Ladisav Hojer był cichy, nijaki, niemal niewidzialny. Ale kiedy zapadał zmrok, zamieniał się w potwora. W cieniu komunistycznej Czechosłowacji, gdzie zbrodnia miała być rzadkością, on polował. Dusił, gwałcił, zabijał — z zimną krwią i zwierzęcym głodem. Jego ofiary były przypadkowe, lecz śmierć — zawsze brutalna. Przez lata pozostawał bezkarny, a milicja błądziła po omacku. Gdy wreszcie go schwytano, okazało się, że twarz zła nosiła imię Ladislav Hojer. To historia jednego z najbardziej zwyrodniałych morderców w historii Czechosłowacji — i systemu, który zbyt długo milczał.
Ladislav Hojer z każdą kolejną zbrodnią utwierdzał się w przekonaniu, że znacznie większą przyjemność przynosi mu mordowanie kobiety niż akt seksualny z nią. Jednej z ofiar odciął piersi i genitalia, ugotował je w słonej wodzie, po czym skosztował kawałek. Do jego zbrodni przyznawali się inni, on tymczasem pozostawał bezkarny. Podczas wizji lokalnych podniecał się tak bardzo, że statystów trzeba było zastąpić manekinami.
Psychologia seryjnych morderców od wielu lat jest przedmiotem badań. Wielu specjalistów zastanawia się, co warunkuje psychopatyczne skłonności do popełniania wielokrotnych morderstw? Dlaczego psychopata odbiera życie nie jednej i nie dwóm osobom, a dokonuje serii brutalnych zbrodni? Jedna z najpopularniejszych teorii głosi, że u podstaw psychopatycznych skłonności seryjnych morderców leży ich wychowanie.
Teoria behawioralna zakłada, że to, kim staje się człowiek, jest wynikiem nie wrodzonej natury, a właśnie wychowania. Z tezą tą nie ma sensu dyskutować, bowiem biografie największych seryjnych morderców łączy jedno – trudne i traumatyczne dzieciństwo. Domy pełne przemocy i wychowanie w patologicznych rodzinach. Często są to osoby, które za młodu doświadczyły odrzucenia. Historia naszego czarnego bohatera idealnie wpisuje się w tę teorię.
Ladislav Hojer: życiorys
Ladislav Hojer przyszedł na świat 15 marca 1958 roku w stolicy Czech, Pradze. Pochodził z ubogiej rodziny. Od najmłodszych lat doświadczał traumy samotności – wszystkie osoby, z którymi był blisko związany, odeszły od niego. Gdy Lada – jak nazywali go bliscy – miał zaledwie 5 lat, zmarł jego ojciec. Chłopiec nie mógł się z tym pogodzić, nie potrafił tego zrozumieć.
Kilka lat później, gdy jego matka ponownie wyszła za mąż, Ladislav wszystkie uczucia, jakimi wcześniej darzył biologicznego ojca, przeniósł na ojczyma. Niestety bez wzajemności. Młody człowiek oczekiwał ojcowskiej miłości i czułości. Pragnął bezpieczeństwa. Chciał czuć, że spełnia się w roli syna i jest w tym wystarczająco dobry. Zachowanie ojczyma było natomiast zaprzeczeniem wszystkiego, czego potrzebował mały chłopiec.
W zamian za absolutne oddanie, otrzymywał pogardę. Był bity i poniżany. Matka nie dostrzegała – a raczej nie chciała dostrzegać – tego, co dzieje się w domu. Przymykała oczy na złe traktowanie zarówno Ladislava, jak i jego starszego brata, Jaroslava. Milczała, bynajmniej nie z wygody, a ze strachu. Od męża dostawała dokładnie to samo, co jej dzieci. Ona również nie miała dla nich grama miłości czy czułości.
