Małgorzata Szabatowska: zaginiona i zamordowana

To nie jest kolejna historia o przypadkowym napadzie. Zbyt wiele tu symboliki, zbyt wiele niedopowiedzeń. Morderstwo Małgorzaty nosi znamiona zbrodni z bliska – emocjonalnej, wręcz intymnej. Wszystkie tropy, które przez lata rozgrzewały opinię publiczną, prowadzą w mroczny labirynt relacji, pieniędzy i milczenia Kościoła.

Małgorzata Szabatowska pochodziła z Cieszanowa na Podkarpaciu. W Krakowie mieszkała na Kurdwanowie, dzielnicy uchodzącej za jedną z najbezpieczniejszych w mieście. W 2010 roku odnotowano tam zaledwie 11 rozbojów i 4 pobicia . Pracowała w banku, była sumienna, punktualna i ambitna – nikt nie wyobrażał sobie, by pewnego dnia przepadła bez wieści .

We wtorek, 16 listopada, Małgorzata wyszła do pracy jak zwykle. Po południu wracała do domu z koleżanką z pracy. Rozstały się około godziny 17:00 w pobliżu bloku. Małgorzata zapowiedziała, że idzie jeszcze na zakupy .

Gdy następnego dnia nie pojawiła się w pracy, zaniepokojona koleżanka (mająca klucze do mieszkania na „wszelki wypadek”) postanowiła sprawdzić, co się dzieje. To, co zastała w środku, było niepokojąco zwyczajne – a przez to dramatyczne. W mieszkaniu panował porządek. W zlewie stała niedojedzona zupa. Na stole leżały świeżo zrobione zakupy. Płaszcz wisiał na wieszaku .

Jeden szczegół od razu rzucił się w oczy: drzwi były zamknięte na inny zamek niż zwykle. Małgorzata używała górnego zamka, tymczasem ktoś zabezpieczył je dolnym . Wszystko wskazywało na to, że wyszła tylko na chwilę i miała zamiar wrócić. Nie wróciła.

Policja ruszyła pełną parą. Przesłuchiwano sąsiadów, rodzinę, znajomych. W toku śledztwa pojawił się świadek, który wieczorem 16 listopada na klatce schodowej bloku Małgorzaty minął mężczyznę. Nieznajomy niósł duży, ciężki worek – kształtem przypominający ludzkie ciało . Kim był? Tego nie ustalono.

Śledczy odtworzyli sygnały telefonów komórkowych kobiety. Ostatnie logowanie nastąpiło w okolicach zbiornika wodnego na Zakrzówku – miejscu owianym złą sławą, gdzie dochodziło do samobójstw i wypadków . Czy to był trop? W kwietniu 2011 roku, pięć miesięcy po zaginięciu, specjaliści przeczesali dno zalewu za pomocą sonaru. Nie znaleźli nic .

Media zaczęły spekulować o możliwym seryjnym zabójcy. Łączono tę sprawę z zaginięciem i śmiercią Urszuli Olszowskiej (ciało znalezione w Tatrach) oraz Agnieszki Miedziak (wyłowiona z Zakrzówka). Łączył je podobny wiek i wygląd: młode kobiety, okulary, ciemne włosy .

Przełom nastąpił ponad rok później. 1 stycznia 2012 roku w Liszkach zbieracz złomu natknął się na wystającą z ziemi dłoń. Zdjął z niej zegarek i schował do kieszeni. Dopiero później, gdy policjanci w wyniku działań operacyjnych go zatrzymali, mężczyzna wskazał miejsce znalezienia .

Ciało Małgorzaty było płytko zakopane. Leżało na plecach, a ręce miała skrzyżowane w pozycji modlitewnej . Sekcja zwłok wykazała złamany nos oraz dwa żebra. Przyczyny śmierci nie udało się ustalić ze względu na zaawansowany rozkład ciała .

Gdy media dotarły do informacji o księdzu, sprawa nabrała rumieńców sensacji. Małgorzata utrzymywała bliskie relacje z duchownym Piotrem z diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Ksiądz pochodził z jej rodzinnych stron.

Znajomi mówią wprost: to była para. Mimo że on był duchownym, a ona twierdziła, że łączy ich tylko przyjaźń, świadkowie opisują związek jako „zakazaną miłość” . Małgorzata była w nim zakochana od czasów nastoletnich. Gdy on wstąpił do seminarium, ona nie mogła się z tym pogodzić, ale nigdy nie zerwała kontaktu.

