Liczyli na cudowne wakacje. To miał być niezapomniany wyjazd dwojga ukochanych, który jeszcze bardziej scementuje ich związek. Wybrali prawdziwą perełkę turystyczną. Wydawało się, że postawili na „pewniaka” – jeden z najbardziej popularnych kurortów w słonecznej Italii. Rimini kusi przecież turystów pięknymi plażami, architekturą, smaczną kuchnią. Wyjechali przekonani, że czeka ich cudowny czas. I rzeczywiście – było cudownie, aż do feralnej, ostatniej nocy ich pobytu, podczas której wędrowali we dwójkę po plaży…
Rimini jest miastem na północno-wschodnim wybrzeżu Adriatyku. Każdego roku ten kurort odwiedzają masy turystów z całego świata. Goście są oczarowani 15-kilometrową przepiękną, piaszczystą plażą, wzdłuż której ciągnie się deptak spacerowy pełen kolorowych kafejek i restauracji. Rimini to jednak nie tylko niesamowita przyroda. Kurort ma też do zaoferowania między innymi zabytki starej dzielnicy – San Giuliano, a niedaleko od miasta znajduje się Mirabilandia – jeden z największych parków rozrywki we Włoszech. Na 40 hektarach powierzchni znajdują się najróżniejsze atrakcje, m.in. kolejki górskie a także park wodny.
Brzmi jak przepis na udany wypoczynek. Na taki też liczyła dwójka młodych Polaków – małżeństwo Wojtka i Gosi. To miały być ich wakacje marzeń. Oboje byli zakochani we włoskim stylu życia, kulturze i kuchni śródziemnomorskiej. Lubili podróżować na południe, zwiedzać i poznawać nowe miejsce, obyczaje i ludzi.
Makabra w Rimini
Wyjazd miał wzmocnić jeszcze bardziej ich związek. Postawili na wysoki standard, dlatego też wykupili pobyt w apartamencie niedaleko plaży. Przylecieli i szybo zakochali się w tym miejscu. Było dokładnie tak, jak sobie wymarzyli – piękna pogoda, słońce, ciepłe morze, szerokie plaże, pyszne jedzenie.
Każdego dnia urlopu wypoczywali na słońcu. Spacerowali, zwiedzali i zajadali się miejscowymi potrawami. Codziennie obcowali z rzeszami turystów z całego świata. Była to prawdziwa mozaika ludzi, ale czuli się bezpiecznie, także pomimo faktu, że w morzu osób przewijających się przez deptaki spacerowe, sporą grupę stanowili też samotni młodzi, mężczyźni, o ciemnej karnacji, którzy zdawali się ani nie wypoczywać, ani nie pracować. Przesiadywali do późna w nocy na ulicach, w parkach, kręcili się wokół pubów i dyskotek. Byli to uchodźcy z krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu.
W tamtym okresie dużo mówiło się o problemie masowej, nielegalnej imigracji z tamtych kierunków. Problem szybko się nasilał. W krótkim czasie do Europy różnymi drogami dostały się setki tysięcy ludzi. Jednym z kierunków tej niekontrolowanej migracji były właśnie Włochy. Władze tego kraju starały się jakoś zażegnać kryzys humanitarny i społeczny. Dla uchodźców budowano ośrodki, wprowadzano programy integracyjne, darmowe lekcje języka, starano się pozytywnie rozpatrywać wnioski azylowe, przybysze mieli też prawo do podjęcia pracy. Niestety, efekty okazywały się znikome. Wraz z kolejnymi incydentami, m.in. wzrostem przestępczości, do opinii publicznej docierało, że niekontrolowana migracja może być wielkim problemem i zagrożeniem. Mimo to decydenci państwa włoskiego i media słały uspokajające komunikaty, twierdząc że ludzi tych uda się zasymilować.
Makabra w Rimini
Młodzi Polacy wypoczywający wówczas w Rimini, nie czuli się zagrożeni. Wszystko wyglądało normalnie. Nie mieli poczucia, że wisi nad nimi jakieś niebezpieczeństwo. Kilka razy odwiedzili restauracje, wybrali się też do dyskoteki, poza tym plażowali i podróżowali. Dwa tygodnie w Italii minęły bardzo szybko. Byli zadowoleni z pobytu. Na ostatni wieczór zaplanowali coś ekstra. Postanowili uchwycić romantyczne chwile, uciec od zgiełku rozrywki wzdłuż deptaków i wybrać się na romantyczny spacer plażą. Tak też zrobili. Po północy wyruszyli na wędrówkę wzdłuż morza. Powiew ciepłego wiatru mile głaskał ich twarze, rozmawiali, podziwiali widoki. Było już późno, ale nie spieszyło im się. W końcu mieli wakacje. Szum fal wprawił ich w romantyczny nastrój. Czas upływał powoli. Było im błogo i ciepło. Na opustoszałej wieczorem plaży, mijało się niewiele osób. Towarzyszyły im piękne gwiazdy na niebie.
W pewnym momencie Gosia zaproponowała, by nacieszyli się chwilą i zrobili postój. Taki też zamiar mieli od początku. Wcześniej, w sklepie nocnym przy plaży kupili piwo. Rozłożyli duży ręcznik, który specjalnie zabrali ze sobą z apartamentu i usiedli. Rozmawiali, przytulali się, śmiali, rozkoszowali się szumem fal. W takich przyjemnych okolicznościach minęło im sporo czasu. Niepostrzeżenie wieczór zmienił się w noc. Robiło się też zimno. Zegarki pokazywały już godzinę pierwszą, gdy zdecydowali, że jeszcze chwila i wracają do apartamentu. Pożegnanie z Rimini uznali za zaliczone.
