Paszport w PRL-u? To wcale nie było takie proste…

O tym, jak w czasach PRL-u trudno było zdobyć paszport, świadczą perypetie prezesa Ryszarda Ochódzkiego z kultowego filmu „Miś”. Jednak ta trudność dla Ireny Letnik, z podolsztyńskiego miasteczka, stała się okazją do wyciągnięcia od znajomych pieniędzy.

Na początku lat 70. XX wieku Irena Letnik, 40-letnia rozwódka, razem z synem Wojtkiem, mieszkała w Barczewie koło Olsztyna. Przez to urocze miasteczko przepływają dwie rzeki: Pisa i Kiermas, nad którymi przerzucono aż 14 mostów i z tego powodu zwane jest Warmińską Wenecją. Pół wieku temu miasto bardziej znane było ze srogiego więzienia, w którym siedzieli groźni kryminaliści, a także hitlerowski zbrodniarz wojenny – Erich Koch.

Była żona „klawisza”

Jako ważny „klawisz” w zakładzie karnym pracował również były mąż pani Ireny, który załatwił jej posadę w więziennej administracji. Po rozwodzie ich drogi, również zawodowe, rozeszły się i kobieta musiała szukać nowego zajęcia. Znalazła je w przedszkolu, ale nie w miejscu zamieszkania, lecz w Olsztynie, oddalonym 20 km od Barczewa. To oznaczało, że codziennie musiała pokonywać tę trasę w jedną stronę z samego rana i w drugą – po południu. Jako że nie miała własnego samochodu, zdana była na dojeżdżanie pociągiem lub autobusem PKS. Nie było to przyjemne, szczególnie wtedy, gdy w zatłoczonym wagonie kolejowym lub w autobusie, siadali przy niej pasażerowie niekoniecznie przestrzegający zasad higieny osobistej.

Praca wychowawczyni w olsztyńskim przedszkolu sprawiała Irenie dużo satysfakcji, ale nie mogła tego powiedzieć o zarobkach. Wiadomo, sfera budżetowa w Polsce zawsze była słabo opłacana. Tymczasem kobieta nie tylko musiała ponosić koszty związane z codziennymi dojazdami, lecz także z utrzymaniem mieszkania w starej kamienicy. A przede wszystkim rosnącego jak na drożdżach nastoletniego syna, nie mówiąc o sobie samej. A ona, jak każda kobieta, chciałaby nie tylko dobrze jeść, ale i pięknie wyglądać. Cały czas liczyła, że jako atrakcyjnej „czterdziestce” trafi się jej nowy partner, najlepiej z pełnym portfelem. Żeby nie musiała martwić się, za co kupić Wojtkowi buty czy sukienkę dla siebie, żeby mieli co do garnka włożyć. Co prawda jej były mąż płacił skromne alimenty, ona obiady jadała w przedszkolu, ale syn pochłaniał całe stosy kanapek i czasami ręce załamywała, że na wszystko nie wystarcza. Widziała przed sobą mroczną przyszłość, a przynajmniej do czasu, aż Wojtek się usamodzielni.

Aby wyjechać za granicę potrzebny jest paszport

Takie egzystencjalne rozmyślania nawiedzały Irenę zwłaszcza podczas powrotów komunikacją publiczną z pracy, gdy nie była pewna, jak jej kochany synek zareaguje na braki w lodówce. I czy w swoich pretensjach do matki nie stanie się coraz bardziej podobny do swego ojca. Irena próbowała dorabiać szyciem, jednak wieczorem zwykle padała z nóg i nie nadążała z wykonaniem zlecenia od którejś z sąsiadek. A wtedy one przenosiły się do konkurencji.

Wreszcie trafiła się jej okazja, o której wcześniej nie pomyślała nawet przez sekundę. Podczas powrotu autobusem z przedszkola usłyszała rozmowę, jaką za jej plecami prowadziły dwie znajome mieszkanki Barczewa. Jedna z nich pochwaliła się, że wraz z mężem ma zamiar wyjechać za granicę. Konkretnie do NRF, jak się wtedy skrótem określało Niemiecką Republikę Federalną.

