Marek Papała, Komendant Główny Policji, został zastrzelony 25 czerwca 1998 roku. Od tamtej zbrodni, która wstrząsnęła Polską, minęło 28 lat! Mimo wielu tropów i podejrzanych sprawy do dziś nie udało się rozwiązać. W tej sprawie każdy świadek, każdy dowód i każda teoria okazywały się niewystarczające. Sprawa Papały to nie tylko historia o niewyjaśnionym morderstwie. To historia o tym, jak państwo polskie, mimo ogromnych środków i lat pracy, nie potrafiło rozprawić się z własnym cieniem. To plama na honorze polskiej policji i prokuratury, która po latach wciąż czeka na prawdę.
25 czerwca 1998 roku. Warszawa, godzina 22:00. Pod blokiem przy ulicy Rzymowskiego zostaje zastrzelony były komendant główny Policji, nadinspektor Marek Papała. Strzał w głowę, pistolet z tłumikiem, egzekucja jak z filmu gangsterskiego. Tylko że to nie film. To największa porażka polskiego wymiaru sprawiedliwości, która trwa już ćwierć wieku. Sprawcy nie znaleziono. A może jednak znaleziono, tylko… nie można go było skazać?
Najbardziej zagadkowa jest nie tyle sama zbrodnia, co wszystko to, co wydarzyło się później, przez kolejne dwadzieścia kilka lat.
Zabójstwo szefa policji to sprawa, która powinna zostać rozwiązana w kilka dni. Tymczasem od 1998 roku śledztwo jest jedną wielką lawiną absurdów, tajemniczych zgonów świadków i politycznych gier. Wersji było jedenaście. Podejrzani się zmieniali, a procesy kończyły się uniewinnieniami.
Rozpoczęło się od teorii o politycznych porachunkach. Potem pojawili się gangsterzy z Pruszkowa – Ryszard Bogucki „Rzeźnik” i Andrzej Zieliński „Słowik” mieli rzekomo działać na zlecenie polonijnego biznesmena Edwarda Mazura. W 2013 roku sąd uznał ich za niewinnych – dowody były zbyt kruche .
Wtedy prokuratura postawiła na inną, szokującą tezę: Papała zginął przez przypadek. Igor M., pseudonim „Patyk”, złodziej samochodów, miał chcieć ukraść jego Daewoo Espero, a gdy coś poszło nie tak – oddał śmiertelny strzał. W 2020 roku „Patyk” również został uniewinniony.
Tymczasem w tle ginęli kolejni świadkowie. Jedenastu, którzy mogli rzucić światło na tę zbrodnię, zmarło w tajemniczych okolicznościach . Śledczy posunęli się nawet do tego, że na pogrzebie Papały podłożyli podsłuch w trumnie, licząc, że żona zdradzi coś w chwili żałoby. To nie żart – to był oficjalny policyjny trop.
Dlaczego więc nikt nie poniósł kary?
Bo w tej sprawie każdy świadek, każdy dowód i każda teoria okazywały się niewystarczające. Sprawa Papały to nie tylko historia o niewyjaśnionym morderstwie. To historia o tym, jak państwo polskie, mimo ogromnych środków i lat pracy, nie potrafiło rozprawić się z własnym cieniem. To plama na honorze polskiej policji i prokuratury, która po latach wciąż czeka na prawdę.
Marek Papała – reformator polskiej policji
Marek Papała był najmłodszym komendantem głównym w historii polskiej policji. Gdy obejmował stanowisko miał 38 lat. Planował gruntowną reformę Komendy Głównej Policji. Na stanowisko szefa polskiej policji nominował go ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Leszek Miller.
Złożył dymisję w styczniu 1998 roku po bójkach kibiców z policją w Słupsku, w czasie których poniósł śmierć 13-letni Przemek Czaja, pobity przez funkcjonariusza. Krótko po dymisji Papale zaproponowano stanowisko oficera łącznikowego polskiej policji w Brukseli. Miał zajmować się sprawami związanymi z międzynarodową przestępczością zorganizowaną. Nie zdążył jednak objąć nowego stanowiska. 25 czerwca 1998 około godz. 22:00 został zabity strzałem z pistoletu w głowę, obok swojego samochodu zaparkowanego przed blokiem, w którym mieszkał.
Marek Papała: ostatni dzień życia
W dniu śmierci, 25 czerwca 1998 r., około godz. 20. Marek Papała uczestniczył w Wilanowie w przyjęciu imieninowym emerytowanego generała Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL, Józefa Sasina. Na miejscu byli też żona solenizanta – Janina, ich syn Jacek z żoną. Był też były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa Hipolit Starszak z żoną oraz Edward M. – polski biznesmen mieszkający na stałe w USA.
