmówiła zajęcia się sprawą przejęcia mojej, wówczas nieletniej, córki przez całkowicie obcą nam osobę, Juliannę S. z Konradowa nr 30”.

Wkrótce potem mężczyzna najpierw podpalił dom, w którym mieszkał, a potem się powiesił. Gdy na miejsce przybyła straż pożarna, palił się dach i całe piętro. Istniało podejrzenie, że w budynku mogli znajdować się ludzie, dlatego strażacy zdecydowali się wejść do środka. Zaprzestali poszukiwań, gdy zawalił się dach. Dopiero po ugaszeniu ognia na piętrze znaleziono zwłoki mężczyzny.

Po ujawnieniu zbrodni na małżeństwie S., pojawiły się głosy, że Tomasz Z. tak naprawdę wcale nie popełnił samobójstwa, a został zamordowany.

– Prokurator prowadzący postępowanie dotyczące pożaru przyjął kilka różnych wersji śledczych, które są na bieżąco weryfikowane. Taką wersją jest m.in. samobójstwo pana Tomasza Z., zabójstwo oraz zgon w wyniku nieszczęśliwego wypadku – mówił prokurator Orepuk.

Po śmierci ojca Karoliny umorzono postępowanie o molestowanie dziewczyny.

Chcesz poznać szczegóły i dalszy ciąg tej sprawy. Sięgnij po tekst Leny Figurskiej pt. „Żle ją wychowali”, opublikowany w miesięczniku „Detektyw” 3/2025. Numer do kupienia TUTAJ.