Leszek Pękalski:  zagadka polskiej kryminalistyki   

Leszek Pękalski, bardziej znany jako „wampir z Bytowa” albo „hurtownik zbrodni”, to bardzo kontrowersyjna i zagadkowa postać. Zatrzymany w 1992 roku pod zarzutem zabójstwa, zupełnie niespodziewanie i z własnej woli, zaczął opowiadać śledczym, że dopuścił się kilkudziesięciu takich przestępstwa w latach 1984-1992.

Początkowo wydawało się to nieprawdopodobne, jednak w miarę upływu czasu śledczy nabierali przekonania, że mężczyzna nie konfabuluje. Zaczęli analizować nie tylko jego rewelacje, ale również jego życiorys.

Leszek Pękalski: „miałem zdarzenie”

 Nigdy nie nazywał po imieniu dokonanych przestępstw. Nie używał słów zbrodnia, zabójstwo albo morderstwo. Nie mówił „zabiłem”. Zamiast tego:  „Miałem zdarzenie” albo |”Zagrażałem”; „Wpuściła mnie, bo nie wiedziała, że zaraz dojdzie do paniki”; „Zaspakajałem się na niej”; „Chciałem gdzieś na kimś wyr****ć się”; „W tym mieście tylko te dwa zdarzenia były, więcej tam nie miałem”; „”Albo się pani da wyr****ć, albo ja panią kijem zabiję”; „Uderzyłem ją kijem i nie żyła już wtedy ona. Żal, bo ładna ona była”.

W czasie rozmów z policjantami, kiedy padały pytania o morderstwa, denerwował się i zaczynał się jąkać. Trząsł się, drapał ręce, czasami gryzł dłonie. Ale z biegiem czasu hardział. Szybko przeszedł więzienną edukację.

Jak pisała zmarła niedawno Magda Omilianowicz w książce: „ Wampir. Jak rodzi się zło”: „Zorientował się, że policjanci chcą dowiedzieć się więcej. I wiedział, że tylko on może im tę wiedzę dostarczyć. Poczuł się ważny. Nie był już wsiowym popychlem, nareszcie był Kimś. Mimo ogromu zbrodni policjantom też zdarzało się litować nad nim, a to, że się nad nim litują, nie przeszkadza mu, wręcz przeciwnie. Leszek lubi wzbudzać współczucie, bo to oznacza zainteresowanie. Po aresztowaniu wyglądał mizernie, ale jego mikra postawa jest myląca. Leszek zawsze był zwinny, szybki i miał siłę szympansa. Dlatego jego ofiary nie miały najmniejszych szans.

To nie mieści się w głowie

Leszek Pękalski był samotnikiem. Nie miał przyjaciół ani stałego zajęcia, w rodzinnej wsi na Pomorzu ludzie traktowali go jak nieszkodliwego odludka. Jedynym hobby młodego Pękalskiego było podróżowanie pociągami po Polsce.

Miał dużo wolnego czasu, zabierał ze sobą w drogę zwykłą, foliową reklamówkę, jechał na dworzec i ruszał przed siebie gdzie go oczy poniosą. Pojawiał się w nieznanych miejscach, mordował, zaspokajał swoje żądze i wracał do domu. Taki przynajmniej obraz wyłaniał się po pierwszych miesiącach śledztwa.

To pewnie dlatego wielu przypisywanych mu w akcie oskarżenia zabójstw początkowo w ogóle nie wiązano z jego osobą. Ćwierć wieku temu nikomu nie przyszło do głowy, że w Polsce może działać tak groźny seryjny morderca. Z drugiej strony, ówczesnych śledczych można częściowo usprawiedliwić – w tamtym czasie nie było jeszcze komputerowych baz danych, internetu, a o analizie kryminalnej dzięki skomplikowanym programom komputerowym nikt wtedy nie słyszał.

Leszek Pękalski: 29 wizji lokalnych

Początkowo wydawało się nieprawdopodobne by ten lekko upośledzony mężczyzna mógł być największym seryjnym zabójcą w powojennej historii Polski. Początkowo fakty uprawdopodobniały tę hipotezę.

Podczas śledztwa przeprowadzono 29 wizji lokalnych, skorzystano z opinii kilkunastu biegłych, wykorzystano nowatorską na ówczesne czasy analizę kodu genetycznego DNA. Całe postępowanie, prowadzone przy nadzwyczajnym zaangażowaniu sił, kosztowało olbrzymią kwotę ponad pół miliarda starych złotych.

Wszyscy byli przekonani, że proces sądowy w tej bulwersującej sprawie – pomimo ogromu zbrodni ciążących na oskarżonym – nie będzie trudny i skomplikowany. Wszak Leszek Pękalski bardzo chętnie współpracował ze śledczymi, nie mataczył, nie oszukiwał, chętnie składał wyjaśnienia. Podczas pobytu w areszcie, w swoim pamiętniku, bardzo dokładnie opisał przebieg 64 przestępstw. Biegli nie stwierdzili u niego choroby psychicznej, niemniej rozpoznano objawy i cechy świadczące o uszkodzeniu ośrodkowego układu nerwowego. W wydanej opinii stwierdzili m. in.: „Leszka Pękalskiego psychiatra może zakwalifikować jako zboczeńca-nekrofila”.