Starszak wyszedł ze spotkania, zanim przyjechał tam komendant. Papała był u Sasinów pierwszy raz. Podobno nie wiedział, że ten wyprawia przyjęcie. Pojawił się tam, by ustalić z Edwardem M. szczegóły swojego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Pierwotnie to Edward M. miał przyjechać do niego.
Około godz. 22. zaparkował samochodem daewoo espero obok swojego mieszkania przy ul. Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie. Wysiadając, został zastrzelony z broni z tłumikiem. Pocisk zatrzymał się w oparciu fotela, znaleźli go potem technicy kryminalistyki prowadzący oględziny na miejscu zdarzenia.
Honorowa sprawa dla policji
Informacja o zabójstwie generała postawiła na nogi całą Policję. Jeszcze tej samej nocy w komendzie stołecznej została powołana specjalna grupa śledcza. Zabezpieczała ślady i prowadziła inne rutynowe działania na miejscu zabójstwa. Od pierwszego dnia do wszystkich policjantów służby kryminalnej w kraju kierowane były zadania związane z pracą operacyjną. Wszyscy mieli penetrować środowiska przestępcze i szukać informacji, które mogły mieć jakikolwiek związek z zabójstwem, a następnie przekazywać je do specgrupy w KSP. Wykrycie sprawców traktowano jako honorową sprawę dla całej Policji.
Po kilku miesiącach śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów. Ekipę zajmującą się tą sprawą przeniesiono do komendy głównej. Wkrótce dołączono do niej śledczych z KGP i stworzono nową grupę o kryptonimie „Generał”. Sprawa zabójstwa byłego szefa Policji była prowadzona pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Wątki i hipotezy
Czas płynął, sprawcy pozostawali niewykryci, śledztwo było przedłużane. Badano wiele wątków służbowych, osobistych i politycznych, rozpatrywano w sumie 11 wersji śledczych. Jedna z nich jako potencjalnego sprawcę zabójstwa wskazywała znanego gangstera Ryszarda Boguckiego, ps. Rzeźnik. Zakładano, że mogło to być zabójstwo na zlecenie. Hipoteza ta była oparta na zeznaniach złodzieja samochodowego Igora Ł. (później M.), ps. Patyk, który właśnie przebywał w więzieniu za liczne kradzieże samochodów. Również żona zamordowanego generała rozpoznała na okazanych fotografiach Ryszarda Boguckiego jako mężczyznę, którego widziała tamtej nocy na parkingu przed domem.
Gang samochodowy, w którym działał Igor M., trafił w ręce Policji w 2000 r., wtedy gdy rozbijano grupę pruszkowską. „Patyk” chętnie zgodził się na współpracę z Policją, dzięki czemu dostał status świadka koronnego. Dostarczał informacji nie tylko o kradzieżach i członkach grup przestępczych, ale także o skorumpowanych policjantach.
Narobił sobie mnóstwo wrogów, lecz dzięki jego zeznaniom wielu przestępców trafiło za kratki. To właśnie on opowiedział, że w nocy 25 czerwca 1998 r. był na parkingu przed domem generała Papały. Przekonywał, jakoby zamierzał ukraść toyotę, na którą miał zamówienie. Wycofał się jednak, widząc na parkingu Ryszarda Boguckiego i Siergieja S., znanego płatnego zabójcę.
Śledztwo nie przynosiło jednak wystarczających materiałów umacniających tę wersję. Do pomocy działającej w KGP grupie „Generał” ściągnięto najlepszych analityków policyjnych z kraju. Dostali wszystkie materiały procesowe i operacyjne z zadaniem ich przeanalizowania oraz wskazania nowych wątków i nowych kierunków.
Analitycy zwrócili uwagę śledczych między innymi na to, aby przyjrzeli się samemu „Patykowi” i rozważyli, czy miał jakiś cel, żeby zeznawać przeciwko Boguckiemu. Wtedy to pojawiła się wersja zabójstwa przypadkowego, dokonanego przez złodziei samochodowych – Igora M. i jego kolegów. Zakładano, że Igor M. wskazał Boguckiego, aby odwrócić od siebie uwagę.
Marek Papała śledztwo i procesy
Początkowo przyjęto, że za zabójstwem stoi polonijny biznesmen Edward Mazur, ale nie udało mu się postawić zarzutów, gdyż Stany Zjednoczone, gdzie przebywa odmówiły ekstradycji. Śledztwo umorzono, a o podżeganie do zabicia generała oskarżono Andrzeja Z. pseudonim „Słowik” i Ryszarda Boguckiego, wcześniej skazanego za zabójstwo „Pershinga”. Proces zakończył się po 11. latach wyrokami uniewinniającymi.