Ladislav Hojer nigdy nie mógł liczyć na jej wsparcie, a to było mu szczególnie potrzebne chociażby w szkole. Był outsiderem. Nie miał przyjaciół ani znajomych. Zawsze trzymał się z boku. Nawet na szkolnych przerwach, zaszywał się w ciemnym kącie, z dala od rówieśników. Ci postrzegali go jako chłopaka upośledzonego umysłowo. Chodził wiecznie zaniedbany i głodny. Miał duże problemy w nauce. Jedyną szansą na zdobycie edukacji było przeniesienie go do szkoły specjalnej, w której uczyli się uczniowie z niepełnosprawnością intelektualną. A i tę ukończył z wielkim trudem.
Ladislav Hojer – Sam w wielkim świecie
Niedługo przed odebraniem przez Ladę szkolnego świadectwa, zmarła jego matka. Wówczas bracia Hojer zostali pod opieką ojczyma, który niezbyt długo spełniał się w swojej roli. Pewnego dnia postanowił wyjść z domu „po angielsku”. Nikomu nie mówiąc ani słowa, opuścił Hojerów i wyjechał z Pragi. Wtedy jednak opiekę nad nieletnim Ladą, przejął jego dorosły już brat, Jaroslav. 15-latek nie wiedział jednak, że już za chwilę przyjdzie kolejny cios. Jaroslav został powołany do wojska, a wówczas chłopak został zupełnie sam.
Musiał sobie radzić. Szkołę zawodową porzucił jednak już po roku czasu. Przyuczył się do zawodu szklarza i zatrudnił w praskim zakładzie renowacji budynków. Jego życie towarzyskie – ku największemu zdziwieniu – odżyło. Wokół Ladislava bardzo szybko zaczęli gromadzić się znajomi. Młodzieniec, który miał całe mieszkanie do dyspozycji, znalazł się w centrum zainteresowania młodszych i starszych kolegów. Ci, na imprezy, przyprowadzali swoje koleżanki. Lada, inspirując się rówieśnikami, również zaczął rozglądać się za dziewczynami. Niestety i na tym polu nie odnosił sukcesów.
Agresja
Jego nieatrakcyjny wygląd i dość prostackie zachowanie bardziej odstraszało potencjalne kandydatki. Wysoki, chudy i przechylony do przodu młodzieniec, z podłużną twarzą, długim nosem i cofniętą szczęką, dalece odbiegał od męskiego ideału wielu niewiast.
On nie umiał nawiązać z nimi kontaktu, a one nie okazywały mu żadnego zainteresowania. Miał ograniczone słownictwo i zbyt małą wiedzę, by rozpocząć konwersację na jakikolwiek temat. W stosunku do kobiet jednym razem był arogancki i niegrzeczny, innym – niepewny. Gdy czuł jakikolwiek niepokój, włączała się agresja.
Szansa na przełamanie złej passy pojawiła się podczas jednej z kolejnych imprez organizowanych w mieszkaniu Hojera. Wówczas gospodarzem zainteresowała się jedna ze starszych koleżanek, która zaproponowała mu seks. Oddalili się więc od tłumu i zamknęli w jednym z pokoi. Dziewczyna, chcąc przełamać nieśmiałość młodzieńca, od razu przystąpiła do działania. Gdy po chwili stanęła przed nim naga, Ladislav Hojer spanikował. Zestresowany odepchnął ją tak mocno, że ta przeleciała przez szybę w drzwiach. Kilka dni później Hojer dowiedział się, że jego niedoszła kochanka w rzeczywistości była opłaconą przez kolegów prostytutką. Nie poczuł on wdzięczności, a jedynie wściekłość. Oddalił się od znajomych, zerwał wszystkie kontakty towarzyskie i na nowo zamknął się w sobie.
