Operacja Enigma to była jedna z najbardziej spektakularnych akcji policyjnych w Polsce. Dziś już trochę zapomniana, a jakże ważna w walce z rodzimą przestępczością zorganizowaną.
W labiryncie polskich ulic, gdzie codzienność miesza się z cieniem nielegalnych interesów, rozrosła się sieć, której odnogi sięgały daleko poza granice kraju. Słowo „mafia” przez lata budziło grozę, kojarzyło się z bezkarnością, zorganizowaną przestępczością i tajemniczymi układami. Jednak nawet najpotężniejsze struktury kryminalne mogą zostać rozpracowane, gdy naprzeciw nim staje determinacja, odwaga i technologia na najwyższym światowym poziomie.
Tak oto narodził się projekt Enigma – operacja, która na długo zapisała się w annałach polskich służb jako symbol skutecznej walki z przestępczością zorganizowaną. Nazwa nie została wybrana przypadkowo; Enigma, podobnie jak słynna niemiecka maszyna szyfrująca, była synonimem tajemnicy, intelektualnej łamigłówki i siły ludzkiego rozumu. To właśnie dzięki zbieżności z genialnym wysiłkiem matematycznym polskich kryptologów z czasów II wojny światowej, postanowiono nadać operacji nazwę, która nawiązywała do zwycięstwa nad tym, co z pozoru niemożliwe do złamania.
Operacja Enigma: jak to się zaczęło?
W lipcu 1990 roku w motelu „George” w Nadarzynie pod Warszawą, przy trasie katowickiej, policja zorganizowała zasadzkę na sześciu gangsterów z Pruszkowa, którzy próbowali wymusić okup za auto ukradzione pewnemu Polakowi z niemieckim paszportem. Gdy przestępcy przybyli po okup i zorientowali się, że to pułapka, doszło do strzelaniny, w wyniku której zginął jeden z gangsterów, a policjant został ranny. To była pierwsza akcja policji przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej w Polsce.
Lata 90. XX wieku i początek lat dwutysięcznych był okresem szczególnie intensywnego rozwoju przestępczości zorganizowanej. Kolejne grupy powstawały jak grzyby po deszczu w całym kraju, szukając dla siebie coraz to nowych obszarów działania przynoszących zyski. Gangi walczyły między sobą o terytoria i strefy wpływów. Do okiełznania tej przestępczości dotychczasowe struktury policji były niewystarczające.
Tzw. mafia pruszkowska
Najsilniejsza była grupa pruszkowska, powszechnie nazywana mafią pruszkowską, bo jej struktura, sposób zorganizowania, metody działania w znacznej mierze przypominały pierwowzór, czyli mafię włoską.
Pruszkowscy gangsterzy zaczynali od kradzieży m. in. samochodów i włamań. Potem napadali na TIR-y z towarem, wymuszali haracze, handlowali narkotykami, dokonywali porwań i zabójstw na zlecenie.
Za „ojców założycieli” grupy pruszkowskiej uważa się trzech kumpli z tego miasta: Ireneusza P. ps. Barabasz, Janusza P. ps. Parasol, i Jacka D. ps. Dreszcz. Później do tzw. zarządu Pruszkowa weszli Leszek D., ps. Wańka, Mirosław D. ps. Malizna”, Andrzej Z. ps. Słowik, Zygmunt R. ps. Bolo i Ryszard Sz. ps. Kajtek. Podlegało im kilkunastu szefów pomniejszych grup odpowiadających za poszczególne „segmenty działalności” oraz liderzy grup w różnych rejonach kraju, którzy współpracowali z „Pruszkowem”. W latach 90. był to już dobrze zorganizowany związek przestępczy o charakterze zbrojnym, który był najsilniejszy w kraju.
Operacja „Enigma” – coraz bardziej sławni
Mniejsze lokalne gangi chętnie korzystały z ochrony mafii pruszkowskiej, w zamian oddając połowę swoich dochodów. Przestępcy, najpierw z okolic Warszawy, a potem z różnych stron kraju, sami zgłaszali się do Pruszkowiaków deklarując swoje podporządkowanie za ochronę i możliwość powoływania się na bliskie kontakty z „mafią pruszkowską”, której sława była coraz większa.