W 2015 roku na ławie oskarżonych zasiadł nowy podejrzany – złodziej samochodów Igor M. pseudonim „Patyk”. Łódzka prokuratura, która przejęła śledztwo w sprawie śmierci byłego szefa polskiej policji, zarzuciła mu zastrzelenie Marka Papały podczas próby kradzieży jego samochodu. Proces w tej sprawie jeszcze się nie zakończył.
Rozpatrywano też wersję, według której w egzekucję zamieszana była rodzina byłego komendanta. Śledczy zainstalowali nawet w jego trumnie podsłuch, licząc na to, że pozyskają w ten sposób nagrania mogące pomóc w wyjaśnieniu sprawy – bezskutecznie.
Mafijna egzekucja?
Pierwotna hipoteza śledztwa zakładała, że do zabójstwa byłego komendanta głównego policji podżegali biznesmen Edward M. i Andrzej Z. ps. „Słowik” – jeden z bossów grupy pruszkowskiej, a także Ryszard B. – biznesmen ze Śląska, poszukiwany za oszustwa i wyłudzenia, który wpadł w 2001 r. w Meksyku, a trzy lata później został prawomocnie skazany za udział w zabójstwie Andrzeja K. ps. „Pershing” – lidera grupy ożarowskiej – do którego doszło w grudniu 1999 r. w Zakopanem.
Mimo skazania Ryszarda B. w tej sprawie wciąż istnieje wiele wątpliwości co do jego udziału w tym zdarzeniu. W ostatnich dniach natomiast Sąd Okręgowy w Częstochowie zdecydował o jego warunkowym, przedterminowym zwolnieniu z odbywania reszty kary pozbawienia wolności. Nie zgadza się z tym zastępca Zakładu Karnego w Herbach i prokuratura, która złożyła już zażalenie.
Podsłuch w trumnie
Rozpatrywano też wersję, według której w egzekucję zamieszana była rodzina byłego komendanta. Śledczy zainstalowali nawet w jego trumnie podsłuch, licząc na to, że pozyskają w ten sposób nagrania mogące pomóc w wyjaśnieniu sprawy – bezskutecznie.
W 2010 r. na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Warszawie za podżeganie do zabójstwa Papały zasiadali „Słowik” i Ryszard B. Pierwszy miał zdaniem prokuratury nakłaniać do zbrodni nieżyjącego już gangstera Artura Z. ps. „Iwan” z trójmiejskiego „klubu płatnych zabójców”. Drugi zaś miał obserwować miejsce późniejszego morderstwa, a także nakłaniać do jego popełnienia Zbigniewa G. W akcie oskarżenia dla „Słowika” żądano 8 lat, a dla Ryszarda B. – 15 lat pozbawienia wolności. Oni sami wnosili o uniewinnienie.
A może to była przypadkowa ofiara?
Tymczasem w kwietniu 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Łodzi przedstawiła alternatywną wersję wydarzeń, zgodnie z którą strzały do Marka Papały miał oddać chcący ukraść jego samochód znany stołeczny złodziej samochodów, Igor Ł. (dziś M. – przyp. aut.) ps. „Patyk”, późniejszy świadek koronny. Tę hipotezę popierał były minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki czy byli ministrowie sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski i Krzysztof Kwiatkowski. Miała ona jednak swoich krytyków ze względu na szereg nieścisłości. Podstawowym zarzutem było to, że zabójstwo wyglądało na z góry zleconą i zaplanowaną egzekucję, a nie przypadkową śmierć podczas próby kradzieży samochodu. Inna kwestia to fakt, że ostatecznie daewoo espero byłego komendanta pozostało na miejscu zdarzenia.
Ostatecznie Sąd Apelacyjny w Warszawie obniżył kwotę dla Ryszarda B. do 30 tys. zł. W sprawie ukrywanych dowodów, dotyczących zabójstwa „Pershinga”, Ryszard B. wytoczył powództwo o 35 mln zł, ale sąd przyznał mu tylko 50 tys. zł zadośćuczynienia, bez odszkodowania. Po odwołaniu wyrok uchylono i sprawę przekazano do ponownego rozpoznania.
