Paweł Hajduk: brutalny zabójca z Tatr

Ta zbrodnia wstrząsnęła nie tylko Podhalem, ale i całą Polską. Szczególnie mocno przeżyli ją miłośnicy tatrzańskich szlaków. Do zabójstwa doszło w pięknej okolicy, która zawsze kojarzyła się z bezpieczeństwem. Młoda kobieta, która miała przed sobą całe życie, w brutalny sposób została zabita na jednym z popularnych szlaków w Tatrach. Pojechała tam na wakacje. Miała odpocząć przed rozpoczęciem studiów. Na jej drodze pojawił się Paweł Hajduk.

Pochodziła z Myszęcina, ale mieszkała w Świebodzinie w województwie lubuskim.  Pracowała w firmie handlowej. W  każdy weekend przyjeżdżała do domu. Wyjechała w Tatry… i tam zaginął po niej wszelki ślad. Był przełom lipca i sierpnia 2003 roku, pełnia wakacji.

Policja opublikowała krótki, lakoniczny komunikat: 22-letnia Katarzyna Proch, mieszkanka Myszęcina (woj. lubuskie), ostatni raz była widziana przed kilkoma dniami w rejonie Doliny Chochołowskiej i Witowa-Roztoki. Zakopiańska policja, która prowadzi jej poszukiwania, prosi o kontakt wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące przyczynić się do jej odnalezienia – tel. 018 201-32-11 lub 997.

Rozpoczęły się poszukiwania. Oprócz policji w poszukiwania zaangażowali się ratownicy TOPR z psami. Po kilku dniach odnaleziono buty prawdopodobnie należące do poszukiwanej. Potem pies wyprowadzony na spacer odnalazł plastikowe torby ukryte w krzakach, przy mostku niedaleko wylotu Doliny Chochołowskiej. Był w nich paszport, dowód osobisty, zawiadomienie o przyjęciu na socjologię na Uniwersytecie Zielonogórskim, zawiadomienie o nadaniu numeru identyfikacji podatkowej.

 Z dokumentów wynikało, że poszukiwana ma do 14 sierpnia stawić się na uczelni, aby potwierdzić podjęcie studiów. Był też bilet autobusowy z 29 lipca, kiedy Katarzyna wcześnie rano przyjechała z Krakowa do Zakopanego. Wiadomo, że tego samego dnia w jednym ze sklepów w centrum miasta kupiła dwie świeczki.

Na tropie „dobrego ducha”

Wiele szczegółów z jej życia osobistego udało się ustalić z jej pamiętnika.  Z zapisków w notesie dziewczyny wynikało, że jest to osoba wrażliwa. Poszczególne dni często ubarwiała poetyckimi cytatami. Odnaleziono również notatki świadczące o tym, że kilka miesięcy temu poznała na internetowym „czacie” kogoś, kogo nazwała „dobry duch”. Poszukiwana często rozmawiała z tą osobą, nawet kilka godzin dziennie. Opowieścią o tej znajomości dzieliła się również z koleżankami.

Katarzyna Proch jest dobrą uczennicą. Socjologia była jej marzeniem, chociaż wcześniej chciała przerwać naukę i zająć się pracą. – Postanowiła jednak studiować – opowiadała mama Kasi.

– Z Kasią nigdy nie było problemów. – Jest bardzo dobrą dziewczyną, spokojną, grzeczną, nie wiem, co się mogło stać – przyznała jej mama.

– Dziewczyna cieszy się bardzo dobrą opinią wśród byłych nauczycieli. – To bardzo dobra uczennica, spokojna i ułożona – mówiła nauczycielka Kasi.

Kilka tygodni przez zaginięciem zdradziła plany wyjazdu na wakacje. Powiedziała mamie, że jedzie do Gdańska, a potem wybierze się do Zakopanego. – Z domu w Świebodzinie wyjechała 25 lipca. W podróż miała wybrać się z koleżanką.  Stało się jednak inaczej, Kasia pojechała na wakacje sama.

– Zadzwoniłam do koleżanki, z którą Kasia miała jechać, a ona była  w domu i nic nie wie o rzekomym wyjeździe z Kasią – dziwiła się mama, która natychmiast obdzwoniła wszystkie inne koleżanki, z którymi Kasia mogłaby wyjechać. One również były w domach.

Mama Kasi była przerażona i bardzo zdziwiona tajemniczym zniknięciem córki:

– Nie rozumiem, dlaczego Kasia mnie okłamała, dlaczego powiedziała, że jedzie z przyjaciółką. W domu nie kłamała. Słuchała poezji, czytała książki, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć – żali się.

Pierwszy ślad odnalazł pies

Kilka dni później, rankiem 6 sierpnia znany krakowski fotograf Władysław Klimczak, który spędzał urlop na Podhalu, wybrał się ze swoim psem na spacer w rejon Doliny Chochołowskiej. Brutus w chaszczach nad potokiem znalazł reklamówkę. Właściciel czworonoga postanowił zajrzeć do środka. Mężczyzna znalazł w niej ubrania oraz coś, co przykuło jego uwagę.

