Paulina Dominiuk – 30 lat od śmierci


Paulina Dominiuk miała jedenaście lat. Pełna dziecięcej radości, uśmiechnięta, z marzeniami na miarę swojej wioski — chciała zostać kucharką. Wychowywała się w wielodzietnej rodzinie wraz z matką Stanisławą oraz ojczymem. Jej biologiczny ojciec zmarł, a chociaż Paulina rzadko o tym mówiła, widać było, jak bardzo za nim tęskniła.

7 czerwca 1996 roku był dla Pauliny szczególnym dniem. Poprosiła mamę, by pozwoliła jej pojechać do sąsiednich Grzędzic: na cmentarz, gdzie pochowany był jej tata, a później do babci.

Ostatnie chwile w domu utkwiły w pamięci Stanisławy Dominiuk na zawsze. Sama po latach opowiadała przed kamerą programu „Interwencja”:

„Paulinka bardzo mnie prosiła, że chce jechać do Grzędzic. Do tatusia, gdzie jest pochowany i babcię odwiedzić. Autobusem do Lipek miała jechać i stamtąd przejść kawałek”.

Coś jednak w jej zachowaniu wzbudziło niepokój rodziny. Sąsiadka Dominiuków dodaje:

„Bardzo chciała w ten dzień jechać. Takie to było podejrzane. Bo bardzo chciała i nie było mowy, ona o tej godzinie musi wyjść, tak jakby była umówiona z nim”.

Paulina wyszła z domu i zniknęła.


Co czuła, gdy szła na przystanek? Zapewne radość — dzień zapowiadał się ciekawie. Podróż do Grzędzic to niespełna pół godziny drogi. Miała wsiąść w autobus i wysiąść w Lipnikach, potem przejść pieszo resztę trasy. Nikt się nie spodziewał, że to będzie jej ostatnia podróż — i że w ogóle do niej nie dojdzie.

Tego dnia nieszczęśliwie spóźniła się na autobus. Według oficerów szczecińskiego Archiwum X, kilku świadków widziało ją później przy drodze — machała rękami, próbując złapać tzw. okazję, jakąś podwózkę. Okoliczności były dla śledczych szczególnie frustrujące — jak zauważył dziennikarz Michał Fajbusiewicz:

„Wydawało się, że ta sprawa szybko się wyjaśni, bo tam nie było jakiegoś ogromnego ruchu. Nie było takiej liczby samochodów, żeby ich nie rozróżnić, nie znaleźć świadków i ustalić, kto i kiedy przejeżdżał”.

Najprawdopodobniej Paulina wsiadła do nieznanego pojazdu prowadzonego przez mężczyznę, który stał się jej oprawcą. Śledczy nigdy nie ustalili, kim był.


Gdy Paulina nie wróciła na noc, Stanisława Dominiuk zawiadomiła policję. W małej miejscowości zaginięcie dziecka uruchomiło natychmiastową procedurę. Sąsiedzi pomagali, przeczesywano pobliskie pola, lasy, sprawdzano każdy zakątek. Telefon milczał. Paulina jakby zapadła się pod ziemię.

Tymczasem dziewczynka była przetrzymywana przez około dwa dni. Badania pośmiertne wykazały, że przez ten czas oprawca więził ją, wielokrotnie gwałcił, dusił i torturował. Z ustaleń lekarzy wynikało, że zadano jej 22 ciosy nożem: w klatkę piersiową, plecy i okolice łopatek oraz w głowę. Wszystkie rany zadano prawdopodobnie tym samym, wąskim narzędziem — określanym przez jednego z oficerów jako „taki szpikulec”.

Po śmierci Pauliny sprawca przewiózł jej nagie ciało nad jezioro Wisola w Ińsku, około 50 km od Morzyczyna. Tam dokonał ostatecznego okaleczenia: rozciął brzuch dziewczynki i wyciągnął jej wnętrzności. Z aktu znieważenia zwłok wynikała skrajna brutalność, która — według psychologów śledczych — wskazywała na sprawcę o skrajnie sadystycznych skłonnościach.


Nad brzegiem jeziora Wisola, cztery dni po zaginięciu, przypadkowy spacerowicz — według niektórych źródeł kolejarz wracający z pracy — natknął się na nagie, skatowane ciało dziecko. Dzień był ciepły, wczesnym latem 1996 roku.

