Głowa była szczelnie owinięta zwojami grubej taśmy klejącej. Nie było żadnych śladów walki, żadnych obrażeń i żadnych odcisków palców. Było za to dwóch podejrzanych. Mimo intensywnego śledztwa, sprawa utknęła w martwym punkcie, a sprawca nigdy nie został osądzony.
Historia ta swój początek miała w 2004 roku, w Pabianicach. Informacji na temat tej zbrodni jest jednak zaskakująco mało. Jest jedną z tych spraw, o których nigdy nie mówiło się głośno… i może właśnie dlatego warto ją przypomnieć?
Taśma prawdy
Paweł bezskutecznie próbował dostać się do mieszkania swojej przyrodniej siostry, 24-letniej Anety. Zorientował się, że drzwi są zamknięte od środka. Pukał, dzwonił – wszystko na nic. Zaniepokojony poprosił o pomoc sąsiada. Po kilku nieudanych próbach otwarcia drzwi, jedyną szansą pozostało wejście przez okno. Za pomocą śrubokręta podważyli okiennice i już byli w środku.
W sypialni, na łóżku, leżała Aneta. Była przykryta kołdrą, a na głowie miała poduszkę. Sprawiała wrażenie, jakby spała. Jednak, gdy Paweł podszedł bliżej, dostrzegł, że głowa kobiety jest szczelnie owinięta zwojami brązowej taśmy klejącej.
Na miejsce wezwano służby. Ustalono przyczynę śmierci – uduszenie przez odcięcie dopływu tlenu. Sekcja zwłok nie wykazała żadnych innych obrażeń ani żadnych śladów walki. W organizmie kobiety stwierdzono natomiast 2,2 promila alkoholu.
Początkowo śledczy brali pod uwagę samobójstwo. Psycholog kryminalny i biegły sądowy, Jan Gołębiowski, w wywiadzie udzielonym portalowi „NaTemat” mówił: „Dziewczyna miała potencjał suicydalny, a więc skłonności samobójcze”. Koleżanka ofiary mówiła z kolei, że ta chciała kiedyś wrzucić suszarkę do kąpieli… Ale czy to możliwe, aby człowiek był w stanie samodzielnie nawinąć sobie 40 zwojów taśmy klejącej na głowę? Mając na uwadze stan upojenia, wydawało się to mało prawdopodobne. Zaczęto więc szukać sprawców. A podejrzanych było dwóch.
Bez śladów
Pierwszym podejrzanym był przyrodni brat ofiary. Drugim – Damian, 35-letni bliski znajomy Anety. Nie byli parą ani nawet klasycznymi kochankami. Mężczyzna był hojny – kupował Anecie drogie prezenty, przynosił obiady ugotowane przez matkę. Czasem opłacał rachunki i czynsz za mieszkanie. W tym niemal idealnym układzie pojawiała się jednak pewna skaza – i to na kilka dni przed tragedią. Aneta powiedziała Damianowi, że ich znajomość nie ma przyszłości. Doszło do ostrej wymiany zdań. Mężczyzna już podczas śledztwa zeznawał, że po kłótni był pod jej drzwiami jeszcze kilka razy. Sąsiedzi słyszeli, jak zaczął się odgrażać. Krzyczał, że jeśli nie odzyska swoich pieniędzy, to zabije…
Owinął ją taśmą
W wyjaśnieniu sprawy kluczowe mogłyby być ślady zabezpieczone na miejscu. Z tymi jednak był problem, bo takich śladów… nie było. Okazało się, że 33-letni brat ofiary skrywał pewną tajemnicę. Mężczyzna złożył siostrze wizytę już dzień wcześniej. Drzwi do mieszkania były otwarte, więc bez trudu dostał się do środka. Tam znalazł ciało Anety. Nie powiadomił policji, a zamiast tego zajął się zacieraniem śladów. Przecierał naczynia, włączniki świateł, a nawet umył podłogę. Potem zamknął mieszkanie na klucz. Dlaczego to zrobił? Ze strachu. Mężczyzna był już dwa razy karany. Oczywistym było dla niego, że będzie pierwszym podejrzanym. Niedługo potem za utrudnianie śledztwa trafił do aresztu. Jednak dowodów na to, że był on sprawcą – nadal brak. Co więcej – drugi podejrzany również nie zostawił po sobie żadnych śladów. Nawet na ciele ofiary nie znaleziono jego DNA.
Dwóch podejrzanych, żadnego winnego
I choć w tej sytuacji pomocny mógłby okazać się profil psychologiczny, niewiele on wyjaśnił. Wynikało z niego, że sprawcą był mężczyzna w wieku od 25 do 35 lat, bezrobotny, niedawno po utracie pracy lub innym kryzysie. Związany był z ofiarą emocjonalnie lub towarzysko. Ważny był tutaj także sposób, w jaki potraktowano ciało – było starannie ułożone, przykryte kołdrą. Wszystko wskazywało na bliską relację sprawcy z ofiarą. Okazało się więc, że zarówno Paweł, jak i Damian idealnie wpisują się w profil mordercy – byli w podobnym wieku, nie mieli stałej pracy. Mieli za to problem z alkoholem, a na koncie drobne przestępstwa.
Z kolei jak donosił portal „Życie Pabianic”, biegły psycholog Dariusz Piotrowicz stwierdził, że: „Tylko osoba bardzo sprawna fizycznie, potrafiąca posługiwać się taśmą klejącą mogła tak dokładnie czterdzieści razy owinąć taśmę na ustach i nosie ofiary. Nie było załamań, nie było nacięć. To też dowód, że z ofiarą łączyła ich więź wręcz intymna”. W toku śledztwa wyszło na jaw, że taką taśmą doskonale potrafił posługiwać się Damian… dokładnie tego samego rodzaju używał w swojej pracy do zaklejania pudełek.
Owinął ją taśmą. Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po „Detektywa” 8/2026 (tekst Anny Rychlewicz pt. 40 rolek taśmy klejącej na głowie). Cały numer do kupienia TUTAJ.