Był to notes oraz dokumenty należące do Katarzyny (paszport i zawiadomienie o przyjęciu na studia). W kajecie był zapisany numer telefonu, pod który zdecydował się zadzwonić. Okazało się, że odebrała matka dziewczyny.

Mężczyzna w trakcie rozmowy opowiedział kobiecie o swoim znalezisku. W odpowiedzi usłyszał coś, czego się nie spodziewał. Okazało się, że 22-latka od kilku dni nie dawała znaku życiu, a jej telefon był wyłączony. Zaniepokojona o życie córki kobieta postanowiła wezwać policję.

Była nad morzem, potem w górach

– Wszyscy jej szukali – relacjonował młodszy inspektor Dariusz Nowak, ówczesny rzecznik krakowskiej policji – Nasi policjanci, strażacy, ratownicy TOPR. Były psy i helikopter z kamerą termowizyjną. Czarnym szlakiem doszli do szałasu po drodze rozpytując baców. Mimo, że zrobiliśmy trzy tury, nie znaleźliśmy ciała studentki. Po prostu nic, jak kamień w wodę. Za to udało się ustalić, że 29 lipca baca widział dziewczynę z jakimś mężczyzną w szałasie pasterskim w Dolinie Kościeliskiej.

Policjanci sprawdzili pensjonaty, kwatery prywatne a także schroniska, by ustalić, czy w którymś z tych miejsc nie zatrzymała się 22-latka. Te działania przyniosły efekt. Okazało się, że w schronisku znajdującym się w Dolinie Chochołowskiej rozpoznano zaginioną na zdjęciu. Nocowała tam w nocy z 29 na 30 lipca. Ze względu na to, że nie miała przy sobie zbyt wielu pieniędzy, zmuszona była spać w sali wieloosobowej. Policja postanowiła sprawdzić osoby, które tego dnia nocowały w schronisku. Być może znany był im los dziewczyny…

Paweł Hajduk: w kręgu podejrzanych

Kryminalni zwrócili uwagę na nazwisko osoby, która zameldowała się razem z zaginioną.  Okazał się nim Paweł Hajduk. był dokładnie tym mężczyzną, którego Kasia poznała na dworcu. Prawda o nim była jednak przerażająca.

Okazało się, że niedawno wyszedł z więzienia, w którym spędził ostatnie 7 lat. Został skazany za liczne gwałty na kobietach, które zwabiał do swojego mieszkania. Jego ofiarami były także nieletnie, które uwodził, a następnie wykorzystywał. Poszukiwany był także przez białostocką komendę, podejrzewano, że kolejny raz dopuścił się potwornego czynu.

Policjanci starali się odtworzyć krok po kroku pobyt Kasi w Zakopanem. Podczas przeszukiwania Doliny Chochołowskiej, w które zaangażowani byli mundurowi, strażacy, ratownicy TOPR, psy tropiące, a także helikopter z kamerą termowizyjną, odnajdywano kolejne rzeczy, które należały do zaginionej. But, kosmetyki… jednak nie znaleziono najważniejszego, Kasi. Sprawdzono także logowanie telefonu 22-latki. Z uzyskanych danych wynikało, że z telefonu wykonano połączenie już po jej zaginięciu, a ślady doprowadziły policjantów aż do Leszna.

Na tropie bestii

Funkcjonariuszom drzwi do mieszkania otworzyła młoda kobieta, która powiedziała, że z tego numeru dzwonił do niej Paweł. Przedstawiła go jako kulturalnego, sympatycznego taternika, którego poznała, gdy była na wyjeździe w Zakopanem. Jak się okazało, był u niej 1 sierpnia. Dziewczynę zaniepokoiły zadrapania, które miał na twarzy i szyi, ale ten zapewnił, że nabawił się ich podczas ostatniej akcji ratunkowej, w czasie której udzielał pomocy swojemu znajomemu. Na pamiątkę znajomości Paweł zostawił kobiecie pióro, a także aparat fotograficzny. Przedmioty, o których wspomniała kobieta, zostały okazane matce Katarzyny, która rozpoznała je i powiedziała, że są własnością jej córki. Wtedy dla policjantów było jasne, że za zniknięciem 22-latki stoi Paweł.

14 sierpnia prokuratura wydała list gończy za mężczyzną, a jego zdjęcie zdecydowano się udostępnić w sieci. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Kilka godzin później policja otrzymała zgłoszenie, że podobnego mężczyznę widziano w jednym ze sklepów w Koninie. Reakcja funkcjonariuszy była natychmiastowa i najbliższy radiowóz udał się w tę okolicę.

