Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego

Były czasy, kiedy internet nie istniał, a informacje rozchodziły się przede wszystkim za pośrednictwem radia, telewizji i gazet. Jeśli coś usłyszano w Programie I Polskiego Radia, dla wielu ludzi oznaczało to po prostu prawdę. Właśnie dlatego historia Paskudy okazała się tak skuteczna.

Początek tej niezwykłej opowieści sięga pierwszej połowy lat 80. W Polsce trwał ponury okres stanu wojennego i jego następstw. Ludzie potrzebowali odrobiny rozrywki. Dziennikarz Wojciech Mazurkiewicz postanowił stworzyć polski odpowiednik słynnego potwora z Loch Ness. Narzędziem stała się niezwykle popularna audycja „Lato z Radiem”, której słuchały w wakacje miliony Polaków.

Pierwsza relacja była niewinna. Ktoś podobno zauważył dziwny kształt na wodzie. Potem pojawił się kolejny świadek. Następny twierdził, że widział ogromny ogon. Wkrótce do redakcji zaczęły napływać listy od słuchaczy, którzy również byli przekonani, że spotkali tajemniczego stwora.

Świadków przybywało z każdym tygodniem

Najbardziej zdumiewające było to, że liczba świadków stale rosła.

Jeden z wędkarzy opowiadał, że około piątej rano ryby nagle przestały brać, po czym w wodzie pojawiła się ogromna mętna plama. Coś potężnego szarpnęło jego żyłkę. Był przekonany, że nie była to ryba. Po tym wydarzeniu miał już nigdy nie łowić nocą. Podobnych relacji było znacznie więcej.

Niektórzy opisywali stworzenie jako olbrzymią dżdżownicę z wielką głową. Inni widzieli długą szyję przypominającą prehistorycznego gada. Jeszcze inni mówili o różowym stworzeniu długości trzech metrów z wyłupiastymi oczami. Każdy kolejny świadek dodawał nowy szczegół.

Nie bez znaczenia był stan Zalewu Zegrzyńskiego.

W latach 80. jakość wody pozostawiała wiele do życzenia. Do akwenu trafiały ścieki, a woda była mętna i zanieczyszczona. To właśnie dlatego szybko narodziła się teoria, że tajemniczy stwór żywi się zanieczyszczeniami i jest efektem mutacji wywołanej skażeniem środowiska.

Brzmiało absurdalnie. Ale dla wielu osób było całkowicie wiarygodne. W końcu w tamtych czasach niewiele wiedziano o ekologii, a opowieści o mutacjach wywołanych skażeniem pojawiały się regularnie. Plaże pustoszały. Największą siłą legendy była jednak psychologia.

Ludzie zaczęli naprawdę się bać. Rodzice nie chcieli puszczać dzieci do wody. Organizatorzy kolonii uspokajali uczestników. Wczasowicze pytali ratowników, czy rzeczywiście coś pływa w zalewie. Nie brakowało osób, które rezygnowały z kąpieli. To klasyczny efekt społecznej sugestii. Jeżeli wszyscy mówią, że coś widzieli, człowiek zaczyna dostrzegać to również. Powstały portrety pamięciowe Legenda była rozwijana z prawdziwie reporterskim rozmachem.

Publikowano szkice przedstawiające wygląd Paskudy. Przeprowadzano wywiady ze świadkami. Analizowano tropy. Porównywano opisy. Całość przypominała autentyczne śledztwo prowadzone w sprawie nieznanego gatunku zwierzęcia. Dzisiaj nazwalibyśmy to wiralową kampanią marketingową. Wtedy był to fenomen medialny bez internetu.

Z czasem nawet autorzy historii byli zaskoczeni skalą zjawiska. Okazało się, że wielu ludzi naprawdę uwierzyło w istnienie Paskudy. Opowieść była powtarzana podczas rodzinnych spotkań, na obozach harcerskich, w szkołach i zakładach pracy. Stała się częścią lokalnego folkloru Mazowsza.

Dopiero po latach ujawniono, że cały pomysł był mistyfikacją przygotowaną przez dziennikarza Wojciecha Mazurkiewicza.

Jednak nawet to nie zakończyło życia legendy.

Paskuda nie umarła

W kolejnych latach motyw wracał wielokrotnie.

Powstawały piosenki.

Organizowano konkursy satyryczne.

W Nieporęcie i okolicznych gminach Paskuda stała się elementem lokalnej promocji turystycznej. Nawet oficjalne materiały promujące region wspominają dziś legendarnego stwora jako jedną z atrakcji okolicy.

W 2021 roku reporterzy Polskiego Radia postanowili wrócić do sprawy. W poszukiwania zaangażowali strażaków, ratowników wodnych i nowoczesny sprzęt z echosondami. Oczywiście wszystko odbywało się z przymrużeniem oka, ale pokazuje, jak mocno legenda zakorzeniła się w świadomości mieszkańców.

Historia Paskudy jest czymś więcej niż zabawną anegdotą. Pokazuje mechanizm działania plotki. Wystarczy wiarygodne źródło. Kilku świadków. Kilka sugestywnych opisów. Odrobina tajemnicy. I nagle tysiące ludzi zaczynają wierzyć w coś, czego nigdy nie było. Dokładnie tak samo rodzą się współczesne teorie spiskowe, internetowe fake newsy czy masowe paniki.

Zmieniły się jedynie narzędzia.

W latach 80. rolę mediów społecznościowych pełniły radio i gazety.

Dzisiaj nad Zalewem Zegrzyńskim królują żaglówki, skutery wodne i plażowicze. Woda jest znacznie czystsza niż czterdzieści lat temu, a o Paskudzie przypominają głównie lokalne opowieści, imprezy plenerowe i wspomnienia starszych mieszkańców. Mimo że od dawna wiadomo, iż był to medialny żart, legenda wciąż budzi sympatię i pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich mitów wakacyjnych.

Bo każda kraina ma swojego potwora. Szkocja ma Nessie. Kanada ma Ogopogo – to nazwa, jaką nadano nieznanemu zwierzęciu rzekomo żyjącemu w jeziorze Okanagan w Kolumbii Brytyjskiej (Kanada). Zwolennicy istnienia Ogopogo twierdzą, że pierwsze udokumentowane obserwacje zwierzęcia sięgają 1872 roku.

A Mazowsze od ponad czterdziestu lat ma własną Paskudę – stworzenie, które nigdy nie istniało, a mimo to na trwałe zapisało się w historii polskich wakacji.

Na zdjęciu: jedna z wielu publikacji na temat Paskudy z Zalewu Zegrzyńskiego.