Nieznany chłopiec z Cieszyna to Szymon z Będzina

Czarna kartka z kalendarza: 19 marca. 19 marca 2010 roku dwaj nastolatkowie znaleźli w stawie  koło Cieszyna zwłoki kilkunastomiesięcznego chłopca. Leżały tam kilka dni. Najprawdopodobniej maluszek został pobity przez opiekunów, a następnie porzucony. Przyczyną śmierci był uraz jamy brzusznej. Media pisały o nim „nieznany chłopiec z Cieszyna”.

Sprawa była bardzo zagadkowa. Policjanci na Śląsku chodzili od domu do domu, sprawdzali wszystkie rodziny w województwie, które miały dziecko w wieku zmarłego chłopca. Dzielnicowi odwiedzali mieszkanie po mieszkaniu i metodycznie każde z nich sprawdzali, przeprowadzali wywiady. W całym kraju nie zgłoszono żadnego zaginięcia takiego maluszka. Podejrzewano, że pochodzić z Czech, Słowacji, Austrii lub Rosji.

– Sprawę formalnie prowadzono w Cieszynie. My prowadziliśmy czynności operacyjne i nadzór. Podzieliliśmy się pracą. Mieliśmy wykaz 40 tysięcy dzieci z samego województwa śląskiego. Chyba każdy policjant w Polsce miał kontakt z tą sprawą. Badaliśmy ogromną liczbę wątków. Roboty było mnóstwo – opowiadał jeden z tamtejszych policjantów.

Prowadzone śledztwo w bielskiej prokuraturze okręgowej umorzono w kwietniu 2012 r. z powodu niewykrycia sprawców śmierci chłopca, którego tożsamości nikt nie znał.

Zagadkę rozwiązano dopiero po dwóch latach. Zaczęło się od jednego telefonu. Jedna z sąsiadek zadzwoniła do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie, że od dawna nie widziała syna sąsiadów, a jego matka nie potrafiła wytłumaczyć, co się z nim dzieje. Sygnału nie zlekceważono. Chłopca nie było, jego rodzice – choć początkowo umówili się z pracownikiem MOPS-u – zniknęli.

Chłopiec z Cieszyna: zagadka wyjaśniona!

O sprawie powiadomiono policję.  Domniemaną matkę chłopca Beatę Ch. i jej konkubenta Jarosława R. zatrzymano kilka dni później. To oni byli rodzicami nieznanego chłopca, którego znaleziono dwa lata wcześniej w Cieszynie.

Do tragedii doszło pod koniec lutego 2010 r. Według śledczych ojciec uderzył dziecko, bo było płaczliwe i nie wykonywało poleceń. Po ciosie stan Szymona szybko się pogarszał – dziecko doznało pęknięcia jelita cienkiego, które przerodziło się w ropne zapalenie otrzewnej.

Przez kolejne cztery dni od uderzenia chłopiec płakał, nie chciał jeść i pić, miał biegunkę. Na kilka godzin przed śmiercią Jarosław R.  ponownie uderzył  syna w brzuch. Z ustaleń biegłych wynikało, że gdyby rodzice po wystąpieniu objawów chorobowych poszli z Szymonem do lekarza, zapobiegliby jego śmierci. Tej szansy mu nie dali!

Jeszcze w dniu śmierci Szymona rodzice przewieźli jego zwłoki samochodem do Cieszyna, gdzie porzucili je w stawie. Szymon został kompletnie ubrany, odpowiednio do pory roku. Został włożony do torby i przewieziony w bagażniku, a następnie położony przez matkę na krawędzi stawu.

Jarosława R. ostatecznie skazano na karę 15 lat pozbawienia wolności, Beata Ch. ma spędzić za więzienny murem dwa lata mniej.