Jeśli jakaś grupa przestępcza w kraju miała kłopot z podporządkowaniem sobie konkurencji, ściągała „chłopaków z Pruszkowa”, ci przyjeżdżali z karabinami i kijami baseballowymi, łamali opornym ręce, nogi i eliminowali z interesu. A fama szła w środowisko. W ten sposób pruszkowiacy opletli swoimi wpływami znaczną część kraju. Przestępczy biznes rozwijał się coraz lepiej, a gangsterzy wchodzili w coraz to nowe i coraz bardziej dochodowe interesy. Szybko zorientowali się, że wielkie zyski można osiągnąć z przemytu narkotyków, alkoholu, papierosów i broni. Zaczęli dogadywać się z grupami przestępczymi w Europie i Ameryce Południowej i ich działalność coraz szerzej wychodziła poza granice kraju. We współpracy z Kolumbijczykami przemycali kokainę, z Turkami heroinę, z Rosjanami alkohol i broń, z Niemcami papierosy.
Operacja Enigma: Wojny gangów
Pruszkowiakom wyrosła jednak silna konkurencja po drugiej stronie Warszawy, gdzie coraz śmielej poczynała sobie grupa wołomińska, kierowana przez Henryka N. znanego pod pseudonimem „Dziad”. Na początku lat 90. przez pewien okres obie grupy współpracowały ze sobą. Wspólnie organizowały transporty nielegalnego spirytusu, członek grupy pruszkowskiej niejaki „Ceber” wspólnie z „Dziadem” prowadził w Ząbkach kantor i lombard, poszczególni gangsterzy brali udział w niektórych akcjach organizowanych przez jedną to przez drugą grupę.
Zgoda szybko się jednak skończyła. Zaczęło się od tego, że gdy wspólnie zorganizowali transport alkoholu i tiry z towarem wjechały do „dziupli” „Dziada” za nimi wjechała policja. Pruszkowiacy twierdzili, że „Dziad” ich wystawił, on z kolei uważał, że to oni nieudolnie przyciągnęli za sobą „ogon”. Skończyły się wspólne akcje, zaczęła ostra walka o strefy wpływów. Bandyci pruszkowscy i wołomińscy strzelali do siebie nawzajem, podkładali ładunki wybuchowe pod samochody, napadali na siedziby konkurencji.
Strzały, strzały, strzały
Nie było tygodnia, żeby media nie donosiły o zabójstwach, egzekucjach, porwaniach, dokonywanych w biały dzień. Brat „Dziada”, Wiesław N. ps. Wariat porwał pruszkowskiego bossa „Kajtka”, próbował też zastrzelić „Pershinga”. Wprawdzie mu się nie udało i postrzelił tylko kierowcę „Pershinga”, ale po jakimś czasie nastąpił odwet. Pruszkowiacy trzykrotnie organizowali zamach na „Wariata”, wreszcie dopadli go, jak wychodził ze sklepu nocnego i posłali mu serię z broni maszynowej, gdy wsiadał do swojego pontiaca. W centrum Pruszkowa został zastrzelony jeden z mafiosów pruszkowskich Wojciech K. ps. Kiełbasa, kilka miesięcy później w Zakopanem kolejny – Andrzej K.
ps. Pershing.
Zaczęła się seria, wybuchów bomb podkładanych pod samochody i strzelaniny uliczne w biały dzień. Zginęło wielu gangsterów po obydwu stronach. Z Pruszkowa m.in. „Kiełbasa”, „Pershing”, ojciec i syn Dreszowie, „Ksiądz”, „Klajniak”, „Zwierzak” i wielu pomniejszych. Po stronie Wołomina „Wariat” też nie był jedyną ofiarą. W marcu 1999 roku w biały dzień do restauracji Gama w Warszawie weszli zamaskowani bandyci z bronią i zastrzelili siedzących przy stoliku gangsterów wołomińskich. Zginęli: „Maniek-Klepak”, „Łysy”, „Piguła”, „Lutek” i „Kurczak”. W wybuchu bombowym w swojej willi w Markach zginął „Ceber”.
Wojna między gangami podzieliła Polskę na przestępcze strefy wpływów, „Pruszków” rządził terenami za zachód, północ i południe od Warszawy, „Wołomin” terenami na wschód i południe od stolicy. Oznaczało to również podporządkowanie im mniejszych grup przestępczych działających na tych terenach.
Chcesz wiedzieć więcej na ten temat? Sięgnij po tekst Elżbiety Sitek „Operacja Enigma” opublikowany w miesięczniku „Detektyw” 10/2024. Kup TUTAJ