Co istotne – i tu dochodzimy do jednego z głównych motywów – Małgorzata otrzymała od księdza część pieniędzy na zakup mieszkania w Krakowie. Według ustaleń portalu Interia, na kilkanaście tygodni przed zaginięciem ksiądz Piotr zażądał od kobiety zwrotu 50 tysięcy franków szwajcarskich. Chciał zakończyć związek .

Ksiądz odmówił poddania się badaniu wariografem. W czasie zaginięcia Małgorzaty przebywał w Szwajcarii, gdzie studiował (miał tzw. alibi). Jednak jego późniejsza postawa budziła pytania: nie zaangażował się w poszukiwania, nie pojawił się na pogrzebie, a jego milczenie było wymowne .

Dlaczego zginęła Małgorzata Szabatowska? W oparciu o dostępne fakty można zbudować kilka hipotez.

1. Motyw finansowy i zerwanie (ksiądz Piotr)

Najbardziej prawdopodobny. 50 tysięcy franków szwajcarskich to w 2010 roku ogromna suma – około 150 tysięcy złotych. Jeśli ksiądz Piotr żądał zwrotu pieniędzy i jednocześnie chciał zakończyć relację, Małgorzata mogła nie być w stanie (lub nie chcieć) oddać gotówki. Kłótnia mogła wymknąć się spod kontroli. Co więcej – alibi księdza opiera się na jego deklaracji pobytu w Szwajcarii. Strefa Schengen w 2010 roku umożliwiała szybkie przekroczenie granicy; teoretycznie mógł pojawić się w Krakowie i wrócić . Obojętność duchownego po fakcie oraz układ rąk ofiary (symbol religijny) tylko pogłębiają podejrzenia. Jednak śledczy nie mają twardych dowodów, a Kościół (jak wynika z doniesień) miał chronić swojego kapłana – rzekomo kuria proponowała rodzinie pieniądze za milczenie .

2. Zazdrość lub „trzecia osoba”

Ksiądz Piotr kontrolował Małgorzatę. Według relacji znajomych musiała mu się meldować, a on nie lubił jej znajomych . Jeśli Małgorzata miała kogoś innego lub chciała się uwolnić spod tej kontroli, mogła zginąć z ręki zazdrosnego kochanka. Motyw ten łączy się z pierwszym – mógł to być wybuch zazdrości połączony z żądaniem zwrotu pieniędzy.

3. Przypadkowy napad, który przybrał formę rytualną

Mniej prawdopodobne ze względu na ułożenie ciała. Sprawcy przypadkowych zabójstw rzadko zadają sobie trud płytkiego zakopywania ofiary i układania jej rąk w pozycji modlitewnej. To cecha zbrodni z premedytacją, często o podłożu psychologicznym lub rytualnym .

4. Milczenie jako wyrok

Poruszany przez komentatorów wątek „milczenia Kościoła” sugeruje tuszowanie. Jeśli ksiądz jest zamieszany, a prokuratura nie może zebrać dowodów, sprawa czternasty rok stoi w miejscu. W 2015 roku postępowanie zostało umorzone po raz drugi – co oznacza, że zgromadzony materiał nie wystarczył do postawienia zarzutów .

Dziś Małgorzata Szabatowska spoczywa na cmentarzu, a jej zabójca chodzi wolno. Krakowskie Archiwum X zapewnia, że wciąż analizuje dowody i czeka na nowe sygnały. Mimo że oficjalnie śledztwo jest umorzone, sprawa co jakiś czas wraca – jak choćby w 2023 roku, gdy media spekulowały o rzekomym „przełomie” .

Prawda jest taka, że w tej układance brakuje jednego kluczowego elementu. Czy był nim świadek, który widział mężczyznę z workiem? Czy zeznania pod przysięgą kogoś, kto wiedział o kłótni na kwotę 50 tysięcy franków? A może to, co przez lata uznawane było za alibi księdza, rozpadłoby się przy konfrontacji z nowymi technikami analizy śladów?

Na pytania te, lat po listopadowym  wieczorze 2010 roku, gdy Małgorzata wyszła z domu i nigdy nie wróciła, wciąż nie ma odpowiedzi.

Fot. Fb.com