„Patyk” się broni
– Nigdy nikogo nie zabiłem, nie miałem nic wspólnego z zabójstwem gen. Papały, wnoszę o uniewinnienie – powiedział Igor M., ps. Patyk w swej mowie końcowej przed Sądem Okręgowym w Warszawie. –
– Mam nadzieję, że ten proces pokazał, gdzie leży prawda i kto ma rację. – Nikt z nas nigdy nie pozbawił nikogo życia, na tej sali nie znajduje się nikt, kto miał związek z tym przestępstwem – podkreślił Igor M., który zabrał głos po mowach końcowych prokuratorów.
Przyznał, że zajmował się w latach 90. kradzieżami samochodów, został świadkiem koronnym, który dostarczył zeznań na temat środowiska przestępców kradnących samochody. – Przez te lata wszystkie te metody kradzieży ewoluowały, to ja niektóre z tych metod wymyśliłem – powiedział.
– Teraz okazuje się, że to ja znalazłem się pod domem Papały, uparłem się na ten konkretny samochód i – co więcej – nie potrafiłem go ukraść – wskazał.
Jak powiedział – przedstawiając przykłady dokonanych przez swą grupę kradzieży samochodów – kradzieże z wykorzystaniem broni to „nie była nasza bajka”. Za niewiarygodną uznał też tezę, że nosił broń ze względu na ochronę przed innymi grupami przestępczymi.
– Po co ja się opłacałem grupom przestępczym, skoro musiałbym z „klamką” chodzić? – pytał sąd.
Uniewinnienie… i co dalej?
Pod koniec października 2020 roku Igor M. pseudonim Patyk został uniewinniony od zarzutu zabójstwa generała Marka Papały. Głównemu oskarżonemu w tej sprawie, złodziejowi samochodów groziło dożywocie za zastrzelenie szefa polskiej policji. Wyrok ogłosił sędzia Mariusz Iwaszko.
Wraz z M. – dla którego prokuratura wnioskowała o dożywocie – uniewinniono 6 innych osób. Śledczy postawili im łącznie 38 zarzutów, z czego większość dotyczyła kradzieży samochodów. Robert J., Mariusz M. oraz Tomasz W. oprócz kradzieży oskarżeni byli o dokonanie rozboju na Papale, za co prokuratura żądała 15 lat więzienia.
Sędzia Mariusz Iwaszko w ustnym uzasadnieniu wymienił liczne sprzeczności i niekonsekwencje w zeznaniach świadka koronnego Roberta P., które obciążyły Igora M. Sędzia powiedział m.in., że „nie stwierdzono żadnych oznak walki o ten samochód, nie stwierdzono jakiejkolwiek rozmowy dotyczącej kradzieży na przykład: oddaj kluczyki! (…) Jest oczywiście do pomyślenia, że M. zdenerwowany, niechcący nacisnął na spust. To jest jednak samo w sobie tak mało prawdopodobne, że aż niewiarygodne”.
Sędzia uznał również, że śledczy nie przedstawili dowodów na to, że „Patyk” przy kradzieżach samochodowych używał broni. „Kwestia wcześniejszego używania przez Igora M. broni nie utrzymała się procesowo” – stwierdził sędzia.
Sam Igor M. podczas tego procesu oceniał zeznania P. jako niewiarygodne i podyktowane przez policję. Według niego, zeznania P. różniły się, gdy składał je najpierw jako podejrzany, potem jako świadek koronny i w końcu na rozprawie.
Obrońca Igora M. mecenas Grzegorz Cichewicz po zakończonej rozprawie powiedział do dziennikarzy – „To jest Waterloo dla prokuratury i organów ścigania oraz kryzys instytucji świadka koronnego”.
Kolejne sądy potwierdziły ten wyrok. Sprawca zabójstwa Marka Papały jest nadal nieznany.
Marek Papała nigdy nie będzie wyjaśniona?
Szanse na odnalezienie i skazanie prawdziwego sprawcy zabójstwa gen. Marka Papały są dziś bliskie zeru, a z każdym kolejnym rokiem maleją w sposób drastyczny. Eksperci, śledczy oraz komentatorzy oceniają, że sprawa ta stała się największą i prawdopodobnie bezpowrotną porażką polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których wykrycie sprawcy jest niemal niemożliwe:
1. Nieodwracalne błędy na początku śledztwa
Kluczowe dowody zostały zaprzepaszczone w pierwszych godzinach po morderstwie w czerwcu 1998 roku. Na miejscu zbrodni (parking przed blokiem) dopuszczono do chaosu: stratowano ślady, nie zabezpieczono odpowiednio odcisków palców ani mikroskopijnych śladów biologicznych. Przez błędy formalne popełnione pod koniec lat 90. współczesna kryminalistyka nie ma dziś na czym pracować.