Hojer jeszcze długo po tym wydarzeniu, wracał do niego myślami. W końcu doszedł do wniosku, że przemoc w stosunku do kobiety dała mu spełnienie i satysfakcję. Coś, czego nie poczuł nigdy wcześniej. Od tej pory w jego głowie malował się tylko jeden obraz – strach kobiety. Strach przed nim. Wyobrażał sobie, jak dziewczyny błagają go o litość, jak proszą go o przebaczenie. Po krótkim czasie, wyobrażenie przerodziło się w marzenie. Chwilę później, marzenie – w działanie.
Dzikie żądze
Hojer miał 16 lat, gdy zgwałcił po raz pierwszy. Władza, którą miał nad swoją ofiarą, działała na niego jak narkotyk. Chciał jej więcej i więcej. Jeszcze więcej satysfakcji z krzywdzenia bezbronnych kobiet. Z czasem jednak przestało mu to wystarczać. Odczuwał jeszcze większą żądzę władzy nad kobietą. Z zaspokojeniem chorych fantazji postanowił nie zwlekać.
1 listopada 1978 roku, Děčín – najniżej położone miasto w Czechach. Urokliwie rozciągnięte nad rzeką Łabą. 20-letni Hojer wysiada na dworcu autobusowym. W planach ma zwiedzanie i… podziwianie pięknych kobiet. Rozgląda się dookoła, wypatrując niewiast, które wpisałyby się w jego gusta. Jego wzrok zatrzymuje się na wysokiej blondynce, która krzyżuje jednak jego plany, wchodząc do pobliskiego budynku. Ladislav kroczy dalej. Pod kinem dostrzega młodą kobietę, która żegna się z mężem. Dalej podąża jej śladem.
Ladislav Hojer: masz być cicho
Ponieważ listopadowy wieczór nie sprzyja wypoczynkowi na świeżym powietrzu, nadrzeczne bulwary świecą pustkami. Jedynie co kilka metrów można natknąć się na pojedynczych przechodniów. Jednym z nich jest właśnie 30-letnia Eva Rohlenová, która po pożegnaniu z mężem, udaje się na planowane spotkanie ze swoim kochankiem. W pewnym momencie kobieta czuje mocne szarpnięcie i czyjąś dłoń na ustach.
Napastnik chwyta ją i przyciąga do siebie, sycząc do ucha: „Bądź cicho”. Kobieta sparaliżowana strachem nie stawia żadnego oporu. 20-latek zaciąga ją w pobliskie krzaki, gdzie dusi gołymi rękami. Gdy Eva już nie żyje – dokonuje na niej gwałtu. Zanim oddali się z miejsca zbrodni, zrywa garść pokrzywy i wpycha ją w narządy rodne kobiety. Po wszystkim wstaje i odchodzi. Po raz pierwszy w życiu czuje się naprawdę zaspokojony.
Pierwsze podejrzenia padły na męża ofiary. Motywem miała być zazdrość. Dodatkowo chwilę przed rozłąką, małżeństwo pokłóciło się, a kobieta zagroziła, że następnego dnia wyprowadzi się z domu. Nie była zbyt stała w uczuciach. Eva miała za sobą już dwa rozwody, a wokół siebie tłum adoratorów, z którymi zdradzała małżonka. W toku śledztwa przesłuchano również kochanka, który tego wieczoru umówiony był z 30-latką. Ten miał jednak alibi, ponieważ w ostatniej chwili zrezygnował ze spotkania i zdecydował się zostać w hotelu.
Kilka dni później na komisariat zgłasza się mężczyzna, który przyznaje się do popełnienia zbrodni. Okazało się jednak, że cierpi on na zaburzenia psychiczne, a z morderstwem nie miał nic wspólnego. Do zbrodni przyznaje się tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Sprawa pozostaje nierozwiązana.
Chcesz poznać więcej szczegółów na temat jednego z najbardziej zwyrodniałych morderców w historii Czechosłowacji — i systemu, który zbyt długo milczał?! Więcej szczegółów w tekście Anny Rychlewicz pt. Seryjny morderca z Czechosłowacji”, który ukazał się w miesięczniku „Detektyw” 10/2024. Kup TUTAJ