Ling chi to szczególnie okrutny sposób egzekucji i jednocześnie publicznej tortury w Cesarstwie Chińskim. Stosowano ją od X wieku do jej zniesienia (wraz z innymi formami tortur) w 1905 roku za sprawą reformy chińskiego systemu karnego
Łamanie kołem, wbijanie na pal, krwawy orzeł. Niektórzy twierdzą, że Europejczycy byli mistrzami w powodowaniu cierpienia i wymyślaniu fantazyjnych metod zadawania śmierci. Przy całym swoim okrucieństwie te tortury były na tyle litościwe, że trwały zaledwie ok. 30 min. Na drugim końcu świata, w Chinach, jeden szczególny rodzaj egzekucji trwać mógł nawet kilka dni.
Torturowany przez wiele godzin w niewyobrażalnym cierpieniu czekał na łaskawe nadejście śmierci. Kara ta miała wiele nazw. Jedni zwali ją „unosząca się śmierć”, drudzy „śmierć przez tysiąc cięć”. Ale jej prawdziwe imię to ling chi.
Kara śmierci w Chinach ma bardzo długą tradycję. Nie obowiązywała przez 200 lat, po tym jak w 747 roku jeden z cesarzy dynastii Tang usunął ją z kodeksu karnego. Dwieście lat później powrócono do najwyższego wymiaru kary.
W Chinach karę śmierci wykonuje się głównie poprzez podanie śmiertelnego zastrzyku. Pierwotnie przysługiwał on jedynie urzędnikom najwyżej rangi. Jeszcze do 2008 roku obowiązywał strzał w potylicę.
Ling chi – kiedy ją stosowano?
W czasach cesarskich istniało kilka rodzajów kary śmierci. W zależności od popełnionej zbrodni można było zostać uduszonym lub ściętym. Najsurowszym rodzajem kary śmierci było ling chi – śmierć od tysiąca cięć. Polegała ona na publicznym, powolnym rozczłonkowaniu ciała skazańca.
Egzekucja polegała na przywiązaniu skazanego do drewnianego pala i metodycznym odcinaniu nożem fragmentów ciała, co mogło trwać nawet cały dzień – do momentu śmierci skazańca. Zdarzało się, że kat losował z kosza noże, które podpisane były poszczególnymi częściami ciała. Egzekucja mogła też zakończyć się przebiciem serca lub ucięciem głowy skazańca[3]. Dodatkowo skazańcowi podawano specjalną mieszankę ziół, która miała wyostrzyć jego zmysły (w tym czucie bólu)[potrzebny przypis].
Kara działała na trzech poziomach
– publiczne poniżenie,
– długa, męcząca śmierć,
– dodatkowa kara pośmiertna.
Taki rodzaj egzekucji stosowano jedynie w przypadkach najcięższych przestępstw, które podzielono na trzy typy:
– zdrada stanu, bunt lub spisek przeciwko cesarzowi,
– zabójstwo rodziców, rodzeństwa, lub właściciela przez jego niewolnika,
– okrutne i nieludzkie zbrodnie, typu odcinanie części ciała żywych osób w celu uprawiania czarów oraz organizowanie lub bycie członkiem grup przestępczych.
Osobista inwencja kata
Kara ta była uważana za najgorszą, nie tylko w związku z cierpieniem jakie jej towarzyszyło, ale również ze względu na wierzenia Chińczyków. Mieszkańcy Państwa Środka uważali, że ciało miało w zaświatach taką samą formę jak w życiu doczesnym. Dlatego tak bardzo bali się poćwiartowania. Ostatnią egzekucję poprzez ling chi wykonano w 1905 roku.
Według chińskich kronik najdłużej torturowanym skazanym poddanym tej karze był znienawidzony przez cesarski dwór eunuch Liu Jin. Wykonana w 1510 roku egzekucja miała trwać dwa dni. Liu Jin wyzionął ducha po wykonaniu na nim aż 3 tysięcy cięć!
Kat zazwyczaj zaczynał od klatki piersiowej. Pierś i otaczające mięśnie były metodycznie usuwane, aż widoczne stawały się gołe żebra. Następnie przechodzono do ramion i ud. Odcinano od nich kolejne porcje ciała. Reszta egzekucji zależała już od osobistej inwencji kata. Z jednej strony starał się zadać ofierze jak największy ból, z drugiej zaś musiał utrzymać ją przy życiu jak najdłużej.
Chiny: kara śmierci w XXI wieku
Chiński rząd nie bierze pod uwagę abolicji. Zdaniem polityków wykonywanie kary śmierci spotyka się z aprobatą większości społeczeństwa. Organizacja Amnesty International ocenia liczbę wyroków śmierci wykonywanych co roku w Chinach na „kilka tysięcy”.
Według oficjalnych informacji rządu chińskiego, przestępcy w tym kraju najczęściej otrzymują najwyższy wymiar kary za morderstwa, handel narkotykami, napaści z bronią w ręku i korupcję. Jak podaje prasa chińska, powołując się na statystyki sądowe, około 10 proc. wyroków śmierci ulega rewizji w Sądzie Najwyższym i zawieszeniu, względnie zamianie na dożywocie.