Już pierwsze oględziny nie pozostawiały złudzeń: Paulina zmarła w męczarniach. Prokuratorzy i biegli lekarze stwierdzili ranę po gwałcie, ślady duszenia, a także makabryczną liczbę ran kłutych i ciętych. Co więcej, z sekcji wynikało, że przez dwa dni była trzymana w niewoli. To więcej niż zwykłe porwanie — to przetrzymywanie, systematyczne znęcanie się, powolne uśmiercanie w atakach szału.

Na miejscu porzucenia nie zabezpieczono materiału pozwalającego na identyfikację DNA. Śledztwo było prowadzone intensywnie — przesłuchiwano setki świadków, sprawdzano osoby karane, podejrzanych o przestępstwa seksualne oraz właścicieli czerwonych polonezów.

Jeden trop wydawał się szczególnie obiecujący.


Zaledwie dwa dni po zaginięciu Pauliny, w Lipnikach, zgłosił się właściciel sklepu spożywczego. Widział on w swoim sklepie mężczyznę i dziewczynkę odpowiadającą rysopisowi Pauliny. Chwila była ulotna — kupił dziewczynce loda, zapłacił, po czym wyszli razem.

Świadek przedstawił śledczym dokładny rysopis: mężczyzna był wysoki, szczupły, miał ciemne włosy, regularne rysy twarzy. Jeździł czerwonym polonezem. Na tej podstawie policyjni technicy sporządzili portret pamięciowy, który szybko trafił do mediów.

Portret przez całe lata obiegał Polskę. Mimo publikacji i apeli, nigdy nie udało się jednoznacznie potwierdzić tożsamości tego mężczyzny. Nie odnaleziono też czerwonego poloneza. Trop zagadkowego mężczyzny z lodem — być może ostatniej osoby, która widziała Paulinę żywą — zaginął bezpowrotnie.


Śledczy sporządzili psychologiczny profil sprawcy. Był to ktoś, kto:

  • miał dostęp do bezpiecznego miejsca, w którym mógł przetrzymywać dziecko przez 48 godzin;
  • znał okolicę — zarówno Morzyczyn (miejsce porwania), jak i odludne jezioro Wisola (miejsce porzucenia);
  • posługiwał się samochodem;
  • działał w sposób zorganizowany, ale również wybuchowo, sadystycznie;
  • mógł mieć wcześniejsze kontakty z Pauliną lub obserwować ją przed porwaniem.

Matka Pauliny zwracała uwagę na podejrzany pośpiech dziecka, jakby umówionego z kimś. Świadek w sklepie potwierdził, że mężczyzna zachowywał się naturalnie, a dziewczynka nie sprawiała wrażenia przestraszonej.

Lekarze i prokuratorzy dawno postawiliby zarzuty, gdyby nie to, że do dziś nie znamy nazwiska podejrzanego.


W grudniu 1999 roku śledztwo umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Akta sprawy wylądowały w archiwum, gdzie miały czekać na lepsze czasy.

Kiedy po latach w polskiej policji powstało specjalne Archiwum X — jednostka zajmująca się niewyjaśnionymi lub umorzonymi sprawami kryminalnymi — śledczy wrócili do makabrycznej zbrodni w Morzyczynie. Przeanalizowano na nowo zeznania świadków, przesłuchano ponownie niektóre osoby, wykonano dodatkowe ekspertyzy.

Niestety, główna bariera pozostała nie do przeskoczenia: brak materiału DNA sprawcy. W 1996 roku w Polsce nie prowadzono jeszcze powszechnych badań genetycznych w sprawach karnych na taką skalę jak dziś. Niewykorzystany potencjał dowodowy tamtej epoki zadecydował o tym, że Paulina nigdy nie doczekała się sprawiedliwości.


Archiwum X zwróciło uwagę na pewien niepokojący zbieg okoliczności. Pod koniec lat 90. XX wieku na terenie województwa zachodniopomorskiego doszło do zaginięcia czterech chłopców w wieku 14–15 lat (m.in.15-letniego Janusza Asminiena w Łobzie, który zaginął w marcu 1998 roku, oraz dwóch chłopców z Rewala). Okoliczności ich zniknięcia były niezwykle podobne: znikali w niewyjaśnionych okolicznościach, ostatni raz widziani w towarzystwie nieznanych mężczyzn, ich ubrania znajdowano złożone w kostkę.