***
Nagle, dosłownie znikąd, wyłoniła się przed nimi sylwetka młodego czarnoskórego mężczyzny. Nieznajomy podszedł do nich i zagadnął kulawą angielszczyzną. W pierwszej chwili w ogóle nie zrozumieli jego słów. Gdy poprosili, by powtórzył, łamanym angielskim spytał skąd przyjechali. Sprawiał wrażenie pobudzonego, oczy mu błyszczały. Jego zachowanie było niespójne, ruchy wydawały się nerwowe, jakby nie był do końca szczery, ukrywał jakieś zamiary.
Wojtek wstał, by nie rozmawiać z nieznajomym na siedząco. Tamten był znacznie wyższy od niego i mocniej zbudowany. Mimo to Wojtek starał się nie pokazywać strachu.
– Jesteśmy z Polski – rzekł do niego po angielsku.
– Skąd? – nieznajomy skrzywił się.
Był wyraźnie zaskoczony odpowiedzią, jakby nigdy nie słyszał nazwy takiego kraju.
– Z Polski – powtórzył Wojtek.
Czarnoskóry mężczyzna uśmiechnął się, ale zaraz jego spojrzenie stało się metaliczne, a na twarzy pojawiła się agresja.
– Oddajcie portfele i telefony, jeśli chcecie żyć – rzekł szorstko.
Łamany angielski jedynie podkreślał ponury wydźwięk jego słów.
– Co? – Gosia nie zrozumiała, o co mu chodzi?
– Oddawaj telefon, kur..! Bo cię zaje…! – przybysz niespodziewanie krzyknął, tak ostro i przeraźliwie, że dziewczyna aż podskoczyła.
Makabra w Rimini
Dopiero wtedy pojęli, że nieznajomy nie ma dobrych zamiarów i że są ofiarami napadu. Przez chwilę siedzieli jak zamurowani. Nagły atak agresji sparaliżował ich, jednak Wojtek nie zamierzał być bierny.
– Gosia, uciekamy! – nachylił się i rzekł do partnerki.
Ona zdawała się tylko na to czekać. Poderwała się natychmiast, jednak obcy był czujny – zareagował momentalnie. Zamachnął się z całej siły, wymierzając Wojtkowi cios butelką. Polak padł na ziemię. Z nosa zaczęła mu obficie cieknąć krew. Chciał się podnieść, ale nie zdążył. Napastnik, zamachnął się i kopnął go z całej siły w żebra. Cios odebrał mu oddech, zaczął się dusić. Próbował wstać, ale nie zdążył. Spadła na niego cała lawina ciosów. W głowę, twarz, tułów. W mroku nie widział dokładnie, co się dzieje, jednak słyszał głosy, kilka głosów. Zdał sobie sprawę, że napastnik nie jest już sam.
Nie mylił się. Wszystko to stało się dosłownie w ułamkach sekund. Po pierwszych ciosach nagle z ciemności wyłoniło się trzech kolejnych mężczyzn. Wyglądało to tak, jakby wcześniej czekali w ukryciu na dobry moment do ataku. Po sygnale od pierwszego z napastników, momentalnie rzucili się w kierunku Polaków. Doskoczyli do Wojtka. Chłopak próbował się zasłaniać, ale nie miał żadnych szans. Przyjmował bardzo mocne ciosy. Z rozbitego nosa i ust obficie ciekła mu krew. Po kolejnym uderzeniu butelką w skroń, stracił przytomność.
***
W tym czasie, Gosia piszcząc i przełykając łzy próbowała uciekać, jednak dwóch ciemnoskórych napastników doskoczyło i do niej. Powalili ją na ziemię. Mówili w obcym, zupełnie jej nieznanym języku. Próbowała krzyczeć, wzywać pomocy, jednak mocny cios w twarz oszołomił ją.
Miała nad sobą czterech mężczyzn, Wojtek leżał bez ruchu kilkadziesiąt metrów dalej. Dyszała ciężko, po twarzy ciekły jej łzy. Na zmianę po polsku i po angielsku prosiła o litość. Gdy jeden z napastników zerwał jej bluzkę, próbowała jeszcze walczyć, gryzła i krzyczała, ale kilka kolejnych ciosów złamało jej opór. Nad sobą miała twarz oprawcy, czuła jego oddech, czuła jak zdzierał jej spodenki i majtki. Pozostali trzymali jej ręce. Po chwili przeszył ją potworny ból.
Gwałcili ją na zmianę. Gdy próbowała cokolwiek robić, bili. Kiedy traciła przytomność, zapadała w mroczny sen. Budziła się z niego nagle. Napastnicy ciągnęli ją do wody, by ją ocucić. Sprawiało im perwersyjną przyjemność, że ofiara jest świadoma. Gdy tylko budziła się, koszmar zaczynał się na nowo – kolejne bicie i gwałty. Nie wiedziała, jak długo to trwało. Wszystko zmieniło się w przeciągającą się gehennę, która czasem na chwilę łagodniała, by powrócić z jeszcze większą siłą.
Chcesz poznać ciąg dalszy tek sprawy? Sięgnij po „Detektywa Wydanie Specjalne” 2/2025 (tekst Krzysztofa Struga pt. Makabra w Rimini). Cały numer do kupienia TUTAJ.