Tak? A po co tam chcecie jechać? – zdziwiła się ta druga.

– Jak to, po co? Mąż ma tam przecież rodzinę, może załatwią mu jakąś czasową robotę, to zarobi trochę dojczmarek.

***

Tutaj dodajmy, że Warmiacy, tak jak Mazurzy z ówczesnego województwa olsztyńskiego, mieli wielu krewnych w zachodnich Niemczech, którzy wyjechali tam w latach powojennej emigracji. Ekonomiczne trudności w okresie PRL-u powodowały, że przywiązanie do tradycji polskich przodków i ojczystej ziemi liczyło się mniej niż pieniądze, a liczni potomkowie autochtonów zaczęli się doszukiwać niemieckich korzeni. Tak było i z mężem Anny Borowiec, owej znajomej, która również chciała wyjechać za granicę, na razie czasowo, jak przekonywała sąsiadkę z autobusu. Ta jednak zadała zasadnicze pytanie:

A paszport?

Oboje nie mieli paszportów. Koleżanka wyjaśniła, że trzy miesiące wcześniej złożyli wnioski w biurze paszportowym komendy MO i gorąco wierzy, że wkrótce paszporty dostaną.

Dostaniecie figę z makiem – skomentowała złośliwie współpasażerka.

Bezcenne kontakty

Tymczasem przedszkolance przyszedł do głowy genialny w swej prostocie pomysł: „A może ja dam jej taką nadzieję? Niczym przecież nie ryzykuję”. Gdy wysiadły z autobusu, poszła za znajomą, by ustalić, gdzie dokładnie mieszka. Przeczekała dwa dni i w niedzielę wybrała się na spacer w okolice domu Anny Borowiec. Krążyła tam i z powrotem aż wreszcie dojrzała kobietę na podwórku. Zagadała ją:

– Dzień dobry, pani Aniu? Co słychać? Kiedy jedzie pani za granicę.

Zaskoczona gospodyni spojrzała na nią bez słowa, wreszcie wykrztusiła:

A kto pani powiedział, że jadę?

Irena zbliżyła się do niej, mrugnęła porozumiewawczo i zaproponowała:

– Nie będziemy rozmawiać przez płot. Mogę wejść?

Powiedziała, że pomoże zdobyć paszport

Pani Anna otworzyła szeroko oczy, a potem furtkę i gestem ręki zaprosiła na podwórko. Obie siadły na ławce przed domem i wtedy przybyła kobieta po cichu wyjawiła, że ma znajomości w organach Milicji Obywatelskiej i biurze paszportowym w Olsztynie, a nawet w samej Warszawie:

– Przecież pani wie, że pracuję w Olsztynie, niektóre znajomości zostały mi jeszcze po mężu, ale sama nawiązałam nowe kontakty z ważnymi oficerami. Mogę pani pomóc zdobyć paszport.

Irena miała na tyle rozwiniętą fantazję, że nietrudno przyszło jej roztoczyć wokół siebie nimb wielkich możliwości, którymi, wiadomo, nie może się głośno chwalić. Pani Anna, oczarowana wizją szybkiego zdobycia paszportu, w mig zrozumiała, że taka pomoc nie jest bezinteresowna. Poprosiła o dzień zwłoki, by uzgodnić to z mężem, ale wyraźnie dała do zrozumienia, że pieniądze „na koszty” nie stanowią dla niej większego problemu. I tak się stało. Nazajutrz pod wieczór sama przyniosła pani Irenie 3 tys. zł, życząc jej, aby pozytywnie załatwiła sprawę. Irena Letnik wzięła pieniądze bez mrugnięcia okiem, mając nadzieję, że małżeństwo Borowców i tak powinno dostać paszporty, bo miało z Niemiec zaproszenie od rodziny.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 1/2022 (tekst Macieja Piasta pt. „Oszustwo w granicach normy”). Cały numer do kupienia TUTAJ.