Nie potwierdzono oficjalnie, że Paulina Dominiuk i zaginieni chłopcy padli ofiarami tej samej osoby. Jednak część śledczych i dziennikarzy wysunęła hipotezę o seryjnym mordercy dzieci i młodzieży, który działał w tym regionie. Dodatkowym argumentem była ekstremalna przemoc zastosowana wobec Pauliny — rzadko spotykana w pojedynczych zbrodniach seksualnych.

„Mógł być to sprawca bardzo niebezpieczny, którego nigdy nie schwytano” — mówiono w policyjnych kuluarach.

Inni jednak wskazywali, że porywacze chłopców działali w inny sposób (zaginięcia bez ciał, bez zabezpieczonych śladów przemocy), a jedynie łączyło ich miejsce i czas. Co więcej, nawet na podstawie analizy spraw, czy łączyć Paulinę z innymi, nigdy nie doszło do formalnego oskarżenia.

Do dziś sprawa pozostaje nierozwiązana.


Stanisława Dominiuk, dziś już w podeszłym wieku, przez prawie trzydzieści lat powtarzała to samo pytanie: „Kto i dlaczego?”. W rozmowach z mediami mówiła, że wiara w sprawiedliwość i pomoc Archiwum X nie pozwalają jej zwątpić:

„Wierzę, że sprawca jeszcze odpowie za to, co zrobił mojemu dziecku” — mówiła w programie Interwencja. — „Mam nadzieję, że ta sprawa nie pójdzie w zapomnienie”.

Mieszkańcy Morzyczyna wciąż pamiętają wesołą dziewczynkę. Zdarza się, że na cmentarzu w Grzędzicach — dokąd Paulina chciała dojechać tamtego dnia — ktoś zapali znicz. Symboliczny gest: wciąż czuwamy, wciąż pamiętamy.


Do dziś w aktach Archiwum X leży kserokopia portretu pamięciowego z 1996 roku. Nieznany mężczyzna z czerwonym polonezem, który kupił jedenastoletniej dziewczynce loda. I pytanie, na które polska wymiar sprawiedliwości nie dała odpowiedzi przez blisko trzydzieści lat.

Pauliny Dominiuk nie ma już od 1996 roku. Jej marzenia — nie spełnione. Plany — niedokończone. Podróż do taty i babci — przerwana na zawsze. Została po niej jedynie pamięć rodziny i szczątki śledztwa, które w każdej kolejnej epoce kryminalistyki rozgrzebują straszne wspomnienia.

Jeden z dziennikarzy, który zajmował się tą sprawą, podsumował to z gorzką refleksją:

„Największym koszmarem nie jest sama zbrodnia, lecz to, że jej sprawca wciąż pozostaje bezkarny”.


Ostatnie słowo pozostawmy Paulinie — jedenastoletniej dziewczynce, która chciała pojechać do taty, a zamiast tego, 7 czerwca 1996 roku, wsiadła do samochodu ze śmiercią. Niech to, co tu napisano, stanie się śladem — bezlitosnym i wciąż otwartym — że jeszcze czekamy, jeszcze nie zapomnieliśmy.


Bibliografia i źródła wykorzystane w reportażu:

  • Interwencja Polsat News, „Więziona, zgwałcona, brutalnie zamordowana. Sprawcy nie złapano”, 25.07.2017.
  • PolsatNews.pl, *”11-latka więziona, zgwałcona, brutalnie zamordowana. Sprawcy nie złapano”*, 25.07.2017.
  • powiatstargardzki.info„Niewyjaśniona tragedia sprzed lat – przypadek Pauliny Dominiuk”, 12.02.2026.
  • KrymiKrąg (podcast), odcinek „Bez śladu”, 31.03.2026.
  • Gazeta.pl (Kobieta), *”Brutalnie zgwałcił i zamordował 11-letnią dziewczynkę. Wciąż jest na wolności”*, 30.04.2023.
  • Myszardinho.wex.pl„Seryjny morderca w Zachodniopomorskiem?”, 21.11.2017.
  • Akta śledztwa Archiwum X Policji w Szczecinie (fragmenty jawnych dokumentów przytaczanych w mediach).