2. Upływ czasu i śmierć kluczowych osób
Od zabójstwa minęło niemal 30 lat. W tym czasie zmarło wielu świadków, figurantów oraz osób, które mogły posiadać realną wiedzę o motywach zbrodni. Przykładowo, w maju 2023 roku zmarł Edward Mazur, polonijny przedsiębiorca z USA, którego polska prokuratura przez lata bezskutecznie próbowała ekstradować, podejrzewając go o zlecenie tego zabójstwa.
3. Fiasko wszystkich dotychczasowych wersji
Śledczy zbadali kilkanaście wersji wydarzeń i kilkadziesiąt tomów akt, sprawdzając zarówno wątek spisku na szczytach władzy i służb specjalnych, jak i hipotezę o przypadkowym napadzie rabunkowym gangu złodziei samochodów. Wszystkie te drogi zakończyły się prawomocnymi uniewinnieniami (Ryszarda Boguckiego, „Słowika” oraz Igora M. „Patyka”). Prokuratura została z niczym, a procesy dowiodły, że oskarżenia budowano na niewiarygodnych lub wręcz kłamliwych zeznaniach świadków koronnych.
4. Widmo przedawnienia karalności
Zgodnie z polskim Kodeksem karnym, okres przedawnienia zbrodni zabójstwa (przy wszczętym postępowaniu) wynosi maksymalnie 40 lat. Oznacza to, że po 2038 roku, nawet gdyby sprawca nagle sam się ujawnił i przyniósł niezbite dowody winy, nie będzie już możliwości pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej ani skazania.
Ostatnia nadzieja: Archiwum X
Jedyną, iluzoryczną szansą na przełom pozostaje policyjne Archiwum X. Ta wyspecjalizowana jednostka bada sprawę przy użyciu najnowocześniejszych technik analizy behawioralnej i retrospektywnej oceny bilingów czy dokumentów. Szukają oni tzw. „wycieku informacji” – sytuacji, w której ktoś z kręgu przestępczego po latach (np. na łożu śmierci lub w obliczu innego wyroku) postanowi wyjawić prawdę w zamian za korzyści procesowe. Bez takiego niespodziewanego wyznania, zagadka śmierci generała Papały na zawsze pozostanie zamknięta w archiwach.
Marek Papała: życiorys
Marek Papała urodził się 4 września 1959 roku w podkarpackim Pruchniku. Początkowo nie planował kariery w służbach porządkowych, lecz zamierzał ukończyć studia. Niestety, nie dostał się na Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie.
Czekała go zatem obowiązkowa służba wojskowa, której alternatywą była służba w milicji. Papała po odbyciu szkolenia unitarnego wstąpił do Batalionów Centralnego Podporządkowania, które gromadziły poborowych odbywających zastępczą służbę wojskową w milicji. Po jej ukończeniu postanowił pozostać w mundurze.
W 1980 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Oficerskiej w Szczytnie, które zdał po trzech latach z wyróżnieniem. Pozostał na uczelni jako starszy asystent, a następnie wykładowca. Uzupełnił także wykształcenie i uzyskał tytuł magistra administracji na Uniwersytecie Łódzkim.
Marek Papała wyspecjalizował się w dziedzinie ruchu drogowego. Dzięki temu zwrócił na siebie uwagę przełożonych i na początku 1990 roku rozpoczął pracę w Biurze Ruchu Drogowego KGP. Piął się po szczeblach kariery.
W 1995 roku Papała został zastępcą komendanta głównego, generała Jerzego Stańczyka. Dwa lata później sam został mianowany na to stanowisko i dostał awans do stopnia generała. Miał wówczas zaledwie 38 lat i tym samym został najmłodszym szefem polskiej policji w historii.
Jako komendant miał zająć się walką z przestępczością zorganizowaną, która była dużym problemem w Polsce lat 90. W tym celu planował przeprowadzić gruntowną reformę Komendy Głównej Policji.
Zrezygnował z pełnionej funkcji w styczniu 1998 roku po głośnej sprawie zamieszek w Słupsku, wywołanych zabójstwem dokonanym przez policjanta na Przemku Czai, 13-letnim kibicu koszykarskiego zespołu Czarni Słupsk.
Niedługo później Marek Papała dostał propozycję pracy jako oficer łącznikowy polskiej policji w Belgii. Zgodził się na nią i rozpoczął intensywne przygotowania do jej podjęcia, polegające m.in. na przyspieszonej nauce języka angielskiego. Nie zdążył jednak rozpocząć nowego etapu w życiu, ponieważ został zamordowany w Warszawie 25 czerwca 1998 roku.