Monika Kobyłka zaginęła w pierwszych dniach wakacji 2012 roku. Rozpłynęła się w mroku nocy w niewielkiej wsi na Mazowszu. Od tamtych zdarzeń mija dzisiaj dokładnie 14 at. Sprawa jest bardzo tajemnicza i skomplikowana. Każdy trop, każde wspomnienie, każda informacja może być kluczem do ich rozwiązania.
– Czuję, że Monika żyje, ale nie może do nas wrócić – opowiadała w rozmowie z dziennikarzami matka 15-letniej Moniki Kobyłko spod Rusinowa (powiat przysuski).
Nastolatkę po raz ostatni widziano w sobotę 7 lipca 2012 roku, około godziny 23. Tamtego dnia nic nie zwiastowało nadchodzącego dramatu. To były pierwsze dni upragnionych wakacji. Ciepła pogoda sprzyjała wypoczynkowi na świeżym powietrzu.
W ciągu dnia dziewczyna bawiła się z dziećmi sąsiadów, wieczorem umówiła się z koleżanką. Spacerowały po wsi, rozstały się w centrum, przy przystanku autobusowym. Od tamtej pory nikt jej nie widział. Wcześniej ani razu nie zdarzyło się, żeby nie wróciła do domu o ustalonej godzinie.
Monika Kobyłka: mówili o niej „Anioł”
– Po 23 zaczęłam do niej dzwonić. To grzeczne dziecko, nigdy się nie spóźniała – wspominała mama. – Już wtedy miałam złe przeczucie. Ona zawsze odbierała telefon. Nawet jak nie mogła rozmawiać, to po chwili wysyłała SMS-a czy oddzwaniała. Tym razem nic.
– Punktualna. Uczynna. Ostrożna. Słuchała rodziców. Anioł – mówili o niej sąsiedzi.
Następnego dnia od samego rana rodzina i sąsiedzi wyruszyli na poszukiwania. Jak to przy takich zagadkowych sprawach bywa, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał.
Ludzie byli bardzo zaskoczeni zniknięciem Moniki. Przecież to taka grzeczna, spokojna dziewczyna. Nigdy nie włóczyła się po wsi z chłopakami, wolny czas spędzała w domu na nauce. Nie imponowały jej dyskoteki, jeśli już zabawa, to w kameralnym gronie najbliższych przyjaciół. Jeszcze w niedzielne przedpołudnie policja wszczęła poszukiwania, jednak nie przyniosły one żadnego efektu.
Pies tropiący wprawdzie podjął ślad, ale zgubił go 200 metrów od domu zaginionej, na asfaltowej drodze, przy skrzyżowaniu dróg. Jedna z hipotez zakładała, że dziewczyna wsiadła do jakiegoś samochodu. Jeśli tak, to za kierownicą musiał siedzieć ktoś, kogo znała. Była trochę nieufna wobec nieznajomych, rodzice wpoili jej, aby pod żadnym pozorem nie jeździła tzw. okazją.
Piętnastolatka rozpłynęła się w powietrzu.
Raczej mało prawdopodobne, aby ktoś ją wciągnął do wnętrza auta. Nikt we wsi nie słyszał żadnych krzyków, na poboczu – pomimo bardzo intensywnych poszukiwań – nie znaleziono niczego, co należało do Moniki. Żadnego buta, chusteczki, kawałka materiału. Piętnastolatka rozpłynęła się w powietrzu.
– To raczej niemożliwe, żeby Monika sama gdzieś pojechała i nie odzywała się z własnej woli. W domu zostały wszystkie jej rzeczy: pieniądze, ubrania. Śledztwo od początku było prowadzone w kierunku pozbawienia nastolatki wolności – mówił prowadzący sprawę prokurator.
W tej sprawie przesłuchano ponad półtora tysiąca osób, kilka przebadano wariografem. Żadne z tych działań nie przyniosło skutku. Do dzisiaj nie ma informacji, które pomogłyby w rozwikłaniu zagadki. Pozostaje nadzieja, że komuś coś się przypomni albo ktoś, kto wie o jakichś szczegółach tamtej sobotniej nocy, podzieli się swoją wiedzą z organami ścigania.
We wrześniu 2014 roku śledztwo umorzono ze względu na niewykrycie sprawców. Ale policja nie odłożyła sprawy na półkę. W ubiegłym roku, na podstawie dokładnej analizy oraz zdjęć rodziny, specjaliści z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, zajmujący się progresją wiekową stworzyli aktualny portret Moniki uwzględniający upływ czasu (prezentujemy go powyżej)
Dodajmy, że policja wyznaczyła 5000 zł nagrody za informacje, które przyczynią się do wskazania miejsca pobytu Moniki.
Monika Kobyłka: komunikat policyjny
Monika Kobyłka ma 168 centymetrów wzrostu, niebieskie oczy i długie, rude włosy. W dniu zaginięcia była ubrana w białą koszulkę z czarnym napisem i czerwonym sercem z przodu, krótkie, dżinsowe spodenki w kolorze niebieskim i beżowe buty z cekinami.
