Okrutne zabójstwo Mai. Żyła 72 dni

Był poranek 20 stycznia 2022 roku, gdy dyspozytor pogotowia ratunkowego w Starogardzie Gdańskim odebrał dramatyczne zgłoszenie. Zrozpaczona 22-letnia Karolina P. informowała, że jej dwumiesięczna córka Maja przestała oddychać. Na miejsce natychmiast wysłano zespół ratowników. Gdy dotarli pod wskazany adres, zastali niemowlę w stanie krytycznym. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem. Reanimacja maleństwa trwała ponad 30 minut. Dziewczynkę przetransportowano do szpitala, jednak mimo wysiłków lekarzy, życia dziecka nie udało się uratować. W szpitalu odnotowano natomiast liczne, niepokojące obrażenia na ciele dziecka. Maja miała połamane rączki, rozległe siniaki, otarcia i ślady zaniedbania. Już wtedy medycy wiedzieli, że śmierć dziecka nie była wynikiem nagłego zatrzymania krążenia. Charakter urazów wskazywał, że przemoc wobec dziewczynki miała miejsce na długo przed tym, jak trafiła do szpitala.

Tragiczny los dwumiesięcznej Mai był tylko początkiem znacznie większego dramatu, który rozgrywał się za zamkniętymi drzwiami mieszkania młodej pary. Na miejscu interwencji ratownicy medyczni zastali także starsze rodzeństwo dziewczynki, 4-letnią Zuzię i 2-letniego Kubę. Dzieci trafiły do pogotowia opiekuńczego, gdzie natychmiast objęto je opieką lekarską. Zuzia miała widoczny uraz głowy oraz nieprawidłowo zrośnięte złamania kończyn, które wymagały pilnej interwencji chirurga. Kuba z kolei miał liczne siniaki i zadrapania, świadczące o systematycznym biciu. Obrażenia, jakie stwierdzili lekarze, nie były przypadkowe. Medycy uznali, że powstały one w różnym czasie i różnych miejscach ciała, co wykluczało nieszczęśliwy wypadek. Co więcej – dzieci były wyraźnie niedożywione, nie mówiły, wykazywały też objawy zaniedbania emocjonalnego. Biegli zdiagnozowali u nich zespół dziecka maltretowanego – zespół urazów świadczący o długotrwałym i brutalnym znęcaniu się. Już wtedy coraz więcej znaków wskazywało na to, że w tym domu przemoc była normą. Była codziennością.

Jeszcze tego samego dnia sprawą zajęła się prokuratura. Sekcja zwłok Mai jedynie potwierdziła najgorsze przypuszczenia – dziewczynka przez długi czas była ofiarą brutalnej przemocy. Biegły sądowy jako bezpośrednią przyczynę zgonu wskazał rozlane, wysiękowe zapalenie opon mózgowych oraz obrzęk mózgu, który doprowadził do porażenia podstawowych ośrodków życiowych w pniu mózgu odpowiedzialnych za oddychanie i krążenie. Ciało dziecka nosiło wyraźne ślady licznych, zadawanych w różnym czasie obrażeń.

Wtedy też pod lupę śledczych trafili rodzice dzieci. Szybko okazało się, że byli oni wcześniej znani kilku instytucjom, a mimo to żadna z nich nie dopatrzyła się przemocy w domu. Alarmu nie podniosła ani pielęgniarka środowiskowa, ani fundacja pro-life wspierająca rodzinę. Przemoc nie została również dostrzeżona przez osoby z najbliższego otoczenia.

W toku śledztwa wyszły na jaw szczegóły życia rodziny, które później miały odegrać kluczową rolę w postępowaniu sądowym. Karolina i Dominik mieszkali w lokalu należącym wcześniej do ojca mężczyzny, który kilka lat wcześniej odebrał sobie w nim życie. Matka Dominika opuściła rodzinę wcześniej. Karoliną z kolei opiekowała się babcia, mieszkająca piętro wyżej w tej samej kamienicy. Młodą matkę regularnie odwiedzała także siostra. Nikt jednak nie zauważył przemocy. A nawet jeśli zauważył, to milczał. Krył oprawców – rodziców dzieci.

W lipcu 2023 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie śmierci dwumiesięcznej Mai. Rodzicom dziewczynki postawiono zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz znęcania się nad dwójką pozostałych dzieci. Oboje jednak nie przyznawali się do winy. Zdaniem prokuratury, działali wspólnie i świadomie. Z obawy przed konsekwencjami wcześniejszej przemocy wobec córki, celowo zaniechali udzielenia jej pomocy medycznej. Choć widzieli, że stan dziecka się pogarsza i zagraża życiu maleństwa, nie wezwali lekarza. Ich bierność – jak podkreślono w uzasadnieniu – nie była przypadkiem, lecz świadomą decyzją. Godzili się z tym, że dziewczynka może umrzeć. Ale to był dopiero początek dramatycznego obrazu, jaki wyłonił się w toku śledztwa.

Rodzicom Mai postawiono kolejne zarzuty. Śledczy ustalili, że od listopada 2020 roku aż do tragicznego dnia śmierci dziewczynki, Karolina P. i Dominik P. mieli znęcać się fizycznie i psychicznie nad całą trójką swoich dzieci. Według prokuratury – maltretowanie było systematyczne. Dzieci były wyzywane, bite po całym ciele, szarpane i izolowane. Rodzice ignorowali wszelkie oznaki obrażeń, nie interesował ich stan zdrowia dzieci. Nie zapewniali im podstawowej opieki ani nie reagowali na potrzebę pomocy lekarskiej. Maluchy chodziły głodne, niedożywione i ubrane nieadekwatnie do pogody. Jak wspominała sąsiadka rodziny w jednej z rozmów z lokalną gazetą, kiedyś chciała przekazać im ciepłe ubrania po swoich dzieciach. Doskonale widziała, w jakich warunkach żyją maluchy. Była świadoma biedy w rodzinie. Rodzice dzieci nie byli zainteresowani takim wsparciem.

Karolina P. i Dominik P. nie byli jednak jedynymi, którzy mieli związek z dramatem rozgrywającym się w czterech ścianach. Aktem oskarżenia objęto także dwie inne osoby – babcię dzieci oraz ich ciocię. Obie usłyszały zarzuty nieudzielenia pomocy małoletnim, których życie i zdrowie było bezpośrednio zagrożone w wyniku przemocy psychicznej i fizycznej, jakiej dopuszczali się rodzice. Mimo świadomości tragedii rozgrywającej się za ścianą – obie milczały.

Chcesz poznać ciąg dalszy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 9/2026 (tekst Anny Rychlewicz pt. 2 miesiące i 11 dni życia). Cały numer do kupienia TUTAJ.