Mundurowi zatrzymali wychodzącego ze sklepu Pawła. Nie stawiał oporu. Nie spodziewał się, że policja tak szybko go zatrzyma. Jeden z przesłuchujących go policjantów postawił wszystko na jedną kartę i powiedział podejrzanemu, że odnaleźli ciało Katarzyny, a jemu nie pozostaje nic innego, jak przyznanie się do winy. Zadziałało. Mężczyzna opowiedział funkcjonariuszom w jaki sposób odebrał życie 22-latce.

Paweł Hajduk: Opowiedział policjantom, co z nią zrobił

Paweł powiedział, że poznał Kasię 29 lipca na dworcu w Zakopanem. Przedstawił się jej jako górski ratownik, a także miłośnik przyrody. Jako “miejscowy” zaproponował dziewczynie swoją pomoc w załatwieniu noclegu. Noc spędzili wspólnie w schronisku w Dolinie Chochołowskiej. Następnego dnia spacerowali po dolinie. Nic nie wskazywało na to, że będą to ostatnie chwile jej życia. Zeszli ze szlaku i trafili do pobliskiego szałasu pasterskiego, w którym zamierzali odpocząć.

Paweł niespodziewanie rzucił się na Katarzynę. Skatował ją, a następnie brutalnie zgwałcił, po czym udusił 22-latkę. Zwłoki kobiety wywlókł z szałasu, a następnie ukrył w ustronnym miejscu. Część rzeczy swojej ofiary spakował do reklamówki i schował przy potoku. To tam po kilku dniach znalazł ją Brutus. Z Zakopanego wyjechał tzw. okazją. Kierowcy za przysługę dał telefon, który zrabował Kasi (wcześniej zniszczył znajdującą się w nim kartę SIM).

Paweł Hajduk już nigdy nikomu nie wyrządzi krzywdy

27 stycznia 2005 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku za zgwałcenie i zabójstwo Katarzyny P. skazał Pawła Hajduka na najwyższy wymiar kary, dożywocie.

– Morderca zachował się jak wilk w owczej skórze, w sposób nadzwyczaj przebiegły wykorzystał zamiłowanie dziewczyny do gór, wzbudzając zaufanie nieprawdziwymi opowieściami o swoim życiu. Za nic miał życie młodej dziewczyny. Nic nie przemawia za tym, by wymierzyć mu łagodniejszą karę – mówił sędzia Sulima. Podkreślono także, że mężczyzna jest ohydnym mordercą, przed którym trzeba chronić społeczeństwo.

Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał wyrok. Adwokat skazanego złożył wniosek o kasację. I wtedy Sąd Najwyższy unieważnił wyrok. Pod orzeczeniem Sądu Okręgowego brakowało podpisu jednego z sędziów.

– Sąd Najwyższy nie miał innego wyjścia – mówi prof. Piotr Hoffmański, rzecznik Sądu Najwyższego. – Jeśli ma miejsce tak rażące uchybienie, jedynym rozstrzygnięciem jest uchylenie orzeczenia.

Paweł Hajduk: powtórne wyroki Temidy

W drugim procesie ponownie zapadł wyrok dożywocia. Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał to orzeczenie.  Zaostrzył jednak tę karę. Paweł Hajduk o przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się po 30 latach.

Sąd uwzględnił tym samym apelację prokuratury, oddalając apelację obrońcy. Bez takiej zmiany wysokości kary, skazany na dożywocie może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 25 latach więzienia.

Sąd zezwolił na publikację danych skazanego i pokazanie jego wizerunku. Rozprawa odwoławcza, podobnie jak cały proces w pierwszej instancji, była utajniony ze względu na ważny interes osób pokrzywdzonych.

Przewodnicząca składu sądu apelacyjnego Nadzieja Surowiec powiedziała w ustnym uzasadnieniu wyroku, że wobec Pawła Hajduka nie można było orzec innej kary, niż dożywocie, biorąc pod uwagę zarzucane mu najpoważniejsze przestępstwa, wcześniejszą kilkukrotną karalność i dotychczasowy tryb życia.

Jak mówiła, kara dożywocia w swoim założeniu ma charakter eliminacyjny i izolacja Hajduka jest potrzebna, by ochronić przed nim społeczeństwo.

– Oskarżony jest osobą wysoce zdemoralizowaną. Jedyną karą współmierną do stopnia zawinienia, charakteru czynu, przy istnieniu dużego prawdopodobieństwa popełnienia przez niego przestępstwa podobnego w przyszłości, może być kara dożywotniego więzienia – powiedziała sędzia Surowiec.

Sędzia Surowiec dodała, że sąd brał pod uwagę, iż skazany wychowywał się w Domu Dziecka i był pozbawiony ciepła rodzinnego, ale – jak zaznaczyła – obecnie jest on osobą dorosłą potrafiącą odróżnić dobro od zła.

Źródła: dziennikpolski24.pl, wiadomosci.wp.pl, gazetalubuska.pl, rmf24.pl, PAP