Osoby, które posiadają informacje na temat zaginionej mogą przekazywać je anonimowo w najbliższej jednostce Policji lub pod numerem alarmowym 112, a także pod numerem telefonu zaufania mazowieckiej policji – 0 800 191 902, który jest czynny całą dobę.
Można tylko snuć domysły…
W tej sprawie można tylko snuć domysły o tym, co się stało z nastolatką w lipcową, wakacyjną noc. W internecie można znaleźć wiele hipotez…
– Albo ktoś znajomy, sąsiad, który znał ich zwyczaje albo obserwował z okna i ją zwabił. A na wiosce trwa zmowa milczenia i dopóki się ktoś nie wysypie to nie poznamy prawdy. Ewentualnie nawiązał z kimś znajomość kto podjechał po nią i wsiadła dobrowolnie. Więc albo nie żyje albo jest gdzieś przetrzymywana albo trafiła do jakiegoś domu publicznego. Niestety!
– Ładna dziewczyna pewnie ktoś to wykorzystał może zgwałcił i zabili by nie wsypała albo kogoś poniosły emocje. Ale zapewne została zgwałcona bo szczupła, długowłosa zbokow to jara taka sylwetka. Zastanawia mnie jaki rodzic pozwala 14 letniej dziewczynie o 21 wyjść z domu ja to w wieku 14 maks. o 21 wracałam, rodzice by mnie z domu nie wypuścili o tej porze. No ale to była spokojna wieś wiec pewnie to uśpiło ich czujność no ale właśnie i tak o 21 jest niebezpiecznie, przez wioski przejeżdża wiele obcych aut. Co Wy z tym burdelem? Wątpię że porwano ja do domu publicznego bo handlarze żywym towarem zazwyczaj kręcili się przy dyskotekach, klubach oferowali pracę zagraniczne czy kariery w modelingu. Raczej nie szukali ofiar po jakiś wsiach. Bardziej prawdopodobne ze jechał zwyrodnialec zwabił ja do auta może chciał wykorzystać seksualnie albo to zrobił i zabili by zatrzeć winę albo ona się skutecznie broniła przed gwałtem a on ja np udusił w przypływie złości potem dotarło co zrobił i ukrył ciało i siedzi cicho (niewykluczone że to ktoś znany jej)..
– Moim zdaniem Monika czekała na kogoś, ponieważ pies stracił trop przy znaku, który był w drodze domu Moniki. Sąsiad widział Monikę zawracającą na przystanek o 23.06, a tel.od mamy nie odebrała o 23.12 Gdyby szła do domu, przeszłaby w 6 min 200 metrów. Wszystko wskazuje na to, że ktoś napisał jej wiadomość, że zaraz będzie i dziewczynka po prostu zawróciła. Poza tym na monitoringu przy przedszkolu nagrane zostało zawracające auto. Właściciel nie zgłosił się, więc prawdopodobnie dziewczynka była w tym aucie.
– Ta sprawa od lat nie daje mi spokoju. O 23:09 dziewczynka pisze smsa do koleżanki , a o 23:12 telefonu od matki już nie odbiera. Jestem przekonana, że umówiła się z kimś na spontaniczne, szybkie zapoznawcze spotkanie – właśnie przy przystanku – czyli tam, gdzie pies traci trop, a we wsiach przystanek to często charakterystyczny punkt orientacyjny – zazwyczaj jeden. Wnioski , które się nasuwają : dziewczynka umówiła się z kimś kogo poznała w świecie wirtualnym , lub rozpoczęła kontakt wirtualnie, ale z osobą z tzw. „Sąsiedztwa” – ta druga wersja jest dla mnie bardziej prawdopodobna. Uważam , że dziewczynka wsiadła do samochodu osoby , z którą się umówiła – dobrowolnie – stąd żadnych krzyków czy próby ucieczki. To był ktoś , komu ufała- musiała więc mieć z nim kontakt od dłuższego czasu. To działo się zbyt szybko by czynu dopuściła się przypadkowa osoba. Według mnie sprawcą jest osoba, którą Monika znała , a z całą pewnością korespondowała. Telefon w okolicy logował się do około 2:00 w nocy. Za późno zgłoszone zaginięcie.
– Kiedyś mieszkałam na wsi, od przystanku do domu miałam z 200m wzdłuż szosy. Nie było dnia żeby jakiś „wujek” nie zachęcał mnie do podwózki, bywali i tacy co wysiadali z samochodu i trzeba było przez pole biec bo wiadomo że patałach nie zostawi samochodu na środku szosy. To trwało latami aż się wyniosłam do miasta. Pierwszy mistrz mnie gonił jak miałam z 15 lat. A to byli na bank okoliczni tatusiowie wioskowi. Takich mamy porządnych ludzi i sąsiadów. Dlatego uczcie córki jak się bronić, jak uciekać, czego unikać i że w żadnym wypadku nie muszą być grzeczne na zaczepiających obcych.
Na zdjęciu: progresja wiekowa – tak mogła wyglądać Monika Kobyłka w 2022 roku. Fot. policja.pl