Leszek Pękalski: proces

Po odczytaniu aktu oskarżenia mężczyzna – ku zdumieniu wszystkich obecnych na sali sądowej – oświadczył, że jego przyznanie się do winy zostało wymuszone przez policję, która tym sposobem chciała sobie „wyczyścić papiery”.

Przemyślałem i chciałbym odwołać moje przyznanie się do zabójstw – oświadczył podczas pierwszego dnia procesu przed Sądem Wojewódzkim w Słupsku.  — Jestem trochę słaby psychicznie i nie umiem się bronić przed policją. Na wizje lokalne początkowo nie chciałem jeździć, ale mnie do tego nakłoniono. Potem nawet mi się spodobały te wyjazdy i traktowałem je jak wycieczki.

Brak jednoznacznych dowodów winy sprawił, że w grudniu 1996 roku skazano go za „tylko” jedno zabójstwo. Sąd uniewinnił go z pozostałych zarzutów: 16 zabójstw, dwóch gwałtów i uprowadzenia dziecka. Tamten wyrok trzeba uznać za porażkę organów ścigania, zaś sam proces wykazał nierzetelność policji w prowadzeniu śledztwa, kruchość dowodów z wizji lokalnych, liczne sprzeczności w zeznaniach świadków. Inna rzecz, że oskarżony często zmieniał wersje wydarzeń co w pewnym stopniu tłumaczy, dlaczego śledczym nie udało się ustalić, co było prawdą, a co wytworem jego chorej wyobraźni.

Wąpliwości pozostały

Śledztwo, proces, wreszcie wyrok na „wampira z Bytowa”, do dzisiaj budzą wiele kontrowersji. Przede wszystkim nie wiadomo, czy w tym konkretnym przypadku można w ogóle mówić o jakimkolwiek wampirze. Czy Leszek Pękalski rzeczywiście dopuścił się kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu zabójstw, i tym samym jest największym bodaj polskim zbrodniarzem? Może jednak padł ofiarą policji, która dla poprawy statystyk wykrywalności przestępstw próbowała wrobić go w niewyjaśnione zabójstwa z terenu całej Polski?

Człowiek o umyśle dziecka, który łatwo dawał się przekupić kanapkami, słodyczami i papierosami, przyznawał się do morderstw nawet takich, w które sama prokuratura nie wierzyła, bo – jak pisali przed laty dziennikarze – „żeby wszystkich dokonać musiałby przemieszczać się po kraju z prędkością światła”. Jednocześnie gdyby przyjąć hipotezę, że Leszek P. rzeczywiście był sprawcą co najmniej kilkunastu morderstw, to trzeba przyznać, że nie był zbyt wyrafinowanym przestępcą. Nie przygotowywał się do popełniania kolejnych zbrodni, nie zacierał śladów, ofiarami były osoby przypadkowe, które znalazły się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie, często działał w sposób chaotyczny i nieprzemyślany.

Po co mu to było?

Jeśli dać wiarę zapewnieniom „wampira”, że wymyślił wszystkie samooskarżenia, to można się tylko zastanawiać, po co mu to było? Na tak postawione pytania stosunkowo szybko można znaleźć odpowiedź. Leszek P. przez całe życie doświadczył wielu upokorzeń, wyzwisk i drwin. Nagle znalazł się w centrum zainteresowania nie tylko organów ścigania, ale również opinii publicznej. Po raz pierwszy był kimś znanym. To wszystko mogło mile łechtać jego dumę!

Od dawna pojawiają się pytania czy w ogóle jest możliwe, by ten opętany nieopanowanym pociągiem seksualnym młody mieszkaniec pomorskiej wsi był największym zabójcą powojennej Polski? Patrząc na zdjęcia tego niepozornego człowieka nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie dlatego jeszcze przez długie lata będzie on największą zagadką polskiej kryminalistyki. Nikt nie wie, ilu ludzi naprawdę zamordował, bo – mimo upływu lat – żadna z przypisywanych mu zbrodni nie została rozwiązana, nikogo innego nie oskarżono, ani nie skazano za jej popełnienie.

Leszek Pękalski: fenomen kryminalistyki

Leszek Pękalski, „Wampir z Bytowa” odsiedział w więzieniu karę 25 lat pozbawienia wolności. Po jej zakończeniu przebywa w zakładzie zamkniętym – w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie (tzw. ośrodek dla bestii). Po tym jak odbył karę, uznano bowiem, że jest nadal zagrożeniem dla społeczeństwa.

Ponad wszelką wątpliwość Leszek Pękalski jest fenomenem, powojennej kryminalistyki. Ile osób naprawdę zabił? Nigdy zapewne nie dowiemy się, ile ofiar naprawdę ma na swoim koncie.

Warto pamiętać, że do dzisiaj żadna ze zbrodni, do których się przyznał, nie została wyjaśniona. Pękalski zna takie szczegóły zabójstw, które może znać jedynie morderca. Jak to możliwe. Tylko on zna odpowiedź na to pytanie.

Na zdjęciu: Leszek Pękalski w czasie jednej z 29 wizji lokalnych. Fot. youtube.com