Dziewczynka miała obfity krwotok z dróg rodnych. Pogotowie zabrało ją do wojewódzkiego szpitala zespolonego w Kielcach. W trakcie badania wyszło na jaw, że poroniła. Była w szóstym miesiącu ciąży. Stan 13-latki był poważny. Straciła dużo krwi.
Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Należało znaleźć odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Po pierwsze, jeżeli dziewczynka urodziła martwe dziecko, to gdzie odbył się poród i gdzie jest płód. Po drugie, dlaczego karetka została wezwana dopiero wtedy, gdy nastąpił u dziewczynki groźny dla życia krwotok? I wreszcie kto był ojcem dziecka.
Jak tu fajnie!
Agata W. pochodziła z przeciętnej kieleckiej rodziny. Finansowo raz radzili sobie lepiej, raz gorzej. Niby dziewczynce niczego w domu nie brakowało, głodna nie chodziła, miała się w co ubrać i z czego zadzwonić, lecz rodzice traktowali ją trochę przedmiotowo. Zajęci pracą nie poświęcali jej dużo czasu. Byli, jak ich potem określono, trochę niewydolni wychowawczo, nie bardzo rozumieli potrzeby swego dziecka.
Dziewczynka przeważnie nigdzie nie wyjeżdżała na wakacje, snując się całymi dniami po blokowisku. W końcu ujęła się za nią babcia. Zaproponowała, że weźmie do siebie wnuczkę na lato. Rodzice Agaty zgodzili się, nie pytając jej o zdanie. Miała wtedy niespełna 12 lat.
Tymczasem dziewczynka nie była zachwycona perspektywą spędzenia wakacji u babci. Gdy usłyszała, gdzie rodzice ją wysyłają, tylko ciężko westchnęła i przewróciła oczami. Myślała, że będzie to nudne jak flaki z olejem. Bo ani koleżanek, ani internetu, ani sklepów, ani w ogóle nic godnego uwagi. Było jej wstyd, bo inne dziewczyny jeździły nad morze lub w góry. Paulina, z którą siedziała w jednej ławce chwaliła się, że spędzi 2 tygodnie na greckiej wyspie. A ona co? Do babki na zabitą dechami dziurę, gdzie są dwie ulice na krzyż. Jak jakaś nie przymierzając dziadówa. Co za obciach!
***
Czarny scenariusz, wedle którego miała się z nudów zamienić w uroczego psa chińskiej rasy na szczęście się nie sprawdził. Nie było tak strasznie. Babcia Agaty, Krystyna P., mieszkała w kilkutysięcznym miasteczku w województwie świętokrzyskim. Okolica jest bardzo malownicza i chętnie odwiedzana przez turystów z Polski i zagranicy. Największymi atrakcjami są ruiny zamku królewskiego z przełomu XIII i XIV wieku oraz jaskinia położona na terenie rezerwatu przyrody. Pod względem zabytków i ciekawych zakątków miejscowość w niczym nie ustępowała greckim wyspom.
Agata lubiła chodzić na wycieczki, na początku tylko z babcią, później z dziećmi sąsiadów, które były w podobnym wieku, więc szybko znalazła z nimi wspólny język. A jeszcze jedna z sąsiadek hodowała króliki. Były takie milutkie.
Babcia codziennie przygotowywała dla wnuczki wymyślne smakołyki, jakich w mieście ze świecą szukać. Miała przy domu piękny ogród. Nauczyła wnuczkę pielęgnować kwiaty i robić przetwory owocowe na zimę.
Wbrew obawom, internet też był. Może trochę wolno, ale działał. Agata nie miała jednak wielu okazji, żeby z niego korzystać, bo w inny sposób niż obserwowanie ulubionych influencerek spędzała wakacyjny czas. Dzięki temu przekonała się, że oprócz portali społecznościowych jest jeszcze realny świat. Ciekawszy od tego na ekranie komputera i smartfonu.
– Babciu, nigdy bym nie pomyślała, że u ciebie jest tak fajnie. Jak to dobrze, że tu przyjechałam – powtarzała często.
Wyrośniesz na piękność
Dwa miesiące minęły jak mgnienie oka. Dziewczynka była zachwycona wakacjami. Toteż po roku bez namysłu powiedziała, że nie chce nigdzie indziej jechać, tylko do babci. Rodzice oczywiście zgodzili się. I znów było super.
71-letni Mirosław Cz. mieszkał w bliskim sąsiedztwie Krystyny P. Był mężczyzną samotnym, żona zmarła mu ponad 15 lat temu, a jedyny syn, dorosły już mężczyzna, wyjechał na stałe do Warszawy i sporadycznie odwiedzał ojca.
By nie siedzieć sam w czterech ścianach, często odwiedzał sąsiadkę, która także jakiś czas temu owdowiała. Pomagał jej w gospodarstwie, jako tak zwana złota rączka wykonywał u niej prace hydrauliczne i wszelkiego rodzaju naprawy. Niekiedy woził ją samochodem do sklepu. Ludzie plotkowali, że łączy ich nie tylko zwykła sąsiedzka znajomość.
***
– To prawda, babciu? – spytała Agata, gdy po raz drugi spędzała u niej wakacje.
– E tam zwykłe plotki. Lubię Mirka, bo dobry z niego człowiek, ale nic więcej mnie z nim nie łączy.
– Nie jest w twoim typie? Szkoda, moglibyście się pobrać i razem zamieszkać – przekomarzała się dziewczynka.
– Co to, to nie. Miałam już jednego męża i wystarczy mi. Nie zamierzam mieć drugiego.
Starszy pan zrobił na Agacie korzystne wrażenie. Wcale zresztą nie wyglądał na swoje lata. Polubiła go. Był bardzo sympatyczny, ciekawie opowiadał o swoim życiu. Przed laty pracował za granicą, między innymi w krajach Bliskiego Wschodu. Widział staroegipskie piramidy i pustynię. Dziewczynka uwielbiała słuchać jego opowieści o kulturze arabskiej, które brzmiały nieomal jak „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”. Trochę tylko krępowały ją komplementy pana Mirka, których jej nie szczędził. Mówił, że wyrośnie na piękną dziewczynę i z pewnością zrobi karierę jako modelka.
– E tam, żartuje pan sobie, gdzie mi tam do modelki? – protestowała, aczkolwiek pochwały sąsiada sprawiały jej przyjemność i podnosiły samoocenę.
– Mówię, jak jest, a trochę się na tym znam, więc możesz mi wierzyć, dziewczyno…
Gdyby była bardziej doświadczona i uważniej spojrzała na mężczyznę, być może w jej umyśle zapaliłaby się czerwona ostrzegawcza lampka. Sympatyczny pan Mirek nie tylko bowiem mówił, ale dziwnie ją dotykał. A jego oczy w takich chwilach niezdrowo błyszczały…
Chcesz poznać całą tą historię? Sięgnij po Detektywa 12/2025 (tekst Mariusza Gadomskiego pt. Co ludzie powiedzą?). Cały numer do kupienia TUTAJ.